.Jestem znów Zydem cz 39

Szlomo Adler

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


W ciągu następnych kilku miesięcy okoliczni chłopi sami mordowali ukrywających się u nich Żydów albo oddawali ich w ręce Niemców. Raz pan Raduchowski znalazł przy drodze trupa zamarzniętego Żyda i zakopał go.

Rodzina Raduchowskich przygotowywała się na święta Bożego Narodzenia. W dzień Wigilii dostaliśmy skromniejszy posiłek niż zawsze. „To dlatego, że wieczorem dostaniecie uroczystą kolację”, powiedziała pani Raduchowska.  Rzeczywiście, kiedy zapadła noc przyniosła nam królewską ucztę. Powiedziała, że później będziemy mogli wyjść z kryjówki i zejść do mieszkania żeby zobaczyć choinkę.Po jej odejściu zaczęli przychodzić do ich domu młodzi ludzie w małych grupach i śpiewali kolędy.  Chodzili od domu do domu według tradycji. Przysłuchiwaliśmy się śpiewom siedząc koło wejścia do kryjówki. Kiedy już byliśmy gotowi zejść do kryjówki na noc, przyszedł pan Raduchowski i zaprosił nas do mieszkania.  Właściwie to był jeden pokój.Okna były przykryte ciężkimi zasłonami a wnętrze  był jasno oświetlony kilkoma lampami naftowymi. Życzyliśmy im wesołych świąt i zbliżyliśmy  się do choinki, która była bardzo ładnie ozdobiona.  Dostaliśmy danie zrobione z pszenicy i miodu, to tradycyjny przysmak świąteczny, który nazywa się kutia. Pozwolili nam tym razem jeść metalową łyżką i po chwili talerze były puste.  Potem pan Raduchowski zaprowadził nas do kryjówki. Następnego dnia nie było szkoły ani pracy. Michał mógł być z nami cały dzień.  Przyszedł do nas z kieszeniami pełnymi orzechów. Miał dziadek do orzechów i kuchenny ręcznik, aby nie było hałasu przy rozłupywaniu skorupek.

Siedzieliśmy na poddaszu, nad kryjówką i ocenialiśmy ruchy wojsk na różnych frontach.  Nazwy Sidi Barrani lub Marsa Matruch nie znaczyły dużo dla nas, ale wiedzieliśmy, że to są miejsca w Afryce, gdzie wojska Wielkiej Brytanii walczyły rok temu. Gdzie byli teraz Brytyjczycy? Józik był naszym geograficznym ekspertem. Powiedział nam, że to są miejsca w Egipcie.  Gdzie i kiedy rozpocznie się  wreszcie ten drugi front w Europie?Zima była w pełni.  Śnieg pokryły Karpaty. Na strychu, na który wychodziliśmy było zimno, więc całymi dniami siedzieliśmy w kryjówce pod pierzyną.  Raduchowscy rzadko opuszczali swój dom.  Pan Raduchowski odwiedzał nas dość często i opowiadał co się dzieje.  Zaczęliśmy wierzyć, że uda nam się przeżyć.  

Poprzednie czesci  TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: