Jestem Żydem z Polski

.

Arie Golan jest popularnym w Izraelu dziennikarzem radiowym. Z Polski wyjechał jako 10-latek.

Przyslal Janusz G


– Ja się trzymam zasady, że nie generalizuję – mówi Arie Golan z Jerozolimy. – Siedzimy w kawiarni i w jednej minucie może wejść tu Arab z granatem lub nożem. Ale przecież nie wszyscy Arabowie są terrorystami.

Znam wielu wspaniałych Polaków, mam w Polsce przyjaciół, ale rodzice opowiadali mi też o tych złych. Przez lata nauczyłem się jednego, że trzeba szanować drugiego, nie patrzeć na niego przez schemat – mówi Arie Golan, który przed emigracją z Polski nazywał się Leon Skórnik.

Arie od 25 lat prowadzi bardzo popularną autorską audycję w publicznym radiu izraelskim – przeprowadza wywiady z politykami, członkami rządu. Gdy stosunki polsko-izraelskie się zaogniają, zajmuje się sprawami polskimi, zachowując mądry dystans. Dlatego nazywają go przyjacielem naszego kraju. – Wygląda na to, że między zwykłymi ludźmi wszystko dobrze by się układało, ale politycy wiele psują – jest pewien.

10 lat

– Języka hebrajskiego zacząłem się uczyć po przyjeździe do Izraela – opowiada. – Jak się ma 10 lat, wystarcza na to nawet jeden rok. Dopiero wtedy poczułem się Izraelczykiem i nawet nie myślałem, że kiedykolwiek wrócę do Polski, która stała się daleka. Dopiero w latach 90. poleciałem do Warszawy. Jako dziecko nigdy tam nie byłem, a tu nagle, kiedy zobaczyłem polskie nazwy, łzy same napłynęły mi do oczu. Bo przecież ja się na tej ziemi urodziłem – jestem Żydem z Polski. Kiedy wybuchła wojna, moja mama Pola Goldlust miała 18 lat. Mieszkała w Warszawie przy ulicy Nalewki, której już nie ma. Jeszcze przed wojną, kiedy była dziewczynką, zdarzało się, że koledzy Polacy śmiali się z niej i mówili „Szytówka” zamiast Żydówka. Po tym, gdy złapali ją Niemcy, trafiła do obozu pracy przymusowej w Skarżysku-Kamiennej. Jako 19-latka w fabryce amunicji musiała robić kule dla wojska. Pracowała po 18 godzin dziennie. Jakiś Polak, który był tam robotnikiem, zawsze przynosił jej a to jakiś kawałek chleba, a to lekarstwo. Mój ojciec Mosze pochodził z Nadarzyna, ale przeniósł się do Warszawy, gdzie otworzył sklep galanteryjny. Wcześniej miał żonę i córeczkę, która miała 4 latka, gdy wybuchła wojna. Nic nam o niej nie mówił, dopiero po wojnie mój brat przez internet dowiedział się, że nazywała się Dwora i że ojciec oddał ją na przechowanie jakimś Polakom. Po wojnie znalazł tych, którzy ją wzięli razem z jego pieniędzmi, ale niestety, ślad po córce zaginął. Niemcy złapali ojca na Umschlagplatzu w Warszawie. Załadowali go z innymi Żydami do wagonu towarowego jadącego do Treblinki. Udało mu się z niego wyskoczyć, choć jego współtowarzysze wcale nie chcieli się ratować. Mówili: „Niemcy zabili nam dzieci, ojców, nie chcemy już być na tym świecie”. Ale on chciał żyć. Pomogli mu wtedy Polacy, którzy zaopiekowali się nim, nie oddali go Niemcom.

Ostatni Żyd

Mój ojciec wrócił do getta, bo nie miał gdzie pójść. Po jakimś czasie z niego uciekł i ukrywał się w lesie w wykopanej przez siebie kryjówce. Siedział w niej w ciągu dnia przez całe trzy lata. Wychodził tylko nocami, żeby szukać jedzenia u Polaków. A oni dawali mu je i nikt go nie wydał. Kiedy skończyła się wojna, był przekonany, że jest ostatnim Żydem na świecie. Bo przecież cały czas żył w odosobnieniu. Moją matkę poznał, zanim skończyła się wojna, w styczniu 1945 r. na warszawskiej Pradze. Była od niego młodsza o 13 lat. Obydwoje zrozumieli, że nie mają nikogo na świecie. Wzięli ślub 1 kwietnia 1945 r., kiedy Warszawa była już wyzwolona. Przeżyli razem 39 lat. Mieli biedne wesele, a potem wyjechali na Dolny Śląsk, bo stolica była jedną wielką ruiną. Za to na Ziemiach Odzyskanych czekały puste mieszkania do zajęcia. Tam przeżyłem swoje pierwsze 10 lat.

Jako dziecko czułem się w Polsce bardzo dobrze. Uczyłem się w polskiej szkole nr 4 w Legnicy, choć wiedziałem, że były też szkoły żydowskie, zawsze o numerze siedem. W domu mówiliśmy po polsku, po polsku czytałem, śpiewałem i wydawało mi się, że wszystko jest w porządku. Na świadectwach miałem same piątki i kiedy przed wyjazdem żegnałem się z moim nauczycielem, było mu żal, że traci takiego dobrego ucznia. Wyjechaliśmy, bo rodzice źle się tutaj czuli. Mieli znajomych, którzy potrafili wprost się ich zapytać: „Co, Mosze, jeszcze żyjesz? Przecież miało cię już tu nie być”. To był rok 1957, fala emigracji. Rodzice zrozumieli, że nikt nie będzie bronił w Polsce Żydów. Ojciec zapamiętał, co mu mówili na pożegnanie sąsiedzi: „Skórnik, nie jedź do Palestyny, bo będziesz wracał piechotą”. Odpowiadał, że tutaj stracił pierwszą żonę i córkę, że nie umie tu żyć.

Polska, którą zostawiłem, była taka smutna, szara, biedna, a w Izraelu było jak w raju, ciepło. Teraz nienawidzę tego słońca. Kiedy w lecie jest gorąco, to aż strasznie. A ja jestem już stary człowiek… No i wtedy bardzo mnie ucieszyło, że wszyscy tu są moimi braćmi – każdy szofer, kelner, sprzedawca – sami Żydzi. A ja jestem wśród swoich.

Mówię z pełną świadomością, że nie jesteśmy narodem wybranym. Nasz naród przeszedł przez selekcję doktora Mengele. Nawet na minutę nie mogę zapomnieć o tych sześciu milionach zamordowanych Żydów. Prywatny los to co innego, a ta masakra to większa sprawa. Dlatego nie wierzę w Boga, bo jak mógł dopuścić do takiej zagłady? Mój ojciec też przestał w Niego wierzyć. Ale moja żona urodzona w Damaszku jest wierząca. Chociaż zapala ogień w sobotę, to nigdy w ten dzień nie pracuje. Ponieważ żyję z nią, kiedy zaczyna post w Jom Kippur, również poszczę.

O polskich obozach koncentracyjnych nie mówił nikt oprócz prezydenta Obamy i kilku dziennikarzy. Oni po prostu nie wiedzieli, jak było, bo dla Amerykanów cała Europa wydaje się jak Kalifornia. Każdy mądry orientuje się, że to były niemieckie obozy zagłady na polskiej ziemi. Ale są też czarne fakty z czasów wojny, których nie da się zapomnieć. Profesor Jan Grabowski napisał książkę „Polowanie na Żydów”, przedstawiającą zagładę ludności żydowskiej powiatu Dąbrowa Tarnowska. Na podstawie dokumentów z archiwów polskich, niemieckich i izraelskich pokazał, co się tam działo w latach 1942–1945, kiedy Niemcy próbowali wyłapać Żydów. Oni się uratowali przed wywiezieniem do obozu zagłady w Bełżcu, ale wtedy już nie umieli się uratować. Dowiadujemy się strasznych rzeczy o tym, co robiła policja niemiecka, ale też polska policja granatowa, wiejskie straże nocne, a nawet miejscowi strażacy zaangażowani w wykrywanie i mordowanie Żydów. A z drugiej strony najwięcej sprawiedliwych wśród narodów świata było w Polsce. To szlachetni Polacy, którzy pomagali Żydom, choć groziła im za to kara śmierci, jak w żadnym innym kraju Europy.

Życie

W naszym kraju nie ma tygodnia spokoju, jakby stale była wojna. Nawet w tej żydowskiej kawiarence, gdzie teraz siedzimy, mogą w tej chwili dosięgnąć nas pociski wystrzeliwane z Gazy. Obsługują nas tu Arabowie, oni są mili, wszystko wygląda pięknie. Ale w jednej minucie może wejść tu jakiś Arab z granatem czy nożem i nas załatwić. Tak jest w każdym momencie w każdym miejscu w Izraelu. A przecież zwykli ludzie chcą normalnie żyć. Mają rodziny, dzieci i pragną dla nich spokoju. Bo to najlepsze miejsce dla Żydów na świecie. Tylko niektórzy szukają konfliktu, ale nie można patrzeć na cały naród przez jeden schemat. Ja tu żyję cały czas, nie mogę zamknąć się w domu na klucz i odizolować od świata. W mojej dzielnicy sprzedawca, u którego kupuję mięso, jest uchodźcą Arabem i zostawia mi zawsze to, co najlepsze. Arabowie dzięki nam mają robotę i żyją dosyć dobrze. Bo przecież cały naród może być wspaniały, a wystarczy jeden wariat u nich i u nas, i konflikt gotowy. Nie wszyscy Arabowie są terrorystami, ale jakaś część z nich jest gotowa zabijać innych. Tacy ludzie są w każdym narodzie i sieją zamęt, a reszta chce zwyczajnie żyć. Arabowie żyją obok nas od 50 lat i jestem pewien, że mają się tu lepiej niż w innych krajach arabskich.

Mimo tego ciągłego zagrożenia nie boję się śmierci, ale wiem, że przyjdzie. Razem z żoną kupiliśmy sobie miejsce na cmentarzu. Córka Awota Jeszuruna, poety izraelskiego pochodzącego z Polski, pytała się kiedyś swojego ojca: „Tato, boisz się śmierci?”. „Wiem, że przyjdzie jedna chwila, w której już nie złapię kolejnego oddechu. Ale wszyscy przez to przechodzą i udaje im się umrzeć” – odpowiedział jej. A mnie się bardzo ta odpowiedź podoba. Szymon Peres, prezydent Izraela, mawiał: „Szkoda się bać, być w smutku i żałobie na 15 lat przed śmiercią. Ona i tak przyjdzie, a ty, póki możesz, żyj!”. Im jestem starszy, tym bardziej rozumiem te słowa.

Muszę przyznać, że chodziłem do wielu rabinów i pytałem, jak oni mogą to wytłumaczyć, że zginęło tylu Żydów. Pytałem się nawet rabina Lau – on jest teraz dyrektorem Yad Vashem, pochodzi z Piotrkowa i stoi za nim 800 lat pokoleń rabinów. Jego syn Dawid został naczelnym rabinem Izraela. Także u niego szukałem jakiejś odpowiedzi. On przeżył wojnę w obozach, zabili mu ojca, matkę, a nadal wierzy. Ale na moje pytanie nie potrafił odpowiedzieć.

Ja tak mówię, że nie wierzę w Boga, ale koledzy w pracy uważają, że jestem najbardziej wierzącym człowiekiem, jakiego znają. Bo tak często jak ja nikt z nich nie rozmawia z Bogiem, nie kłóci się z Nim i nie poświęca temu tak dużo czasu. •

https://www.gosc.pl/doc/5658615.Jestem-Zydem-z-Polski?fbclid=IwAR0_M-YQCdbdhJXafz6UzEag_u0LscivAcj7bGZbajxIApvIV7nAyaPi8b0

4 komentarze to “Jestem Żydem z Polski”

  1. Jerzy Frajberg 28/06/2020 at 21:14

    Moja oblubiona literatura sa losy Zydov ,ktorzy emigrovali w ”wyniku” zdarzen marcowych.Chociaz los rozrzucil nas po calym swiecie mbie nie udalo sie za 50 spotkac zadnego z nich.Moze dlatego,ze i moj wyjazd byl vyjatkowy: we wrzesniu zaczalem pracowac na katedrze cybernetyki ekonomicznej UW a w 1969 vyjechalem do bratniej Czechoslowacji za zona Slowaczka.Nie wiem ile ludzi wyjechalo do krajov ”demokracji ludowej”,ale drugiego takiego ”madrale” nie znam.Teraz w wieku 75 chcialoby sie miec przynajmniej jednego partnera do dyskusji o zydostwie,ale o tym nie moge rozmawiac ani niestety z zona.Dlatego tez ubostwiam Was..

  2. Kilka slow o generalizowaniu

    W Polsce jest 6992 czyli 200/miljon mieszkancow Sprawiedliwych a w Holandii 5778 czyli 640/miljon mieszkancow, to byly promile i wyjatki i chwala tym co ratowali. Kara smierci za pomoc Zydom grozila nie tylko w Polsce. To co jest bardzo tragiczne to fakt ze ludnosc cywilna w krajach okupowanych mordowala i wydawala Zydow, W Polsce to 150-200 tysiecy osob wg danych prof. Jana Grabowskiego.

  3. Elżbieta Tracewicz 09/06/2020 at 13:09

    Piękne. Kawał Polski wyjechał do Izraela. A mogliby zostać w domu, gdyby im pozwolono.Gdyby ci inni Polacy im pozwolili. Izrael to też dom. A jednak chciałoby się powiedzieć ”zostańcie”, zatrzymać. Jesteście stąd. Wielka rana zadana i im i Polsce z powodu ich wyjazdu. Nie można ogarnąć losu polskich żydów.
    Pięknie napisane. Piękne serce i dusza. Dziękuję.

  4. Radzilbym autorowi przeczytac „Zupelnie bez serca” Bozeny Kef tutaj, gdzie autorka rozprawia sie z „tylko w Polsce grozila kara smierci za przechowywanie Zydow .” powtazane bezkrytycznie przez Arie Golana

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: