Uncategorized

Gdzie i jak ukrywali się polscy Żydzi, by uratować życie?


Arkadiusz Lorenc

Muzeum Historii Żydów Polskich Polin podaje, że przed wojną w Polsce mieszkało około trzech milionów Żydów. W 1946 roku – 220 tysięcy, ta liczba malała potem z roku na rok. Większość z nich przetrwała na terenie ZSRR, tylko kilkadziesiąt tysięcy na terenach okupowanej Polski.

Wojenne strategie przetrwania.

Miejsca, w których się ukrywali, istnieją często do dziś. Mogła to być na przykład buda dla psa. Albo kosz na siano. Skrzynia z trocinami. Piwnica, może strych. Czasem zamurowany pokój. Kanał. Komin. Szafa. Wózek od motocykla. Zagajnik. Szklarnia. Pianino. Kredens. Ziemianka. Szałas. Pień. Grób. (…)

Nie da się dziś powiedzieć, jak można było przetrwać wojnę w ukryciu, to znaczy: co trzeba było zrobić, żeby mieć pewność, że dotrwa się do końca, bo tej pewności nigdy nie można było mieć. Dlatego wtedy też nie można było po prostu przyjąć jakiejś strategii na przetrwanie.

Zbyt wiele zależało od indywidualnej sytuacji (jeśli ktoś miał kontakty po stronie aryjskiej mógł szukać kryjówki poza gettem, jeśli ktoś mógł za ukrycie płacić, a było to wówczas normą, jego pozycja od razu stawała się o wiele lepsza) – oraz po prostu od szczęścia. Słyszałem to słowo często, często też widziałem je w relacjach Ocalałych.

Głodujące dzieci w warszawskim getcie. Fotografia z lat 1941-1943 w zbiorach United States Holocaust Memorial Museum.
Głodujące dzieci w warszawskim getcie. Fotografia z lat 1941-1943 w zbiorach United States Holocaust Memorial Museum.

Szafa była na nóżkach

Edward Reicher, lekarz, opisał na przykład sytuację z lipca 1942 roku, kiedy cudem nie został znaleziony przez Niemców podczas akcji wysiedleńczej. Schował się za szafą z przyrządami medycznymi. Szafa stała jednak na wysokich nogach, było widać jego buty. Niemcy ich nie zauważyli.

Reicher podsumował w swoim dzienniku: „[…] szafy odgrywały w mym dalszym życiu dużą rolę. Mogły ratować, jeżeli przy tym miało się jeszcze trochę szczęścia”.

Opowieść Felicji Weiss

Tym miejscem był bunkier zbudowany w piwnicy. Nie wiem, kto tę kryjówkę zbudował, opłacił. Ludzie się przygotowywali do wywózek. Wiedzieli, że będą wyciągać ich z domów – i wyciągali. Tak jak stali, bez niczego, poszli na likwidację. Co z nimi było? Nie wiem dokładnie.

Ta nasza kryjówka była dość dobrze pomyślana: skrócili korytarz, pomalowali go na czarno, żeby było jak najmniej światła. Za tą częścią, o którą pomniejszony został korytarz, znajdowało się pomieszczenie, w którym siedzieliśmy.

Wchodziło się do niego przez pomieszczenie, w którym siedział stróż, a dokładnie przez kredens, który stał przy jednej ze ścian. W tym kredensie był fragment dykty, ścianki tego mebla, którą się demontowało. Żeby przejść na drugą stronę, trzeba się było przeczołgać przez dziurę, która w ten sposób powstała, a potem starannie poprawić dyktę.

Kredens wyglądał zupełnie niepozornie. Stały w nim garnuszki, nie budził podejrzeń. To bardzo ważne, bo Niemcy szukali, ciągle. Węszyli.


Pamiętam, jak pewnego razu przyszli i szurali tymi garnczkami. Wszystko było słychać tam po drugiej stronie, w kryjówce. Ale byli niestaranni, nie zauważyli, że kawałek dykty jest ruchomy i że za nim jesteśmy my.

Ja w tej kryjówce ciągle czułam strach. Tak silny, że on nigdy nie przeszedł. Ten strach po prostu ciągle mnie dusi. Ale wiem też, że nic gorszego mnie już w życiu nie spotka. I przez to jestem już spokojna.

Kryjówka w Borysławiu po wykryciu jej przez Niemców i przeprowadzonym nalocie
Kryjówka w Borysławiu po wykryciu jej przez Niemców i przeprowadzonym nalocie (fot. ze zbiorów United States Holocaust Memorial Museum).

Strategie przetrwania

Kryjówka za kredensem lub etażerką, jak w przypadku Felicji czy Krystyny, nie mogła być rozwiązaniem na długo. Podobnie jak inne schronienia w ukrytych, zamurowanych pomieszczeniach miała jedną wadę: na podstawie rozkładu pokoi na innych kondygnacjach tego samego budynku łatwo można się było zorientować, że coś jest nie tak, że ściana stoi nie tam, gdzie powinna, i za nią z pewnością znajduje się przestrzeń, którą należy zbadać.

Ale i na to Żydzi znaleźli rozwiązanie: należało porozumieć się z sąsiadami i przesunąć w identyczny sposób ściany na wszystkich kondygnacjach.


Zdarzało się, że pomiędzy takimi ukrytymi pomieszczeniami można się było przemieszczać przez wykute w podłodze dziury. Wystarczyło więc ukryć tylko jedno wejście – to ważne, bo im mniej wejść do kryjówki, tym mniejsza szansa, że ktoś się zorientuje.

Czasem będzie nim dziura w ścianie zamaskowana kredensem, a czasem – deską klozetową. Albo psią budą. Albo zwykłym śmietnikiem.

Źródło

Powyższy tekst stanowi fragment książki Arkadiusza Lorenca pt. UkryciGłosy z kryjówek przed Zagładą (Prószyński i S-ka 2025).

Gdzie i jak ukrywali się polscy Żydzi, by uratować życie?

Kategorie: Uncategorized

7 odpowiedzi »

  1. Dla zainteresowanych tematem polecam m. in :
    prof B Engelking , prof J Grabowski : ” Dalej jest noc”
    prof J Grabowski : ” Judenjagt”
    dr Miroslaw Traczyk : ” Miasta smierci”
    Opracowania te nie pozostawiaja zadnych watpliwosci jak chodzi o los probujacych sie ukryc Zydow.
    A garstka Sprawiedliwych najbardziej sie bala swoich sasiadow.

  2. @Janusz Zembrowski

    ”do calkowitej nieprawdy”

    Wasz prezydent, Bronisław Komorowski:

    ”Naród ofiar musiał uznać niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą”

    ”Naród ofiar musiał uznać niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą – napisał prezydent Bronisław Komorowski do uczestników niedzielnych uroczystości w Jedwabnem ”

    https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/529921,70-rocznica-mordu-zydow-w-jedwabnem-wedlug-komorowskiego-narod-musi-zrozumiec-ze-byl-takze-sprawca.html

    Jak coś nie pasuje, to pretensje proszę zgłaszać do waszego prezydenta.

  3. @Henryk

    ”Generacja Polakow z 2-giej wojny swiatoej jest wspolwinna zamordowania ponad 3 milj polskich Zydow”

    Mnie by na świecie nie było, gdyby nie Polak-Sprawiedliwy. Najwyraźniej władze Izraela się myliły, jak go w swoim czasie zaproszono do instytutu Jad Waszem. Uratował w sumie chyba z pięć osób, ale skoro cała ”generacja” winna, to on pewnie też…

    Jeszcze jedna Sprawiedliwa (kobieta) uratowała jeszcze jedną osobę z mojej rodziny. Ciekaw jestem, czy i ona ”winna”.

    Ciekawe, że nikt nigdy w tym kontekście nie wspomina o dajmy na to Węgrach, którzy wysłali do gazu i pieca jakieś pół miliona Żydów (a dziesiątki tysięcy pozabijali sami). Nikt nie wspomina o szaulisach, o Estończykach, o ukraińskich wachmanach. Ani nawet o welodromach specjalnego przeznaczenia.

    ”Niemcy nie rpozpoznawali kto byl Zydem”

    Ta, jasne. Nie byli w stanie sprawdzić, kto jest obrzezany. No i myśleli, że Hersz albo Abram to imiona tureckie.

  4. @Teresa A Pollin

    ”Nie mam pojęcia kim Pan jest, ale Pana wiadomości na temat Zydow w Polsce, przed, w czasie i po wojnie sa minimalne.”

    Trochę szkoda, że Teresa A Pollin nie precyzuje, do kogo konkretnie się zwraca. W efekcie nie wiadomo, czy krytyka kierowana jest do ”Henryka” czy też do ”Janusz Zembrowskiego”. A wystarczy ”małpa” plus ksywka adresata/adwersarza…

  5. Nie mam pojęcia kim Pan jest, ale Pana wiadomości na temat Zydow w Polsce, przed, w czasie i po wojnie sa minimalne.
    Teresa Pollin

  6. Panie Henryku:
    Takie wypowiedzi, poczatkowo prawdziwe przesuwaja sie ku koncowi do calkowitej nieprawdy jak zalozenie obozow smierci w Polsce (czysta logistyka o tym zdecydowala).
    Prawda jest natomiast polonofobia w panskim poscie ktora pewnie ma ozywic karte antysemityzmu, ostatnio tracaca na znaczeniu…

  7. Generacja Polakow z 2-giej wojny swiatoej jest wspolwinna zamordowania ponad 3 milj polskich Zydow. Niemcy nie rpozpoznawali kto byl Zydem, natomiast Polacy wiedzieli i wydawali Zydow Niemcom i nawet niewielu Polakow, ktorzy ukrywali Zydow. Niemcy znali antysemityzm Polakow i dlatego nic dziwnego, ze w wiekszosci obozy zaglady znajdowaly sie w Polsce.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.