Kropelka     

 

 

 Zenon Rogala

   


      

 

                                              Zygmuntowi Koniecznemu i Ewie Demarczyk                                         

 

          Ludzi nie było znów tak dużo. Ledwo parę osób przemieszczało się między straganami. Już sam nie wiem, czy kupiłem to, co mi Iwona na kartce zapisała, czy też byłem  w trakcie, czuję się jednak całkiem usprawiedliwiony, bo przecież jak go zobaczyłem, świat stanął mi na głowie, mam takie słabe zdrowie. Nie, to przecież nie jest możliwe, żeby ktoś taki jak on, stał obok tego samego straganu co ja. Nie jest możliwe, żeby zamiast trzymać dłonie, a  właściwie palce swych dłoni w jakichś ciepłych rękawiczkach, używał ich do jakiegoś prymitywnego dźwigania i to nie jest możliwe żeby to był on, jak w jednej ręce trzyma torbę z wystającymi z niej ogórkami, a w drugiej, w dodatku jeszcze większej, ma jeszcze więcej bazarowego towaru. Ale on nic, stoi i nawet rozgląda się wokół, jakby czegoś zapomniał, jakby za kimś wypatrywał. Nic nie wskazywało, że to on. Kurtka może trochę inna niż u wszystkich, jakaś jasna i niedbale postawiony kołnierz, spodnie jeszcze gorsze, bo sztruksowe jakby go nie było stać na jakieś porządne, choćby gabardynowe, czy jakie inne, droższe. Taki gość jak on, powinien się wyróżniać, a nie żeby ktoś mógł go wziąć za normalnego człowieka. Widziałem też, że nie unosi się nad ziemią ani na centymetr. Odwrotnie, stoi na dwóch, a nawet lekko przytupuje i ugniata ziemię swoimi półbutami,  bo może trochę zmarzł od tego czekania i rozglądania. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby odrobinę unosił się jednak nad ziemią, bo może nie czułby tych ciężarów, które dźwigał. Głowa i fryzura też całkiem ziemskie. Nie w obłokach, nie w chmurach, nie ponad nami, ale całkiem jak u każdego. Jedno co miał inne, to szamponem czasu, wyprane i wymyte włosy. Teraz białe, bielusieńkie. Gdzie te zawsze starannie uczesane czarne, gęste jak materac, włosy. No, ale przynajmniej profil został taki sam. Zawsze, a w każdym razie najczęściej, widziałem go z profilu. Siedział przed pianinem całkiem bokiem do widowni i dlatego ten profil poznałbym na końcu świata. Owszem bywało, że wchodził do środka przez małe okienko pod sufitem, a potem po żelaznych szczeblach ni to drabiny, ni to włazu kanałowego, prosto na ten maleńki prostokącik sceny. Ludzi było nabite w pomieszczeniu tyle, że żadną miarą nie dałby rady przejść przez ten tłum zbity i czekający na jego wejście. Jedynie tym włazem do zsypywania węgla można było wejść. Niekiedy wchodziła tamtędy również ta czarnooka, czarnobrewa i czarnowłosa, co w uszach ma klipsy, słowem Czarna Dama.

Wsiadała na karuzelę z madonnami, albo przedstawiała jakiś pejzaż. Namawiała też znajomego, aby udali się do odległego Tomaszowa, ale on wolał zajadać się zielonymi winogronami. Bywało, że była bardzo wyrozumiała i ze współczuciem traktowała chłopca stojącego pod jej oknem, mającym w kieszeni dwie takie same gazety, i teraz, ten co stoi obok mnie, objuczony placowymi zakupami, to ten sprzed lat, widziany tylko z profilu, kiedy grał dla niej i dla nas. Niekiedy bałem się, że albo ten łukowaty sufit się zawali, albo w każdym razie zatrzęsą się mury tej piwnicy, bo huk braw był tak olbrzymi, że jeszcze trochę i każda armia mogłaby użyć tej broni do wysadzania budynków.

          A teraz, proszę, stoi obok mnie jakiś może metr, może półtora. Patrzę na niego, a on nawet nie wie, że patrzę na niego. Lecz, co to… tak, na koniuszku jego najprostszego z prostych nosów, wisi maleńka, przeźroczysta kropelka. Tak, wisi i wiem, że on tego nie wie, jakby uznał, że powinna tam być. Już miałem ochotę podejść i,   

          – Przepraszam, czy pozwoli pan zdjąć z pańskiego nosa tę maleńką kropelkę. Proszę…bardzo proszę…  nawet pan nie poczuje, zrobię to bardzo delikatnie i zachowam na pamiątkę naszego spotkania po latach. Będę miał,  jak nikt, pański materiał DNA do udowodnienia, wszystkim wątpiącym, czy mogło dojść do takiego spotkania, że pan, to właśnie pan.

          Lecz nie, nie podejdę i nie zapytam. Sam objuczony towarem teraźniejszości zobaczyłem identyczną kropelkę na końcu swojego nosa. 


Wszystkie wpisy Zenka

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: