Jutro

 Zenon Rogala


Przyszedł znacznie przed umówioną porą. Wolał sam zdecydować gdzie będzie ją podejmował. Wybrał stolik na zewnątrz gwarantujący znakomity widok na szeroko otwarte drzwi wiodące z ogromnej, usytuowanej na parterze restauracji, wprost na wielki kamienny taras. Tylko latem służy on do podejmowania wybrednych gości, gdyż wielkie płyty z niezbyt starannie wyszlifowanego piaskowca, kładzione jeszcze w minionym wieku, tworzą niebezpieczne szczeliny, a niekiedy znaczne nierówności. Zatem kiedy ona wkraczać będzie na ten podbity i rozeznany już przez niego teren, on poderwie się i przywita ją tuż po jej wejściu, aby bezpiecznie doprowadzić ją do wybranego stolika.
Nawet letni deszcz, jeśli się zdarzy, nie będzie w stanie przeszkodzić spotkaniu, gdyż ogromny parasol póki co, rzuca ogromny cień nawet poza teren stolika.
W jego obecności, w czasie tego ważnego spotkania nie może wydarzyć się jej nic złego i niebezpiecznego. Będzie ubrana w piękną kwiecistą i powiewną suknię taką, w jakiej widział ją tamtego lata. Może ten fakt zasypie wieloletnią przepaść emocjonalną między nimi. I będzie umowną próbą kontynuacji tych emocji przerwanych przed laty. Jej mała wiotka torebka będzie spełniać jedynie funkcję dekoracyjną. Będzie jej potrzebna tylko po to, żeby wyeksponować jej śliczne dłonie, szczupłe i delikatne. Takie dłonie mają wiolonczelistki, lub pracujące w biurach projektowych rysowniczki. Każdy paznokieć choć będący indywidualnością, jest oddanym sojusznikiem czwórki swoich pobratymców.
Był pewien, że założy ona ażurowe cieliste rękawiczki. Będą sięgać jej do połowy przedramion. Tłem kwiecistego wzoru na sukience jest przecież dyskretny róż widywany w palecie barw na pobliskich letnich łąkach.
Ale najważniejszy będzie kapelusz. Jej piękna twarz przecież stworzona jest do prezentowania się na tle letniego kapelusza. Wiotkie i lekko opadające rondo przepasane będzie wstążką z takiego jak sukienka materiału. Przez ażurowe oczka, prześwitujące przez kopułę kapelusza, wyglądać będą niektóre niesforne pukle jej kasztanowych włosów i natychmiast będą relacjonować uwięzionej reszcie koleżanek co słychać i widać na szerokim świecie, a zwłaszcza co to za jegomość, na spotkanie którego ich pani tak się wystroiła. Im bardziej dokładna relacja, tym większa gwarancja, że stanowiska obserwacyjne obsadzone są przez właściwe kosmyki. Delikatny niewidoczny makijaż oczu, rysunek ust i policzków, jakby niechcący podkreślą szczupłości jej twarzy. Oczy z początku ocienione, po zdjęciu okularów zajaśnieją dawnym młodzieńczym blaskiem.
Kiedy usiądzie będzie chłonął jej postać, jej twarz pełną elegancji i zgrabną sylwetkę o stosownej do okoliczności wyniosłości.
Czekał… Ale to nie jest czekanie, kiedy brak osoby przemienia się w torturę.
Siedział… Ale to nie jest siedzenie, kiedy jest się co chwilę w innym miejscu.
Patrzył… Ale to nie jest patrzenie, kiedy widzi się tylko pusty otwór drzwiowy prowadzący z ogromnej restauracji na szeroki kamienny taras.
Słońce od kiedy wybrał ten stolik, z początku bardzo agresywne i przekonane o swej sile, teraz po nieudanych atakach przeniknięcia do stolika, pogodziło się już z przegraną. Jednak zaciekawione rozwojem akcji pod parasolem, próbowało zajrzeć do stolika. W tym celu przesunęło plamę cienia parasola, aż pod ciemny otwór drzwiowy. Jeśli i dzisiaj ona nie przyjdzie, obrażone słońce za chwilę odejdzie odpocząć za pobliskie wzgórza.
Wreszcie weszła. Ale zaraz, przecież nie taką ją zapamiętał. To nie może być ona. Zamiast kwiecistej sukienki skromny strój. Owszem jest pod szyją maleńka muszka, jest bielusieńka bluzeczka, jest także ciemna kamizelka, ale czemu zamiast kwiecistej sukienki ciemna spódniczka.
Dlaczego nie ma na głowie ażurowego kapelusika z przepaską z materiału z jakiego jest sukienka, tylko jakaś ażurowa przepaska, jakie noszą zwykłe kelnerki.
Idzie w jego stronę. Idzie do niego z wyraźnym dla niego przesłaniem. Idzie z pilną wiadomością. To nie będzie dobra nowina. To nie będzie wiadomość na pierwszą stronę dzisiejszej gazety. Jej oczy są smutne i zamiast maleńkiej torebki niesie zwykły portfel, ze zwykłą białą kartką.
– Pani, na którą czeka pan codziennie, również i dzisiaj nie przyszła. – proszę przyjść jutro. Może jutro przyjdzie ta pana dziewczyna, której nie docenił pan przed laty.
– Jutro, tak…jutro. Może jutro… może przyjdzie jutro… tak ma pani rację … nie docenił… tak…jutro… może jutro

Wszystkie opowiadania Zenona Rogaly

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: