Poszukiwanie Żydów niewidzialnych.

 

Projekt historii mówionej prowadzony przez Fundację Centropa.

Kilka słów tytułem wprowadzenia, wstępu do rozważań wokół projektu „Świadek żydowskiego stulecia”. Świat żydowski Polski przedwojennej był wielobarwny i liczny – bogaty w swej wielości i różnorodności. Wpisywał się w nowoodzyskaną polską rzeczywistość i mocnymi konturami. Istniał. W swojej osobności kulturowej albo w kulturowym splątaniu z polskim światem. A potem przyszła Zagłada. W ciągu sześciu lat zamordowała ten świat i zniszczyła doszczętnie jego polski kontekst.


Polscy Żydzi widzialni i niewidzialni.

Liczby. Statystyki w przypadku takich zdarzeń historycznych jak wojna, totalne zniszczenie podają dane wielce przybliżone. Zapisuje się, że we wrześniu 1939 mieszkało w Polsce około 3 500 000 Żydów. Wojnę ocalało (na Wschodzie, w ukryciu lub przetrwało obozy) nie mniej niż 180 000 i nie więcej niż 240 000 ludzi. Większość z nich tylko przez chwilę próbowała zamieszkać w Polsce. (Największe skupiska żydowskie znajdowały się na Dolnym Śląsku, w Łodzi, Szczecinie, Krakowie i Warszawie). Tuż po wojnie, do 1947, wyjechało około 140 000 Żydów. (Jedni wyjeżdżali, bo byli syjonistami i chcieli tworzyć swoje państwo. Drudzy, bo nie chcieli żyć na zgliszczach). Pomiędzy rokiem 1956 a 1959 około 50 000 Żydów opuściło Polskę. (Władze komunistyczne zezwalały na emigrację dopiero po 1956). I wreszcie ostatnia fala. Rok 1968. Wyjeżdżali Żydzi polscy – zasymilowani w lokalnej kulturze, najczęściej dobrze wykształceni. Mówiono o nich: polska inteligencja pochodzenia żydowskiego.

Przez chwilę. Tuż po wojnie wydawało się, że życie żydowskie w Polsce jakoś się potoczy, jakoś się poukłada. Reaktywowane zostały partie, zawiązały się żydowskie spółdzielnie pracy, ukazywały się książki i gazety w jidysz, otwarto szkoły z jidysz i z hebrajskim. Sekularny świat, zdało się przez chwilę, przetrwał i trwać tu będzie. A jednak nie. Żydzi powracający do swoich miasteczek nie byli chętnie przyjmowani przez sąsiadów. Władza komunistyczna nie chciała pluralizmu – upaństwowiała i centralizowała wszystko. A zatem Żydzi albo stąd wyjeżdżali albo wtapiali się w kontekst, pozbywając się swojej inności uparcie i cierpliwie. Tylko wtedy – niewidzialni – mogli trwać we względnym poczuciu bezpieczeństwa. W 1989, w roku zmian politycznych (w wyniku społecznych transformacji system centralnego zarządzania został zastąpiony demokratycznym), w Polsce mieszkało kilka a może kilkanaście tysięcy Żydów. Tabele statystyczne podają: od 5 000 do 12 000.

Polscy Żydzi niewidzialni. Na przełomie lat 80 i 90 mieszkali między Polakami, najczęściej poukrywani całkowicie. Ci „prawdziwi”, „nierozcięczeni” [not dilluted] – ci, którzy urodzili się w przedwojennym świecie żydowskim Polski i byli świadkami jego śmierci. Wtopili się natychmiast, w pierwszych kilku powojennych latach. Pozmieniali swoje nazwiska. (Chętnie z Blum na Kwiatkowski albo z Rozenman na Różański). Jeśli nieśli w sobie jakieś stare przywiązanie do religii i tradycji, szybko i, trzeba przyznać, dość łatwo się tego pozbywali. (Nieliczne, ocalałe po wojnie synagogi świeciły pustkami i żaden już Żyd nie wyróżniał się swoim strojem). Do rodzinnych miasteczek nie wracali, bo i nie było po co, a z bliskimi, którzy wyemigrowali kontaktu nie podtrzymywali. (Sprzyjała temu polityka gruntowania nowej, nienarodowej, zglajszachtowanej przez radziecki socjalizm, tożsamości). No i wszystko to – nabywanie cech niewidzialności służyć miało bez wątpienia poczuciu bezpieczeństwa w nowym świecie, gdzie nie było już miejsca na inność i jej kontekst.

Ilustracja. W jednym domu mieszkali. Dom był wysoki, stał w dużym mieście. Pan Stern, który teraz nazywał się Gwiazda, mieszkał na piętrze 11. Pan Schumacher, który teraz nazywał się Szewc, mieszkał na piętrze 7. Obaj zdążyli się wychować w żydowskich sztetlach na południu Polski. Obaj mieli fotografie dziadków z długimi pejsami. (Obaj trzymali je głęboko w szufladzie). Obaj mieli polskie żony, które niewiele wiedziały o polskich Żydach. Obaj robili kariery w nowych urzędach. I obaj jeździli tą samą windą przez ponad 30 lat. Znali się, ale nic o sobie nie wiedzieli. Tak dokładnie pochowali swoje żydostwo, że jeden drugiego nie zdekonspirował. Do głowy żadnemu nie przyszło, że mają ze sobą cokolwiek, poza tą windą i nową rzeczywistością, wspólnego.

Po 1989. W Polsce zaczęło się zmieniać wszystko: system polityczny, prawny, ekonomiczny, edukacja i najszerzej rozumiana kultura. Te podstawowe komponenty życia społecznego rozpuszczały niedawne wysokie mury, przekraczały granice, w których przez ponad czterdzieści lat układały się z trudem i niechęcią. Największe, najszybsze i najbardziej widoczne zmiany dokonywały się w sposobie myślenia. Najogólniej rzecz ujmując: mieszkańcy Polski zaczęli rozpoznawać swoją tożsamość. Przyglądali się sobie teraz coraz uważniej i weryfikowali portrety dziadków i rodziców. Dostrzegać zaczynali ich dotąd nieodkryte cechy i swoje właściwości tłumione przez lata. Wszyscy stąd. Polacy i Żydzi. Także w kontekście wzajemnych relacji, wspólnej i osobnej przeszłości. Właściwie pierwsze przymiarki do debaty o polsko-żydowskich stosunkach, dawniej i teraz, rozpoczęły się w latach 70. Ale wtedy miały charakter elitarny i przez niewielu były podejmowane, przez niewielu dostrzeżone.

Lata 90. To wtedy rozpoczęło się – tak to jest nazywane w języku oficjalnie opisującym nową rzeczywistość – odrodzenie życia religijnego i kulturalnego polskich Żydów. Powstały (i ciągle powstają) żydowskie gminy wyznaniowe i żydowskie instytucje oświatowe. Wydawany jest nowy periodyk o tematyce żydowskiej. Działa stary (bo funkcjonował przez wszystkie lata, od 1950) teatr żydowski. Bardziej otwartą działalność prowadzi Żydowski Instytut Historyczny. Na uniwersytetach powstały programy akademickie poświęcone tematom żydowskim. I wreszcie: otwarte zostało Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie – kolosalna w rozmiarach, kosztach i znaczeniu polska instytucja oddana sprawom polskich Żydów. Słowa: Żyd, żydowski rozgościły się na nowo w polskim języku i w polskiej świadomości.

Przybywa polsko-żydowskich przedsięwzięć, instytucji, programów i projektów. Wypełniają one treścią trwającą już ponad dwudziestu lat debatę publiczną, w której dziś uczestniczy wielu. W kraju, w którym mieszka, według statystyk, między 8 000 a 15 000 Żydów lub Polaków pochodzenia żydowskiego wydaje się rocznie kilkaset (sic!) tytułów książkowych o tematyce żydowskiej. Zauważa się (znowu w szacunkach statystycznych), że w Polsce żydowska społeczność powiększa się. I nie wynika to z przyrostu naturalnego, a raczej z takiego zjawiska, które nazywane jest „odkrywaniem korzeni” lub „powrotem do korzeni”. Do judaizmu – do tradycji i religii przybywają (bo trudno powiedzieć, że wracają) bardzo młodzi ludzie, czasem drugie, najczęściej trzecie pokolenie wyrosłe w polskich rodzinach o ukrytej żydowskiej tożsamości (częściej dziadka niż babci). Bywa też, że dawni emigranci, starzy polscy Żydzi, wracają do swojego języka, do swojej kultury, do łagodniejszego dla starych ludzi klimatu (niż izraelski) – wracają, jak mówią, żeby tutaj umrzeć.

Świadek żydowskiego stulecia według Fundacji Centropa.

Calosc w Ponizszym linku

Poszukiwanie_Zydow_niewidzialnych

 

One Response to “Poszukiwanie Żydów niewidzialnych.”

  1. Ewa Korulska 22/07/2020 at 23:33

    Bardzo potrzebne, ciekawe i wręcz bezcenne !

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: