Jeszcze o filmie Kler

Kler’ czyli średniowieczne zasady Kościoła w erze informatycznej

Elżbieta Binswanger-Stefańska

Film „Kler” jest przede wszystkim filmem przeraźliwie smutnym. Mimo pewnych akcentów satyrycznych. Zresztą satyra z zasady jest wesoła i smutna zarazem, słodko-gorzka pigułka… Tym razem o wiele bardziej gorzka, niż słodka, gorzka to piguła do przełknięcia nie tylko przez tytułowy kler, ale i przez kochające kler i Kościół społeczeństwo. Czas na leczenie, bo diagnoza została już dawno postawiona, choć, jak to z przykrą dla chorego diagnozą, długo wypierana. Ale rak to rak, nie da się oszukać, nieleczony melduje się przerzutami, aż w końcu wyczerpany chory musi się poddać leczeniu. I tylko pytanie, czy leczenie zda się jeszcze na cokolwiek? Czy nie jest za późno?

Słowo „kler” wywodzi się z łacińskiego a to z kolei z greckiego korzenia: łac. clerus to grec. klēros, czyli „los, stan (wybrany)”. Kogo spotyka taki „wybrany los”? Kogo wybiera los do takiego stanu? Czy jest to powołanie (tylko co to takiego? wewnętrzny głos? autentyczna potrzeba „służenia wiernym”?), czy wypchanie (przez rodzinę, opiekunów?), zauroczenie (papież Benedykt XVI zwierzył się, jak to już jako chłopiec chciał zostać biskupem, bo zachwycił go imponujący strój biskupa, który akurat zawitał do jego wioski, a wokół sama szarzyzna), czy zaślepienie (idealizowanie stanu duchownego połączone z nieznajomością realiów wewnątrz Kościoła jako instytucji?)?

Możliwy jest jeszcze jeden motyw, który rozważa Ekke Overbeek w swojej książce „Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią” (2013), ale do tego wrócę później.

Bohaterami „Kleru” są trzej księża, koledzy z czasów młodości. Szczególnie mocno złączeni przeżytą razem katastrofą, pożarem, który każdego z nich mógł kosztować życie. Przeżyli i rokrocznie obchodzą wspólnie rocznicę uratowania, a jak „chwalą Pana za darowanie życia”, widzimy w scenie otwarcia filmu. Każdy z nich zrobił swoją karierę w firmie „Kościół” i poprzez życie każdego z nich pokazany jest Kościół i jego struktury od środka i z różnych stron.

A więc najpierw strona prywatna: ksiądz Tadeusz Trybus* trafił po seminarium do wiejskiej parafii gdzieś w Małopolsce, marna to egzystencja, bo właściwie cóż takiego umie robić? Spowiadać? To trochę mało w świecie, w którym trzeba zarobić na potomstwo… a potomstwo akurat umiał zrobić. Jak sobie poradzi? Ksiądz Andrzej Kukuła, typ „poczciwy klecha”, jest uwikłany w podejrzenia o pedofilię i na jego przykładzie widzimy jak w podstawionym zwierciadle, jak zachowuje się polskie małomiasteczkowe społeczeństwo wobec takiego podejrzenia, a jak podchodzi do takiego problemu hierarcha Kościoła w Krakowie.

I trzeci „kolega-kleryk”, ksiądz Leszek Lisowski, karierowicz w międzynarodowej korporacji, jaką de facto jest współczesny Kościół Katolicki zarządzający ogromnym majątkiem i – jak to jest z wielkimi pieniędzmi – na różne sposoby współpracujący z bankami, politykami, i last but not least, mafią – pamiętamy aferę Vatileaks z roku 2012, skandal spowodowany „wyciekiem” do mediów tajnych dokumentów dotyczących kulisów finansów Watykanu? Nie pamiętamy? Kto pamięta, ten pamięta, a kto nie pamięta, ten nie chce pamiętać! Kościół, a już zwłaszcza Kościół polski nie chce pamiętać, dlatego wydarzenia wokół ujawnienia korupcji i marnotrawstwa w Watykanie w polskich mediach praktycznie nie istnieją.

A tu tymczasem, po dwudziestu jeden rozprawach (!) Trybunał Państwa Watykańskiego wydał w lipcu 2016 roku wyrok 18 miesięcy więzienia na hiszpańskiego duchownego, Lucia Ángela Vallejo Baldę, który ujawnił tajne dokumenty. W czasie trwania procesów pod murami Watykanu odbywały się pikiety w obronie wolności słowa i laickości państwa. Czy nasza polska korespondentka z Włoch, Agnieszka Zakrzewicz, specjalizująca się w tematyce Watykanu i Kościoła, autorka książek „Głosy spoza chóru” i „Watykański labirynt”, co „Wiadomości” wypowiadała się w publicznej telewizji? Nigdy! Nie ona! W telewizji publicznej sprawy Watykanu relacjonuje Magdalena Wolińska-Riedi. Jak, wszyscy wiemy. Bezkrytycznie.

Więc jeszcze jeden bohater filmu, właściwie to „nadbohater”, arcybiskup Mordowicz, urzędujący w krakowskiej kurii, zawiadujący grubymi finansami, masowymi kościelnymi uroczystościami i budową kolejnych sanktuariów w kraju pełnym kościołów cyniczny i wszechwładny hierarcha, trzymający tajemnice Kościoła – i własne – w dźwiękoszczelnych ścianach kurii, które jednak, jak się okazuje, przy dzisiejszych możliwościach technicznych nie są nieprzepuszczalne.

A właśnie o to chodzi w instytucji powstałej w głębokim średniowieczu i średniowiecznymi zasadami się rządzącej, w trzymaniu prawdy pod kluczem, w trzymaniu wyznawców z dala od Watykanu, w ukrywaniu, jak to wszystko tak naprawdę funkcjonuje. Ale że żyjemy w czasach wydobywania na światło dzienne wszelkich informacji, w erze informatycznej, która odmienia i odmieni świat na zupełnie inny, taka instytucja jak Kościół, bazująca na utrzymywaniu rzeszy wiernych w nieświadomości, już od czasów Oświecenia ma z tym poważne kłopoty.

Piszący o kłopotach Kościoła Tomasz Krzyżak w weekendowym magazynie Plus Minus Rzeczpospolitej poświęconym tematowi pod zbiorczym tytułem „Kościół do remontu”, z 29-30 września 2018, zaraz po piątkowej premierze „Kleru”, zaczyna w te słowa:

„Kościół atakowany jest od wielu lat. Chyba każdy, kto choć trochę interesuje się historią, zgodzi się z twierdzeniem, że próby dyskredytowania, obniżania autorytetu czy kontestowania jego nauczania trwają – z różnym natężeniem – mniej więcej od połowy XVIII wieku. Podwalin tego ataku trzeba – rzecz jasna – szukać w wydarzeniach rewolucji francuskiej. Ówczesna, zajadła i częstokroć krwawa, wojna z katolicyzmem, miała wyrzucić go na margines, a nawet całkowicie wyrugować z życia społeczeństwa /…/ Kościołowi udało się przetrwać, ale narracja o potrzebie nieustającej walki z nim utrwaliła się w społeczeństwach Zachodu i trwa do dziś. /…/ Gigantyczny – szczególnie w ostatnich latach – rozwój mediów, gdy informacja z kontynentu na kontynent nie idzie już tygodniami czy miesiącami, lecz obiega cały świat w kilka sekund, sprawił, że Kościół nieustannie jest pod pręgierzem. Nie podoba się nauczanie w kwestii antykoncepcji, nie podoba się jego podejście do prokreacji. /…/ Teraz solą w oku są lekcje katechezy w szkołach, krzyże w przestrzeni publicznej. Drażnią rezydencje, w których mieszkają biskupi. Samochody, którymi się poruszają. Dziś na tapecie jest pedofilia. Nie twierdzę, że problemu nie ma. Jest, i to poważny.”

Ale konstatuje: „Kościół jest w kryzysie, lecz może z niego wyjść wzmocniony”.

Cóż, Kościół nie jest atakowany za niewinność. Kościół sam się dekonstruuje, a od czasów Oświecenia coraz więcej ludzi wie, jaka jest historia Kościoła, jakie grzechy ma na swoim koncie i na jakich strukturach się opiera. I w erze informatycznej nie ma już możliwości zatrzymania procesu ujawniania prawdy, nie pomogą żadne klauzule poufności, żadne śluby milczenia, żadne groźby ekskomuniki, Kościół sam sobie nagrabił taką masę krytyczną grzechów, że w końcu musiał powstać taki film jak „Kler” nawet w tak katolickim kraju jak Polska. I – jak się okazuje, ludzie walą do kin drzwiami i oknami – chcą wiedzieć! Powiem więcej, szukają potwierdzenia tego, co już dawno wiedzą, ale nie oficjalnie: że Kościół nie jest święty! I prawda ta nie jest kwestią chwilowego kryzysu, z którego Kościół się podniesie i znowu założy aureolę. A dlaczego?

Bowiem męscy bohaterowie „Kleru” to nie wszystko. Jest jeszcze jeden bohater filmu: Seks. I to jest poważny bohater. Kościół próbuje seks na wszelkie możliwe sposoby zahamować, zakłamać, zaklinać, ale guzik z tego! Seks to najpotężniejszy przeciwnik Kościoła, nic nie pomoże umawianie się, że go nie ma, co widzimy w każdej ścieżce życiowej naszych fikcyjnych bohaterów „Kleru” i niezliczonych ścieżkach kleru w rzeczywistości. Zasadniczo są trzy normalne sposoby ułożenia się z seksem: hetero, homo i auto. Jak wiemy, wszystkich trzech Kościół zabrania. Ale seks zna swoje sposoby, jeśli nie tak, i nie tak, i nie tak, to tak, jak się da, nie normalnie, nienormalnie. Choćby wykorzystując tych, którzy nie umieją, nie są w stanie się bronić, dzieci i młodzież. Zresztą dewiacji jest trochę do wyboru, jednak ta jest wyjątkowo perfidna, bo ofiary seksualnych nadużyć same mogą potem szukać ofiar. Lub żyć w nieuleczalnej traumie.

Sprawa pedofilii w Kościele nie „jest [akurat] na tapecie”, tylko jest grzechem głównym Kościoła, a jaka jest jego skala, o tym dopiero świat się dowiaduje. Bo badania dopiero się zaczynają. I czy winnych jest „tylko” 3%, czy 10% kleru, w liczbach absolutnych dookoła świata jest to ogromna ilość księży katolickich i jeszcze więcej ofiar. I czy chodzi o pedofilię z definicji tylko z dziećmi przed okresem pokwitania, czy poszerzoną o dojrzewającą młodzież, Kościół odsuwając kobiety od męskiego świata, upierając się przy zaprzeszłych strukturach ściśle patriarchalnych, krzywdzi dzieci i dorosłych, krzywdzi społeczeństwo, i tych, których los „wybrał” na sługi Kościoła, kler.

Seks to płeć, i choć wiemy już, że bywa płynna, zasadniczo płeć to płeć męska i żeńska. Płeć odsuwana przez wieki jako „druga płeć” staje się coraz bardziej płcią równoważną. Równie ważną. Równie wykształconą, równie ambitną, równie świadomą, równie seksualną. Współpierwszą. I jeśli dodać te trzy faktory do siebie: bezsensowny celibat, kompromitację z powodu skandali pedofilskich (finansowych i innych) oraz ludzi płci żeńskiej, to reforma Kościoła nie może się udać, a jeśli, to nie będzie to już Kościół. Co będzie, nie wiadomo, Yuval Noah Harari (autor głośnego „Homo Deus”) w swoim najnowszym dziele „21 lekcji na 21 wiek” (2018, w polskich księgarniach wkrótce) pochyla się nad pytaniem, co z religiami, ale oprócz tego, iż zauważa, że człowiek jest istotą o potrzebach transcendentalnych, nie wie, jakie narracje zastąpią wiary w bogów, co rozpali wyobraźnię człowieka przyszłości. A niemiecki filozof Richard David Precht w rozważaniach o przyszłości społeczeństwa informatycznego w książce „Myśliwi, pasterze, krytycy” (2018, nie wiem, kiedy na polskim rynku) mówi przede wszystkim, że zmieni się wszystko. Wszystko.

Obecna burza w społeczeństwie polskim wokół „Kleru”, to tylko jeden z symptomów tych zmian. Pewnie, jak to u nas, trzeba się liczyć z poślizgiem, ale tak czy tak średniowiecze definitywnie odchodzi w przeszłość, w erze informatycznej plagą mogą być fejki, ale zakłamania utrzymać się nie da. Wszelka informacja w końcu wycieknie, pewnie prędzej niż później. I dobrze, nie będzie tak nieszczęsnych losów, jak te przedstawione w filmie.

„Kler” jest oczywiście filmowym dziełem fikcyjnym wyreżyserowanym przez Wojciecha Smarzowskiego, to nie dokument, więc takie czy inne uwagi w recenzjach powinny odnosić się do fikcji, a nie nadmiaru lub braku jakichś faktów. Znamienne, że autorami scenariusza jest ateista Smarzowski i ewangelik Wojciech Rzehak, zdjęcia wewnątrz kościołów nakręcane były w Czechach, bo w naszych kościołach by się pewnie nie udało, śpiewający wierni w kościele to głównie Ukraińcy, bo tych udało się zwerbować. Aktorzy są znakomici, innych Smarzowski nie zatrudnia: Robert Więckiewicz to ksiądz Trybus, Arkadiusz Jakubiak – ksiądz Kukuła, Jacek Braciak – ksiądz Lisowski, Janusz Gajos – Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Mordowicz (w jednej ze scenek z nim Stanisław Brejdygant – ksiądz Teodor); są i znaczące role kobiece, które w recenzji celowo pominęłam, żeby pokazać świat bez kobiet lub z kobietami na drugim planie: Joanna Kulig – gosposia i nie tylko księdza Trybusa, Iwona Bielska – wierna parafianka, Katarzyna Herman – dziennikarka, której się nie udaje… Są też aktorzy grający dorosłe ofiary pedofilii oraz wykonawcy ról dziecięcych. Cała obsada robi ten film.

http://www.sofijon.pl/module/article/one/1486

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: