
W trzydziestym ósmym miesiącu wojny w Ukrainie prezydent Trump ogłosił dwudziestoprocentowe cła dla unii Europejskiej, a wtorek 2 kwietnia ustanowił Dniem Niepodległości Ameryki. Kilkanaście dni wcześniej w toku negocjacji pokojowych z Rosją oznajmił, że Ukraina musi spłacić wszystkie swoje długi zaciągnięte na pomoc finansową i w sprzęcie wojennym, udzieloną jej przez USA od początku wojny. Zawarł też wstępne porozumienie w sprawie eksploatacji ukraińskich złóż surowcowych przez firmy amerykańskie, ale, jak słychać w mediach – „warunki przedstawione w umowie są takie, jakby to Ukraina napadła na Stany Zjednoczone, przegrała wojnę i teraz USA narzucało Kijowowi reparacje, które ma on spłacać przez kolejnych wiele pokoleń”.
Trump wypowiedział wojnę całemu światu, jak na razie tylko wojnę handlową, która rozstrzygnięcie ostateczne może znaleźć w wojnie prawdziwej. Uznałem , że nadszedł właśnie koniec świata, prawdziwy Armagedon, toteż przystąpiłem do niszczenia papierzysk, żeby pozostawić po sobie względny porządek. W toku przetrzepywania mojego prywatnego archiwum wpadła mi do rąk fotografia „siedem x dziesięć”, wydrukowana na błyszczącym papierze. Uwiecznione było na niej pięciu mężczyzn, których Trump obdarzył ostatnio wielkim zaufaniem i jedna kobieta, co do której lojalności prezydent USA żywił niejaką wątpliwość.
Niezwykłość tego zdjęcia polega między innymi na tym, że na żadnej fotografii z serwisów agencji prasowych nie ma takiego nagromadzenia przestępców, objętych aktualnie międzynarodowym nakazem aresztowania, wydanym przez Trybunał Karny w Hadze. W posiadanie fotografii z albumu rodzinnego oligarchy Władimira Stefanowicza Litwinienki, Rektora Uniwersytetu Górniczego w Petersburgu, wszedłem natychmiast po klepnięciu kontraktu ghostwriterskiego na napisanie biografii politycznej rektorskoj doczki Olgi Władimirownej, która przed pościgiem putinowskich siepaczy uciekła do Polski, gdzie poprosiła prezydenta Komorowskiego o azyl polityczny.
Na inkryminowanej fotografii Merkel z Putinem, jakby nigdy nic, knują bezczelnie jakiś tajny aneks do paktu Ribbentrop -Mołotow. Bez wątpienia podpisali właśnie niemiecko -rosyjską umowę o przesyle po dnie Bałtyku gazu ziemnego z północnej Rosji do wschodnich Niemiec. Dwojgu rozmówców z głupawym uśmiechem na ustach przypatruje się przewodniczący rosyjskiej Dumy i lider partii Sprawiedliwa Rosja. Jego uśmiech jest z konieczności głupawy, ponieważ Siergiej Mironow nie zna niemieckiego. Kilkanaście lat później diadi Siergiejowi nie będzie już do śmiechu, bowiem znalazł się na krótkiej liście rosyjskich urzędników, objętych przez Trybunał Karny w Hadze europejskim nakazem aresztowania, między innymi za zbrodniczą adopcję niespełna rocznej Margaryty Prokopenko, porwanej z ukraińskiego Chersonia przez żołdaków z Grupy Wagnera i zmianę jej personaliów na Marina Siergiejewna Mironowa.
Zaznaczyć należy, że Mironow adoptował zdrowe ukraińskie niemowlę z dobroci serca, a raczej nie będzie go stać na zapłatę pięciu milionów dolarów za „Złotą Kartę” Donalda Trumpa, gwarantującą nabywcy obywatelstwo Stanów Zjednoczonych i osobiste bezpieczeństwo.
Za stołem prezydialnym uwieczniony jest rektor Petersburskiego Uniwersytetu Górniczego Władimir Stefanowicz Litwinienko, promotor i rzeczywisty autor putinowskiego doktoratu o zarządzaniu bogactwami surowcowymi Rosji. Odziany w paradny mundur górniczy ze złotymi galonami, siedzi z buzią w ciup, z rączkami ułożonymi w małdrzyk i nie ma przed nim ani długopisu, ani też karteluszka papieru, na którym mógłby sporządzać notatki. Fotoreporterom zabroniono wstępu na salę, ale zapomniano odebrać uczestnikom obrad telefony.
Jego Magnificencję Rektora byłoby stać na kupno nawet stu „Złotych Kart” Donalda Trumpa, bo po aresztowaniu oligarchy Michaiła Chodorkowskiego i nacjonalizacji jego holdingu „Jukos”, rektorowi Litwinience dostało się warte miliardy dziesięć procent koncernu „Fos-Agro”, ale on akurat nie ma powodu uciekać z Rosji. Wprawdzie dopuścił się porwania własnej wnuczki i bezprawnej adopcji Estery Marii, córeczki Olgi Władimirownej Litwinienki, ale uczynił to w desperacji, kiedy jedyna dziedziczka jego fortuny z tym samym holenderskim oszustem matrymonialnym powiła drugie nieślubne dziecko imieniem Michał.
Obok Władimira Litwinienki, w mundurze górniczym bez złotych galonów, przy stole negocjacyjnym siedzi młody człowiek o twarzy silnie słowiańskiej i leży przed nim długopis, co sugeruje, że jest on asystentem rektora Uniwersytetu. Nie ma przed nim na stole jakiegoś skrawka papieru , na którym skrzętny asystent mógłby cokolwiek zanotować. Papierzysko leży natomiast przed osobnikiem w okularach, o twarzy mocno opalonej, pociągłej i typowo germańskiej. Kim jest ten gość w okularach, jeśli nie radzieckim szpiegiem z czasów, kiedy Putin był rezydentem KGB w enerdowskim Dreznie i miał Mattiasa Warniga na swojej krótkiej liście płac?
Dopóki na kremlowskim tronie zasiada car Władimir Władimirowicz, ani rektorowi Litwinience, ani przewodniczącemu parlamentu Federacji Rosyjskiej Mironowowi, włos z głowy w Rosji nie spadnie. Natomiast Putin jedynie sam dla siebie może budować gwarancje osobistego bezpieczeństwa.
Liderów politycznych w Rosji musi prześladować kompleks impotencji i niedostatecznej dzietności, skoro Władimir Putin, który wprawdzie sam żadnego niemowlęcia -ani ukraińskiego, ani nawet rosyjskiego – do swojego nazwiska nie przysposobił, to jednak w ripoście na wydany nad Potomakiem agresywny „Magnitzky Act”, odpowiedział „naszym partnerom z Ameryki” równie nieprzyjaznym, uchwalonym nad rzeką Moskwą „Prawem Króla Heroda”, zabraniającym bogatym obywatelom amerykańskim adopcji biednych rosyjskich sierot.
O biznesmenie Wiliamie „Billim” Browderze, który w Rosji toczył bohaterską lecz przegraną batalię przeciw skorumpowanym politykom i urzędnikom, głównym sponsorze i lobbyście ustawy „Magnitzky Act” wspominałem już wcześniej na blogu „Reunion 69”. Przypomnę tylko , że „Magnitzki Act” ustanawiał zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych i areszt dla środków finansowych na kontach w amerykańskich bankach dla kilkunastu rosyjskich urzędników, winnych zamordowania w moskiewskim więzieniu „Na Butyrkach” prawnika Siergieja Magnickiego z należącej do Browdera firmy hedgingowej „Hermitage”.
Mówi się dzisiaj, że sfalsyfikowany doktorat Władimira Władimirowicza Putina zawierał już koncepcję podboju świata, najpierw przez sprzedaż poszukiwanych na świecie surowców, a potem pośpieszne zbrojenia za uzyskane tym sposobem pieniądze. Jedyna córka górniczego rektora, Olga Władimirowna Litwinienko, posłanka do dumy Guberni Petersburskiej, przewodnicząca młodzieżówki niby-opozycyjnej partii Sprawiedliwa Rosja, matka dwojga nieślubnych dzieci holenderskiego oszusta matrymonialnego poszukiwanego przez Interpol, która uciekła do Polski przed ojcowskim gniewem, dziesięć lat przed „operacją specjalną w Ukrainie” zapewniała, że ten putinowski doktorat w całości napisał jej tatuś, i że nie było w nim ani słowa o zbrojeniach, ani też o planie odbudowy Imperium Rosyjskiego. Przebieg pełnoskalowej wojny w Donbasie zdaje się świadczyć, że pieniądze z eksportu surowców poszły w Rosji na powszechny wzrost konsumpcji i zostały po prostu zjedzone. W takim razie twierdzenie propagandy zimnowojennej, że Putin od samego początku miał jakiś plan podboju świata, byłoby tak samo prawdziwe, jak sfingowany przez CIA raport o zagrożeniu bronią masowej zagłady, stwarzanej przez reżim Saddama Husajna, co dało asumpt do pokojowego ataku kilku państw NATO na Irak… Husajn był jeszcze paskudniejszym tyranem, niźli jest nim Putin, ale prawda jest taka, że żadnej broni masowego rażenia nie posiadał i nie konstruował.
Biznesowy projekt budowy rury Nord Stream Radosław Sikorski, nasz minister wojny w pierwszym rządzie PiS, nazwał „paktem Ribbentrop -Mołotow” i prorokował, że dochody ze sprzedaży gazu Putin przeznaczy przede wszystkim na zbrojenia. Ta ponura wieszczba chyba się nie sprawdziła. W wojnie z Ukrainą Putin mocny jest głównie tym, co pozostawił mu Związek Radziecki. Ale kto w pięknej i odważnej metaforze ministra Sikorskiego jest Ribbentropem w spódnicy? Czyżby była nim gospodarna i tak bardzo lojalna wobec Polskich interesów handlowych była niemiecka kanclerz Angela Merkel? Gdy w Arabii Saudyjskiej toczyły się oficjalne rosyjsko – amerykańskie negocjacje w sprawie zawieszenia broni w wojnie na Ukrainie, w sekretnych negocjacjach amerykańskich biznesmenów, między innymi ze szpiegiem Mattiasem Warnigiem, rozważany był plan przywrócenia przesyłu rosyjskiego gazu po dnie Bałtyku. Czy w przypadku, jeśli projekt rewitalizacji rur Nord Stream dojdzie do skutku , minister Sikorski znowu zakrzyknie na Platformie X „Brawo USA!”, jak zakrzyknął w pięć minut po wysadzeniu rosyjsko- niemieckich rurociągów gazowych w brudne wody Bałtyku?
Donald Trump swoimi szaleńczymi pomysłami wpędził w rozterkę naszego naprawdę utalentowanego dyplomatę, w cywilu małżonka amerykańskiej dziennikarki Anne Applebaum i ojca żołnierza pełniącego aktualnie regularną służbę w armii Stanów Zjednoczonych. Co się stanie, jeśli w finalnej fazie wojny handlowej Stanów Zjednoczonych z Europą stanie uzbrojony po zęby syn pierworodny Sikorskiego?
Rodzinie Sikorskiego nie zagraża żadne niebezpieczeństwo, dopóki zabytkowy instrument organowy, zainstalowany w ich chobielińskiej siedzibie rodzinnej, będzie zdolny wydawać z siebie zdrowe dźwięki. Te „zdrowe dźwięki organowe” to tylko prymitywna trawestacja metafory szekspirowskiej, użytej przez Sikorskiego celem objaśnienia caus belli dla putinowskiej operacji specjalnej w Ukrainie. Bo Trump sam z siebie w tej kwestii niczego nie wymyślił i jedynie powtórzył po naszym Sikorskim, że Putin napadając na Ukrainę uczynił tylko to, co zrobiłby władca każdego kraju, gdyby Las Birnamski podchodził pod mury zamkowe jego Dunzynanu.
„Straszne rzeczy mówi. Niezwyczajne czyny
Rodzą niezwykłe myśli pomieszanie.” (Szekspir „Lady Makbet”)
Sprzątam już tylko po sobie i czekam, aż Trump ogłosi, że cały pięćdziesięciotysięczny naród Grenlandzki, silnie przemarznięty i biedny, przytuli do serca i ogrzeje, a także hojnie ubogaci, następnie zaś, dla obrony pokoju na świecie, przesiedli do pustynnej Strefy Gazy, gdzie na gruzach wszelkiej cywilizacji nad brzegiem morza zbudowane będą „les hameau” rodem z Francuskiej Riwiery, z luksusowymi hotelami i restauracjami dla ludności nadprzeciętnie bogatej.
A co uczyni z milionami bezdomnych Palestyńczyków? No, to już należałoby do osobnej opowieści.
Jakub Kopeć
Kategorie: Uncategorized


Sarıyer su kaçak tespiti Bahçelievler su kaçağı tespiti: Bahçelievler’de su kaçağını profesyonelce tespit ediyoruz. https://www.alabamalighthouses.com/?p=23136
Z ostatniej chwili: Ci ””bezdomni Palestyńczycy”, których tak okropnie aj-waj szkoda, właśnie przywalili rakietami w Aszdod. Jeden ranny, połowę rakiet Wredni Syjoniści zestrzelili. Zainteresowanych zachęcam, żeby się litowali nad ”bezdomnymi Palestyńczykami”. A zestrzeliwanie Bohaterskich Palestyńskich rakiet to się pewnie łapie na Zbrodnię Przeciw Ludzkości.
”Husajn był jeszcze paskudniejszym tyranem, niźli jest nim Putin, ale prawda jest taka, że żadnej broni masowego rażenia nie posiadał i nie konstruował.”
Że jak??
”Atak gazowy w Halabdży – chemiczny atak na kurdyjskie miasto Halabdża w północnym Iraku, przeprowadzony 16 marca 1988 roku przez irackie wojska”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Atak_gazowy_w_Halabd%C5%BCy
Tylko że tam nie było sposobności, żeby dokopać Żydom, więc trujący gaz nie liczy się jako ”broń masowego rażenia”. ”Mieszanina sarinu, tabunu i gazu musztardowego” to pewnie była broń masowego dopieszczania.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Atak_gazowy_w_Halabd%C5%BCy
”A co uczyni z milionami A co uczyni z milionami bezdomnych Palestyńczyków??”
A teraz to się rozpłakałem nad losem ”bezdomnych Palestyńczyków”. Toż te Żydowiny niechrzczone gotowe są im odebrać ostatniego kałacha i ostatni kawałek Semtexu. Żadnej litości nie maja…
Jakto ”co uczyni z palestyncami” ? Wysle do Polski, na lono kochajacego ich Narodu Polskiego.