Uncategorized

Lien zwierza się przyjaciółce, że jest Żydówką. Ukrywająca ją rodzina za karę jej nie nakarmi

Lien de Jong, 1946 r.


Lien de Jong, 1946 r. (Fot. materiały prasowe)Bart van Es napisał książkę o swoich dziadkach, którzy ukryli żydowską dziewczynkę. Jednak nie po to, by upamiętnić ich czyn, lecz po to, by zrozumieć, dlaczego w jakimś momencie przestali ją traktować jako część rodziny.

Przyslala Katharina Dr.Gasinska-Lepsien

W czasie Holocaustu zginęło 80 proc. holenderskich Żydów. To odsetek wyższy niż w innych krajach Europy Zachodniej, nawet w Niemczech i Austrii. Przyczyniła się do tego gorliwość administracji i obywateli w wypełnianiu niemieckich zaleceń.

Przykładem może być działalność firmy Hausraterfassung, która zajmowała się przejmowaniem żydowskiego mienia. Do polowania na Żydów zatrudniła 50 agentów i zdołała wytropić ich aż 9 tys. A i tak z małej społeczności holenderskich Żydów przeżyło wojnę 4 tys. dzieci. Z największej społeczności Żydów, z terenów Polski pod niemiecką okupacją, przeżyło ich 5 tys.

Lien, bohaterka książki „Dziewczynka z wycinanki. Opowieść o wojnie, przetrwaniu i rodzinie”, rozstała się z rodzicami latem 1942 r., mając niespełna dziewięć lat. Rodzice, Catharina i Charles de Jong-Spiero, zginęli w Auschwitz.

Dziewczynką opiekuje się Dieuke Heroma-Meilink, późniejsza parlamentarzystka. Przewozi ją z miejsca na miejsce, gdy sytuacja staje się niebezpieczna. Razem z mężem i znajomymi tworzą jedną z wielu siatek pomocy. Studentka Hetty Voute jeździ od wsi do wsi rowerem i pyta rolników, czy mogą przyjąć żydowskie dziecko, umieściła tak 171 dzieci. Student Ger Kemp puka do domów, prosząc o wsparcie, zdobywa spore pieniądze.

Gdy Niemcy wydają zarządzenie, że wszystkie podrzucone niemowlaki zostaną uznane za Żydów, grupa studentek melduje w urzędzie stanu cywilnego, że te dzieci są owocem ich związków z niemieckimi żołnierzami.

W opowieści o żydowskiej dziewczynce ukrywającej się w Holandii jest ten sam smutek co we wszystkich opowieściach o dzieciach w czasie Holocaustu. I jeszcze jest jeden punkt wspólny z losem żydowskiej dziewczynki w Polsce: holenderską, jeżeli zostanie wykryta, także czeka śmierć. Poza tym wszystko jest zaskakujące i różne od tego, co wiemy o ukrywaniu.

Lien trafia do Henki i Jansa van Esów, rodziny mieszkającej z dziećmi w Dordrechcie. Chodzi tam do szkoły, póki rodzice nie zostaną wywiezieni, dostaje od nich listy i książki. Zwierza się nowej przyjaciółce, że jest Żydówką. Ona to rozpowie i plotka dotrze do jej opiekunów. W Polsce dziewczynka musiałaby opuścić dom w tej samej sekundzie, gdyż jej i ludziom ją ukrywającym groziła kara śmierci, a donosy były na porządku dziennym. A oni… za karę każą jej pójść spać bez kolacji. Dopiero gdy po kilku miesiącach policja zapuka do drzwi, reagują. Każą Lien uciec tylnymi drzwiami do sąsiadki, opowiedzieć jej, że jest Żydówką i co się zdarzyło. Sąsiadka ją przechowa do czasu, gdy przyjedzie Heroma-Meilink i zabierze ją do następnych opiekunów. Od tej pory często zmienia mieszkania. „Za każdym razem płakałam krócej, proporcjonalnie do liczby przeprowadzek” – opowiada Lien.

W jednej z rodzin, we wsi Bennekom, znajduje się wujek. Evert van Laar pojawia się, gdy opiekunów nie ma w domu. Wyobrażam sobie, jak 80-letnia dziś kobieta opowiada Bartowi van Esowi, młodemu dość człowiekowi, szczegóły gwałtu.

Lien de Jong, portret wykonany w studiu fotograficznym w mieście Edem 1945 r.

Lien de Jong, portret wykonany w studiu fotograficznym w mieście Edem 1945 r. Fot. materiały prasowe

Fascynujący jest wątek Sprawiedliwych. Van Es, historyk literatury w Oksfordzie, wnuk Henki i Jansa, zabiera się do pisania książki nie po to, by upamiętnić ich czyn. Chce zapisać opowieść Lien i wyświetlić to, co go męczy: dlaczego w jakimś momencie przestała być traktowana przez jego dziadków jako część rodziny? Próbuje dojść, co się takiego stało. Relacje ukrywających z ukrywanymi miały nierzadko swoje ciemne strony, wiemy o tym z relacji ocalałych, ale nigdy jeszcze nie czytałam takiej próby dokonanej z drugiej strony.

Piszę teraz książkę o żydowskich dzieciach przechowanych w polskich rodzinach, które organizacje żydowskie po wojnie wykupywały, nierzadko za duże pieniądze. To było przyzwyczajenie z czasu wojny, gdy te dzieci były z reguły przechowywane za pieniądze. Poruszyła mnie historia opisana w książce, która odwraca ten zwykły porządek rzeczy. W jednym z domów, u Jansje i Toona De Bond, też we wsi Bennekom, Lien jest razem z drugą małą dziewczynką Maartje. Po wojnie okazuje się, że jej matka przeżyła. Gdy przychodzi odebrać Maartje, małżeństwo, które traktuje ją jak własną córeczkę, wręcza jej na pożegnanie srebrną bransoletkę rodzinną. Jeszcze przyjadą odwiedzić uratowaną przez nich dziewczynkę w urodziny, żeby podarować jej rower.

Anna Bikont

„Dziewczynka z wycinanki. Opowieść o wojnie, przetrwaniu i rodzinie”, Bart van Es, tłum. Barbara Gutowska-Nowak, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego


Lien zwierza się przyjaciółce, że jest Żydówką. Ukrywająca ją rodzina za karę jej nie nakarmi

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.