Iran + uran = pluton (egzekucyjny)

.

Rada Bezpieczeństwa NZ potrzebowała tygodnia, żeby zająć stanowisko w sprawie ataku na tankowce w Zatoce Perskiej. Doradcy prezydenta Iranu odezwali się natomiast od razu, zapowiadając, że jeśli USA nie złagodzą sankcji (to znaczy nie uchylą ich), to Iran sięgnie po broń z arsenału terroryzmu.

Szyici, owszem, lubią przemoc, także w stosunku do samych siebie, jednakże w operacjach al-Kaidy czy ISIS nie uczestniczyli.

Iran chce rozmów pośredniczonych z USA. Sam do stołu z Amerykanami nie siądzie. Chciałby rozmawiać tylko o sankcjach, podczas gdy dla Amerykanów tematami ewentualnych rozmów byłyby akty agresji wymierzone przeciwko Arabii Saudyjskiej, z którą wojnę od długiego czasu prowadzą w Jemenie agenci irańscy. USA objęłyby zakazem prace nad rakietami ziemia-powietrze, których pokaz odbył się w związku z lotem amerykańskiego drona. Aparat został strącony z wysokości 20 kilometrów. Kiedy dowiedział się o tym prezydent Trump, odwołano atak na Iran na 10 minut przed planowaną operacją karną. Żeby dolecieć na wysokość 20 km i trafić, trzeba mieć sprzęt, który może zagrozić większości samolotów bojowych. Wojna może by się prezydentowi i przydała (głównodowodzącego nie można szarpać za podatki, kiedy wojuje), ale doświadczenia z Iraku sugerują, że byłaby to znacznie bardziej krwawa przeprawa, niż to, co zafundował Amerykanom Bush junior.

Co to za rakiety irańskie, które trafiają w cel tak trudny i odległy, jak dron? Sugestię dotyczącą praw autorskich przedstawił Kim Dzong Un, demonstrując operację odpalania rakiet nowego typu Iskander o większej niż dotychczasowa szybkości. Jest to możliwe, bo Korea Północna współpracowała z Iranem i Pakistanem w dziedzinach budowy głowic jądrowych i środków przenoszenia już w latach 90 ub. wieku. Na próby Kima prezydent Trump odpowiedział, że nie zagrażają bezpieczeństwu USA. Ale oznaczałoby to, że Korea i Iran dysponują własnymi tarczami antyrakietowymi. Nie muszą to być narzędzia prymitywne, bo trzeba przypomnieć, że Koreańczycy na północy półwyspu to ci sami Koreańczycy, co na południu robią Samsungi i Hyundaie.

Stanowisko amerykańskie złagodniało. Lotniskowce opóźniają swoje wejście do Zatoki, bojkot ropy irańskiej zacznie się w październiku, tymczasem prezydent Trump ma się spotkać po raz kolejny z Kim Dzong Unem, którego jeszcze rok temu chciał unicestwić. Demonstracja wyspecjalizowanych sił, z którymi USA muszą się liczyć, jeśli nie chcą dokonać ataku nuklearnego, daje Trumpowi do myślenia. Prezydent USA ma do czynienia z Osią Zła, którą opisywał już Ronald Reagan. Ktoś musiał ukraść wirówki w Holandii, żeby dynastia Kimów mogła na nich wzbogacać uran do poziomu plutonu a potem przehandlował technologię Iranowi. Jeśli Trump zechce pozbyć się kłopotów, w które sam się wpędził, będzie teraz musiał zaatakować nuklearnie dwa miejsca naraz, w bardzo odległych od siebie punktach globu.

Na razie – jak w analizie PISM pisze Marcin Andrzej Piotrowski – Irańczycy uszkodzili sześć tankowców w Zatoce Perskiej, którą kraje arabskie wolą nazywać Arabską. Zwiększenie limitu z 3,67 procent do 4, gdy do produkcji bomby A potrzeba 90 procent uranu przerabianego na pluton jest słabym pretekstem do zerwania porozumienia, które kraje UE ciągle respektują. Trump wolałby obalić teokrację ajatollaha Chameneiego, najwyraźniej nie ucząc się na doświadczeniu Busha seniora, który po wypędzeniu wojsk irackich w operacji Pustynna Burza z Kuwejtu nie obalił Saddama Husajna. Nie przestudiował też doświadczeń Busha juniora z operacją, która zakończyła tyranię Husajna, ale nie zakończyła wojny.

A przecież Iran to nie Irak. Należałoby napisać inne równanie: Iran + uran = pluton (egzekucyjny), przy założeniu, że Kim = O. Tymczasem Trump znowu będzie z nim rozmawiał, i słusznie, bo najdroższy pokój jest tańszy od najtańszej wojny.

Krzysztof Mroziewicz

Dziennikarz, pisarz, dyplomata


Iran + Uran

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: