Karolina Wigura

Historia może być początkowo tworzona przez zwycięzców, ale najlepiej ją zrozumieć później poprzez pokonanych, napisał niemiecki historyk Reinhart Koselleck. I tak jest dzisiaj z Polską i jej zrozumieniem konfliktu między Izraelem a Palestyną. Polska, naród, który sam przez długi czas wydawał się pokonany, dobrze rozumie zarówno obawy Izraelczyków o swoje bezpieczeństwo, jak i pragnienie Palestyńczyków, by mieć niepodległe państwo.
Jest to świadomość ukształtowana przez doświadczenie zdobywania suwerenności po historycznej traumie. Polacy walczyli o odzyskanie w pełni suwerennego państwa przez dwa stulecia: od (trzeciego) rozbioru swojego narodu w 1795 r. do upadku komunizmu w 1989 r. (poza krótkim doświadczeniem Drugiej Rzeczypospolitej w latach 1918–1939). Wiedzą, ile kosztuje nieposiadanie takiego państwa — jak w 1939 r., kiedy jednoczesna agresja nazistowskich Niemiec i Związku Radzieckiego nie tylko podzieliła cały region, ale także doprowadziła do morderstw i masowego cierpienia milionów cywilów, w tym dużej mniejszości żydowskiej. Dzisiaj Polacy intuicyjnie rozpoznają, że zbiorowe traumy zarówno Izraelczyków, jak i Palestyńczyków odzwierciedlają ich własne przeszłe cierpienia. I rozumieją, że te dwie traumy nie potrafią się wzajemnie rozpoznać.
Wcześniej w tym roku, w przemówieniu do polskiego parlamentu, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski kilkakrotnie podkreślił prawo Izraela do samoobrony i znaczenie jego bezpieczeństwa. Zapytał również, czy Izrael „rozważa możliwość współistnienia z państwem palestyńskim – uznanym przez Polskę – i jeśli nie, jakie ma plany wobec pięciu milionów Palestyńczyków, których życie kontroluje”.
To stanowisko nie jest całkowicie nowe, ani nie jest tak wyraźnym odejściem od nowego rządu premiera Donalda Tuska, który powrócił do władzy w zeszłym roku, po pokonaniu nacjonalistycznej prawicowej partii Prawo i Sprawiedliwość w wyborach parlamentarnych. Raczej sygnalizuje stopniową zmianę w kierunku większego poparcia dla Palestyńczyków, z polskimi cechami. Pokonana sytuacja Palestyńczyków jest szeroko widoczna w opinii publicznej na całym świecie, a jak gdzie indziej, lewicowi studenci protestowali na kampusie Uniwersytetu Warszawskiego. Ale w Polsce mobilizacja oznacza również coś odrębnego.
Po II wojnie światowej Polska została zepchnięta na orbitę Moskwy. Jej stanowiska w sprawie Izraela i Palestyny w tamtych latach nie były w całości jej własne. USA wspierały Izrael; ZSRR popierał sąsiednie kraje arabskie; decyzje podejmowane w Warszawie podążały za oczywistymi podziałami zimnej wojny. Po wojnie sześciodniowej w 1967 r. komunistyczna Polska, podobnie jak inne kraje bloku wschodniego, zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem. W 1988 r. powitała deklarację niepodległości Palestyny na spotkaniu Palestyńskiej Rady Narodowej w Algierze.
Własny demokratyczny przełom Polski po 1989 r. przyniósł nową, niezależną politykę. Teraz mogła wybierać spośród kilku ścieżek, w tym zdecydowanie pro-izraelskiego stanowiska Czech. Następnie generalnie trzymała się linii Amerykanów, ale w kwestii Palestyny przyjęła raczej zniuansowane podejście.
W 1990 r. Polska wznowiła stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Rok później Izrael odwiedził pierwszy demokratycznie wybrany prezydent, Lech Wałęsa. Mimo to napięcia między dwoma krajami nadal rosły — na tle interpretacji historii antysemityzmu, zaangażowania obywateli polskich w Holokaust. Ale nie brakowało też politycznych gestów przyjaźni. W 2013 r. w Warszawie otwarto Polin, jedno z najnowocześniejszych na świecie muzeów historii żydowskiej.
Można powiedzieć, że przez długi czas podejście nowego demokratycznego rządu Polski było ostrożnie pro-izraelskie. W 2011 r. kraje członkowskie UNESCO przeprowadziły głosowanie nad przyjęciem Palestyny do organizacji: 107 krajów głosowało za, 14 przeciw, a 52, w tym Polska, wstrzymało się od głosu. W następnym roku Palestyna wygrała kolejne głosowanie w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, przyznając jej status obserwatora. Ponownie Polska wstrzymała się od głosu.
Następnie w 2015 r. Prawo i Sprawiedliwość powróciło do władzy w Polsce, a relacje z Izraelem zaczęły się zmieniać. Teoretycznie nacjonalistyczni populiści mają podobne plany, ale w praktyce często kroczą różnymi ścieżkami i ścierają się. Regularnie dochodziło do tarć między tym polskim rządem a gabinetem Netanjahu, głównie na tle polityki historycznej i ich postaw męczeństwa.
Obie administracje popierały mesjańską interpretację przeszłości swoich narodów, czasami odbiegając daleko od standardów historycznych i dyplomatycznych. Aby wygrać wybory w kraju, rywalizowały ze sobą w polityce traumy — o to, czyja trauma była gorsza, kto miał moralne prawo do krytyki, kto mógł legalnie mówić głośniej o przeszłości.
Pod koniec 2017 r. prezydent Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone uznają Jerozolimę za stolicę Izraela i przeniosą tam swoją ambasadę z Tel Awiwu. Około 128 państw w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ głosowało przeciwko tej decyzji, dziewięć zagłosowało za nią, a 35 wstrzymało się od głosu. Populistyczny rząd polski, choć bliski Trumpowi, był wśród wstrzymujących się od głosu.
Na początku grudnia 2017 r. szef polskiego MSZ oświadczył , że nadal uważa, że „Tel Awiw jest stolicą Izraela”. Kilka dni później rzecznik polskiego MSZ wydał oświadczenie : „Polska opowiada się za politycznym rozwiązaniem konfliktu palestyńsko-izraelskiego w oparciu o model dwupaństwowy, zakładając, że aspiracje obu stron konfliktu zostaną zrealizowane. Osiągnięcie porozumienia w tej sprawie jest możliwe tylko poprzez rozmowy pokojowe”. Jednak chęć utrzymania dobrych relacji z Waszyngtonem pozostała: w lutym 2019 r. w Warszawie odbył się szczyt bliskowschodni zorganizowany pod auspicjami USA, w którym wziął udział premier Izraela.
Dziś polscy nacjonaliści-populiści są w opozycji. Administracja Tuska jest liberalno-demokratyczna i proeuropejska. 10 maja, po raz pierwszy w swojej historii po 1989 roku, Polska wyraźnie stanęła po stronie Palestyńczyków. Podczas kluczowego głosowania nad wnioskiem Palestyny o pełne członkostwo w ONZ , 143 kraje głosowały za, 9 przeciw, a 25 wstrzymało się od głosu. Polska głosowała za.
Co się stało? Oto kilka wstępnych wyjaśnień:
– W kwietniu Damian Soból, Polak pracujący dla organizacji non-profit World Central Kitchen, zajmującej się pomocą żywnościową, zginął w konwoju humanitarnym w Gazie, a polski rząd nie mógł zignorować tego faktu. Dziennikarze pytali, czy zabójstwo było zbrodnią wojenną; lokalna prokuratura wszczęła dochodzenie. W reakcji na śmierć pana Soboła, pan Sikorski powiedział : „Samoobrona w słusznej sprawie nie zwalnia nikogo z odpowiedzialności za własne czyny i za łamanie prawa wojennego”. Polityka zagraniczna kraju nie opiera się na śmierci jednej osoby. Ale rząd Tuska był ostrożny, aby zareagować zdecydowanie na tę śmierć i przedstawić oblicze pewnego rodzaju polityki godności — tak jak zrobił to poprzedni rząd, co przyniosło dobre efekty w opinii publicznej.
– Liberalny rząd polski wydaje się chcieć zachować pewien dystans od nieliberalnego rządu izraelskiego. Dyplomatyczne napięcia z Izraelem nie dotyczą już sporów o politykę traumy. Polski rząd wydaje się dziś bardziej przychylny lewicowo-liberalnej opozycji w Izraelu niż obecny rząd. Po głosowaniu ONZ w sprawie pełnego członkostwa Palestyny w maju, ambasador Izraela w Polsce, Jakow Lewne, powiedział na platformie X, że decyzja ta była „niebezpiecznym precedensem nagradzania agresora” i „szkodliwa” dla Polski. Pan Sikorski nazwał to oświadczenie protekcjonalnym i powiedział, że „rząd polski będzie decydował, co jest dobre dla Polski, a nie zagraniczni ambasadorowie”.
– Rozumienie zbiorowej traumy ewoluowało przez ostatnie dekady. Przez lata po 1989 r. polscy politycy doskonale rozumieli obawy Izraela dotyczące zniknięcia z mapy. Odległość geograficzna i różnice polityczne nie mogły przesłonić faktu, że Polskę i Izrael łączyło wspólne doświadczenie pourazowej suwerenności. Perspektywa zagłady ukształtowała podejmowanie decyzji politycznych w obu miejscach. Ale wojna w Strefie Gazy zmieniła perspektywy. Trwała trauma izraelskich Żydów może nadal oznaczać, że obawiają się powtórki Holokaustu. Jednocześnie palestyńscy cywile doświadczają teraz wyjątkowej podwójnej traumy życia nie tylko pod terrorystycznymi rządami Hamasu, ale także pod izraelskim ostrzałem. A znani polscy intelektualiści publiczni wskazywali, jak bezmyślny jest ten ogień, między innymi, w celu zabijania dzieci.
Ponownie: polski rząd nie przestał dostrzegać traumy, jakiej doświadczyli Żydzi. Ale teraz państwo izraelskie zostało ustanowione, więc nawet jeśli Polacy rozumieją zasadność obaw Izraela o bezpieczeństwo, są coraz bardziej empatyczni wobec Palestyńczyków – pokonanych dziś, bezradnie próbujących uzyskać własne państwo. Powiedzenie tego nie oznacza aprobaty ani nawet akceptacji terroryzmu stosowanego przez Hamas; jest to raczej wyrażenie współczucia dla Ukraińców walczących o wyzwolenie swojego państwa spod okupacji innego.
W swojej pięknej książce „Pamięć, historia, zapomnienie” filozof Paul Ricœur przestrzegał przed pokładaniem przesadnych oczekiwań w procesach pojednania. Braterstwo, pisał, może być zbyt dużym słowem, a dążenie do niego zbyt wielkim ciężarem. Lepiej, jego zdaniem, dążyć do normalności. Na poparcie tej idei przytoczył innego filozofa, Klausa-Michaela Kodalle’a, który, jak powiedział Ricoeur, postrzegał normalność między sąsiadującymi wrogami „jako rodzaj incognito przebaczenia” — „nie fraternizacji, ale właściwego zachowania w relacjach wymiany”. Prosty akt sprzedaży i kupna bochenka chleba może być wielkim osiągnięciem.
Przebaczenie między Izraelem a Palestyną wydaje się dziś niemożliwe. Nawet normalność. Dwa zranione narody istnieją obok siebie, a wśród nich ogromne grupy najwyraźniej niezdolne do wzajemnej empatii. Ale kiedyś pokonane narody, takie jak Polska, dobrze znają ten problem — i mogą pomóc im dostrzec sposób na ponowne handlowanie chlebem.
Izrael/Palestyna oczami Polaków
Karolina Wigura
Kategorie: Uncategorized


„rząd polski będzie decydował, co jest dobre dla Polski, a nie zagraniczni ambasadorowie”
Trochę szkoda, że rząd Izraela udaje, że deszcz pada. Generalnie to jest tak, że jak ktoś ma zwyczaj udawania, że deszcz pada, kiedy mu w oczy plują, to mu plują coraz częściej – bo mogą. Jak opluty nie reaguje, to czemu sobie żałować?
” Polski rząd wydaje się dziś bardziej przychylny lewicowo-liberalnej opozycji w Izraelu niż obecny rząd. ”
No to chyba blady strach padł na ”obecny rząd”. Warszawa locuta, causa finita.
”Na początku grudnia 2017 r. szef polskiego MSZ oświadczył , że nadal uważa, że „Tel Awiw jest stolicą Izraela”.
Na zasadzie pełnej wzajemności należy ogłosić, że Piotrków Trybunalski jest stolica Polski. Jeśli obce państwo może sobie ”po uważaniu” przenosić stolicę Izraela, to ta sama zasada działa w obie strony. Tak w ogóle – jedna trzecia Warszawy to mienie pożydowskie. Jak się nikt o zrabowane mienie nigdy nie upomniał, to kolejne pokolenie ma apetyt na więcej. Jak już Warszawa jest Judenrein, to rosną apetyty na Wolną Judenrein Plastelinę. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.
”czyja trauma była gorsza”
To chyba oczywiste, że trauma aryjczyków była gorsza. W Jedwabnem to jeden nawet się poparzył, jak ogień pod stodołę podkładał. A drugi, jak siekierą ”żydkom” głowy odrąbywał, to się zaciął własną siekierą, bo był pija.. sorki, był Trzeźwy Inaczej.
”I tak jest dzisiaj z Polską i jej zrozumieniem konfliktu między Izraelem a Palestyną.”
Ciekawe, bo kiedy mnie, moją rodzinę i chyba prawie wszystkich na tym blogu wypędzono z Polski, po uprzednim odebraniu obywatelstwa, przy darciu ryja ”Żydzi wynocha!”, ”Syjoniści do Dajana!”, ”Polska dla Polaków”, to jakoś nie było mowy o żadnej ”Palestynie”. A to zakichane ”muzeum Polin” czy jak się to-to wabi i tak nie zasłoni napisów ”żydzi do gazu” i nie zagłuszy stadionowych przyśpiewek ”Auschwitz-Birkenau-sia-la-la-la-la”. Popularnych w Polsce dowcipów o ”wartości opałowej” ”żydków” też to zaf****ne ”muzeum” nie zasłoni.
@Pawel
” Polska, która zmusiła miliony Niemców do opuszczenia ziem, na których mieszkali niemal 1000 lat, jest ostatnim krajem, który ma moralne prawo prawo żądać od I. akceptacji palestyńskiego państwa w dawnej Palestynie.”
Tu nie chodzi o jakieś ”państwo palestyńskie”, tylko o to, żeby w końcu ”zrobić porządek z żydami”. Folksdojczeria kominowo-gazownicza nigdy nie pogodzi się z faktem, że jakaś garstka niedobitków wyreklamowała się od gazu i pieca. Z punktu widzenia folksdojczerii istnienie choćby jednego Żyda całego, zdrowego i nieprzerobionego na mydło to horror, zgroza, Zbrodnia Przeciw Ludzkości tudzież Zwierzęcy Antypolonizm.
A niesnaski między aryjczykami to już chyba uległy zatarciu za moich lat chłopięcych, vide ”przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.
@MEF
””Palestyńczycy” mają już własne państwo – Jordanię.|
1. Co to za jedni, ci ”Palestyńczycy”? Pytam, bo jak robiłem za Piątą Kolumnę, to jakoś nikt o żadnych ”Palestyńczykach” nie wspominał. Darcie ryja odchodziło wyłącznie na temat ”agresji Izraela na kraje arabskie”.
2. Czy Jordanię zamieszkują Jordańczycy? W jakich okolicznościach i kiedy dokładnie Naród Transjordański przekształcił się w Naród Jordański?
3. Jeśli Arabowie z Judei i z Samarii to ”Palestyńczycy”, to czemu Wolna Palestyna jakoś jednak nie powstała w latach 1949 – 1967?
4. Gdzie mogę nabyć słownik palestyńsko-jordański? Albo palestyńsko-gazański?
”Palestyńczycy” mają już własne państwo – Jordanię. Tam mogą wypracować własną historię i kulturę. To zajmuje trochę czasu – minimum 100-200 lat ale najlepiej 3000.
Bo w sytuacji obecnej ”Palestyńczycy” są zaledwie przelotnymi mieszkańcami historycznej Palestyny. Część z nich to ludność napływowa z Syrii, Iraku i Egiptu a część to po prostu potomkowie Żydów i Greków którzy zostali siłą zislamizowani. Beduini BW patrzą na nich z wyższością i nie uznają ich jako ”prawdziwych” Arabów, ale Żydów zaczynają szanować. Zajmie Żydom jakieś 100-200 lat zarobić szacunek Beduinów, w tym jeszcze kilka wojen.
Jordania jest najlepszą opcją ”Palestyńczyków” i warto ją wykorzystać dopóki to państwo jeszcze trzyma się kupy. Bo przecież stabilne państwo muzułmańskie jest rzadkością na BW, dlatego warto wykorzystać tą efemeryczną równowagę Jordanii i pośpieszyć się z deklaracją państwa palestyńskiego na jej terytorium.
Polak zabity w Gazie bo Jego Kuchnia zlekcewazyla umowe z IDF kiedy moga wyjechac i pomylono ich z Hamasem,,doczekal sie napuszonych slow Sikorskiego o ” zbrodniach wojennych”
Polacy zabici w wyniku eksplozji ukrainskiej rakiety nad terytorium Polski, zostali calkiem slusznie uznani za przypadkowe ofiary wojny.
Niech sobie ten Sikorski( maz ” Matki Polski” Applebaum, ktora chce dac synom ” dobre katolickie wyksztalcenie”?) wsadzi swoje madrzenia sie do …albo omowi ze swoim ksiezulem, przy okazji kiezula szkolenia mlodych Sikorskich na ” dobrych Katolikow”
Polska byla i jest wrogim krajem, zadne frazesy tego nie zakryja.
Niemal wszystkie porównania kuleją. Palestyńscy Arabowie nigdy nie mieli państwa na tym terenie. Nigdy też nie uważali się za naród. Pojęcie naród palestyński ukute zostało na Lubiance w latach 60-tych. Znakomita większość ”palestyńczyków” przybyła na teren na zachód od Jordanu w latach 20-tych i 30-tych. Winną była Anglia, która złamała postanowienia konferencji w San Remo (Liga Narodów), podpisane przez wszystkich przedstawicieli isteniejących wtedy krajów arabskich. Te zobowiązania przejęło powstałe po wojnie ONZ. Nie mogą one być anulowane. Postanowienia w San Remo (1922): Terytorium Palestyny jest przeznaczone dla narodu Zydowskiego, nie może ono być ani oddane, ani sprzedane. Nie może na nim powstać żaden inny twór państwowy niż żydowski. Postanowienie stypulowało swobodną emigrację Zyów Europy do Palestyny. Anglia, w obronie swoich imperialnych interesów zlekceważyła to postanowienie silnie ograniczając żydowską emigrację, otwierając drzwi dla emigracji arabskiej. Powstania Arabów przeciwko Anglikom były krwawo stłumione. Przyczyną był protest przeciw zamknięciu granicy z Syrią. My jesteśmy syryjczykami. Należymy do Wielkiej Syrii. Na swoje syryjskie, egipskie, irackie i saudyjskie pochodzenie odwoływał się sam prezydent PA, Abbas podczas jednego z konfliktów w Gazie apelując do krajów arabskich o pomoc. W sercu Warszawy można dzisiaj słyszeć hasła palestyńczyków ”od rzeki do morza”, co należy rozumieć Palestyna Judenrein. To jest naród, z którym Izrael ma żyć w dobrosąsiedzkich stosunkach. Naród, z którym żaden kraj arabski nie chce mieć nic do czynienia i którego z punktu widzenia krajów Islamu, jedyną racją istnienia jest nadzieja na zniszczenie Izraela. Polska, która zmusiła miliony Niemców do opuszczenia ziem, na których mieszkali niemal 1000 lat, jest ostatnim krajem, który ma moralne prawo prawo żądać od I. akceptacji palestyńskiego państwa w dawnej Palestynie.