Uncategorized

Przesłanie, którego Herzog nie powinien przekazywać


Ruthie Blum

Oficjalna rola prezydenta Izraela polega na reprezentowaniu kraju za granicą i wspieraniu jedności narodowej. Jednak jego stronniczość staje mu na przeszkodzie.

W piątkowym poście na platformie X, prezydent Izraela, Isaac „Bougie” Herzog, wyraził wdzięczność Stanom Zjednoczonym z okazji 249. rocznicy ich powstania.

„Do narodu amerykańskiego, od waszych najdumniejszych i najwierniejszych przyjaciół, narodu izraelskiego, przesyłam najserdeczniejsze życzenia i gratulacje z okazji czwartego lipca” – rozpoczął. „Stoimy ramię w ramię w obronie wolności i swobód. Łączymy się z wami w świętowaniu Dnia Niepodległości jako symbolu tych wspólnych wartości”.

Jak dotąd wszystko w porządku.

„Szczególne podziękowania kieruję do mojego drogiego przyjaciela, [prezydenta USA Donalda Trumpa]” – kontynuował. „Panie prezydencie, Izrael nigdy nie zapomni Pańskiej odwagi, jasności i moralnej determinacji w przeciwstawianiu się irańskiemu zagrożeniu nuklearnemu, w zainicjowaniu porozumień Abrahama i poszerzaniu kręgu pokoju w regionie, a także Pańskich żądań i działań na rzecz uwolnienia naszych zakładników. W Gazie nadal przebywa pięćdziesiąt niewinnych osób. Wszyscy oni muszą jak najszybciej wrócić do domu”.

Na koniec dodał: „Szczęśliwego 4 lipca! Niech Bóg błogosławi Stany Zjednoczone Ameryki i nierozerwalną więź między naszymi narodami”.

Jego przesłanie było odpowiednie do okazji. Odniesienie do aktualnej sytuacji – „12-dniowej wojny” i potencjalnych dodatkowych porozumień normalizacyjnych – było trafne. Jednak w jego hołdzie zabrakło czegoś ważnego. I nie było to przypadkowe.

Nie, słowa Herzoga zostały starannie dobrane, aby pominąć wzmiankę o rządzie izraelskim i jego przywódcy, premierze Benjaminie „Bibim” Netanjahu. Najwyraźniej nawet skinienie głową w stronę ich kluczowej roli w „nierozerwalnej więzi” między Waszyngtonem a Jerozolimą – nie mówiąc już o heroicznych operacjach przeciwko Islamskiej Republice, gigantycznych wysiłkach na rzecz pokoju z arabskimi sąsiadami i nieustannych próbach uwolnienia zakładników, z których większość została uwolniona dzięki niebezpiecznym układom z diabłem – było dla Herzoga zbyt trudne.

O wiele łatwiej było mu zakończyć swoją odę przypomnieniem o „50 niewinnych ludziach, którzy pozostają w niewoli w Strefie Gazy” i konieczności, aby „wszyscy oni jak najszybciej wrócili do domu”.

Sugerowano, że tylko Trump, dzięki swojej „odwadze, jasności i moralnej determinacji”, może to osiągnąć. Wiecie przecież, że Bibi i jego koalicja byli jedynie biernymi obserwatorami, jeśli nie faktycznymi przeszkodami, w akcji ratunkowej zakładników i pokonaniu globalnej machiny terroru Iranu.

Każdy, kto uważa, że jest to przypadek niesprawiedliwego czepiania się drobnego gestu Herzoga, powinien zauważyć, że nastąpiło to przed poniedziałkowym spotkaniem Bibiego w Białym Domu. Celem szczytu jest ustalenie przez obu przywódców najlepszego sposobu osiągnięcia celów, do których dążą.

Jak wynikało z niezwykłej tajemnicy, z jaką obaj przywódcy uzgodnili wspólny atak na irański potencjał jądrowy – Izrael przeprowadził naloty 12 czerwca, a Stany Zjednoczone zakończyły je 10 dni później – większość tego, co wydarzy się w Gabinecie Owalnym w przyszłym tygodniu, nie zostanie od razu ujawniona. Zapomnijcie o „sensacyjnych wiadomościach”, które bez wątpienia będą rozpowszechniać samozwańczy „insiderzy”, tacy jak Barak Ravid i Ronen Bergman; zazwyczaj się mylą.

Jasne jest, że Trump i Netanjahu podzielają i promują koncepcję, której Herzog i jemu podobni unikają, a nawet odrzucają: pokój poprzez siłę. Wiecie, pokonanie wrogów.

W rzeczywistości Trump właśnie wypuścił na rynek nową serię perfum, którą nazwał „Victory 45-47”. Jak wyjaśnił na Truth Social, perfumy noszą tę nazwę, „ponieważ są one związane z wygraną, siłą i sukcesem – zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet”.

Co sprowadza nas z powrotem do Herzoga, który dobrze zrobiłby, kupując butelkę.

Dwa dni przed opublikowaniem wpisu z 4 lipca zwrócił się do grupy kadetów Izraelskiego Kolegium Obrony Narodowej. To, co im powiedział, było wystarczająco złe, a duma, z jaką wypowiedział te słowa, skłoniła go do opublikowania ich w mediach społecznościowych, co powinno wystarczyć, aby zdyskwalifikować go jako osobę wybraną przez Kneset do „reprezentowania kraju za granicą i wspierania jedności narodowej w kraju”.


Krytyka wypowiedzi Herzoga

W pełnym patosu tonie opowiadał: „Wracam z wizyt kondolencyjnych u czterech pogrążonych w żałobie rodzin. Podczas jednej z wizyt wszedłem do domu, w którym zgromadziły się dwie rodziny – dwóch kuzynów: jeden zginął 7 października, a drugi w zeszłym tygodniu. Opuszczacie domy tych wspaniałych rodzin i zadajecie sobie pytanie: jak długo potrwa ta rzeź? Tak, towarzyszy nam ona od początku naszego istnienia, ale to nie oznacza, że nie powinniśmy podjąć konkretnych kroków, aby zmienić rzeczywistość”.

Na koniec powiedział: „Rola przywódców polega teraz na przedstawianiu coraz to nowych pomysłów. Ufam szefowi sztabu [Sił Obronnych Izraela] i planom, które przedstawia, i popieram go. Ufam również, że będziemy myśleć z wyprzedzeniem; jesteśmy oryginalnym narodem z wyjątkowym systemem bezpieczeństwa. Nie jest to dychotomia »kontynuacja rozlewu krwi lub kapitulacja« – nie jest to jedno albo drugie”.

Ktoś powinien poinformować Herzoga, że jedyne „rozlewanie krwi” ma miejsce wobec izraelskich cywilów i żołnierzy. W końcu sam przyznał, że „towarzyszy nam od początku naszego istnienia”.

Jak więc śmie sugerować, że nie podjęliśmy wystarczających „konkretnych kroków”, aby zmienić sytuację? Robimy to od niepamiętnych czasów – z pewnością od momentu powstania państwa żydowskiego.

Odpowiedź jest taka, że Herzog, choć zajmuje pozornie bezpartyjne stanowisko, wywodzi się z nieistniejącej już Partii Pracy, która opowiadała się za pokojem w zamian za ziemię. Najwyraźniej nadal jest głęboko przekonany, że zawsze istnieje jakaś nowa droga, którą można podążać, aby powstrzymać naszych wrogów przed mordowaniem nas. Równie głęboko zakorzeniona jest w nim niechęć do przyznania tej prawicowej koalicji jakichkolwiek zasług.

Dlatego podkreślił swoje zaufanie do szefa sztabu, po tym jak stwierdził coś niejasnego o tym, że „przywództwo” kraju musi wymyślić „coraz więcej pomysłów”.

Najgorsze było jednak jego stwierdzenie, że „dychotomia” nie polega na „rozlewie krwi lub kapitulacji”.

O jaką jednostkę mu chodziło? Czy twierdził, że to Izrael dopuszcza się rozlewu krwi, a kapitulacja nie jest jedynym sposobem, aby to powstrzymać? A może mówił o wrogu?

Nie wiemy tego na pewno. Nie ma jednak wątpliwości, że słowa „zwycięstwo Izraela” i „klęska wroga” nie padły z jego ust. Na szczęście dla nas to Bibi, a nie Bougie, kieruje tym krajem.

Przesłanie, którego Herzog nie powinien przekazywać



Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.