Polityka

Jak Żyd stawał się wrogiem cz.3 (3 )

Przyslal Alexander Sharon
Z kwestią żydowską w Polsce mamy do czynienia niemal od zarania państwowości, a z pewnością od XI w.

Wybitni socjaliści epoki dostrzegali dramat rozchodzenia się dróg polskiej i żydowskiej lewicy. Michał Sokolnicki w książce „Czternaście lat” wspominał manifestację 1 listopada w Warszawie: „Wszędzie słyszałem żargon żydowski lub mowę rosyjską, najmniej języka polskiego. Nad morzem głów wykrzykiwano hasła i agitowano słuchaczy – po rosyjsku… Warszawa zobaczyła w dniu 1 listopada socjalizm. Dla wielu socjalistów, dla mnie też, dzień ten pozostał jak ciemny koszmar”.

Również wśród galicyjskich socjałów doszło do rozłamu. Lider Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Ignacy Daszyński w 1907 r. pisał: „Żydzi okazali się rozstrzygającym czynnikiem politycznym przy wyborach, maszerując razem jako masa pod hasłem ekskluzywności plemiennej i narodowej”. A w 1911 r. przyznawał: „Zarobiliśmy uczciwie u antysemitów na miano żydowskich pachołków”, po czym w „Naprzodzie” oskarżył Żydowską Partię Socjalno-Demokratyczną, że „występuje przeciw językowi polskiemu, wykazując wręcz nienawiść do polskości”.

Józef Piłsudski tworząc niegdyś Sekcję Żydowską w PPS, nie przypuszczał zapewne, iż jej członek Feliks Sachs będzie autorem rezolucji potępiającej Wydział Bojowy Piłsudskiego i wykluczającej przyszłego marszałka z partii. Stało się to w 1906 r. podczas IX Kongresu PPS, kiedy doszło do definitywnego rozłamu, a niemal cała Żydowska Organizacja znalazła się w PPS-Lewicy, partii, odrzucającej – podobnie jak Bund i SDKPiL – postulat niepodległości Polski. Piłsudskiego nie pchnęło to wprawdzie na drogę antysemityzmu, wszelako szeregi partyjne usposobiło wobec Żydów nieprzychylnie.

Nastroje te podsyciło też – traktowane jako narodowa klęska – oderwanie Chełmszczyzny od Królestwa w 1912 r., za co, jak pisał tygodnik „Świat”, obaj rabini chełmscy „składali dziękczynne hołdy”. Ten wiernopoddańczy akt wzburzył polską opinię, tym bardziej iż wcześniej religijni przywódcy żydowscy raczej starali się stronić od polityki. Oburzenie wywołały również szyderstwa z uroczystych, międzyzaborowych obchodów 500-lecia bitwy pod Grunwaldem w 1910 r. Warski wywodził, że „klasa robotnicza nie może obchodzić pamiątek średniowiecznych, związanych z triumfem szlachty i klerykalizmu”.

9. To wszystko tworzyło pewien klimat duchowy i społeczny. Jednak przełom przyniosły wybory do Dumy. Najpierw do tej pierwszej, w 1906 r. Wprawdzie wybory w Królestwie wygrała miażdżąco Narodowa Demokracja, zdobywając 34 mandaty na 36 możliwych, ale i politycy żydowscy (startujący zazwyczaj z list rosyjskich Konstytucyjnych Demokratów) odnieśli sukcesy. W Grodnie zwyciężyli Jakobson i Ostrogorski, w Mińsku – Rosenbaum. W Wilnie dzięki sojuszowi rosyjsko-żydowskiemu Szmaria Lewin pokonał wybitnego adwokata Tadeusza Wróblewskiego i była to porażka prestiżowa.

Ponieważ partie socjalistyczne zbojkotowały wybory, żydowski Związek Równouprawnienia stworzył wspólny blok z pedecją, czyli Związkiem Postępowo-Demokratycznym. W samej Warszawie alians ów poparło zaledwie 16 200 Polaków i aż 17 600 Żydów. Wymowa tych liczb była oczywista. Potwierdziły to wybory do IV Dumy w 1912 r. Endecja wygrała je niemal wszędzie. Cóż wszakże znaczyły triumfy w guberniach kaliskiej czy siedleckiej – w obliczu klęski w Łodzi, a zwłaszcza w Warszawie? W 1912 r. w Warszawie żyło 822 tys. mieszkańców, w tym ponad 500 tys. Polaków i prawie 300 tys. Żydów. Na 15 okręgów wyborczych Żydzi mieli przewagę aż w 7. Wynikało to z reguł ordynacji faworyzującej zamożne, w większości właśnie żydowskie mieszczaństwo. Poza tym, w przeciwieństwie do Polaków, Żydzi udali się do urn masowo.

W efekcie, głównie dzięki głosom żydowskim, posłem z Warszawy został reprezentant zblokowanych sił Bundu i PPS-Lewicy, polski robotnik Eugeniusz Jagiełło. Mimo iż Duma była zaledwie namiastką parlamentu, rezultat ten wywarł wrażenie piorunujące. Narastać poczęło obsesyjne przekonanie o potędze wpływów żydowskich. Wszelako nawet wyzbyta uprzedzeń analiza wykazywała, iż Żydzi w skali masowej stali się realną siłą polityczną, od której zależą losy kraju.

10. Rok 1912 był ważny również dlatego, że Narodowa Demokracja – przy pełnej aprobacie hierarchii kościelnej – skupiła wokół siebie większość aktywnych katolików polskich. I nie tylko. Zarówno ludowcy, jak i konserwatyści zbliżyli się do endecji, dostrzegając w niej jedyną przeciwwagę dla rosnących wpływów żydowskich. Zmianę tę dobitnie wyraziła postpozytywistyczna „Prawda”, omawiając wybory do Dumy: „Z jednej strony staną Żydzi. Z drugiej bez różnicy wyznania i pochodzenia staną Polacy”.

Skutkiem wydarzeń 1912 r. było też gwałtowne nasilenie kampanii antysemickiej, prowadzonej przez endecję już od 1905 r. Zmieniły się też jej akcenty. W „Myślach nowoczesnego Polaka”, tej Biblii narodowców, Roman Dmowski aprobował co prawda „ruch ekonomiczny, wypowiadający walkę Żydom w drobnym handlu”, lecz stanowczo potępiał „aparat zawodowego niejako antysemityzmu, grającego na niższych instynktach mas”. Niestety, później sam taki aparat tworzył. Sądzę, że antysemityzm polityczny ukształtował się właśnie wówczas, z początkiem XX w. Wtedy to doszło do skumulowania dotychczas występujących odrębnie elementów, składających się na obsesyjną nierzadko świadomość zagrożenia żydowskiego, czterech sfer: religijnej, obyczajowo-kulturowej, ekonomicznej i wreszcie – politycznej.

Zaznaczyć warto, iż antysemityzm polityczny nie był wynalazkiem endecji, choć to ona wzięła go na sztandary. Pogromy w Polsce carska ochrana inscenizowała, zanim endecja rozpoczęła swój byt. A kwestia żydowska nie była ówcześnie teoretyczną konstrukcją, lecz żywym, palącym problemem. Problemem rozpaczliwym, bo nie ukazującym żadnej perspektywy. Nie była zdolna rozstrzygnąć go ani asymilacja, ani emigracja; ani pozytywizm, ani socjalizm; ani syjonizm, ani rewolucja.

Pozostawał fakt, iż w kraju od przeszło stulecia zniewolonym przygniatająca masa zamieszkujących go Żydów – a więc ponad 10 proc. ludności – była wobec polskich aspiracji narodowych i niepodległościowych jeśli nie wroga, to niechętna, a w najlepszym razie obojętna. Zresztą, problem żydowski w Polsce nie zniknął wraz z odzyskaniem niepodległości. A w 1926 r. przejęła go przeciwniczka endecji – sanacja. I stanęła wobec niego równie bezradna. Jest ponurym wyrokiem dziejów, że kwestię tę przecięła zbrodnicza polityka Hitlera.

11.Kiedy szerzej pisałem o tych sprawach w 1984 r., w podziemnej „Polityce Polskiej”, miałem poczucie, że poruszam problemy historyczne, bezpowrotnie minione. Tkwiłem w błędzie. Do głowy mi nie przychodziło, iż pełgające tu i ówdzie na poboczach nikłe płomyki antysemityzmu mogą w Polsce odrodzonej, w XXI w. rozgorzeć na nowo ogniem bezrozumnej nienawiści. Że ogarną część społeczeństwa, wedrą się w życie polityczne, a nawet znieprawią niektórych ludzi Kościoła, niepomnych nauczania Jana Pawła II, tłumaczącego, iż antysemityzm jest grzechem ciężkim. Kiedy słucham Tadeusza Rydzyka czy Ryszarda Bendera, kiedy czytam teksty Stanisława Michalkiewicza, gdy obserwuję ekscesy Młodzieży Wszechpolskiej, gdy śledzę krucjatę fetowanego w tylu świątyniach i wspieranego przez tylu biskupów Jerzego Roberta Nowaka – czuję zażenowanie i palący wstyd. Ale też wiem, że te uczucia nie wystarczą.

Jeśli antysemityzm jest rodzajem zaraźliwej choroby, to wymaga ona leczenia. Ale terapię poprzedzać musi trafna diagnoza. Dlatego wciąż trzeba zgłębiać ten haniebny fenomen, rozeznać jego istotę, dotrzeć do jego historycznych źródeł. Taką też skromną próbą – nie zaś traktatem moralnym – jest niniejszy tekst.

Kategorie: Polityka

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.