Rzeczpospolita tylko dla uprzywilejowanych?

Napisala i przyslala Elzbieta Tracewicz

 

 


 

Dnia 22.06.2009 r. ukazał się w „Rzeczpospolitej” artykuł Piotra Skwiecińskiego pt. „Antysemityzm jako ideologiczna pałka” (rp.pl/artykuł/9157,323412).

Artykuł, o którym piszę neguje bezwarunkowe zobowiązanie państwa (poprzez jego władze) do bezwarunkowego stania na straży sprawiedliwości społecznej i równych praw wszystkich obywateli państwa. Obraz Polski wyłaniający się z artykułu Piotra Skwiecińskiego jest ponury i przygnębiający. Polska aprobowana w jego artykule to państwo (choćby i podziemne) nieliczące się z prawami i potrzebami znacznej części swojego społeczeństwa, to Polska nacjonalistyczna, utożsamiająca polskość z jedną grupą społeczną, dzieląca społeczeństwo na dwa obozy, to ojczyzna odrzucająca część swoich dzieci, aby ratować te „poprawniej myślące”. To wyrodna matka. Wizja państwa polskiego jako usprawiedliwionego obrońcy praw (w tym prawa do życia) tylko części społeczeństwa (choćby tej większej) jest propagowaniem państwa totalitarnego obdarzającego przywilejami, w tym przywilejem życia swoich wybranych obywateli przy równoczesnym ignorowaniu tego obowiązku wobec pozostałych (choćby to była mniejszość). W państwie demokratycznym, bowiem, władze państwowe muszą być gwarantem sprawiedliwości społecznej wobec wszystkich jego obywateli i nie są z tego obowiązku zwolnione w żadnej sytuacji.

„Dwa narody” czyli Polacy pierwszej i drugiej kategorii.

Jeden z podtytułów artykułu Piotra Skwiecińskiego brzmi: „Dwa narody” sugerując, że w okresie dwudziestolecia międzywojennego i okupacji Polacy dzielili się na dwie kategorie obywateli: żydów i nie-żydów. Czyżby autor zapomniał, że przez wieki, nie tylko na swoich wschodnich rubieżach, ale i w Koronie, i aż do końca II wojny światowej Polska była krajem wielonarodowościowym, z wielkimi społecznościami ludzi przyznających się do innej niż polska narodowość (zapisywano ten fakt w ich dowodach osobistych) i innego niż rzymsko-katolickie wyznanie (również odnotowywały to ich dowody osobiste). Autor przeciwstawia sobie nawzajem „dwa narody”: „naród” obywateli polskich -żydów, a więc według autora „obcych”, „nie-Polaków” i „naród” obywateli polskich-nie-żydów, a więc według autora „swoich”, „Polaków”. Do „narodu Polaków” milcząco wydaje się zaliczać wszystkich nie-żydów, gdyż nie tworzy dla nich odrębnej kategorii („trzeciego narodu”, na przykład) i nie stwierdza konieczności „poświęcenia ich” życia dla obrony życia „Polaków”. Siłą faktu, w grupie „narodu Polaków” poza potomkami Piasta Kołodzieja i Rzepichy znaleźli się obywatele polscy narodowości białoruskiej, litewskiej, łemkowskiej, niemieckiej, ormiańskiej, romskiej, tatarskiej, ukraińskiej i wszystkich pozostałych, wywodzący się z najróżniejszych nacji, które zamieszkiwały polskie ziemie na przestrzeni tysiąclecia.

Autor usprawiedliwia i zdaje się aprobować fakt, że aby ratować „naród nie-żydów” (czyli „pierwszy naród” stanowiący 90% społeczeństwa) ojczyzna-matka ma prawo poświęcić życie „mniejszego narodu” (żydów) stanowiącego 10% polskiego społeczeństwa. Obrazowo mówiąc oznacza to wybranie i skazanie na śmierć spośród każdych dziesięciu ustawionych w rzędzie, różnorodnych i różniących się między sobą osób, tej jednej, która wybierającemu wydaje się być jakoś „bardziej” czy „w inny sposób inna” niż pozostali. Czy kochająca swoje różniące się między sobą dzieci matka mogłaby dokonać takiego wyboru? Czy reprezentujący ojczyznę przedstawiciele rządu mają prawo do takich wyborów? Czy cokolwiek jest w stanie usprawiedliwić zaniechanie działań w obronie życia którejkolwiek z tych dziesięciu osób? W swoim artykule Piotr Skwieciński usprawiedliwia zwolnienie się polskich podziemnych władz państwowych z obowiązku realizowania sprawiedliwości społecznej wobec 10% polskiego społeczeństwa.

Większe i mniejsze prawo do życia.
Na jakiej podstawie Autor twierdzi, że w czasie okupacji niemieckiej rząd polski na uchodźctwie czy polskie państwo podziemne miało prawo do ratowania w pierwszej kolejności nie-żydów kosztem żydów? Czy prawo to dawała mu odrębność religijna żydów (nie-chrześcijanie)? Czy zaniechanie ratowania ich od Zagłady można było usprawiedliwiać ich przywiązaniem do własnej religii? Mordowano przecież wszystkich żydów, wierzących i niewierzących, żydów-chrześcijan, żydów-agnostyków i żydów-ateistów. Czy przyznawanie się do „narodowości żydowskiej” miało być kryterium zróżnicowania prawa do życia i znalezienia się w kategorii „narodu” poświęconego dla ratowania „drugiego narodu”, czyli pozostałych 90% społeczeństwa? Dlaczego? Według jakiego prawa, ludzkiego czy boskiego jedna narodowość jest gorsza od innych narodowości?

Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata versus państwo podziemne.

Sądzę, że swoim artykułem Piotr Skwieciński ubliżył polskim Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata i zanegował sens ich działania. Oficjalnie jest ich ponad sześć tysięcy, bo tylu zdążyło udokumentować własną działalność zanim odeszli z tego świata. W rzeczywistości było ich więcej. Ich postawę można przeciwstawić bronionej przez Piotra Skwiecińskiego tezie – o zobowiązaniu państwa podziemnego do ratowania nie-żydów w pierwszej kolejności, nawet w sytuacji totalnej Zagłady żydów. Sprawiedliwi Wśród Narodów nie chcieli, a może nie potrafiliby znaleźć żadnego usprawiedliwienia dla siebie, gdyby okazali obojętność i odmówili pomocy szukającym u nich ratunku żydom. Wśród Sprawiedliwych byli i tacy, którzy sami szukali sposobu niesienia pomocy żydom i ratowania ich życia. Czasami robili to w imię własnych przekonań religijnych, czasami pod wpływem wielkiego współczucia. Nie myśleli wówczas o „dwóch narodach”, sądzili czy raczej czuli, że życie ratowanych żydów jest równie ważne jak ich własne. Dlatego potrafili poświęcić własne życie, aby ratować życie tych, których ratowali. Sprawiedliwi Wśród Narodów byli świadomi grożącej im i ich rodzinom śmierci. Mogli odmówić pomocy lub udać, że nie widzą szukających u nich schronienia. Z powodów, dla których nazwano ich Sprawiedliwymi Wśród Narodów woleli wybrać ryzyko własnej śmierci. Jedna ze Sprawiedliwych, matka czworga małych dzieci, której obejście – po donosie – przeszukiwali Niemcy (na szczęście nie znaleźli Ukrytych), zapytana przez kobietę, którą wraz z jej mężem i dwójką dzieci ukrywała, „czy mają odejść i szukać schronienia gdzie indziej”, (choć nie mieli gdzie pójść) odpowiedziała: „Zostańcie. Będzie, co ma być. Jeśli Bóg da, przeżyjemy wszyscy, jeśli mamy zginąć zginiemy razem”. Przeżyli. Nie wszystkim się udało. Ci, których wydali Niemcom ich sąsiedzi zginęli razem z ukrywanymi przez siebie żydami. Gdyby myśleli kategoriami artykułu Piotra Skwiecińskiego nie podjęliby się próby ratowania żydów. Ale czy cieszyłoby ich wówczas własne życie po odmowie pomocy?

Nie- Polak?

Podział Polaków na „dwa narody” nasuwa pytanie, w którym momencie, po ilu pokoleniach i czy w ogóle, zdaniem Piotra Skwiecińskiego żyd mógł być uznany za Polaka. Czy według autora „pół-żyd” (ojciec lub matka uważali się za żyda-żydówkę) to nie-Polak lecz obcy, którego można ratować dopiero w drugiej kolejności? Czy „ćwierć-żyd” (jedno z dziadków uważało się za żyda) to nie-Polak, to obcy, którego życie można poświęcić dla ratowania tego, który nie miał w sobie śladów żydowskiej krwi? Czy żyd, który nie mówił po żydowsku, którego rodzina od wieków żyła w Polsce (może nawet od czasów Mieszka I), którego dziadowie walczyli w powstaniu styczniowym i który czuł więź z przeszłymi pokoleniami swoich pradziadów to nie-Polak ale obcy, mniej zasługujący na ratowanie niż ten, którego pradziadowie wywodzili się z jednego z narodów, w których „miłościwie nam panowali” Litwin Władysław Jagiełło, Węgier Stefan Batory, Szwed Zygmunt III Waza, cesarz Franciszek Józef, car Mikołaj I, czy choćby Wielki Kanclerz Bismarck?

Czy ktoś, kto znał wyłącznie polsko-słowiańską kulturę, ale kto wywodził swój rodowód z żydów przybyłych do Polski w czasach Reformacji to obcy, nie-Polak, którego można było wydać na śmierć? Czy ktoś kto tworzył polską kulturę, budował polskie drogi, uczył polskie dzieci kochać polski język i polską historię, kto wychowywał dzieci na polskich patriotów, leczył polskich biedaków i kto uznawał siebie za żyda to nie-Polak, obcy, któremu polskie państwo podziemne miało prawo – według słów Piotra Skwiecińskiego – odmówić broni, bo musiało ratować Polaków nie-żydów? Czy ktoś kto przewędrował Syberię w drodze do polskiej armii i kto wraz z Armią Andersa przeszedł szlak bojowy aż pod Monte Casino i którego grób oznaczony gwiazdą Dawida znajduje się u podnóża Monte Casino, w polskim kwartale, w rzędzie innych grobów z gwiazdą Dawida, pośród innych polskich grobów oznaczonych rzymsko-katolickimi, prawosławnymi i protestanckimi krzyżami to nie-Polak, któremu – według Piotra Skwiecińskiego – odmówienie pomocy w imię ratowania nie-żydów było usprawiedliwione?

Czy katolicki ksiądz, który jako niemowlę został wyniesiony z getta i w obliczu śmierci oddany przez własną matkę katolickiej rodzinie, wyświęcony przez polskiego biskupa, profesor jednego z polskich uniwersytetów, przez ponad 40 lat życia całkowicie nieświadomy swoich żydowskich korzeni (aż do śmierci swojej przybranej nie-żydowskiej matki) to nie-Polak, którego życie jest mniej warte niż jego rówieśnika pochodzącego od słowiańskich przodków?

Kto i na jakiej podstawie ma prawo decydować czy obywatel polski ma prawo czuć się Polakiem czy nie? Kto i na jakiej podstawie może zakazywać polskiemu obywatelowi – pod groźbą wyrzucenia go poza społeczność narodową – wyznawać religię jego ojców? Kto i na jakiej podstawie może zabronić polskiemu obywatelowi nazywać Polskę swoją ojczyzną i domagać się dla siebie szacunku od innych Polaków? Czy na wszelki wypadek ci, którzy mogą powinni nosić przy sobie, a może mieć wpisany w dowód osobisty swój rodowód, udowadniający każdemu zainteresowanemu ich pochodzeniem, że w prostej linii, z obojga rodziców pochodzą od Piasta Kołodzieja i Rzepichy? Ilu Polaków mogłoby „poszczycić się” takim rodowodem? Nie daj jednak Boże, jeśli w ich rysach można dopatrzeć się innych niż „piastowskie” cech, ot choćby afrykańskich (jak u Rosjanina Aleksandra Puszkina), azjatyckich, śródziemnomorskich czy germańskich?

Rzeczpospolita ojczyzną czy wyrodną matką swoich obywateli?

Jaką ma być obecna Rzeczpospolita? Czy taka, której wizję zawiera artykuł Piotra Skwiecińskiego? Czy ma być państwem pełnym uprzedzeń wobec wszystkich nie-pochodzących od Piasta Kołodzieja i Rzepichy? Czy państwo polskie poprzez swoje władze nie jest zobowiązane do równego, sprawiedliwego traktowania i ochrony w równym stopniu życia, zdrowia i dobrobytu wszystkich swoich obywateli bez względu na ich religię i rasę, płeć i orientację seksualną, pochodzenie etniczne i język, którym mówią w swoich rodzinach, kolor skóry, włosów i oczu, wiek, wzrost i wagę, sposób ubierania się, stan majątkowy i inteligencję, wykształcenie i zawód, miejsce zamieszkania (miasto, wieś) i powiązania z elitami rządzącymi lub brak takich powiązań (partyjność, bezpartyjność, koligacje rodzinne, itd)? Jest to pytanie bardzo zasadnicze. Pytanie o model Polski jako kraju, o wybór między demokracją, dla której sam fakt bycia człowiekiem jest najwyższym dobrem, wspólnie dzielonym przez wszystkich polskich obywateli i zamieszkujących w niej nie-obywateli, a totalitaryzmem, w którym sprawiedliwość i pierwszeństwo w ochronie życia i dobrobytu przysługuje uprzywilejowanym, według z góry wyznaczonego przez rządzących rozdzielnika.

Solidarność była protestem przeciwko niesprawiedliwości społecznej, brakowi równości obywateli wobec prawa i dzieleniu społeczeństwa na mniej i bardziej uprzywilejowane grupy. W czasach PRL-u kryteriami podziału na mniej i bardziej uprzywilejowanych były: religia (ateiści versus wierzący), popieranie władzy (partyjni versus bezpartyjni), pochodzenie społeczne (robotnicy i chłopi versus inteligencja, zwłaszcza wywodząca się z elit przedwojennych), płeć (mężczyźni dostawali dodatkowe punkty „za płeć” przy przyjęciach na studia medyczne). W różnych okresach określona przynależność etniczna była obiektem nagonki i prześladowań, na przykład, Łemkowie i ludność ukraińska w latach 40-tych, Niemcy w końcu lat 40-tych, w latach 50-tych i 60-tych, Żydzi w końcu lat 60-tych. Państwo totalitarne obdarzało przywilejami wybrane przez siebie grupy społeczne w imię “wyższych ideałów” dziejowej i klasowej sprawiedliwości społecznej oraz wyrównania krzywd klasom pokrzywdzonym przez historię. Kryteria, które według Piotra Skwiecińskiego dawały części polskich obywateli większe prawo do przeżycia wojny niż innym są znacznie mniej – wbrew jego sugestiom – jednoznaczne.

Kiedy nie-Polak staje się Polakiem?

W którym momencie, po ilu pokoleniach życia na polskiej ziemi przybysz na tereny historycznie polskie (różne w różnych epokach) staje się Polakiem „pierwszej kategorii”, pełnoprawnym członkiem polskiego narodu, tym, który zasługiwałby na ratowanie jego życia przez polskie państwo podziemne (tak jak ujmuje to Piotr Skwieciński w swoim artykule) bez oglądania się na jego „etniczność” czy wyznawaną religię?

W Polsce mieszka coraz więcej osób, którzy pochodzą z różnych stron świata, które przyjechały do Polski jako dorosłe osoby i otrzymały lub starają się o obywatelstwo polskie. W Polsce urodziły się ich dzieci, które są dwujęzyczne i oprócz związku z Polską czują związek z ojczyzną i kulturą kraju pochodzenia swoich (obojga lub jednego) rodziców. Ci polscy obywatele nie zawsze są katolikami, czasami nie są chrześcijanami, choć wyznają monoteizm, albo wyznają politeizm lub są buddystami, agnostykami czy ateistami. Dzieci ich dzieci prawdopodobnie będą – w większości – mówiły wyłącznie po polsku, choć niekoniecznie, bo będzie to zależało od troski ich rodziców i dziadków o związek z krajem przodków. Jeśli ich religia wymaga posługiwania się innym niż polski językiem, najprawdopodobniej przechowają język swoich dziadów i pradziadów, będą go rozumiały a może nawet mówiły i czytały w tym języku. Jeśli mają rodziny w kraju pochodzenia ich ojców i dziadków, najprawdopodobniej będą znały kulturę kraju swego pochodzenia, będą go odwiedzały, cieszyły się przywiezionymi stamtąd pamiątkami, może nawet będą studiować na polskich uniwersytetach język i kulturę swoich przodków? Niektórzy z nich wejdą lub już weszły w związek małżeński z obywatelami Polski, którzy mieszkają w Polsce od niepamiętnych czasów. Może jednak na zawsze na dzieciach ich dzieci pozostaną ślady innej niż słowiańska rasa, ciemniejsza skóra, kręcone czarne włosy czy skośne oczy.

W świetle artykułu Piotra Skwiecińskiego ludzie ci nie mają szans na równe prawa w Polsce, nawet po dziesięciu lub więcej pokoleniach, gdyż w wypadku turbulencji dziejowych (a może i w normalnych warunkach funkcjonowania państwa) będą oni i na zawsze pozostaną obywatelami drugiej kategorii. Ich życie będzie mniej cenne dla polskich „demokratycznych” władz i może zostać poświęcone przez polskie władze na rzecz ratowania tych o płowych włosach i niebieskich oczach. Nawet jeśli po kilku pokoleniach ich skóra i włosy zjaśnieją, zawsze znajdzie się ktoś kto przypomni sobie, że nie wywodzą się od Piasta Kołodzieja i Rzepichy, że ochrzczono ich w innym niż katolicki kościele, albo w ogóle ich nie ochrzczono i mimo nakłaniania ich do tego aktu uporczywie trwają przy religii swoich dziadów i pradziadów, z zupełnie niezrozumiałych – dla tych płowowłosych potomków Rzepichy – powodów.

Czym jest żydowskość?

W polskiej gramatyce przyjęło się, że nazwy narodów i grup etnicznych pisze się dużą literą, a nazwy wyznań religijnych małą, chociaż ostatnio stało się modne w Polsce pisanie słowa „żyd” dużą literą bez względu na fakt, czy mowa jest o narodowości żydowskiej czy o wyznaniu. Sądzę, że po części wynika to z nieumiejętności zdefiniowania słowa „żyd”. W niniejszym artykule zdecydowałam się na używanie małej litery w słowie ”żyd”, między innymi dlatego, że zestawianie słowa „Żyd” i „nie-Żyd” pisanych dużą literą, z powodów gramatycznych sugeruje dwa odrębne, wykluczające się zakresowo narody i jest niezgodne z moja definicją narodu polskiego.

W nowoczesnych społeczeństwach narodowości nie utożsamia się z przynależnością do określonej grupy etnicznej czy religijnej. Tym bardziej nie utożsamia się jej z kolorem skóry, włosów, kształtem nosa czy sposobem ubierania. Osoby urodzone w danym kraju uzyskują narodowość kraju swego urodzenia bez dociekania do jakiej grupy etnicznej należą ich rodzice. Więcej, w nowoczesnych demokracjach osoba innej narodowości wraz z otrzymaniem obywatelstwa danego kraju otrzymuje także jego narodowość i może (jeśli chce) posługiwać się nią jako jedyną, albo równoważną z wcześniej nabytą przez urodzenie narodowością i obywatelstwem. Tak jest, na przykład, w Danii, we Francji i w Stanach Zjednoczonych Ameryki.

Bycie żydem nie oznacza należenia do określonej rasy. Żydzi etiopscy, na przykład, oraz Czarni żydzi mieszkający w Stanach Zjednoczonych i w Izraelu należą do rasy afrykańskiej. Jeśli jakiś Słowianin stanie się żydem, (czyli wejdzie do społeczności wierzących żydów) z pobudek religijnych lub ze względu na małżeństwo nie przestaje być Słowianinem i członkiem narodu, do którego należał przed staniem się żydem. Jego rasa i narodowość pozostają bez zmian. Jeśli wychowuje swoje słowiańskie dzieci w duchu religii żydowskiej i uczy dzieci tradycji żydowskich, nadal pozostaje Słowianiniem. Jeśli mieszka w Polsce i ma polskie obywatelstwo, zgodnie z Konstytucją naszego kraju pozostaje Polakiem i ma prawo do równych z innymi obywatelami praw.

Być żydem oznacza odczuwać więź z ludem, którego najważniejszą księgą jest Biblia. Być żydem to pamiętać i czuć więź z przodkami żyjącymi w starożytnych i nowożytnych czasach, przodkami opisanymi i nieopisanymi w Biblii, którzy oddali życie w obronie własnej wiary w Boga. Być żydem religijnym oznacza wierzyć, że Bóg powołując go do życia postawił wobec niego szczególne zobowiązania, od których nie można się uwolnić i które ma się obowiązek wziąć na siebie. Być żydem religijnym to czuć się zobowiązanym do bezwarunkowego pozostania żydem na zawsze.[3] Żyd niewierzący, ateista też pozostaje żydem, jeśli poczuwa się do związku z ludem wywodzącym się od Abrahama i Izaaka.

Wiara w Biblię jako bezpośredni lub pośredni przekaz oczekiwań bożych wobec człowieka bądź też traktowanie Biblii jako wyłącznie literatury moralnej najwyższej klasy, czy też, traktowanie objawienia na Synaju jako rzeczywistego objawienia się Boga versus jako pięknego mitu pozostawione jest do osobistej decyzji żyda. Istotą żydowskości jest nie tylko świadomość, że przynależy się do ludu, który jako całość wierzy, że Bóg mówił do niego z ognistego krzaku, ale, że należy się do ludu, do którego Bóg nadal mówi. Nawet jeśli konkretny żyd traktuje tę wiarę jako piękny mit to zwykle akceptuje tych, którzy biorą ten (jego zdaniem) mit serio i ma poczucie związku z nimi.

Tradycyjne i bardzo skrupulatne, wręcz dosłowne pojmowanie przepisów i przykazań Biblii (wraz z jej talmudycznymi komentarzami i tradycją ustną) oraz poczucie zobowiązania do strzeżenia, aby „ani jedna jota… nie zmieniła się w Prawie”, w połączeniu z restrykcyjnymi przepisami dietetycznymi, stroju i zachowania tak zwanej czystości rytualnej jako warunku utrzymania stałej więzi z Bogiem doprowadzają do separacji niektórych społeczności żydowskich od reszty obywateli kraju. Czy można mieć im to za złe? Czy można zabronić im tak żyć? W imię czego? Czy z powodu takiego życia można odebrać im prawa obywatelskie, odrzucić ich jako członków narodu lub traktować ich jako obywateli drugiej kategorii, których życie można poświęcić dla ratowania nie-żydów lub wręcz skazać ich na śmierć tylko dlatego, że z najgłębszym przekonaniem, bardzo serio potraktowali słowa zapisane w Biblii jako słowa obowiązujące ich przodków i wszystkie następne pokolenia?

Dokąd zdążamy?

„Rzeczpospolita” w odbiorze większości społeczeństwa reprezentuje poglądy zbliżone do kół rządzących i pretenduje do bycia jednym z najpoważniejszych pism w kraju. Ukazanie się w niej omawianego artykułu Piotra Skwiecińskiego nasuwa pytanie: ku jakiemu modelowi państwa idziemy? Państwa demokracji czy państwa partykularyzmów czyli w rzeczywistości państwa totalitaryzmu?

8 komentarzy to “Rzeczpospolita tylko dla uprzywilejowanych?”

  1. Pierwszorzędny artykół. Ja zawdzięczam życie odważnemu i mądremu Polakowi

  2. Elżbieta Tracewicz 04/04/2019 at 17:10

    Marek Kobytecki. Dziękuję bardzo za tak pozytywną opinię.

  3. Ta dyskusja nie ma wiele sensu. Od lat 30 do dzisiaj nie zmieniły się kryteria tożsamości żydowskiej w Diasporze. Przedtem Żydzi mieli trzy opcje. Wyemigrować, stać się praktykującym żydem, albo stopić się z otoczeniem. W Polsce można było stopić się tylko przez chrzest i po odpowiednim upływie czasu.
    Dzisiaj, w (tej samej) , Polsce, Żyd ma trzy opcje. Stać się żydem, wyemigrować z Polski albo stopić się. Te same opcje.
    Histeryczne bicie głową w mur zagrozi tylko zdrowiu Żydów. polskich, ale muru nie przebije.
    Polacy są narodem antysemicki, z którego wyjątki tylko potwierdzają regułę. Państwo Polska jest dzisiaj na wyżynach polityki anty izraelskiej i pro arabskiej, jak za czasów bolszewii. W wyniku czego przejawy nacjonalizmu żydowskiego są widziane niechętnie i nawet wrogo, też jak za bolszewii.
    Polscy Żydzi nie mają czego szukać w Polsce.
    Chabad i inni żydzi to całkiem coś innego. Oni przetrwają w Polsce.

  4. Elzbieta Tracewicz, 04/04/2019 at 06:08

    Napisałam odpowiedź Panu Włodkowi i gdzieś uciekła.

  5. Elzbieta Tracewicz, PhD 04/04/2019 at 06:06

    Do Włodek: Wyraźnie napisałam w artykule, dlaczego pisze małą literą. Pan Skwieciński pisze słowo ”żyd” wielką literą zawsze. Ja piszę wielką literą po angielsku – bo taka jest zasada pisowni angielskiej. Nie podzielam poglądu p. Skwiecińskiego ”o dwu narodach”. Słowo ”Izraelczyk” zawsze pisze wielką literą. Dosyć mieliśmy w historii (zwłaszcza ostatnich kilkudziesięciu lat) odżegnywania się od żydów i separowania ich od reszty Polaków. Problem: ”małą czy wielką literą” istniał już w XIX w. Ktos zamiescil dzisiaj na którymś z forów (FŻP?) rozważania Bolesława Prusa na ten temat. Pozdrawiam.

  6. Marek Kobylecki 03/04/2019 at 13:47

    Serdecznie dziękuję za ten artykuł.Wydaje mi się , że to jeden z najważniejszych artykułów jaki ostatnio czytałem , dotyczący pojęcia – moja Ojczyzna .Całkowicie się z Panią zgadzam.Przeprowadziła Pani szczegółową analizę ,którą Pan Piotr Skwieciński powinien sobie wziąć do serca.Nie wiem tylko czy jako przedstawiciel „dobrej zmiany” będzie w stanie to zrozumieć.Bardzo dziękuję i pozdrawiam.

  7. Aleksander 03/04/2019 at 13:10

    Polska była najwieksza pod każdym względem za Jagiellonów kiedy składała się z obywateli wielu narodowości i wielu wyznań.Kiedy pojawili sie prawdziwi Polacy,jedyni patrioci dziwnym trafem Polska stawała się coraz mniejsza i coraz ciemniejsza.Dzisiaj zostały jeszcze nieliczne społeczności żydowskie,białoruskie,niemieckie,ukraińskie,
    ormiańskie to nawet te niewielkie grupy Skwiecińskiemu przeszkadzają.Skończy sie tak,że Polska Kwiecińskiego ograniczy sie do jakiejś niewielkiej gminy,otoczy zasiekami z drutu kolczastego i stamtąd kwiat narodu będzie oglądał normalny,cywilizowany świat.
    Powodzenia panie Skwieciński,oby jak najszybciej.

  8. Nie będę wypowiadał się na temat pana Piotra Skwiecińskiego bo szkoda zachodu. Natomiast zwróciłem uwagę na to, że w artykule autorka pisze słowo Żyd małą literą natomiast słowo Niemiec i Polak dużą. Czyżby autorka chciała coś tu zasugerować?
    Pani Elżbieto słowo określające każdą narodowość nawet żydowska pisze się z dużej litery.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: