
Wlodek Proskurowski
Wszystkie wojny prowadzą do zabójstw, cierpienia i zniszczeń. Co odróżnia Holokaust od innych okropności wojny? Jak można go opisać?
Holokaust to całkowite szaleństwo. Horror, którego nie mógł sobie wyobrazić nawet chory umysł w książkach fantasy. Ludzkie zło ogromnych rozmiarów: realizacja planu eksterminacji wszystkich Żydów.
Moi dziadkowie wierzyli, że „to tylko przesiedlenie”. Potem zapakowano ich ciasno do bydlęcych wagonów bez jedzenia i wody i wywieziono do obozu zagłady w Treblince. Tam, jeśli przeżyli jazdę, czekali w kolejce do „pryszniców”, gdzie zostali zagazowani na straszliwą śmierć.
Krótkie tło losów Żydów w Polsce
Ogrom tragedii „Ostatecznego Rozwiązania” jest trudny do zrozumienia. Termin „ostateczne rozwiązanie” (Endlösung) był eufemizmem dla unicestwienia narodu żydowskiego. Ta polityka systematycznego ludobójstwa została sformułowana przez nazistów w styczniu 1942 r. na konferencji w Wannsee, a jej kulminacją był Holokaust. Zdecydowana większość obozów zagłady (Vernichtungslager) znajdowała się na terytorium okupowanej Polski. Ich podstawową funkcją było ludobójstwo. Okres od lipca do października 1942 r. był najbardziej zabójczą fazą Ostatecznego Rozwiązania. W komorach gazowych Treblinki i Auschwitz zginęło więcej Żydów niż we wszystkich innych obozach zagłady razem wziętych.
W 1939 roku w Polsce żyło od 3 do 3,5 miliona Żydów (niecałe 15% mieszkańców), czyli mniej więcej tyle, ile w całej Europie razem wziętej. Około 90% z tych milionów zginęło. Ponad połowa z tych pozostałych 10%, lub 300 tysięcy, którzy przeżyli, uciekła (dobrowolnie lub nie) do odległych krańców Związku Radzieckiego. Ci, którzy utknęli w Polsce i przeżyli, byli w większości młodą, wykształconą i zasymilowaną elitą. Niektórzy z nich „ukrywali się na widoku”, zdobywając fałszywe dokumenty i udając gojów. Tak było w przypadku mojej rodziny. Starsze pokolenie, mieszkańcy sztetli, biedota miejska, drobni sklepikarze, rzemieślnicy itp. nie mieli szans: byli zbyt łatwo rozpoznawalni jako należący do tej „innej rasy”.
Jedną z najgłębszych konsekwencji nazistowskiej „Tysiącletniej Rzeszy” jest to, że Europa Środkowo-Wschodnia jest obecnie praktycznie wolna od Żydów (Judenfrei). Długo po wojnie, w latach 1968-69, ostatnia zorganizowana imigracja żydowska z Polski liczyła zaledwie 17 tysięcy osób, z których wiele należało do pokolenia powojennego.
W częstochowskim getcie
Miałem trzy lata, gdy wojna zaczęła się w 1939 roku i dziewięć, kiedy się zakończyła w 1945 roku. Co pamiętam z tych lat? Głównie oderwane od siebie fragmenty.
Pierwsze kilka lat wojny spędziłem z dziadkami ze strony matki, Anną i Mojżeszem Kahan, w Częstochowie, mieście zdominowanym przez święty klasztor na wzgórzu z jeszcze świętszym obrazem Madonny. Żydzi stanowili tam jedną czwartą mieszkańców.
Obaj moi dziadkowie byli buchalterami, co sto lat temu oznaczało przynależność do wykształconej elity. I rzeczywiście, Mojżesz Kahan był współzałożycielem Gimnazjum Żydowskiego w Częstochowie w 1917 roku z polskim językiem wykładowym. Gdy w 1927 r. Żydowski Związek Rzemieślników w Częstochowie założył własny bank spółdzielczy, mój drugi dziadek, Leon Proskurowski, odegrał kluczową rolę w rozwoju Banku Rzemieślniczego i został jego pierwszym dyrektorem.
Byliśmy zasymilowaną i w dużej mierze świecką rodziną; językiem używanym w domu był polski. Oczywiście starsi członkowie rodziny mówili w jidysz i po hebrajsku, a także po rosyjsku i niemiecku, ale moim językiem ojczystym był polski.
Prześladowania ludności żydowskiej postępowały powoli przez pierwsze dwa lata. Ale prześladowanie było nieubłagane i narastało. Z mojej perspektywy – pięcioletniego dziecka -sprowadzały się do: przeprowadzki do innych, bardziej zatłoczonych dzielnic, konfiskowaniem kosztowności, a potem futer i ich imitacji oraz ciepłych ubrań. Niemcy musieli już wtedy, zimą 1941/42, porządnie marznąć na froncie.
Pewnego razu, najprawdopodobniej w późniejszym okresie wojny, może w 1942 roku, dziadek zabrał mnie do synagogi. Musiało to być na specjalną okazję, a ja odczuwałem to jako coś wyjątkowego. Tam założył na ramiona tałes (szal modlitewny, białą tkaninę w czarne pasy). Siedzieliśmy wyżej, z boku sceny, na której rabin zaczął rozwijać zwój tory. To była dziwna i wzruszająca ceremonia, jak niemy film zapisany w mojej pamięci.
Babcia Ania była bardzo energiczna, dowodziła całym domem. Moja kuzynka Franka, która miała wtedy dwadzieścia lat i przeżyła pracę w Hasagu, opowiadała mi dużo później, że babcia na krótko przed wysłaniem do obozu zagłady nakazała wszystkim domownikom gorączkowe pakowanie wszystkiego, łącznie ze szklanymi naczyniami. Miała złudzenie, że to tylko kolejna przeprowadzka.
Byłem pod dobrą opieką i chroniony przed okropnościami spoza naszego domu. Babcia Ania okazywała mi dużo miłości i była w stosunku do mnie niezwykle delikatna. Czytała mi, a potem ze mną. Kochałam ją bardzo. Moją pierwszą książką był Robinson Crusoe. Do dziś pamiętam obrazek na wkładce, przykryty cienkim, półprzezroczystym papierem ochronnym, przedstawiający mężczyznę w futrze i z ogromnym parasolem. Wszystkie moje książki z dzieciństwa przepadły, te późniejsze również.
Pewnego wieczoru, latem 1942 roku, cała rodzina zebrała się, aby powiedzieć mi, że pojadę z (nieżydowską) nianią, aby dołączyć do moich rodziców, którzy „ukrywali się na widoku” na przedmieściach Warszawy.
Rozmowa toczyła się dalej.
– Babciu Aniu, dlaczego nie pojedziesz ze mną, tak bardzo bym chciał?
– Nie mogę. Dziadek ma długi nos, od razu by go rozpoznali jako Żyda.
– To zostaw go tutaj i jedź ze mną. Proszę!
Dołączyłem do rodziców w lipcu, a potem, już jako dorosły, dowiedziałem się, że dwa miesiące później, we wrześniu 1942 roku, zlikwidowano getto w Częstochowie. Wszyscy czworo moi dziadkowie trafili do komór gazowych w Treblince niezależnie od długości ich nosów.
Krótkie tło na temat gett
Koncepcja gett stworzona przez nazistowskie władze niemieckie w okupowanej Polsce miała na celu izolację, segregację i „zagęszczenie” ludności żydowskiej. Realizacja tego planu rozpoczęła się natychmiast w październiku 1939 r., ale bardzo nierównomiernie w różnych regionach. Następnie utworzono kilkaset gett.
Getto w Częstochowie zostało powstało w kwietniu 1941 roku. Wszyscy Żydzi, którzy mieszkali poza tą dzielnicą mieszkaniową, zostali zmuszeni do jej zamieszkania, w tym Żydzi z przedmieść i sąsiednich wsi. Jednocześnie wszyscy Polacy musieli opuścić ten obszar. Getta były gęsto zaludnione i krok po kroku hermetycznie izolowane.
W trzech falach deportacji z częstochowskiego getta, między 22 września a 7 października 1942 r., czterdzieści tysięcy Żydów wysłano do obozu zagłady w Treblince. Około pięciu tysięcy młodych i zdrowych ludzi skierowano do pracy przymusowej w hitlerowskiej fabryce amunicji Hasag.
Znacznie trudniejsze warunki życia panowały w większych gettach. W getcie warszawskim około 400 000 ludzi zostało upakowanych na obszarze 1,2 mili kwadratowej (szacunkowo 7 do 9 osób na pokój). Getto otaczał wysoki na 10 stóp mur zwieńczony drutem kolczastym. Średnia dzienna racja żywnościowa w 1941 r. dla Żydów w Warszawie była ograniczona do mniej niż 200 kalorii. Życie tam było czystym horrorem. Deportacje na śmierć w Treblince (położonej 50 mil na północny wschód od Warszawy) rozpoczęły się latem 1942 roku.
Ukrywanie się w czapce niewidce na widoku
Świadomość, że możesz zostać odkryty, że możesz zostać zamordowany w każdej chwili, że musisz strzec swojej strasznej tajemnicy przez cały czas, w każdych okolicznościach, była ciężkim brzemieniem dla małego dziecka.
Moi rodzice postarali się o fałszywe, „aryjskie” dokumenty. Cała nasza trójka nie miała typowych semickich rysów i dzięki temu mogliśmy uchodzić za „prawdziwych” Polaków. Moi rodzice byli całkowicie zasymilowani, matka z dyplomem matematyki z Warszawy i Sorbony, ojciec z dyplomem chemii z Grenoble. Aby usprawiedliwić swoją obecność w małych wioskach (i zarabiać na życie) ojciec udawał prostego robotnika i podejmował wszelkiego rodzaju prace fizyczne. Najdłużej, jak pamiętam, pracował jako czeladnik w zakładzie szewskim, wycinając skórzane formy na cholewki butów.
Żywność była drastycznie racjonowana. Moi rodzice udawali, że się najedli i oddawali mi duże części swoich porcji. Pamiętam, jak pożerałem ćwierć kilo czarnego chleba, bez masła, bez smalcu i bez sera – w każdym razie w naszym domu ich nie było. Pamiętam, że przynajmniej raz ojciec poszedł w nocy ukraść trochę ziemniaków z pola.
Przez te dwa lata nie widziałem masła ani cukru. Można było dostać trochę dżemu z buraków cukrowych i trochę smalcu w dobrych czasach, w okolicach świąt. Wtedy mogłem się delektować kilkoma małymi kawałkami solonej słoniny. Mama uczyła dwoje dzieci właściciela jatki końskiej i w ten sposób czasem dostawaliśmy niechciane „ochłapy”: koński ozór i wątrobę. Były pyszne i pomagały nam przetrwać skutki dotkliwego braku białka.
Dwa razy do mojego ojca podszedł szmalcownik żądający pieniędzy od uciekającego Żyda: chodź ze mną do bramy (i pokaż mi, co masz) – w katolickiej Polsce tylko Żydzi byli obrzezani, więc był to łatwy sposób na rozpoznanie Żydów płci męskiej. Ojciec miał tupet i nie miał pieniędzy; udawał, że to obraza być nazwanym Żydem, więc dwa razy uszło mu to na sucho.
Często zmienialiśmy miejsce zamieszkania, aby uniknąć rozpoznania. Przez kilka letnich miesięcy 1943 roku mój wujek Rubin Kahan ukrywał się u nas. Nigdy nie wiedziałem, kiedy przychodził, ani kiedy wychodził. Miał bardzo semickie rysy twarzy i aż dziw, że mógł poruszać się na zewnątrz w biały dzień. Kiedy przeprowadziliśmy się do jednopokojowej chaty, Rubin ukrywał się w kącie za zasłoną. Pewnego razu, gdy weszła sąsiadka, Rubin, który musiał zasnąć, zepsuł powietrze. Oczywiście obwiniono za to mnie. Wstydziłem się, że podejrzewano mnie o takie niewłaściwe zachowanie. Innym razem sąsiadka przyszła z małym psem, który wyczuwszy Rubina, zaczął gwałtownie szczekać i wcisnął się za zasłonę. Ponownie moim zadaniem było go przegonić.
Rubin nie powinien opuszczać naszej chaty w ciągu dnia z obawy przed rozpoznaniem, więc zanosiłem do wychodka na podwórku jego fekalia zawinięte w gazetę. Ale pewnej nocy wyjechał do Warszawy (dla mnie po prostu zniknął). Tam przeżył Powstanie w sierpniu 1944 roku, obóz przejściowy w Pruszkowie, przedostał się przez Niemcy Zachodnie do USA, by w 1969 roku zginąć w wypadku lotniczym nad Los Angeles.
Doskonale zdawałem sobie sprawę, że rozpoznanie bycia Żydem było równoznaczne z wyrokiem śmierci. Pewnej letniej niedzieli chłopiec, z którym bawiłem się w piaskownicy na podwórku, nagle głośno zaczął nazywać mnie Żydem. Słysząc to przez okno, moi rodzice zabrali się do pakowania. Okazało się, to jednak niepotrzebne, ponieważ pobiłem go, a jego krzyki rozpoczęły wielką dyskusję z okien całego domu, czy wolno bić dziecko za nazwanie cię Żydem. Najlepszym naszym obrońcą był dobroduszny pijaczek, z którym ojciec czasami dzielił się kieliszkiem.
Najtrudniej było pozostać incognito podczas zawodów w sikaniu na odległość (pamiętajmy, że katolicy w Polsce nie byli obrzezani). Udawało mi się przeżyć zakrywając mój defekt grzbietem dłoni. Dobrze znałem konsekwencje rozpoznania i nawet w ferworze zabawy z rówieśnikami nigdy nie mogłem stracić czujności. Trzeba było obserwować reakcje ludzi wokół siebie. W ten sposób stałem się dość świadomy siebie i otoczenia, co pozostało we mnie na długo.
Wczesną wiosną 1943 roku zauważyliśmy małe białe płatki unoszące się z wiatrem i powoli opadające wokół nas. Były to popioły z płonącego getta warszawskiego podczas powstania. Znajdowaliśmy się około dziesięciu mil w linii prostej od niego, więc dym na horyzoncie był całkiem dobrze widoczny. Myślałem „gdyby oni, w Anglii i Ameryce, wiedzieli, co się tutaj dzieje, na pewno coś by z tym zrobili”. Można się tylko zastanawiać, jakie blizny mogą nosić młode dusze przez całe życie z powodu drastycznych wydarzeń wokół nich.
Refleksja na temat dobrego życia
Jak to możliwe, że dziecko, które było poważnie niedożywione przez kilka lat, przeżyło traumatyczne okropieństwa Holokaustu – w wieku dziesięciu lat miałem trochę siwych włosów – było w stanie otrząsnąć się i prowadzić intelektualnie i emocjonalnie satysfakcjonujące życie?
Wielu moich rówieśników, którzy uszli z życiem podczas Holokaustu, często miało problemy emocjonalne w późniejszym życiu. Dlaczego mnie to ominęło? Mogło się do tego przyczynić wiele czynników. Nie byłem świadkiem okrucieństw, które wryłyby się w moją pamięć. Byłem również poniżej progu wiekowego, który pozwalał na głębszą refleksję; nawet dzieci starsze o dwa lub trzy lata musiały doświadczyć tego bardziej świadomie. Chroniła mnie też moja wrodzona odporność: Żyję chwilą i nie rozpamiętuję trudnej przeszłości.
Najważniejszy wpływ mieli jednak moi rodzice. Przede wszystkim sama ich obecność chroniła mnie przed przeciwnościami losu. Nawet jeśli ta ochrona była częściowo wyimaginowana, dla dziecka jawi się jako wszechmocna ochrona. Dla moich rodziców moje dobrostan często znaczył więcej niż ich własne życie. Nie tylko dbali o mnie materialnie, intelektualnie i emocjonalnie, ale otaczali mnie ogromnym ciepłem i miłością, dając przykład, jak doświadczać radości życia w tych niezwykle trudnych okolicznościach.
Z moją mamą godzinami spacerowałyśmy po sosnowych lasach, które rosną na piaszczystej glebie regionu, zbierając użyteczne przedmioty w zależności od pory roku – grzyby, jagody i tym podobne, lub zbierając „bezużyteczne” kwiaty i różne próbki do suszenia przez prasowanie między stronami, a następnie montowane w zielniku. Niebieskie chabry i czerwone maki rosły swobodnie na polach zbożowych w ilościach niespotykanych w dzisiejszych czasach. Ścieżki w lasach pełne były drobnych polnych kwiatów, różnego rodzaju zawilców. To są szczęśliwe wspomnienia z tamtych tragicznych czasów.
Krótkie tło zbrojnego oporu w gettach
Wielu ludzi jest nietolerancyjnych wobec tych, którzy są spoza ich bliskich kręgów plemiennych. Ta nietolerancja może przerodzić się w nienawiść. Każdy, kto jest inny z jakiegokolwiek powodu, może być napiętnowany i prześladowany.
Przez wieki Żydzi byli ofiarami nienawiści, pogromów, morderstw, których kulminacją było ludobójstwo podczas Holokaustu. W większości przypadków Żydzi stawiali jedynie bierny opór. Zdecydowana większość Żydów w gettach została wysłana do obozów zagłady w jesiennych miesiącach 1942 roku. Tylko niewielkie grupy, głównie młodych i zdrowych Żydów, pozostały w gettach i były wykorzystywane do niewolniczej pracy.
W Warszawie zaczęli się organizować, przemycać broń, konstruować bomby i granaty. W kwietniu 1943 r. rozpoczęli zbrojne powstanie, dobrze wiedząc, że zwycięstwo jest niemożliwe, po prostu „nie pozwalając nazistom samym wybrać czasu i miejsca ich śmierci”, jak powiedział Marek Edelman, ostatni z ocalałych przywódców. Powstanie zostało krwawo stłumione, a pozostałości getta spalone. Małe białe płatki unoszące się z wiatrem, których byłem świadkiem jako dziecko z bezpiecznej odległości, były popiołem z płonącego warszawskiego getta.
Jest to tłumaczenie z angielskiego eseju, który ukazał się w maju 2024 w TOGA, publikacji The Plato Society, Los Angeles. https://theplatosociety.org/ Pełny dwujęzyczny, angielsko-polski, tekst wspomnień można znaleźć w https://www.amazon.com/gp/product/B092467DGX/ref=ppx_yo_dt_b_search_asin_title?ie=UTF8&psc=1
Kategorie: Uncategorized

