Uncategorized

Krzysztof Kamil Baczyński – żołnierz, poeta, czasu kurz

Krzysztof Kamil Baczyński

Słaby, wątłego zdrowia, a jednocześnie pełen zapału i ambicji, położył na szali rodzącą się karierę by podjąć walkę z okupantem. I chociaż Baczyński poległ, to właśnie wtedy narodziła się jego legenda jako „drugiego Słowackiego”, przedstawiciela tragicznego pokolenia Kolumbów.

Krzysztof Kamil Baczyński urodził się 22 stycznia 1921 r. w Warszawie jako drugie dziecko Stefanii i Stanisława Baczyńskich. Dorastał jednak jako jedynak – jego siostra Kamila zmarła tuż po urodzeniu i to prawdopodobnie po niej otrzymał swoje drugie imię. Niektórzy doszukiwali się jednak w decyzji Baczyńskich nawiązania do Cypriana Kamila Norwida.

Krzysztof Kamil Baczyński z psem Fredem, początek lat 30. (domena publiczna)
Krzysztof Kamil Baczyński z psem Fredem, początek lat 30. (domena publiczna)

W domu Baczyńskich

Matka Krzysztofa, Stefania z domu Zieleńczyk, pochodziła z zasymilowanej rodziny żydowskiej i zajmowała się nauczaniem oraz pisaniem książek dla dzieci. Była osobą bardzo pobożną i to jej przypisuje się wpływ na religijność przyszłego poety. Ojciec zaś, Stanisław Baczyński, był znanym i cenionym w międzywojniu krytykiem literackim. W przeciwieństwie do małżonki, mężczyzna odznaczał się wyraźnie lewicowymi poglądami – w młodości związał się z ruchem anarchistycznym, a w czasie studiów dołączył do socjalistycznej organizacji „Promień” oraz Towarzystwa Oświaty Ludowej „Kultura”. Poza działalnością społeczną i polityczną, znacząco zasłużył się także w walkach o polską niepodległość. Ideowy piłsudczyk i socjalista, walczył w Legionach Polskich, powstaniach śląskich i wojnie polsko-bolszewickiej, zajmował się także dywersją i wywiadem. Lewicowy światopogląd i głęboki patriotyzm wpajał także swojemu synowi.

Stanisław Baczyński (domena publiczna)
Stanisław Baczyński (domena publiczna)

Mimo iż rodzice Krzysztofa Baczyńskiego znacznie różnili się pod względem poglądów, to oboje wywarli niezwykle istotny wpływ na ukształtowanie jego osobowości. Po latach jego kuzynka, Maria Turlejska wspominała:

Krzyś (…) rozdarty był między nich oboje. Rodzice Krzysztofa reprezentowali dwie różne filozofie i postawy życiowe: ojciec zapalał w nim gniewny bunt przeciw złu, które trzeba tępić, by świat ulepszyć – matka uczyła go korzenia się przed własną niemocą i małością, pokory, doskonalenia najpierw siebie, nim zechce zmienić świat. Te dwie postawy zmagały się w synu.

Stosunki między rodzicami przyszłego poety od początku nie układały się najlepiej. Coraz częstsze i poważniejsze nieporozumienia doprowadziły z czasem do separacji, w wyniku której Krzysztof zamieszkał ze Stefanią Baczyńską. Więź z matką pozostała do końca życia jedną z ważniejszych relacji Baczyńskiego.

Baczyński – Edukacja i początki twórczości

Krzysztof Kamil Baczyński już od najmłodszych lat odznaczał się dość wątłym zdrowiem – w dzieciństwie chorował na astmę, miał słabe serce, do tego był stale zagrożony gruźlicą. Stąd też wzięły się jego częste wyjazdy w celach kuracyjnych, chociażby do Jugosławii czy Bukowiny Tatrzańskiej. W 1933 r. rozpoczął edukację – najpierw w gimnazjum, a następnie w liceum im. Stefana Batorego w Warszawie. Mimo że już jako dziecko wyróżniał się imponującą znajomością literatury, tak polskiej, jak i francuskiej, entuzjazmem do nauki zdecydowanie nie pałał. Wspominając jego okres szkolny, Kazimierz Wyka napisał wprost – „Baczyński uczniem był miernym”.

Państwowe Gimnazjum im. Stefana Batorego przy ul. Myśliwieckiej 6 w Warszawie
Państwowe Gimnazjum im. Stefana Batorego przy ul. Myśliwieckiej 6 w Warszawie

Chociaż biografowie przyszłego poety podważają tak jednoznaczny osąd, trudno zaliczyć go do prymusów, co potwierdzają przeciętne oceny, które dominowały na jego świadectwach. Wyjątkiem były rysunki – z nich Krzysztof Kamil Baczyński zawsze dostawał świetne noty i to właśnie z plastyką zamierzał związać swą przyszłość, planując rekrutację do warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ambitne plany przyszłego artysty pokrzyżował wybuch II Wojny Światowej. Konflikt nie pogrzebał jednak drugiej wielkiej pasji Krzysztofa – poezji.

Akwarela autorstwa Baczyńskiego, ilustrująca tomik jego wierszy (domena publiczna)
Akwarela autorstwa Baczyńskiego, ilustrująca tomik jego wierszy (domena publiczna)

Pierwsze wiersze zaczął pisać już jako uczeń gimnazjum. Początkowo były to w dużej mierze utwory satyryczne i groteskowe – taką formę miał chociażby tekst pt. „Gimnazjum imienia Boobalka I”, powstały w wyniku fascynacji twórczością Witolda Gombrowicza. Oprócz tego zajmował się również redakcją działu humorystycznego klasowego pisma. Baczyński wykorzystał lata szkolne na działalność społeczno-polityczną. Już w pierwszym roku podjęcia nauki w gimnazjum wstąpił do 23. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej „Pomarańczarnia”, do której należeli także późniejsi żołnierze Grup Szturmowych Szarych Szeregów – Jan Bytnar „Rudy”, Tadeusz Zawadzki „Zośka” i Maciej Aleksy Dawidowski „Alek”. W następnym roku dołączył także do Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej „Spartakus” – półlegalnej organizacji uczniowskiej pod patronatem PPS, gdzie działając pod pseudonimem „Emil” zaangażował się m.in. w redagowanie pisma pt. „Strzały”. Z tego okresu pochodzi też jeden z jego pierwszych wierszy, zatytułowany „Wypadek przy pracy” (1936 r.).

Krzysztof Kamil Baczyński, lata 30. (domena publiczna)
Krzysztof Kamil Baczyński, lata 30. (domena publiczna)

Baczyński zdał maturę w maju 1939 r. Radość ze zdanego egzaminu zmąciły jednak dwa wydarzenia – w lipcu śmierć ojca, a we wrześniu wybuch II Wojny Światowej.

„Ty jesteś moje imię…” – wielka miłość Baczyńskiego

Z powodu okupacji niemieckiej Baczyński porzucił marzenia o studiach we Francji i pozostał w Warszawie. Mimo żydowskich korzeni, poeta zdecydował wraz z matką sabotować rozporządzenie niemieckich władz, nakazujące Żydom zgromadzenie się na obszarze getta. Pozostał poza jego obszarem, ryzykując tym samym rozstrzelanie w razie odkrycia przez Niemców jego pochodzenia. Aby utrzymać siebie i matkę, imał się różnych zajęć – pracował jako szklarz, malarz szyldów, węglarz, przez krótki czas uczęszczał także do Miejskiej Szkoły Sztuk Zdobniczych i Malarskich im. C.K. Norwida. Ostatecznie wygrało jednak zacięcie poetyckie – jesienią 1942 r. Krzysztof Kamil Baczyński zaczął studia polonistyczne na tajnych kompletach na Uniwersytecie Warszawskim. Jednocześnie przez cały czas zajmował się rozwijaniem swojego talentu poetyckiego. Od 1940 r. publikował konspiracyjne tomiki wierszy, pisywał także anonimowo do podziemnych czasopism („Dzień Warszawski” czy „Miesięcznik Literacki”). Niedługo później znalazł się także w komitecie redakcyjnym literacko-społecznego miesięcznika „Droga”. Swoje teksty publikowała w nim również Barbara Drapczyńska – kobieta, która skradła serce poety, stając się jego natchnieniem, muzą i największą miłością.

Poemat o Chrystusie dziecięcym (źródło: Polona, sygn. Rps 7984 II, domena publiczna)
Poemat o Chrystusie dziecięcym (źródło: Polona, sygn. Rps 7984 II, domena publiczna)

Baczyński poznał swą przyszłą żonę 1 grudnia 1941 r. i już po sześciu miesiącach – 3 czerwca 1942 r. – poślubił ja w kościele Świętej Trójcy na Solcu. Jak wspominał Jarosław Iwaszkiewicz, biorący udział w ceremonii – „właściwie wyglądało to nie na ślub, ale na pierwszą komunię. Oboje Baczyńscy, bardzo młodzi, wyglądali jeszcze młodziej, a ponieważ oboje byli niewielkiego wzrostu, rzeczywiście wydawało się, że to dwoje dzieci klęczy przed ołtarzem”. Chociaż Feliksa Drapczyńska, matka Basi, zalecała młodym poczekanie ze ślubem do końca wojny, Krzysztof Kamil Baczyński, jakby przeczuwając tragiczny los, odpowiedział: „a kto nam zaręczy, że my przeżyjemy wojnę?”. Mimo pośpiechu, małżeństwo okazało się wyjątkowo dobrane. Jedyną rzeczą, która kładła się cieniem na szczęściu młodych, były niełatwe relacje z matką poety, która nie przepadała za synową. Aby uniknąć konfliktów, wyprowadziła się do Anina, gdzie zajęła się nauczaniem w ramach tajnych kompletów. Niedługo było jednak dane nacieszyć się młodym wspólnym życiem. Pożądany spokój młodego małżeństwa zakłóciła przeciągająca się wojna oraz decyzja Krzysztofa o podjęciu walki zbrojnej.

Dedykacja Krzysztofa Baczyńskiego napisana dla przyszłej żony (domena publiczna)
Dedykacja Krzysztofa Baczyńskiego napisana dla przyszłej żony (domena publiczna)

„I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc”

Latem 1943 r. Baczyński wstąpił do Harcerskich Grup Szturmowych AK, gdzie pełnił rolę sekcyjnego w II plutonie „Alek” 2. kompanii „Rudy” batalionu „Zośka”. W październiku podjął także naukę na wykładach i ćwiczeniach IV podziemnego turnusu Szkoły Podchorążych Rezerwy „Agricola”, które ukończył w maju 1944 r. ze stopniem starszego strzelca podchorążego rezerwy piechoty. Rozkazem dowódcy 2. kompanii batalionu Zośka, 1 lipca 1944 r. został zwolniony z pełnionej dotychczas funkcji „z powodu małej przydatności w warunkach polowych”. Nieoficjalnie chodziło o odsunięcie poety od walki, z czym ten jednak się nie pogodził – po kilku dniach przeszedł do harcerskiego batalionu „Parasol”, gdzie został zastępcą dowódcy III plutonu 3. kompanii.

Krzysztof Kamil Baczyński, lata 40. (domena publiczna)

Mimo niechęci dowódców do ryzykowania życiem znanego i cenionego już wówczas poety, Baczyński ochoczo rwał się do czynnego udziału w akcjach zbrojnych. Dwudziestodwuletni artysta uczestniczył m.in. w akcji dywersyjnej T-U, podczas której doszło do wysadzenia przez szturmowców torów oraz wykolejenia niemieckiego pociągu, a następnie ostrzelania przebywających w nim żołnierzy. Wybuch powstania warszawskiego zastał go w okolicach Placu Teatralnego, gdzie został wysłany po odbiór butów dla swojego oddziału. Wobec niemożności przedostania się na miejsce koncentracji swej macierzystej jednostki, dołączył do oddziału ochotników dowodzonego przez Lesława Kossowskiego. W tym oddziale dane było mu spędzić ostatnie chwile swojego życia. Krzysztof Kamil Baczyński poległ 4 sierpnia 1944 r. w godzinach popołudniowych w pałacu Blanka, postrzelony śmiertelnie przez niemieckiego snajpera, ulokowanego najprawdopodobniej w gmachu Teatru Wielkiego. W chwili śmierci miał zaledwie 23 lata.

Pożegnanie z poetą

Wieść o śmierci Krzysztofa Kamila Baczyńskiego szybko obiegła powstańczą placówkę, wywołując duże poruszenie. Nie dotarła jednak do najbliższych mu osób. Żona poległego, Barbara Baczyńska, mimo że przeczuwała tragedię, nigdy nie dowiedziała się, co stało się z mężem. Nie miała przy tym dużej sposobności – zmarła niedługo po nim, 1 września, raniona odłamkiem szkła w czasie niemieckich bombardowań. W chwili śmierci była w ciąży. Jak wspominał później Zbigniew Wasilewski, znajomy poety – „powstanie zabrało (…) troje Baczyńskich, nie dwoje”. Wieści o śmierci Baczyńskiego najdłużej nie dopuszczała do siebie jego matka. Kobieta uwierzyła w tragiczne losy syna dopiero w 1947 r., gdy podczas ekshumacji mogił powstańczych wraz z Feliksą Drapczyńską rozpoznała jego złoty medalik. Pogrzeb Baczyńskiego odbył się na dziedzińcu ratusza w dniu jego śmierci i pierwotnie tam, na tyłach pałacu pochowano jego ciało. Po wojnie przeniesiono je jednak na Cmentarz Wojskowy na warszawskich Powązkach w miejscu, gdzie spoczywały już zwłoki Barbary.

Twórczość Baczyńskiego

Pomimo podjęcia walki z bronią w ręku, Baczyński ani na chwilę nie zrezygnował z pisania. Wręcz przeciwnie – trudna rzeczywistość wojenna w istotny sposób zaznaczyła się w jego utworach. W okresie okupacji niemieckiej poeta napisał cztery tomiki poezji – „Zamknięty echem” (1940 r.), „Dwie miłości” (1940 r.), „Wiersze wybrane” (1942 r.) i „Arkusz poetycki Nr 1” (1944 r.). Dzięki staraniom jego matki oraz teściowej, udało się ocalić cały dorobek Baczyńskiego, na który składało się ponad 500 wierszy oraz kilkanaście poematów i opowiadań. Na przestrzeni zaledwie kilku lat twórczych, uwidoczniła się duża dynamika zmian oraz ewolucja postawy poety wobec zastanej rzeczywistości. W jego wczesnej twórczości zaznaczają się wpływy przedwojennego katastrofizmu, właściwego dla poezji Józefa Czechowicza czy wileńskich żagarystów, w sposób szczególny zaś Jerzego Zagórskiego i Aleksandra Rymkiewicza. W przeciwieństwie do nich, Baczyński był jednak poetą Apokalipsy spełnionej, czemu też dał wyraz w swoich utworach.

Krzysztof Kamil Baczyński, lata 40. (domena publiczna)
Krzysztof Kamil Baczyński, lata 40. (domena publiczna)

Swoisty przełom w tematyce i konwencji jego poezji nastąpił jesienią 1941 r. W wierszach z tego okresu można dostrzec ślady „porażenia okupacyjnego”, przejawiające się chociażby zwrotem ku tradycji romantycznej oraz twórczości Norwida i Słowackiego czy odwołaniem do roli poety jako natchnionego wieszcza i duchowego przywódcy narodu. Oprócz tego twórczość Baczyńskiego w istotny sposób wyraża także los generacji Kolumbów, postawionej przed tragicznym wyborem i koniecznością poradzenia sobie z traumatycznym doświadczeniem wojny. Posługując się liczbą mnogą, poeta przemawiał w imieniu nie tyle swoim, co całego pokolenia, próbując zmierzyć się z trudną epoką oraz okrucieństwem światowego konfliktu, ukazywanego przezeń jako ogromna i zgubna siła, niszcząca dawne prawa i systemy wartości.

Chociaż poezja Baczyńskiego kojarzona jest najczęściej z nurtem katastroficznym, niezwykle ważnym elementem jego twórczości są również erotyki poświęcone żonie Barbarze, które oceniano jako nowatorskie i wykraczające poza dotychczasowe konwencje poezji miłosnej. Dedykowane jej wiersze do dziś uchodzą za jedne z najpiękniejszych liryków miłosnych w historii literatury polskiej.

Legenda poety

Krzysztof Kamil Baczyński już za życia cieszył się dużym uznaniem, szczególnie starszych od siebie twórców. Jak wspominał po latach Czesław Miłosz:

Byłem nim oczarowany jako „zjawiskiem” (…) nagłe narodziny talentu wśród okropności tamtej Warszawy i to takie narodziny, że potwierdzają nasze, przez literaturę ukształtowane, pojęcia o tym, jak to powinno się odbywać.

Równie przychylnie oceniali go także inni współcześni mu artyści, a wśród odbiorców nie raz pojawiały się głosy uznające go za drugiego Słowackiego. Taką aluzję poczynił chociażby Jerzy Zagórski, który w swoim artykule, zatytułowanym wymownie „Śmierć Słowackiego”, zawarł następujące słowa:

Krzysztof Baczyński, największa poetycka indywidualność w Polsce od czasu Juliusza Słowackiego, nawet polotnym szelestem swego zdania, nawet ognistym nurtem swej mowy miała coś wspólnego, choć nieuchwytnego z tamtym.

Popiersie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w Alei Sław w Kielcach (fot. Paweł Cieśla, udostępniono na licencji: [Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International](https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/))
Popiersie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w Alei Sław w Kielcach (fot. Paweł Cieśla, udostępniono na licencji: Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Dziś Baczyński traktowany jest często jako symbol całego pokolenia Kolumbów. Dlaczego spośród wielu utalentowanych twórców okupowanej Warszawy to właśnie jego imieniem nazywane są kolejne szkoły czy drużyny harcerskie, a napisane przezeń wiersze wciąż są w stanie poruszać i pobudzać do działania? W biografii poety można znaleźć aż nadto elementów legendotwórczych. Wczesna śmierć ojca, czuła opieka matki, szybko odkryty talent, młodość zakłócona koniecznością trudnego wyboru, romantyczna miłość nie do końca zaakceptowana przez matkę, determinacja do walki pomimo wątłego zdrowia, tragiczna i przedwczesna śmierć w powstańczej Warszawie. To wszystko złożyło się na legendę Baczyńskiego i sprawiło, że po upływie lat wyjątkowa opowieść o poecie-żołnierzu wciąż jest żywa. W pamięci pozostają także jego wiersze – bogate, niejednoznaczne, prowokujące do polemiki i wciąż nowych interpretacji.


Krzysztof Kamil Baczyński – żołnierz, poeta, czasu kurz

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. Piekny ten wiersz Szymborskiej,jakos nigdy sie nie natknelam….

  2. Pisze Henryk D

    Do pensjonatu w górach jeździłby,
    na obiad do jadalni schodziłby,
    na cztery świerki z gałęzi na gałąź
    nie otrząsając z nich świeżego śniegu
    zza stolika pod oknem patrzyłby.
    Z bródką przyciętą w szpic,
    łysawy, siwiejacy, w okularach,
    o pogrubiałych i znużonych rysach twarzy,
    z brodawką na policzku i fałdzistym czołem,
    jakby anielski marmur oblepiła ludzka glina –
    a kiedy to się stało, sam nie wiedziałby,
    bo przecież nie gwałtownie, ale pomalutku
    zwyżkuje cena za to, że się nie umarło wcześniej
    i również on tę cenę płaciłby.
    O chrząstce ucha ledwie draśnietej pociskiem
    – gdy głowa uchyliła się w ostatniej chwili –
    „cholerne miałem szczęscie” mawiałby.
    Czekając aż podadzą rosół z makaronem
    dziennik z bieżącą datą czytałby,
    wielkie tytuły, ogłoszenia drobne,
    albo bębnił palcami po białym obrusie,
    a miałby używane od dawna dłonie
    o spierzchłej skórze i wypukłych żyłach.
    Czasami ktoś od progu wołałby:
    „panie Baczyński, telefon do pana”
    i nic dziwnego w tym nie byłoby,
    że to on i że wstaje obciągając sweter
    i bez pośpiechu rusza w stronę drzwi.
    Rozmów na widok ten nie przerywanoby,
    w pół gestu i w pół tchu nie zastyganoby,
    bo zwykłe to zdarzenie, a szkoda, a szkoda,
    jako zwykłe zdarzenie traktowanoby.
    W.Szymborska „W biały dzień”

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.