
Hasbara
Jaki sens ma dyplomacja publiczna, skoro elity Izraela powtarzają, a nawet wykorzystują argumenty wroga?
Opublikowanie dwóch filmów z zakładnikami — jednego przez Islamski Dżihad z Romem Braslavskim, a drugiego przez Hamas z Evyatarem Davidem — zbiegło się w czasie z globalną kampanią propagandową. Jej celem było przekonanie opinii publicznej, że Izrael celowo głodzi mieszkańców Strefy Gazy.
Aby nadać wiarygodności temu bezczelnemu kłamstwu, które rozprzestrzeniło się po świecie szybciej niż koronawirus, „The New York Times” poświęcił pierwszą stronę zdjęciu wychudzonego dziecka w ramionach matki. Obraz ten wywołał dreszcze u wszystkich, podobnie jak fotografia innego wyniszczonego dziecka leżącego w łóżku szpitalnym z matką obok, która pojawiła się na wszystkich platformach.
Osoby oglądające te zdjęcia tak szybko uwierzyły, że stan dzieci świadczy o zbrodniach wojennych Izraela, że zignorowały kluczową wskazówkę: obie matki wyglądały na dobrze odżywione.
Okazało się, że chłopcy cierpieli na choroby genetyczne. Jeden z nich został nawet przewieziony przez Izrael na leczenie za granicę, a jego stan się poprawia.
Po ujawnieniu tych faktów „The New York Times” opublikował niewielkie wyjaśnienie, które umknęło uwadze większości czytelników. Szkoda została już jednak wyrządzona. Francja, Wielka Brytania i Kanada ogłosiły, że we wrześniu, podczas kolejnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, uznają niepodległość Palestyny.
Międzynarodowa prasa wzruszyła ramionami w odpowiedzi na ujawnioną prawdę. W końcu fakty nie mogą stanąć na drodze starannie skonstruowanej narracji. Dlatego krytycy odmawiają uznania milionów posiłków rozdanych cywilom przez Gazę Humanitarian Foundation.
Chór antyizraelski nie wspomina również o zgubnej roli ONZ, która pomaga Hamasowi utrzymać kontrolę nad żywnością, do tego stopnia, że terroryści nie muszą już jej kraść. Zamiast tego przejmują wszelkie dostawy przewożone ciężarówkami — oczywiście za darmo — i sprzedają je po cenach, na które nie stać nikogo w Strefie Gazy.
W ten sposób dochodzimy do izraelskich patriotów i ich zagranicznych zwolenników. Jak podczas każdej wojny prowadzonej przeciwko państwu żydowskiemu, ci prawdziwi sympatycy ubolewają nad brakiem skutecznej dyplomacji publicznej, znanej w języku hebrajskim jako hasbara.
Ich główne zarzuty dotyczą luki w przestrzeni informacyjnej. Ulubionym kozłem ofiarnym jest rząd, jakby to biurokracja miała być głównym źródłem danych do obalenia lawiny kłamstw rzucanych na Izrael i Żydów niczym salwy rakietowe.
Niewielu zdaje sobie sprawę, że najlepszymi obrońcami Izraela są ludzie niezwiązani z rządem. Tacy wpływowi ludzie są liczni i niestrudzeni, jednak jako głosiciele prawdy nie mogą równać się ze swoimi złośliwymi odpowiednikami, których celem jest oczernianie, a nie weryfikowanie.
Wewnętrzne spory i zdrada
Nie jest to jedyna wada Izraela. Kolejna dotyczy sporów między władzami w Jerozolimie — i ich doradcami — na temat tego, jakie komunikaty należy przekazywać.
Weźmy na przykład najnowsze filmy z zakładnikami. Rodzina Braslavskich potrzebowała ponad trzech dni, aby wyrazić zgodę na opublikowanie przez rząd dwóch minut z szokującego, sześciominutowego nagrania, które PIJ rzekomo zarejestrował na kilka dni przed utratą kontaktu z porywaczami.
Film pokazuje 21-letniego Roma — porwanego 7 października 2023 r. z festiwalu muzycznego Nova, gdzie pracował jako ochroniarz — tak wychudzonego i osłabionego, że ledwo może się poruszać. Zrozumiałe jest, że jego zszokowani rodzice nie chcieli, aby nagranie zostało upublicznione.
Rodzina Davida zgodziła się na pełną publikację nagrań przedstawiających cierpienie syna, ale dopiero 24 godziny po tym, jak Hamas opublikował makabryczny materiał. Nikt nie może osądzać ich wahania, ponieważ na nagraniu widać wychudzonego 24-letniego Evyatara kopiącego własny grób.
Niewyobrażalny ból rodzin zakładników jest jednym z powodów, dla których rząd wcześniej domagał się, aby lokalne media nie pokazywały takich materiałów. Drugim powodem było to, że Izrael nie powinien promować propagandy Hamasu, której celem jest zaostrzenie wewnętrznych konfliktów w kraju i skłonienie protestujących do domagania się zakończenia wojny.
Oba powody były i nadal są całkowicie uzasadnione, jednak ta polityka nie była pomocna z punktu widzenia hasbary. To samo dotyczy debaty na początku wojny o to, czy należy jak najszerzej rozpowszechniać 47-minutowy film — zbiór nagrań Hamasu, w których członkowie tej organizacji chwalą się brutalnymi zbrodniami popełnionymi na cywilach w Strefie Gazy podczas fatalnego święta Simchat Tora prawie dwa lata temu.
Zamiast udostępnić go szerokiej publiczności w Izraelu i na całym świecie, rząd zdecydował się zorganizować specjalne pokazy dla polityków, ambasadorów i dziennikarzy. Nawet wtedy niektóre twarze ofiar zostały zamazane, aby chronić uczucia ich rodzin, z których wiele nie chciało, aby krwawe, inwazyjne obrazy były pokazywane publicznie.
„Inteligencja” i jej zdrada
Kolejne kontrowersje pojawiły się wraz z falą fałszywych wiadomości o wprowadzaniu przez Izrael głodu w Strefie Gazy. W poniedziałek jednak wiele rodzin ofiar z 7 października złożyło do Sądu Okręgowego w Tel Awiwie wniosek o zatwierdzenie pozwu zbiorowego o wartości 4 miliardów szekli (1,2 miliarda dolarów) przeciwko Meta, spółce macierzystej Facebooka i Instagrama, za umożliwienie Hamasowi wykorzystania swoich platform do pokazywania swoich okrucieństw.
Wyobraźmy sobie zatem oburzenie, jakie wywołałoby zignorowanie woli rodzin przez rząd w celu wzmocnienia hasbary, zwłaszcza że znaczna część społeczności międzynarodowej nie ma żadnej sympatii dla Izraela, a tym bardziej dla Żydów.
Jednak to wyzwanie w zakresie dyplomacji publicznej blednie w porównaniu z tym, jakie stanowi obecna lewicowa izraelska „inteligencja” wraz z byłymi szefami establishmentu politycznego i wojskowego, którzy myślą podobnie. Przeciwdziałanie antysemickim stereotypom jest wystarczająco trudne, nawet bez pomocy rodzimych „przywódców” i „ekspertów”, którzy dostarczają paliwa wrogom Izraela.
Przykłady można mnożyć, ale zacznijmy od prezenterki Channel 12, Yonit Levi, która 27 lipca zakończyła swój wieczorny program informacyjny westchnieniem: „Być może nadszedł czas, aby uznać, że nie jest to porażka dyplomacji publicznej, ale porażka moralna, i zacząć od tego”.
Trzy dni później były premier Izraela Ehud Olmert powiedział niemieckiemu magazynowi „Spiegel International”: „Istnieje wiele wydarzeń, które można uznać za zbrodnie wojenne. Więcej, niż jestem w stanie wymienić. Przede wszystkim jest to jednak nielegalna wojna prowadzona z osobistych, politycznych interesów [premiera Benjamina Netanjahu]. W rezultacie giną izraelscy żołnierze, życie mogą stracić kolejni zakładnicy, a wielu niewinnych Palestyńczyków zostaje zabitych. To jest zbrodnia”.
Następnie 1 sierpnia w włoskim dzienniku „La Repubblica” ukazał się wywiad z wielokrotnie nagradzanym pisarzem Davidem Grossmanem. Wyrażając „ogromny ból i złamane serce”, powiedział: „Przez wiele lat odmawiałem używania terminu 'ludobójstwo’. Ale teraz, po obejrzeniu tych obrazów i rozmowach z ludźmi, którzy byli tam [w Strefie Gazy], nie mogę się powstrzymać od użycia tego słowa”.
Powtórzyły to słowa izraelskiego historyka Omera Bartova, którego esej opublikowany 15 lipca w „The New York Times” nosił tytuł: „Jestem badaczem ludobójstwa. Rozpoznaję je, gdy je widzę”.
Niedawno, w niedzielę, około 1000 znanych izraelskich artystów podpisało petycję, w której napisali: „My, ludzie kultury i sztuki w Izraelu, wbrew naszej woli i naszym wartościom, jako obywatele Izraela, jesteśmy współwinni przerażających wydarzeń w Strefie Gazy, w szczególności zabijania dzieci i niewinnych cywilów, głodu, wysiedlania ludności i bezsensownego niszczenia miast Gazy. Wzywamy wszystkich zaangażowanych w kształtowanie i realizację tej polityki — przestańcie! Nie wydawajcie nielegalnych rozkazów i nie wykonujcie ich! Nie popełniajcie, broń Boże, zbrodni wojennych! Nie porzucajcie zasad moralności ludzkiej i wartości judaizmu! Zakończcie wojnę. Uwolnijcie zakładników”.
Tymczasem w oddzielnej petycji podpisanej przez ponad 1400 projektantów, architektów i artystów plastyków stwierdzono: „Na naszych oczach rozgrywa się horror o historycznych rozmiarach. Jako ludzie i jako Izraelczycy ponosimy odpowiedzialność za okrucieństwa popełniane obecnie w naszym imieniu wobec ludności mieszkającej zaledwie kilka kilometrów od nas, żyjącej w niemożliwej rzeczywistości i ogromnym cierpieniu. Jesteśmy głęboko zaniepokojeni losem mieszkańców Gazy, zakładników, naszych synów i córek oraz przyszłością naszego społeczeństwa — zarówno teraźniejszej, jak i przyszłej”.
Wisienką na torcie był opublikowany w poniedziałek krótki film, w którym byli szefowie Shin Bet, Mossadu, Sił Obronnych Izraela i izraelskiej policji oczerniali swój kraj. „Chowamy się za kłamstwem” — stwierdził jeden z nich. „Jesteśmy u progu porażki” — oświadczył inny. Pozostali wygłosili podobnie bezsensowne, choć niebezpieczne uwagi.
Izraelska hasbara może pozostawiać wiele do życzenia. Ale co jest warta dyplomacja publiczna, skoro zdrajcy wśród nas powtarzają, a nawet wymyślają, argumenty wrogów? Jak ujął to ojciec Evyatara Davida, Avishai: „Po której stronie oni są?”.
Kategorie: Uncategorized


Niezrozumiałe dla mnie jest że ci
wewnętrzni oszczercy i sabotażyści wizerunku Izraela nie ponoszą żadnych kar za swoja antypaństwową działalnośc. Taki Olmert lub Grossmann na przykład zasługują co najmniej na więzienie za swoje perfidne deklaracje. Wydaje mi się że w warunkach wojennych wszelkie formy zdrady narodowej powinny być bezwzględnie sankcjonowane. Izrael jest zbyt łagodny i w imię demokracji pozwala różnym nikczemnikom wbijać sobie nóż w plecy. Ta tolerancja bardzo drogo kosztuje.