
Pozwolenie Najwyższemu Przywódcy Iranu, Alemu Chameneiemu, na wycofanie się z tej wojny byłoby jak pozwolenie Hitlerowi na wycofanie się do Berlina w 1944 r. z osłabioną armią, ale nienaruszoną ideologią.
Czy potrafisz sobie wyobrazić świat, w którym architekci ludobójstwa pozostają nietknięci, nadal dzierżą władzę, nadal wierząc, że mieli rację?
To nie jest alternatywna historia. To ostrzeżenie.
Ponieważ w następstwie 12-dniowej wojny między Izraelem a Iranem, to właśnie z tym flirtuje świat. Ali Chamenei, Najwyższy Przywódca Iranu, przetrwał. Jego reżim jest nadal strzeżony. Jego machina propagandowa nadal nadaje. Jego Gwardia Rewolucyjna nadal maszeruje. Jego rakiety mogą być osłabione, jego pełnomocnicy wstrząśnięci, jego program nuklearny cofnięty, ale on pozostaje nietknięty.
I to jest poważny błąd.
W latach 30. świat odwrócił wzrok od rosnącego zagrożenia. Neville Chamberlain spotkał się z Adolfem Hitlerem, uśmiechnął się do kamer i wrócił do domu, machając kartką papieru, która, jak twierdził, gwarantowała „pokój dla naszych czasów”.
Ale celem Hitlera nigdy nie był pokój; były to podboje, dominacja i ludobójstwo. Wszystkie znaki były widoczne: Mein Kampf , prześladowania Żydów, remilitaryzacja Nadrenii, aneksja Austrii. Ale przywódcy woleli złudzenia od konfrontacji.
Hitler dostał czas. I z czasem zbudował mega-maszynę śmierci.
Ali Chamenei również dostał czas. Ponad trzy dekady. Wykorzystał go, aby zbudować nieuczciwy program nuklearny, finansować globalny terroryzm i eksportować fundamentalistyczną ideologię, która podsyca wojny zastępcze od Bejrutu do Bagdadu i Sany. Jego hasła — „Śmierć Ameryce!” i „Śmierć Izraelowi!” — nie są metaforami. Są oświadczeniami misji.
Przez dziesięciolecia społeczność międzynarodowa traktowała reżim irański jak problem, którym trzeba zarządzać, a nie zagrożenie, które trzeba zneutralizować. Ale Iran pod rządami Chameneiego nie pozostał w swoim pudełku; podpalił region. Powstrzymywanie nie działa, gdy reżim czerpie korzyści ze śmierci.
Nie myl się: Chamenei jest Hitlerem naszego pokolenia. I tak jak Hitler, jego największym zagrożeniem nie jest broń, którą posiada, ale ideologia, którą włada. Jego reżim, zbudowany na radykalnym szyickim mesjanizmie, wierzy w zapoczątkowanie globalnego kataklizmu, który utoruje drogę do boskiego zbawienia. Nie możesz powstrzymać człowieka, który chce, aby świat spłonął.
Oczywiście, jest już odpowiedź, którą możesz usłyszeć: „Nie można porównywać Chameneiego do Hitlera. Hitler zabił sześć milionów Żydów. Chamenei nie”.
Bądźmy szczerzy, dlaczego tak jest: nie dlatego, że Chamenei nie chciał, ale dlatego, że nie mógł. Ponieważ tym razem Żydzi mają F-35. Mają jednostki cybernetyczne. Mają systemy obrony przeciwrakietowej, okręty podwodne, satelity, siły specjalne, niezwykłą społeczność wywiadowczą i broń nuklearną.
Hitler spotkał Żydów, którzy byli bezpaństwowi i bezsilni. Chamenei spotkał żydowskie państwo uzbrojone, buntownicze i niechętne do cichej śmierci. To jedyna różnica.
Więc nie, Chamenei nie zamordował sześciu milionów Żydów, ale skanduje za tym. On to finansuje. On to uzbraja. On o tym marzy. Nazywa Izrael „rakiem”, którego należy usunąć: „Reżim syjonistyczny jest rakowatym guzem i niewątpliwie zostanie wyrwany z korzeniami i zniszczony” – powiedział Chamenei w 2020 roku.
Ponadto otacza Izrael organizacjami terrorystycznymi w Libanie, Syrii, Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu — i uzbraja je po zęby, jednocześnie instruując „liderów” tam, aby uczyli dzieci, że męczeństwo jest najwyższą cnotą i że Izrael musi zostać wymazany z mapy. Jakby tego było mało, irańskie podręczniki promują męczeństwo i dżihad od najmłodszych lat, tak jak Hitlerjugend uczyła chłopców, aby umierali za Führera.
Dowodzi Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej, paramilitarnym imperium, które nie tylko stosuje brutalne represje wewnętrzne, ale także eksportuje terror za granicę. Siły Quds (część Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej) są w zasadzie globalną agencją terrorystyczną działającą w Iraku, Syrii, Libanie, Jemenie, Strefie Gazy i innych krajach. Podobnie jak SS, są fanatycznie lojalni wobec Najwyższego Przywódcy i działają ponad prawem.
Podbija ziemie na Bliskim Wschodzie, aby otoczyć dwóch samozwańczych wrogów reżimu irańskiego (Izrael i Arabię Saudyjską), jednocześnie rozwijając terrorystyczne „uśpione komórki” w Europie i Ameryce Północnej. Ekspansjonizm Iranu jest wolniejszy i subtelniejszy niż blitzkrieg Hitlera, ale równie celowy i o wiele bardziej globalny.
Wykonuje egzekucje na dysydentach politycznych, więzi dziennikarzy, cenzuruje internet i brutalnie rozprawia się z kobietami i studentami protestującymi. Jego reżim zabił tysiące Irańczyków za to, że ośmielili się domagać podstawowych wolności, tak jak reżim Hitlera zrobił to Niemcom i mniejszościom.
Radykalizuje diasporę muzułmańską, finansuje meczety i ośrodki w Europie i Ameryce Łacińskiej, które promują ideologię chomeinistowską, i przygotowuje komórki terrorystyczne za granicą. Jego pełnomocnicy nie walczą tylko na Bliskim Wschodzie; planują ataki w Buenos Aires, Bułgarii, Francji i gdzie indziej.
Próbuje budować broń jądrową od dziesięcioleci. Już samo to może pogorszyć sytuację Chameneiego. Hitler musiał najeżdżać kraje i budować obozy; Chamenei szuka bomby, aby dokończyć robotę w ciągu kilku sekund.
Nazywa Holocaust mitem i grozi drugim w następnym zdaniu. Zamiar, przygotowanie i okazja — tak definiuje się zagrożenie. Chamenei ma pierwsze dwa. Jedyne, co go powstrzymuje, to siła Izraela.
Co najgorsze, jest „najwyższym przywódcą” Iranu od 1989 r. To ponad 35 lat i wciąż rośnie. Miał o 23 lata więcej niż Hitler, aby zatruwać umysły, budować sojusze i przekształcać region, aby pasował do hegemonicznych ambicji swojego reżimu.
A jednak Chamenei przetrwał i rządzi, ponieważ Zachód szepcze swoje zwykłe obawy: „Zmiana reżimu jest skomplikowana”. „To, co nastąpi, może być gorsze”. „Nie wybiegajmy w przyszłość”. I tak wracamy do starego banału: Lepszy diabeł, którego znasz, niż diabeł, którego nie znasz.
Ale czy ktokolwiek dzisiaj twierdziłby, że świat byłby lepszy z Hitlerem u władzy? Czy ktokolwiek twierdziłby, że powinniśmy pozwolić mu być, po prostu dlatego, że usunięcie go mogłoby wywołać chaos?
Oczywiście, że nie.
Świat stał się bezpieczniejszy, gdy Hitler odszedł. Tak samo będzie, gdy odejdzie Chamenei. Naród irański nie jest naszym wrogiem; wielu z nich ryzykowało życie, protestując przeciwko rządom Chameneiego, krzycząc „śmierć dyktatorowi” na ulicach. Są ofiarami, nie złoczyńcami. Zakończenie reżimu byłoby wyzwoleniem, a nie inwazją.
Ponadto Bliski Wschód zasługuje na szansę pokoju bez zatrutej ręki ajatollaha pociągającego za każdy sznurek. Wyobraź sobie Bliski Wschód, gdzie libańskie dzieci dorastają bez rakiet Hezbollahu nad głowami, gdzie irackie miasta nie są bazami dla szyickich milicji, gdzie Jemen się odbudowuje, a Gaza należy do marzycieli, a nie do terrorystów. Taki świat jest możliwy tylko wtedy, gdy żelazny uścisk teokracji Iranu zostanie złamany. A zaczyna się od zakończenia rządów Chameneiego.
Zamiast tego nasza rzeczywistość wygląda tak: Izrael jest zobowiązany do przestrzegania wyższych standardów wojny niż Iran do przestrzegania podstawowych standardów człowieczeństwa. Chamenei finansuje dzieci-żołnierzy w Jemenie, cenzuruje kobiety aż do śmierci i skanduje ludobójstwo — a mimo to to Izraelowi mówi się: „Nie zrzucajcie tych bomb. Jeśli to zrobicie, będzie to poważne naruszenie. Sprowadźcie swoich pilotów do domu, natychmiast”.
Powiedzmy sobie jasno: powściągliwość ma swoją cenę, podobnie jak moralne zamieszanie. Pozwolenie ludobójczemu teokracie wyjść z tej wojny żywym nie jest gestem dojrzałości. To akt zaniedbania.
Świat już wie, co się dzieje, gdy pozwalasz nienawiści rozprzestrzenić się w korytarzach władzy. Nie słabnie, ale przerzutuje. Nie potrzebujemy więcej lekcji z historii. Potrzebujemy odwagi, aby zastosować te, których się już nauczyliśmy.
86-letni Chamenei nie powinien umierać ze starości. Nie powinien żyć, by przekazać władzę innemu fanatykowi. Nie powinno mu się pozwalać na odbudowę, dozbrajanie i ponowne umacnianie. Opóźniona sprawiedliwość nie jest sprawiedliwością. Jest pozwoleniem.
W 2025 r. Izrael zrobił to, czego nikt inny nie odważył się zrobić. Ponownie działał prewencyjnie i przypomniał światu, że bezpieczeństwo Żydów nie podlega dyskusji. Ale ta śmiałość nie może być w połowie ukończona.
Pozwolenie Chamenei’emu na odejście z tej wojny byłoby jak pozwolenie Hitlerowi na wycofanie się do Berlina w 1944 r. z poobijaną armią, ale nienaruszoną ideologią. To nie jest czas na ustępstwa; to czas na odważne przywództwo.
Cywilizowany świat nie może sobie pozwolić na pozostawienie Hitlera obecnego pokolenia nietkniętym.
Wyobraź sobie, że Hitler pozostał nietknięty.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


Brawo!!! Dokładnie tak jest jak napisałeś . Mam nadzieję, że reszta świata zareaguje tak samo.
Sam bym tego lepiej nie napisał. Takie stanowisko zajmuję od dziesięcioleci. Z morderczymi fanatykami nie da się
DYKUTOWAĆ. Jego likwidacja, wraz z CAŁYM, możliwie szerokim ”intelektualnym” zapleczem jest JEDYNĄ skuteczną drogą do pokoju na Bliskim Wschodzie.