Uncategorized

Czwarta generacja dzieci – ostatnia?

Alice Teodorescu

Przed Holokaustem setki tysięcy Żydów uciekło z Europy. Ci, którzy dostrzegli narastającą nienawiść, zdali sobie sprawę z zagrożenia i postanowili wyjechać. Dziś, 80 lat później, szwedzcy Żydzi ponownie stają przed tym samym dylematem: zostać czy uciekać?

Przed wybuchem II wojny światowej w Europie mieszkało około 9,5 miliona Żydów, co stanowiło ponad 60% światowej populacji. Podczas Holokaustu naziści zamordowali ponad 6 milionów z nich. W 1933 roku w Niemczech mieszkało około 523 tysięcy Żydów, z czego już w tym samym roku około 37 tysięcy wyemigrowało. W sumie w latach 1933–1939 Niemcy, Austrię i Czechosłowację (Bohemię/Morawy) opuściło około 404 809 Żydów.

Ci, którzy wyjechali, zrobili to z powodu rosnącego, normalizowanego antysemityzmu, izolacji, prześladowań i dyskryminujących przepisów, które wprowadzano, zwłaszcza w Niemczech. Część uciekła do innych krajów Europy, inni do USA i ówczesnego brytyjskiego mandatu Palestyny. Nikt nie był w stanie przewidzieć przemysłowego ludobójstwa, które naziści mieli przeprowadzić w kolejnych latach. Jednak dla tych, którzy podjęli tę życiową decyzję w porę, zmiany społeczne – napędzane nienawiścią i milczeniem większości – stały się kluczowym czynnikiem.

Myślę o tych, którzy odważyli się wyjechać, i o tych, którzy uznali, że to tylko chwilowe i odważyli się zostać, gdy czytam maile i komentarze szwedzkich Żydów, którzy obecnie żyją w smutku i strachu. Niektórzy mieszkają tu od pokoleń, inni dorastali w domach, gdzie rodzice wciąż przeżywali koszmary z europejskich obozów koncentracyjnych. Wielu pisze, że psychicznie przygotowuje się do opuszczenia Szwecji. Inni już wyjechali.

Jeden z nich pisze:

„To, co jest tak chore, to fakt, że urodziłem się i wychowałem w Szwecji. Śpiewałem „Den blomstertid nu kommer” w kościele podczas zakończenia roku szkolnego, choć jestem Żydem. A teraz moja szwedzkość i szwedzkość mojej rodziny są zagrożone przez ludzi, którzy nie chcą być Szwedami, nie chcą mówić naszym językiem, nie chcą żyć zgodnie z naszymi normami. Jesteśmy tylko kanarkiem w kopalni”.

Ktoś inny:

„Jeśli nadejdzie ten dzień – jeśli sytuacja naprawdę się pogorszy – ilu z was stanie w naszej obronie? Ukryje mnie? Obroni moją rodzinę?”

Pod postem znajduje się zdjęcie przedstawiające troje dzieci tej osoby. Czwarta generacja Szwedów. A pod spodem napis: „Prawdopodobnie ostatnie”.

Jeszcze inna osoba:

„Gorzka prawda jest taka, że szwedzcy Żydzi są dziś niezwykle niepewni i zagrożeni, czujemy się zawiedzeni przez szwedzkie społeczeństwo, czujemy się bardzo samotni i nie jesteśmy pewni, czy możemy ufać krajowi, w którym żyjemy. Coraz więcej osób poważnie rozważa opuszczenie Szwecji”.

Czytam e-maile. Od 7 października 2023 r. napłynęły ich setki. Od zrozpaczonych matek, które przeklinają siebie za to, że powiedziały swoim dzieciom o ich żydowskim pochodzeniu; od babć, które martwią się o bezpieczeństwo swoich wnuków („co będzie, jeśli policja przestanie patrolować szkołę moich wnuków?”); od chrześcijańskich mężczyzn, którzy zastanawiają się, jak najlepiej chronić swoje żydowskie żony i dzieci. Czytam e-maile od młodych ludzi, którzy są rozdarci między strachem a dumą ze swojego dziedzictwa.

Czuję ogromny wstyd w imieniu społeczeństwa za to monumentalne zawiedzenie. Gniew wobec polityków, którzy zaprzeczali i milczeli; nauczycieli, którzy świadomie odwracali wzrok; policji i organów ścigania, które przyczyniły się do poczucia, że zgłoszenia nie mają znaczenia; dziennikarzy i opiniotwórców, którzy nie zadawali krytycznych pytań, przyczyniając się do relatywizacji i normalizacji antysemityzmu, na który, jak się okazało, wcale nie byliśmy odporni. Antysemityzmu, który może się jeszcze pogłębić po decyzji Izraela o zintensyfikowaniu wojny.

Jednocześnie czuję niepokój, ponieważ zdaję sobie sprawę, że ci, którzy nienawidzą Żydów, nienawidzą też mnie i wszystkich, którzy się nie uginają. Po prostu nienawidzą wszystkiego, na czym opiera się zachodnie liberalne społeczeństwo: demokracji, wolności słowa, pluralizmu opinii, merytokracji, kapitalizmu, emancypacji kobiet, sekularyzmu, racjonalności. W mojej rodzinie każda kobieta w sześciu pokoleniach zerwała z tradycją i musiała uciekać przed różnymi totalitarnymi reżimami. Myślałam, że Szwecja będzie czymś więcej niż tylko ślepą uliczką.

Ale co, jeśli ja też się myliłem? Żydzi mają Izrael, ale gdzie my, reszta, mamy się podziać?

Niektórzy twierdzą, żartobliwie, że nie dbam o Szwecję i Szwedów, że za dużo piszę o Izraelu i Żydach – jakby szwedzcy Żydzi nie byli Szwedami. Moja odpowiedź jest taka, że właśnie dlatego, że poświęciłem swoje życie zawodowe na kształtowanie opinii na rzecz bezpieczniejszej i bardziej wolnej Szwecji, te kwestie są tak ważne. Szwecja postrzegana jako niebezpieczna dla szwedzkich Żydów jest niebezpieczna dla wszystkich – niezależnie od wyznania i pochodzenia – którzy nie chcą podporządkować się totalitaryzmowi i islamizacji. Pytanie powinno brzmieć raczej: „Czy chcemy żyć w Szwecji, w której grupa ludzi zadaje sobie pytanie: «Kto mnie ukryje, jeśli dojdzie do najgorszego?»”.

To, co wydarzyło się w świecie zachodnim – od Stanów Zjednoczonych i Kanady, przez głównie Europę Zachodnią, aż po Australię – jest wyjątkowe. Atak Hamasu wykorzystał zachodnią cywilizację, która straciła swój moralny kompas, a także zdolność odróżniania dobra od zła. Widoczny jest efekt dziesięcioleci ideologicznego upadku, w którym nic nie jest prawdą, wszystko jest kwestią emocji i własnych doświadczeń, których wygodnie nie można podważyć za pomocą weryfikowalnych faktów i dobrze skonstruowanych argumentów. To społeczeństwo, które zostało podkopane i zinfiltrowane przez siły strategicznie wykorzystujące swoje demokratyczne prawa do podważania demokracji jako takiej, podczas gdy większość nadal broni ich prawa do tego – mimo że skutkiem tego jest ucieczka ludzi stąd z obawy.

W szczególności szkolnictwo wyższe, dziennikarstwo i kultura zostały poddane tym atakom pod pozorem tolerancji, inkluzji i postępowości. Od dziesięcioleci dyskurs polega na przedstawianiu Zachodu, w tym w najwyższym stopniu Izraela, jako diabelskiego, rasistowskiego, opresyjnego, dyskryminującego, kolonialnego i hierarchicznego. Istota wokeizmu opiera się na błędnym przekonaniu, że Zachód jest zawsze sprawcą, a reszta świata zawsze ofiarą. Krytyczne myślenie oparte na logicznym wnioskowaniu zostało zastąpione oportunizmem, „komunikacją strategiczną” i formułowaniem haseł zamiast prawdziwych rozwiązań.

Dziś zbyt mało osób zdaje sobie sprawę z tego, co jest naprawdę ważne. Ile kosztuje pokój, jak toczy się wojna, co oznacza obowiązek i odpowiedzialność, a także, co nie mniej ważne, poczucie winy. Kiedy dziennikarze nie rozumieją już wartości neutralności, naukowcy na naszych uczelniach usprawiedliwiają terroryzm i szerzą antysemityzm, studenci demonstrują na rzecz islamistów popierających ludobójstwo, takich jak Hamas i mułłowie w Iranie, różni celebryci pozują z bezpodstawnymi oskarżeniami o ludobójstwo, a premierzy i prezydenci dają się zastraszyć krajowym krzykaczom – wtedy nasza zbiorowa zdolność do stanięcia w obronie tego, co słuszne, do obrony siebie i naszego kraju, zostaje poważnie osłabiona.

Wojna w Ukrainie, podobnie jak wojna Izraelczyków w Strefie Gazy, pokazuje, jak ważne są wytrwałość, jedność i moralna konsekwencja. Pokazuje, jak ważni są przywódcy i państwa gotowe do walki z terroryzmem, wojną i uciskiem – nie tylko słowami i pobożnymi życzeniami, ale także z bronią w ręku. Którzy rozumieją, gdzie leży wina, i nie ulegają temu, co w krótkim okresie jest najłatwiejsze.

Musimy wyciągnąć z tego wnioski i zacząć traktować priorytetowo kwestie odpowiedzialności państwa za ochronę obywateli i granic przed zagrożeniami wewnętrznymi i zewnętrznymi, znaczenie utrzymania porządku i bezpieczeństwa dla zapewnienia pokoju i wolności oraz wspólne wartości leżące u podstaw chęci pozostania razem w obliczu kryzysu lub wojny.

Trudno mi pogodzić się z tym, że wśród nas jest tak wielu ludzi, którzy otwarcie świętowali najgorszy pogrom od czasów Holokaustu. Że ci pełni nienawiści apologeci terroru i zwolennicy ludobójstwa – bo bestialskie działania Hamasu wynikały właśnie z chęci unicestwienia narodu wyłącznie dlatego, że byli Żydami – piszą w naszych gazetach, leczą nam zęby, spotykają się z naszymi dziećmi.

Równie trudno mi pogodzić się z tym, że tak wielu ludzi, którzy w rzeczywistości nie zgadzają się z nimi, decyduje się nie zabierać głosu. Że moralne zamieszanie jest tak ogromne, że tak wielu ludzi bardziej ufa propagandzie islamistów niż informacjom pochodzącym z demokratycznych źródeł, pomimo błędów i niedociągnięć tych ostatnich.

Musimy przestać udawać, że jest to kwestia „równowagi”. Neutralność wobec antysemityzmu nie jest równowagą, jest tylko tchórzostwem i niebezpieczeństwem. To, że Hamas mógł zaatakować Izrael z taką brutalną siłą i nadal cieszyć się poparciem setek tysięcy ludzi na Zachodzie, powinno wystarczyć, aby ludzie się obudzili. Jednak dla wielu stało się to kolejną kwestią, do której należy podchodzić „z wyczuciem”. Jakby deszcz rakiet na cywilów, gwałty, ścięcia głowy i porwania były czymś, co można zrozumieć, umieścić w kontekście, a nie potępić.

Wojna w Strefie Gazy nie stworzyła antysemityzmu ani obojętności, ona tylko je ujawniła. W tej chwili nikt nie powinien już być w stanie tego zaprzeczyć, ponieważ niezależnie od wyniku trwającej wojny, ludzie, którzy wyznają te poglądy, pozostaną tutaj. Antysemityzm nie jest zatem problemem wyłącznie dla Żydów, którzy go doświadczają, ale problemem dla wszystkich nas, którzy nie chcą żyć w kraju, w którym niektórzy pozwalają sobie na grożenie i stosowanie przemocy wobec osób o odmiennych poglądach.

Ostatecznie o to właśnie chodzi: granica nie przebiega między ludźmi o różnych poglądach, co jest całkowicie normalne i stanowi podstawę każdej demokracji, ale między tymi, którzy używają nienawiści, gróźb i przemocy, aby narzucić innym swoje poglądy. Dzieli nas ci, którzy argumentują za swoją sprawą, i ci, którzy wymagają podporządkowania poprzez szerzenie strachu i niepewności.

Jestem naprawdę zaniepokojony sytuacją Szwecji i całego Zachodu, tym, jak moralna słabość wpłynie na naszą zdolność do walki o nasze wartości, jeśli i kiedy sami zostaniemy narażeni na egzystencjalne zagrożenie.

Są chwile w życiu każdego człowieka, kiedy stajemy przed wyborem, czasem w życiu prywatnym, czasem w roli współobywateli. Podobne chwile dotykają nas jako społeczeństwo, kiedy słyszymy echa historii, kiedy stajemy przed czymś tak bolesnym, tak głęboko niepokojącym, że wymaga to czegoś więcej niż tylko refleksji – kiedy jedyne, co pozostaje, to działanie.

Taki moment nadszedł właśnie teraz.

Historia nas ostrzega. Nasi bliźni – nasi przyjaciele, sąsiedzi, współpracownicy, znajomi i zupełnie obcy ludzie – wołają nas. Jeśli nie zabierzemy głosu teraz – teraz, gdy 80 lat po zakończeniu Holokaustu Żydzi ponownie stają przed pytaniem, czy powinni zostać, czy odejść – to kiedy?

Czwarta generacja dzieci – ostatnia?

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.