Dlaczego neonaziści tak bardzo kochają ruch BDS?  

”Stop syjonizmowi!” ”Izrael jest naszym nieszczęściem!” Kto to powiedział: „postępowi” zwolennicy ruchu bojkotu Izraela – czy amerykańscy zwolennicy białej supremacji i niemieccy neonaziści?

Przyslala Katharina Dr.Gasinska-Lepsien


Od dłuższego już czasu było jasne, że ”postępowe” przestrzenie mają problem z ”syjonistycznymi” i ”obraźliwymi” symbolami – włącznie z każdą flagą z najłatwiej rozpoznawalnym żydowskim symbolem, z Gwiazdą Dawida.

Niewątpliwie dlatego podczas postępowego protestu przeciwko niedużej demonstracji Ku Klux Klanu w Dayton w Ohio, postępowi protestujący próbowali spalić flagę Izraela. Ich płomienny „antysyjonizm” musiał skłonić ich do palenia flagi żydowskiego państwa, by zrównać to państwo z białą supremacją KKK.

Jest jednak coraz wyraźniejsze, że podobna antypatia do ”Syjo” mobilizuje skrajną prawicę. W zeszłym tygodniu neonazista, który przyszedł ze swoimi kumplami na paradę gejów w Detroit, odczuwał potrzebę pokazania, że żydożercy mogą być także antysyjonistami, i oddał mocz na izraelską flagę. Zaś mała neonazistowska partia niemiecka, Die Rechte, prowadziła kampanię do niedawnych wyborów do parlamentu UE pod hasłem: „Żydzi są naszym nieszczęściem”.

To jest wspólny mianownik. Jeśli, jako człowiek postępowy, twierdzisz, że poważnie traktujesz walkę przeciwko najstarszej nienawiści, i znajdujesz się po tej samej stronie, co neonaziści, to chyba jest pora na ponowne rozważenie własnych poglądów.

Co prowadzi do kluczowego pytania: co powoduje to zbliżenie umysłów, retoryki i czynów? Moim zdaniem, niestrudzone wysiłki ruchu bojkotu, dywestycji i sankcji (BDS).

Zwolennicy BDS ze skrajnej lewicy i ze skrajnej prawicy aż nazbyt chętnie popierają twierdzenie, że antysyjonizm nie ma absolutnie nic wspólnego z antysemityzmem – i zapewniają, że to syjonizm jest rasizmem. Jeśli jednak upierasz się przy traktowaniu Izraela jako Żyda wśród narodów, nie udawaj oburzenia, kiedy uznaje się to za antysemityzm.

Ta dynamika jest wyraźnie widoczna w dzisiejszych Niemczech.

Niemiecki parlament przegłosował niedawno niewiążący wniosek z potępieniem BDS jako ruchu antysemickiego. Wniosek wskazywał na niezaprzeczalne podobieństwo między nalepkami ruchu BDS „Nie kupuj” naklejanymi na izraelskie produkty, a sloganem nazistów: „Nie kupuj od Żydów”.

I jak w zegarku pojawił się ”progresywny” ostry sprzeciw, najjaśniej wyrażony przez przyjazną wobec Hamasu Electronic Intifada, która gorzko skarżyła się, że niemiecki parlament ”oczernił starania o prawa palestyńskie jako antysemityzm”.

Podobnie brzmiące argumenty przedstawili żydowscy i izraelscy akademicy, niemieccy eksperci od Bliskiego Wschodu i sam ” Haaretz”.

Kiedy żydowskie muzeum w Berlinie podzieliło się na Twitterze petycją, która nazywa BDS „prawomocnym narzędziem oporu bez przemocy”, izraelski ambasador nazwał to „haniebnym”,   a Centralna Rada Żydów w Niemczech zapytała, czy muzeum można nadal „w ogóle nazywać żydowskim” w sytuacji jego sprzeciwu wobec podjętych kroków na rzecz zakończenia dyskryminacji Żydów. Kilka dni później dyrektor muzeum zrezygnował ze stanowiska „żeby zapobiec dalszym szkodom dla muzeum”.

Kiedy więc skrajnie prawicowa partia niemiecka “Die Rechte” wybrała hasło ”Izrael jest naszym nieszczęściem”, nie tylko byli w pełni świadomi, że odzwierciedlało ono nazistowski okrzyk bojowy “Der Stürmera”: “Żydzi są naszym nieszczęściem”. Najwyraźniej byli także w pełni świadomi pełnych determinacji wysiłków zaprzeczania, że demonizowanie Izraela jest antysemickie – i czuli się ośmieleni do publicznego pokazywania tego nowego, „akceptowalnego” oblicza nienawiści.

Plakaty z hasłem ”Izrael jest naszym nieszczęściem” wypisanym wielkimi literami otoczonymi drobniejszymi napisami ”Stop syjonizmowi” i ”Zakończyć z tym!”, były dumnie pokazywane wszędzie, gdzie partia prowadziła kampanię wyborczą do UE.

Marne wyniki tej partii w wyborach (0,1 procenta wszystkich głosów) nie powinny przesłonić poczucia osiągnięcia wśród jej aktywistów, bo udało im się przykleić swój plakat do tablicy zaznaczającej miejsce zniszczonej przez nazistów synagogi w niemieckim mieście Gelsenkirchen.

Złowrogi, przechwalający się tweet robi aluzję do fantazji o linczu: „Teraz wiszą także przy synagodze… nasze plakaty!” W 1937 roku ta sama ulica otrzymała nową nazwę: “Der Stürmer”.

Ta partia używała również swojego plakatu ”Izrael jest naszym nieszczęściem” w kampanii w mediach społecznościowych ”głównego nurtu”, wzywając do bojkotu tegorocznego konkursu piosenek Eurowizji w Tel Awiwie. Przywódca partii, Sascha Krolzig, wyraził uznanie każdemu, kto przeciwstawia się ”syjonistycznemu agresorowi” i delikatnie napomknął, że BDS to zaledwie imitacja, podczas gdy jego partia jest ”antyizraelskim oryginałem”.

Od dawna twierdziłam, że gdyby ktoś chciał podsumować przesłanie aktywizmu BDS w jednym zdaniu, to zdanie „Żydowskie państwo jest naszym nieszczęściem” byłoby najlepszym streszczeniem. “Die Rechte” doszła do tego samego wniosku.

Nie należy sądzić, że poparcie neonazistowskiej partii dla BDS jest tylko taktycznym wybiegiem. Tak, są neonazistami i szukają możliwości wyrażania nienawiści do Żydów w sposób, który nie ściągnie na nich kłopotów za antysemickie podżeganie.

Ale “Die Rechte” najwyraźniej czuje się związana z ruchem BDS. Partia jest związana ze stroną internetową niemieckiego BDS i proponowała aukcję na benefis BDS, pisząc, że BDS jest oddany wysiłkom „izolowania syjonistycznego państwa agresora” politycznie, ekonomicznie i kulturalnie w obronie „praw palestyńskiego ludu”.

Kolejnym zasadniczym związkiem, jaki odczuwają, jest niestrudzona walka BDS z szeroko zaakceptowaną definicją antysemityzmu, przedstawioną International Holocaust Remembrance Alliance. Ponieważ definicja IHRA przytacza demonizację Izraela jako przykład współczesnego antysemityzmu, zwolennicy BDS, włącznie z sektą Corbyna w Wielkiej Brytanii, przeciwstawia się tej definicji równie zażarcie jak neonaziści, którzy chcą propagować hasło „Izrael jest naszym nieszczęściem”.

Jeśli ostro skupiasz się na umieszczaniu jedynego na świecie państwa żydowskiego jako nikczemnego „Żyda wśród narodów” – bezprawnego i nieodwracalnie rasistowskiego, osadniczo-kolonialnego tworu, który jest winny potwornych zbrodni wojennych włącznie z „apartheidem” i „ludobójstwem” – nie możesz udawać zaskoczenia i pogardy, kiedy staromodni żydożercy słyszą melodię, która tak przyjemnie znajomo brzmi w ich uszach.

Zjawisko rzekomo postępowych ”krytyków Izraela”, wychwalanych przez skrajną prawicę jest dobrze udokumentowane, czy jest to fetowany, nienawidzący Izraela akademik Szlomo Sand, który otrzymuje pochwały od „zróżnicowanego spektrum antysemitów”, czy gwiazda rockowa BDS, Roger Waters, opisywany w “The Daily Stormer” pod wiele wyjaśniającym tytułem: Roger Waters Condems the Jews [Roger Waters potępia Żydów], czy inni znani zwolennicy BDS, zdobywający poparcie od Davida Duke’a.

I w żadnym razie nie jest to tylko jeden kierunek ruchu: niektórzy aktywiści BDS promują poglądy, których nie daje się odróżnić od materiału popularnego na stronach internetowych skrajnej prawicy, podczas gdy innym nie przeszkadza publikowanie na stronach, na których są jawnie antysemickie teksty.

Ponadto, jak pokazują niekończące się rewelacje o antysemityzmie w brytyjskiej Partii Pracy oraz z innych miejsc, negacjoniści Holocaustu, zwolennicy białej supremacji i kupczący rozmaitymi antysemickimi teoriami spiskowymi wysoko cenią członków propalestyńskich, pro-BDS grup na Facebooku. Zwolennicy Davida Duke’a z pewnością doceniają jego dość częste tweety “Free Palestine”.

Biorąc pod uwagę fakt, że obecnie istnieją nie tylko niezliczone artykuły, ale także kilka znakomitych książek, które dokumentują i analizują antysemityzm, który jest nieuniknioną częścią kampanii BDS, jest żałosne, że krytycy niedawnej niemieckiej decyzji przeciwko BDS powtarzają wyświechtane twierdzenia, że ruch ten jedynie sprzeciwia się okupacji Zachodniego Brzegu przez Izrael i woła o „sprawiedliwość” i prawa Palestyńczyków.

Najwyraźniej nie ma znaczenia, jak często aktywiści skandują ”Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna”; nie ma znaczenia, jak często wybielają palestyński terroryzm i jak często wyjaśniają, że ”’Okupacja #Palestyny nie jest bytem odrębnym od #Izraela – JEST Izraelem. Nie ma Izraela, który nie byłby okupowaną, skolonizowaną ziemią palestyńską”.

Trudno uwierzyć, że ci, którzy są zawsze gotowi bronić BDS jako prawomocnego ruchu ”propalestyńskiego”, działają w dobrej wierze. Jak w przygnębiających szczegółach pokazał Cary Nelson w swojej nowej książce Israel Denial, zwolennicy BDS na kampusach wiele zrobili, by promować jawny antysemityzm i spolaryzowany oraz trujący dyskurs.

Kiedy jednak chodzi o promowanie pokojowego współistnienia i wynegocjowanego rozwiązania w postaci dwóch państw, zwolennicy BDS pokazują się tylko po to, by protestować i zakłócać.  W końcu, jak słusznie podkreśla Nelson, “w ruchu BDS chodzi tylko o dwie rzeczy: demonizowanie i karanie Izraela. Nie jest przypadkiem, że terminy, które dają mu nazwę – bojkot, dywestycje, sankcje – wszystkie są karzące i odwetowe”.

Jeśli naprawdę wierzycie, że nie jest antysemityzmem demonizowanie Izraela, to przypuszczalnie zgadzacie się również z “Die Rechte”, że nie ma niczego złego w plakatach ”Izrael jest naszym nieszczęściem”.  Właściwie, zamieńcie nazwę tej partii na organizację pro-BDS, a z łatwością uszłoby to jako rozsądne, nieobraźliwe propalestyńskie, pro-BDS nawoływanie, jakie moglibyście zobaczyć na każdym wiecu protestacyjnym lub marszu, mimo że tak oczywiście powtarza za “Der Stürmerem”.

Możecie także uważać, że jest rozsądne dla ludzi ”postępowych” mazanie graffiti wychwalających ruch BDS na murze warszawskiego Getta – zrównując Izrael z nazistami i uwłaczając oraz wykorzystując Żydów, którzy tam zginęli.

Jak długo akademicy, którzy tak chętnie osłaniają BDS przed dobrze zasłużonym oskarżeniem o antysemityzm, nie są w stanie podać ani jednego czołowego aktywisty BDS, który prowadzi kampanię na rzecz wynegocjowanego rozwiązania w postaci dwóch państw, które zapewniłoby pokojową koegzystencję przez zneutralizowanie islamistycznych grup terroru, takich jak Hamas i Islamski Dżihad, poświęconych mordowaniu Żydów, nie mogą twierdzić, że poważnie traktują walkę z antysemityzmem.

I następnym razem, kiedy słyszysz zwolennika BDS, który twierdzi, że mówi o Izraelu, że to nie jest o Żydach, pomyśl po prostu o tym, jak brzmiałyby te same słowa w ustach neonazisty. W pewien sposób powinniśmy być wdzięczni skrajnej prawicy od Detroit do Dortmundu: zdarli iluzje, że BDS można oddzielić od najbardziej podstawowych, groteskowych zasad antysemityzmu.


Why neo-Nazis Love the BDS Movement So Much

Haaretz, 17 czerwca 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Petra Marquardt-Bigman

Mieszka w Izraelu, wychowała się w Niemczech, pochodzi z rodziny niemieckich uchodźców z terenów dzisiejszej Polski, studiowała w USA, gdzie obroniła pracę doktorską o amerykańskim wywiadzie w nazistowskich Niemczech, prowadzi blog „The Warped Mirror”.


http://www.listyznaszegosadu.pl/m/brunatna-fala/dlaczego-neonazisci-tak-bardzo-kochaja-ruch-bds-a-a

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: