Powołanie

 Komentarz rabina Sacksa do parszy Wa-jikra

Na zdjeciu Matka Samuela ofiarowuje dziecko kapłanowi Elemu. Obraz holenderskiego malarza Gerbranda van den Eeckhouta (około 1665 r.).


PARSZA WA-JIKRA  – 17 MARCA 2018/ 1 NISAN 5778

Nigdy nie miałem ambicji, aby zostać rabinem. Na uniwersytecie studiowałem ekonomię, a później filozofię. Fascynowali mnie też słynni brytyjscy prawnicy: legendarny Edward Marshall Hall, Rufus Isaac czy Frederick Edwin Smith. Studia rabinackie ukończyłem dość późno, nie planując dalszej kariery z nimi związanej, a jedynie chcąc zgłębić dziedzictwo swojej religii.

Wszystko zmieniło się w styczniu 1978 roku. Był to mój drugi ważny jechidut (audiencja) u Rebego Lubawicz. Wydarzenie to całkowicie zweryfikowało mój stosunek do zawodu i życia. Ku mojemu zdziwieniu, Rebe zawetował wszystkie moje zawodowe plany – karierę akademicką, zostanie prawnikiem, ekonomistą, a nawet rabinem w Stanach Zjednoczonych. Moim zadaniem miało być kształcenie innych rabinów. W Wielkiej Brytanii było ich za mało i moją misją miało być zmienienie tego stanu rzeczy.

Ważne było, abym nie tylko został rabinem wspólnoty, ale również zapewnił uczniom możliwość przysłuchiwania się moim kazaniom. Nadal słyszę w głowie słowa Rebego, który wypowiada angielskie słowo „kazanie” z wyraźnym rosyjskim akcentem. Zaplanował nawet dokładnie, gdzie powinienem pracować. Miała to być London School of Jewish Studies, najstarsze seminarium rabinackie angielskojęzycznego świata.

Tak też zrobiłem. Pracowałem tam jako nauczyciel, a później dyrektor. Następnie – również po konsultacji u Rebego – podjąłem się pełnienia roli naczelnego rabina Wielkiej Brytanii, za co dziękuję nie tylko jemu, ale również mojej żonie, Elaine. Kiedy się pobieraliśmy, nie przypuszczaliśmy, że uda mi się zajść tak daleko, a Elaine nie wiedziała, że wychodząc za mnie, pisze się na bycie żoną naczelnego rabina. Bez jej stałego wsparcia, nigdy nie udałoby mi się osiągnąć tak wiele.

Opowiadam tę historię nie bez powodu. Chcę na swoim przykładzie pokazać różnicę między darem, a powołaniem, między tym, w czym jesteśmy dobrzy, a tym, do czego jesteśmy wezwani. Te dwie rzeczy bardzo się od siebie różnią. Poznałem wielu bardzo dobrych sędziów, którzy byli jednocześnie wspaniałymi pianistami. Wittgenstein uczył się inżynierii lotnictwa, a całe życie poświęcił filozofii. Ronald Heifetz studiował medycynę i kształcił się na muzyka, aby w końcu założyć Szkołę Przywództwa Publicznego, będącą częścią Szkoły Administracji Rządowej im. Kennedy’ego na Uniwersytecie Harvarda. Możemy być dobrzy w wielu dziedzinach, ale tylko poczucie misji i powołania naprawdę nas ukierunkowuje i nadaje życiu sens.

Calosc TUTAJ

Przyslala

Katharina Dr.Gasinska-Lepsien

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: