Uncategorized

NADZIEJA I LĘK

Ludwik Lewin


Pisząc na niecały tydzień przed amerykańskimi wyborami, mogę mieć nadzieję, że nie zmieni się lokator Białego Domu.

Ta nadzieja nie opiera się na politycznej analizie ani tym bardziej, na wynikach ankiet instytutów badania opinii publicznej, z których niemal wszystkie wróżyły Trumpowi porażkę. Wierzę w sondaż piekarski, który w przeciwieństwie do tych, uznawanych za naukowe, od trzydziestu lat wyznacza zwycięzcę. Jeśli ufać prasie, sieć piekarni Busken w Ohio, gdzie wg sondaży Republikanin i Demokrata idą łeb w łeb, sprzedaje ciasteczka w trzech kolorach. Czerwone oznaczają partię obecnego prezydenta, niebieskie jego przeciwnika, a żółte przeznaczone są dla tych, którzy zamierzają iśc na ryby lub nie wiedzą na kogo głosować. Jak dotąd sprzedano 11310 wypieków republikańskich, 8671 demokratycznych i aż 6687 tych żółtych, czyli niczyich.

Znaczy górą nasi! – krzyczę narażając się na ostracyzm dobrego towarzystwa, do którego mnie nieopatrznie wpuszczono.

Jako Żyd nie mam najmniejszych wątpliwości, że zwycięstwo Bidena oznaczałoby tragedię dla Izraela, gdyż jego otoczenie kontynuować będzie proirańską i antysyjonistyczną politykę Obamy. Starca tego otoczą cztery młode kobiety z Izby Reprezentantów, tworzące tzw. „Squad” (szwadron), który dla wszystkiego, co dotyczy Żydów i Izraela, okazać się może plutonem egzekucyjnym.

Jak dotąd panie Alexandria Ocasio-Cortez, Ilhan Omar, Ayanna Pressley, Rashida Tlaib dały się poznać jako bardzo energiczne aktywistki kampanii BDS, czyli najpierw bojkotu, a potem zniszczenia Izraela.

Te są sztandarowe. Do tego stopnia, że Ilhan Omar zdobyła tytuł „antysemitki roku 2019”, a jak wiadomo konkurencja w tej dyscyplinie jest ogromna. Rashida Tlaib na pierwszym swym posiedzeniu w Kongresie obiecała usunąć Trumpa z Białego Domu. Nazywała przy tym prezydenta motherfucker, co najlepiej da się przetłumaczyć jako skurwysyn. Rok później Alexandria Ocasio-Cortez zgodziła się w wywiadzie radiowym, że „Żydzi to biali suprematyści”, a Izrael nazwała „skorumpowanym i zbrodniczym”. I jakby tego było mało, litowała się nad Palestyńczykami, „którzy nie mają innego wyboru, jak rozruchy”.

Jest przecież nie tylko ta piekielna czwórka. Demokraci zachwycają się ruchem Black Lives Matter (Życie Czarnych się Liczy, BLM) I nie zwracają uwagi na jego głęboko zakorzeniony i zakwitający na każdym kroku antysemityzm. A jeśli ktoś uwagę zwróci, to natychmiast opluty zostaje jako rasista.

Demokratom wydaje się za to w ogóle nie przeszkadzać obecność Czarnych rasistów, takich jak Louis Farrakhan, szef Nation of Islam (Naród Islamu), jeden z najbardziej notorycznych antysemitów Ameryki. Sfotografował się z nim Obama zanim został prezydentem, ale potem dokładał wszelkich starań, żeby nikt nie zobaczył tego zdjęcia. Kandydat Biden bez żenady ściska się nie tylko z Farrakhanem, ale i z Alem Sharptonem, mniej znanym za granicą Czarnym kaznodzieją, który w roku 1991 sprowokował tzw. „Zajścia w Crown Heights”, największy jak dotąd pogrom w USA.

Jednocześnie Demokraci starają się przedstawić Donalda Trumpa jako rasistę i antysemitę. No cóż, w tym świecie wszystko jest możliwe.

Zostawmy żydowskie wnuki prezydenta, zajmijmy się jego polityką.

Trump wprowadził w życie uchwaloną w 1995 r. ustawę Kongresu o przeniesieniu ambasady Stanów Zjednoczonych do stolicy Izraela Jerozolimy. Zakończyło to półwiecze hipokryzji – wizyty państwowe i inne celebracje dwustronne czy też międzynarodowe odbywają się w Jerozolimie, ale większość państw utrzymuje swe placówki dyplomatyczne w Tel Awiwie, utrzymując wciąż, że tam jest stolica.

To dzięki republikańskiemu prezydentowi doszło do podpisania pokoju i do wzajemnego uznania między Izraelem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem i Sudanem. Osiągnięto dynamikę, która zdaniem prawie wszystkich obserwatorów, doprowadzi do porozumień z innymi państwami arabskimi i zmarginalizuje żądania Hamasu czy Fatah, których celem bynajmniej nie jest stworzenie „dwóch państwa dla dwóch narodów”. Jest nim unicestwienie Państwa Żydowskiego.

Przed takim i nie tylko takim zagrożeniem chronić będzie umowa podpisana w październiku w Waszyngtonie przez ministrów obrony USA i Izraela. Umowa ta ma na długie lata zapewnić Izraelowi przewagę militarną w regionie. Benny Gantz nie przypadkiem spieszył się z dopracowaniem porozumienia przed amerykańskimi wyborami. Utrzymanie izraelskiej mocy wojskowej figuruje w amerykańskiej ustawie, ale po zwycięstwie Bidena nie wykluczone są presje na Jerozolimę, osłabiające lub niwelujące amerykańskie zaangażowanie w obronę istnienia Izraela.

Porządek, a przynajmniej początki porządku na Bliskim Wschodzie, do jakiego doprowadził Trump, już odbijają się na postawie polityków innych państw.

Od wojny sześciodniowej w czerwcu 1967, Francja prowadzi zdecydowanie antyizraelską politykę ślepego niemal poparcia dla organizacji „palestyńskich”. Paryż kompromitował się nawet z najbardziej brutalnie terrorystycznymi pośród nich.

Francuska prasa próbowała kręcić nosem na „porozumienie Abrahama”, władze najpierw komentowały je bez entuzjazmu. Aż w stół walnął były premier socjalistyczny Manuel Valls (niestety były i socjalistyczny, co nie wróży mu powrotu do władzy). „W kwestii izraelsko-palestyńskiej, Francja powinna wreszcie odrzucić przestarzałą tradycję dyplomatyczną” – wzywał na łamach paryskiego dziennika „Le Figaro”.

Polityk przyznaje, że życie unieważniło gadaninę o dwóch państwach w granicach z 1967 r. i z Jerozolimą jako stolicą tych dwóch państw. Ewolucja stosunku sił i nowe układy geopolityczne powodują, że nie ma powrotu do dawnych formuł, które wszystkie zawiodły.

Manuel Valls ubolewa nad tym, że francuską dyplomację paraliżują lęki o stosunki ze światem arabskim, strach przed terroryzmem i reakcją wielomilionowej ludności muzułmańskiej w kraju.

Były premier przekonuje obecne władze Francji, że nadszedł moment „by uznać wreszcie, że Jerozolima jest stolicą Izraela”. I nastaje na to, by dostrzegły wreszcie „brak demokracji i korupcję władz Autonomii Palestyńskiej, wymogły na nich potępienie terroryzmu i zaprzestanie podżegania do nienawiści”.

Polityk machnięciem ręki odrzuca mrzonki o powrocie „uchodźców palestyńskich”, czyli w miliony zwielokrotnionych potomków uciekinierów z 1948 r. „Czasem dyplomacja wymaga mówienia prawdy” – zauważa.

I nie tłumaczy Porozumień Abrahama obawami przed Iranem, który jak przyznaje, jest życiową groźbą dla Izraela. „To przede wszystkim reakcja na transformacje gospodarcze i konieczność przygotowania się na to, co będzie po ropie naftowej”. Ten przymus zrozumieli sygnatariusze porozumień i dlatego rozwijają współpracę z Izraelem, co jest najkrótszą dla nich drogą do unowocześnienia modelu gospodarczego – tłumaczy Manuel Valls.

Pewnie by nie miał co tłumaczyć, gdyby nie Donald Trump. Dlatego wszystkich możliwych zaklęć używam, żeby został na następne cztery lata w Białym Domu, bo dla Żydów, jego porażka stać się może tragedią.

Kończę z nadzieją, że wygra.


Wszystkie wpisy Ludwika

TUTAJ


Pierwodruk ukazal sie w Slowie Zydowskim

Kategorie: Uncategorized

4 odpowiedzi »

  1. Powodem , że „70% amerykanskich Żydów glosujacych wg. prognoz na Bidena…..” jest to , że dużo mniej od Żydów „starego świata” czują się stygmatyzowaną mniejszością , uważają , że są takimi samymi amerykanami jak potomkowie Anglików , Irlandczyków , Włochów , Niemców itd. Kieruje nimi natomiast dobrze znany , żydowski syndrom „zbawiania ludzkości” poprzez ideologię , której oni sami nigdy na sobie nie doswiadczyli . Nie dotknął ich europejski socjalizm , który „wstawił rozum” Żydom w Europie i w Izraelu (choć zdolność przyznania błędu własnego życia niektórych przerasta…. ). Dlatego tacy panowie jak Chomski , Sanders i wszyscy inni „postępowi” (dobrze nam znana „fake” etykietka ….) mają jescze wielkie żydowskie rzesze zwolenników w USA. Ich żydowskie adpowiedniki w Europie jaj np Bendit-Coen , we Francji i jemu podobni stali sie patetycznym anachronizmem po 68 roku .

  2. Rok jest 1968, zebranie w jakiej pracy w Warszawie, gdzie miejscowy sekretarz PZPR ma odczytac o „Zydach-Syjonistach, odwiecznych wrogach ,,” Jakos nie chce , zaskoczenie, konsternacja, nikt nie chce- az zglasza sie Pani D….r. i odczytuje to.
    D..r byla Zydowka.
    Ja tez zwolniono i wyjechala, ale Schiff,Schumer& Co razem z 70% amerykanskich Zydow glosujacych wg. prognoz na Bidena wydaja sie byc jej plodem.

  3. Przetrwaliśmy 8 lat Obamy to i przetrwamy 4 lata Bidena, a może nawet Kamali Harris.

    Dzięki Trumpowi i upartej pracy Netanyahu, Izrael wypłynął na szerokie wody polityki regionalnej i ma już własnych przyjaciół na płw arabskim, w Afryce i na wybrzeżach Morza Śródziemnego i stoi de facto na czele dwóch regionalnych paktów gospodarczych-wojskowych.

    Izrael ma też dobre stosunki z Rosją i wiele z nią wspólnych interesów politycznych.
    Taki Izrael trudniej szantażować niż dawniej.

    Może te fakty Macron zrozumiał przed innymi przywódcami Zachodu i dlatego śpiewa trochę inaczej.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.