Rozterki kelnerki

Zenon Rogala

 

 


 

Najgorzej, kiedy podjęcie decyzji zależy od zbyt wielu czynników. Przez taki nadmiar kryteriów zwykle decyzja zapada przypadkowo i to pod wpływem całkiem nieoczekiwanego splotu wydarzeń i przeważnie nie przynosi zadowolenia.

– Nie, tu nie zatrzymuj się, bo samochód musiałby stać zbyt blisko drogi. Nie zrobią porządnego wjazdu, a potem się dziwią, że nikt nie zatrzymuje się na posiłek – lubiłem ten czas kiedy w  czasie podróży podaż restauracji jest większa od popytu na ich usługi i całkiem bezkarnie możemy grymasić w wyborze restauracji w czasie jazdy nad nasze ukochane polskie morze.

– Tu na pewno nie mają porządnej toalety, a korzystanie z takiej, która pamięta czasy słusznie minione w ogóle nie wchodzi w grę. – Iwona pod tym względem była niezwykle stanowcza. 

Już dawno zaczęła się pora kiedy powinniśmy zjeść coś konkretnego, czyli przydrożny wiejsko-zajazdowy obiad, ale ciągle okazywało się, że jakieś kryterium porządnej restauracji w nomenklaturze Iwony, nie było spełnione. Albo za dużo gości albo z mało, albo za ubogo, albo już z daleka widać, że nastawienie właściciela na przejeżdżającego głodomora nie daje gwarancji należytej obsługi. Tak czy siak mijaliśmy kolejne zajazdy, a i pora zaczęła robić się powoli poobiednia. Aż wreszcie po męsku zdecydowałem. 

– Zatrzymamy się przy następnym zajeździe choćby to była kurna chata.

Nie tylko w bajkach akcja rozgrywa się według cudownych recept, bowiem ledwo wypowiedziałem to ostrzeżenie, gdy ledwo widoczny napis  „Obiady u Mamy” zamienił moją groźbę w prowincjonalną rzeczywistość i oto siedzimy w izbie wiejskiej chaty trochę na siłę wystylizowanej na salę jadalnianą. Sala była pusta, to znaczy owszem, stały cztery stoły gotowe na przyjęcie gości, przy każdym z nich po cztery krzesła, ale pusta to znaczy, że nie było w niej żadnego konsumenta, po prostu nikogo prócz nas.

Lubię siedzieć przy oknie, więc mogłem pogrymasić, bo akurat dwa stoły stały pod niskimi oknami. Widać było, że koszty adaptacji pomieszczenia na salę restauracyjną jak na razie przekraczają możliwości restauratora, bo tu i ówdzie aż nadto widać co należałoby poprawić  i wcale nie trzeba by płacić pani Gesslerowej, bo sam bezpłatnie wskazałbym wiele mankamentów takiego pomieszczenia, bez uciekania się do jej telewizyjnego programu Rewolucje Kulinarne.

          Już dobrą chwilę siedzieliśmy pod oknem, i powoli kończył się nieokreślony w jednostce czasu okres pełnego zaufania w oczekiwaniu na kelnera, po którym przedłużające się oczekiwanie zamienia się w zdenerwowanie i następuje nagromadzenie złych emocji często kończących się awanturą. Jeśli śledzić ten proces to można porównać go do emocji towarzyszących zamkniętemu w butelce Dżinowi, który przez pierwsze trzysta lat obiecywał swemu wybawcy za uwolnienie złote góry, ale kiedy minęło pięćset i nikt nie wyjął korka z butelki, to każdy kto by to uczynił zginąłby marnie z ręki nieszczęsnego więźnia.

Siedzieliśmy już na skraju tych dwóch okresów, czyli minęło około czterystu lat Dżinowego zamknięcia, gdy nagle zza uchylonych drzwi wiodących prawdopodobnie na zaplecze, dał się słyszeć spokojny, ale z tendencją do wzrostu głos kobiety. Widocznie rozmowa trwała już jakiś czas, jeszcze przed naszym wejściem do lokalu, ale jej temperatura niepokojąco zaczęła narastać i akurat kiedy weszliśmy i zajęliśmy jeden z dwóch stolików pod oknem, osiągnęła około osiemdziesięciu stopni. Do temperatury wrzenia brakowało jeszcze trochę. Mówiła szybko i nawet dość sensownie zdania płynęły wartko i miały logiczny  sens. 

– Gdybyś słuchała uważnie tego co już powiedziałam, wiedziałabyś o co mi chodzi. Ale jesteś roztrzepana i nie skupiasz się na słuchaniu, to nic dziwnego, że muszę ci to powtarzać raz za razem. Nie spałam z nim nigdy, nie spałam i nie zamierzam spać. Może i robił do mnie jakieś tam podejścia, ale nigdy bym, nie pozwoliła żeby … z resztą nie jest w moim typie i tyle… Na razie musi ci to wystarczyć, a jak mi nie wierzysz to ja już nic na to nie poradzę. Możesz sobie myśleć co chcesz, ja z nim nie spałam i jeśli cię to uspokoi, nie mam takiego zamiaru. Nic na to nie poradzę, że ogląda się za każdą, to raczej ty musiałbyś się wypowiedzieć jak to się dzieje, że ledwo rok minął od ślubu, a twój kochający mężulek ściąga na siebie tyle podejrzeń.

– Ja wiem swoje. Zresztą nie tylko ja. Dzidka i Misia już od jakiegoś czasu mówią mi, że mizdrzysz się do niego przy lada okazji. Sama wiem jak świetnie to robisz. Wczoraj też widziały jak siedział w przy tym stoliku pod oknem jak go obskakiwałaś jak nachylałaś się żeby te twoje cycki zobaczył. Jak co chwilę wracałaś, żeby a to sprzątnąć jakiś śmieć z obrusa, a to zapytać czy już wszystko zamówił . Z kartą latałaś do niego co chwilę. Już ja swoje wiem i ludzie też mi powiedzą jak się zachowujesz przy nim . 

– Ty tylko słuchaj ludzi, a dobrze na tym wyjdziesz. Lepiej zajrzyj na salę czy kogoś do tej zapadłej dziury nie przywiało. Jak już dwa dni siedzimy tutaj i jakoś nikogo nie uświadczysz tylko twojego ślubnego. 

– Sama zobacz, mną się nie wyręczaj. To chyba ty jesteś tutaj kelnerką. W każdym razie pensje bierzesz jako kelnerka, a napiwki w naturze otrzymujesz od mojego.

– Wiesz, powiedziałabym ci dosadnie, ale żal mi ciebie.  Widzę, że nasza współpraca zmierza do stanowczego końca. Jestem pewna, że pewnego razu podjedzie tutaj jakiś prawdziwy dżentelmen i należycie przez mnie obsłużony

wyjdzie z tego lokalu z jakąś konkretną propozycją, ma się rozumieć dla mnie.

A póki co jestem skazana na współpracę z taka miernotą jak ty.

– Co powiedziałaś, dłużej tego nie wytrzymam, nie dość, że znoszę twoje fochy to jeszcze grozisz mi, a idźże sobie nawet dziś, nie myśl, że będę za tobą tęsknić, a jak masz iść, to w tej chwili, bo jeszcze możesz się rozmyślić i wtedy doprawdy nie ręczę za siebie. 

Woda w tej rozmowie zaczynała wrzeć i zbliżała się do stu stopni. Tego było już za wiele. Odezwał się we mnie strażak. Wstałem i jak głodny lew poszedłem na zaplecze dopominać się o zaspokojenie przede wszystkim szacunku dla klienta, a ponadto powiedzieć co o tym wszystkim sądzę.

          Uchylone dotąd drzwi bez trudu odsłoniły wnętrze kuchennego zaplecza.

Pomieszczenie nie było duże. W dodatku całkowicie puste. Ściany ukazywały poziome belki dawnej konstrukcji.

Pod małym okienkiem umieszczony był blat ze śladami jakiejś pracy malarskiej, puszka farby i cieknący pędzel.

Na środku blatu stało radio.

– Wysłuchali Państwo ostatniego odcinka powieści radiowej pad tytułem „Rozterki kelnerki.” 

Na blacie leżał jeszcze świeży, gotowy do wyniesienia na zewnątrz napis „Nieczynne – closed”.


Wszystkie opowiadania Zenona Rogali

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: