Uncategorized

Od protestów do terroryzmu: dobrze znana droga


Zamieszki „Hep Hep” w Würzburgu w Niemczech w 1819 r., współczesna rycina autorstwa Johanna Michaela Voltza. Po lewej dwie wieśniaczki atakują Żyda widłami i miotłą. Po prawej mężczyzna w fraku i kamizelce z sześcioma guzikami, „być może aptekarz lub nauczyciel”, trzyma Żyda za gardło i zamierza uderzyć go pałką. Domostwa są plądrowane. Źródło: domena publiczna za pośrednictwem Wikimedia Commons.

Ben Cohen

Pytanie nigdy nie brzmiało, czy ruch pro-Hamas, który który niszczy nasz kraj, sam ucieknie się do przemocy… ale kiedy to nastąpi.

Historycy znają zapewne spostrzeżenie zawarte w biblijnej Księdze Koheleta, znanej w języku hebrajskim jako „Kohelet”, dotyczące powtarzających się cykli przeszłości i teraźniejszości: „To, co było, będzie znowu; to, co się działo, będzie się działo znowu; nie ma nic nowego pod słońcem”.

Fragment ten ma szczególne znaczenie w kontekście antysemityzmu. Podstawowe oszczerstwa – rytualne zabijanie dla krwi, zdrada i zdrada ojczyzny, kolonialna grabież rdzennej ludności – mogą się różnić w zależności od pokolenia, ale sposób ich wyrażania pozostaje zasadniczo ten sam.

Jest mało prawdopodobne, aby którykolwiek z prohamasowskich protestujących wiedział o antysemickich zamieszkach „Hep Hep” w Niemczech 200 lat temu, w których znaczącą rolę odegrali studenci. Ale zostały one wywołane przez odrzucenie emancypacji obywatelskiej Żydów, podobnie jak dzisiejsze prześladowania żydowskich studentów na kampusach są wywołane oburzeniem przeciwko żydowskiej samostanowieniu narodowemu. Wtedy hasłem bojowym było „Hep Hep”, dziś jest to „Nie chcemy tu syjonistów”.

Być może najbardziej spójną cechą wszystkich tych zjawisk jest przemoc. Przemoc wobec Żydów jest kulminacją, do której dążą wysłannicy antysemityzmu, zmęczeni retorycznymi sporami i apelami o „działanie”. Niektórzy stwierdzają to wprost. Jest też wielu zbyt tchórzliwych i nieszczerych, by to zrobić, ale usprawiedliwiają przemoc jako nieuniknioną i uzasadnioną reakcję na rzekome zbrodnie państwa żydowskiego i identyfikujących się z nim Żydów. Nie było pytania, czy ruch pro-Hamas, który zniekształcił nasz kraj, sam ucieknie się do przemocy, ale kiedy to nastąpi.

Tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy byliśmy świadkami próby zabójstwa przez podpalenie gubernatora Pensylwanii Josha Shapiro i jego rodziny, zabójstwa z zimną krwią młodej żydowskiej pary pracującej dla ambasady Izraela w Waszyngtonie oraz podpalenia bomby zapalającej podczas wiecu na rzecz zakładników przetrzymywanych przez Hamas w Boulder w stanie Kolorado – wszystko to w imię „Palestyny”. Podczas gdy Amerykanie próbują zrozumieć, jak i dlaczego to się dzieje, nie tylko po to, aby skuteczniej reagować, stosunkowo niedawna historia pozostaje przydatnym przewodnikiem.

Ponownie, większość ludzi, w tym ci przebrani w kefije, nie ma pojęcia, kim był Bose, ale ma on głęboki związek z tym, co dzieje się obecnie. Jego rewolucyjni towarzysze nadali mu pseudonim „Mały Grubas”. urodził się w Niemczech niedługo po klęsce nazistów. Podobnie jak wielu Europejczyków jego pokolenia, był entuzjastycznym uczestnikiem protestów studenckich w 1968 roku. Gdy na początku lat 70. fantazje Nowej Lewicy o przejęciu władzy zaczęły blaknąć, dołączył do innych niemieckich radykałów w podziemnym lewicowym ruchu terrorystycznym.

Wilfried Böse w 1975 roku. Źródło: Wikimedia Commons.

Bose przeszedł szkolenie partyzanckie w Jemenie, prowadzone nie przez współczesnych rebeliantów Houthi, ale przez nieistniejącą już marksistowską republikę Jemenu Południowego. W 1976 r. kierował porwaniem samolotu Air France lecącego z Tel Awiwu do Paryża przez Ateny, gdzie terroryści weszli na pokład. Samolot ostatecznie wylądował na lotnisku w Entebbe w Ugandzie, rządzonej wówczas przez potwornego dyktatora Idi Amina Dada. Po wylądowaniu Bose i jego oddział oddzielili izraelskich pasażerów od pozostałych, co wielu świadkom przypomniało proces „selekcji” nowo przybyłych do nazistowskich obozów koncentracyjnych zaledwie trzy dekady wcześniej.

Gdyby Izrael nie przeprowadził słynnej „akcji w Entebbe”, ratując zakładników Air France, prawdopodobnie zostaliby oni straceni przez porywaczy, kierowanych przez te same palestyńskie grupy terrorystyczne, które były odpowiedzialne za masakrę izraelskich sportowców podczas igrzysk olimpijskich w Monachium w 1972 roku. Ostatecznie to Bose wraz z innymi terrorystami zginął z rąk izraelskich wyzwolicieli.

Kiedy patrzę na strzelca z Waszyngtonu, Eliasa Rodrigueza, widzę ducha Wilfrieda Bose’a. Podobnie jak Bose, Rodriguez, sądząc po jego rozproszonych pismach, ma przeciętny intelekt, pilnie studiuje i powtarza doktryny ruchu pro-Hamas, ale jest całkowicie niezdolny do ich kwestionowania. Podobnie jak Bose, Rodriguez nie waha się przed użyciem ekstremalnej przemocy i morderstwa; fakt, że przeładował pistolet, aby wystrzelić więcej kul w 26-letnią Sarah Milgrim, która czołgała się przed nim, sugeruje, że czerpie z tego przyjemność. Podobnie jak Bose, Rodriguez ma również ego, a jego morderstwo uczyniło go bohaterem ludowym części lewicy.

Ta ostatnia kwestia jest nieco ironiczna, ponieważ w marksistowskiej teorii społecznej rola jednostki w procesie historycznym nie ma większego znaczenia. Wzlot i upadek historii są wynikiem walki klas – rezultatem rywalizacji sił społecznych uwikłanych w dialektyczną walkę. O zwycięstwie lub porażce decyduje rodzaj formacji społecznej, która wyłania się z tego starcia, a nie osobiste doświadczenia uczestników.

Jednak pomimo swojego rzekomego radykalizmu skrajna lewica identyfikuje się emocjonalnie z arystokratycznym, romantycznym poglądem na historię, w którym jednostka uzbrojona w wystarczającą determinację i siłę woli może zapalić przysłowiową iskrę, która zmieni świat. Dodajcie do tego poważnie wypaczone wartości moralne, które pozwalają ci świętować morderstwo pary dwudziestolatków, a zrozumiecie, dlaczego Elias Rodriguez wywiera taką atrakcję. (Ci, którzy nie potrafią chwycić za broń, zawsze mogą pójść za przykładem jego ideologicznego towarzysza, podpalacza z Boulder, Mohameda Solimana, i użyć zamiast tego broni domowej roboty).

Istnieje widoczna sieć zachęcająca innych do podążania śladami Rodrigueza i Solimana. Obejmuje ona frakcję maoistowską w ramach Demokratycznych Socjalistów Ameryki – ugrupowania politycznego, do którego należą m.in. kongresmenka Rashida Tlaib (D-Mich.) i kandydat na burmistrza Nowego Jorku Zohran Mamdani – oraz „Unity of Fields”, brutalną antyizraelską grupę aktywistów. Ta ostatnia utworzyła nawet stronę internetową, na której honoruje Rodrigueza radykalnym, eleganckim portretem z napisem „Dla Gazy od Eliasa”.

„Twierdzimy coś więcej niż tylko uznanie, że przemoc i ucisk ze strony ruchu syjonistycznego (sic) nieuchronnie doprowadzą do przeciwnej przemocy, co jest bezsprzecznym truizmem” – deklaruje. „Stwierdzamy, że taka przeciwna przemoc jest uzasadniona. Jest to sprawiedliwość”.

Grupy i frakcje te popierają i promują terroryzm. Ich macki prawdopodobnie sięgają innych organizacji, które nękają i atakują Żydów od czasu masakry w południowym Izraelu przeprowadzonej przez Hamas 7 października 2023 r., takich jak Students for Justice in Palestine, Within Our Lifetime i Palestinian Youth Movement. Wielu z tych aktywistów zdało sobie sprawę, że protesty mają swoje granice, a cel, do którego dążą – zniszczenie Izraela – nie może zostać osiągnięty poprzez zaangażowanie polityczne. Podobnie jak Bose, przejdą do podziemia, inspirując się nawzajem zabójstwami i okrucieństwami.

Nie ma możliwości dialogu z tymi grupami ani prób zrozumienia. Nawet jeśli nie możemy zapobiec powtórzeniu się historii, nadal możemy działać poprzez decyzje, które podejmujemy, gdy znane sytuacje z przeszłości dają o sobie znać w teraźniejszości. Oznacza to czujność w waszych społecznościach, uznanie i działanie w oparciu o świadomość, że macie prawo do samoobrony, lobbowanie na rzecz najsurowszych wyroków dla przestępców, w tym kary śmierci w stosownych przypadkach, a przede wszystkim wywieranie presji na władze stanowe i federalne, aby odcięły dopływ tlenu, który podtrzymuje te grupy.

Ruch pro-Hamas, podobnie jak sam Hamas, wypowiedział wojnę Żydom poza Izraelem. Spośród wszystkich frontów tej wojny jest to prawdopodobnie najsłabsze ogniwo. Na razie większość naszych bitew będzie nadal toczyć się w mediach. Jednocześnie nauczyliśmy się, że istnieje wiele rzeczy bardziej śmiercionośnych niż tweety na Twitterze czy posty na Instagramie. Wasza krew może płynąć, ale nie możemy pozwolić im wygrać.

Od protestów do terroryzmu: dobrze znana droga

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.