Dr. Eric R. Mandel

Gdy Izrael zaatakował wpływowych przywódców Hamasu w katarskiej Dosze, w Waszyngtonie natychmiast wybuchło zamieszanie. Hamas jest grupą terrorystyczną uznaną przez USA i odpowiedzialną za masakrę z 7 października. Jednocześnie Katar, gdzie liderzy Hamasu żyją pod oficjalną ochroną, jest głównym sojusznikiem spoza NATO, goszczącym największą amerykańską bazę wojskową w regionie. Nawet prezydent USA, Donald Trump, nazwał Katar „wielkim sojusznikiem”.
Przekaz Izraela był jednoznaczny: Nie ma bezpiecznej przystani dla architektów wydarzeń z 7 października 2023 roku. Ten atak odzwierciedla strategiczną transformację w Jerozolimie, niosącą poważne konsekwencje dla amerykańskich decydentów.
Przez dziesięciolecia Izrael wolał „zarządzać” konfrontacją z wrogami, zamiast ich definitywnie pokonać. Premier Izraela, Benjamin Netanjahu, zezwalał na katarskie transfery gotówki dla Hamasu, wierząc, że pieniądze kupią spokój w Gazie. Długoterminowe zagrożenie było jedynie odsuwane, a nie rozwiązywane.
Wydarzenia z 7 października położyły kres tej kalkulacji. Rzeź ponad 1200 osób i porwanie 251 innych to dla Izraela był własny 11 września. Niemal natychmiast doktrynę odstraszania – polegającą na zwłoce z reakcją – zastąpiono doktryną prewencji: Uderzyć pierwszym, uderzyć mocno i nigdy nie pozwolić wrogowi dążącemu do anihilacji na okopanie się.
Zmiana Strategiczna
Podczas gdy kiedyś Hezbollah zakładał placówki przy granicy Izraela w pobliżu Har Dow bez natychmiastowej odpowiedzi, dziś Hezbollah jest szybko i często atakowany izraelską bronią. Tam, gdzie liderzy Hamasu cieszyli się bezpiecznymi schronieniami za granicą, dziś są celami, nawet w stolicy sojusznika USA. To nie jest korekta taktyczna, lecz zmiana doktrynalna, która będzie kształtować izraelską politykę bezpieczeństwa na lata.
Dwuznaczna Rola Sojuszników
Dwaj inni sojusznicy USA, Turcja i Egipt, ostrzegali przed izraelską prewencją, jednocześnie udzielając schronienia terrorystom. Hamas, Palestyński Islamski Dżihad (PIJ) i inne grupy działają otwarcie na ich terytorium. Portal Ynet doniósł, że lider PIJ, Ziyad al-Nakhalah, cieszy się ochroną egipskiego wywiadu, podobnie jak członkowie Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny.
Izrael nauczył się jednak surowej reguły regionu: Słabość prowokuje agresję, siła zapewnia porządek. Atak Hamasu udowodnił, że terrorystów zdeterminowanych, by zniszczyć Izrael, nie da się powstrzymać ani pomocą, ani tymczasowymi rozejmami.
Iran jest najbardziej oczywistym przypadkiem. Teheran chełpił się zamiarem starcia Izraela z mapy, jednocześnie pędząc z rozwojem broni nuklearnej i rakiet. W czerwcu Jerozolima i Waszyngton prewencyjnie uderzyły w irańskie zasoby przygotowywane do ataku na Izrael. Iran dozbraja się, nabywając rosyjskie i chińskie systemy przeciwrakietowe. W obliczu nieugiętego reżimu dążącego do zniszczenia Izraela, izraelski nalot to nie kwestia „czy”, ale „kiedy”.
Dla Waszyngtonu prewencja może wydawać się destabilizująca. Jednak izraelskie uderzenia na Iran, Hezbollah i w Syrii faktycznie zmniejszyły ryzyko eskalacji szerszej wojny.
Wyzwanie Katarskie
Katar wprowadza kolejny element złożoności. Finansując Hamas i szerząc islamistyczną, antyamerykańską propagandę za pośrednictwem państwowej sieci informacyjnej Al Jazeera, emirat jednocześnie gości największą amerykańską bazę wojskową na Bliskim Wschodzie. Ta podwójna rola wymaga ponownej oceny. Stany Zjednoczone powinny wykorzystać swoją pozycję, aby zmusić Dohę do wyboru: bycia wiarygodnym sojusznikiem czy finansistą terroru.
Izrael nie jest osamotniony w prowadzeniu działań prewencyjnych na „przyjaznym” terytorium. Stany Zjednoczone zabiły Osamę bin Ladena w Pakistanie i Kasema Sulejmaniego w Iraku bez uprzedzenia, wiedząc, że lokalne rządy islamskie prawdopodobnie ostrzegłyby cele. Logika, jaką kieruje się Izrael, jest taka sama.
Lekcja Historii
Historia pokazuje, jak niebezpieczne są puste groźby. Niespełniona „czerwona linia” prezydenta Baracka Obamy w Syrii sprawiła, że Stany Zjednoczone uznano za papierowego tygrysa, ośmieliła byłego syryjskiego przywódcę Baszara al-Assada i odbiła się echem od Moskwy po Pekin. W przeciwieństwie do tego, wiarygodna siła militarna użyta rozsądnie, lecz zdecydowanie, przywraca faktyczne odstraszanie.
Stany Zjednoczone nie mogą zapomnieć lekcji 11 września. Wojujący islamizm jest cierpliwy, transnarodowy i zabójczy. Od Al-Kaidy i ISIS po Hamas i szyickich pełnomocników Iranu, grupy te celują zarówno w Amerykę („wielkiego Szatana”), jak i Izrael („małego Szatana”).
Trauma Izraela z 7 października potwierdziła ten sam wniosek: Nie ignoruj zagrożeń, nie lekceważ przeciwników motywowanych religijnie i nie analizuj regionu przez pryzmat zachodnich założeń. Prewencja nie jest lekkomyślnością; to kwestia przetrwania. Dyplomacja jest najskuteczniejsza, gdy ma za sobą wiarygodne zagrożenie militarne.
Cicha Akceptacja Arabów
Reżimy arabskie publicznie potępiają izraelskie ataki, ale prywatnie je z zadowoleniem przyjmują. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Jordania postrzegają Hamas oraz Bractwo Muzułmańskie jako zagrożenia egzystencjalne. Upokorzenie Iranu, a teraz Kataru, jest cicho celebrowane w stolicach arabskich.
Jednak przywódcy arabscy i muzułmańscy obawiają się Izraela, który staje się zbyt potężny lub nieprzewidywalny. Przez lata polegali na Jerozolimie w kwestii cichego powstrzymywania Iranu. Teraz, gdy Izrael otwarcie demonstruje siłę, muszą przekalibrować swoją politykę. Ponieważ Ameryka i Izrael już ograniczają zdolności Iranu, w krótkim okresie potrzebują Izraela mniej. To właśnie tutaj amerykańskie przywództwo staje się niezbędne, uspokajając sojuszników arabskich i jednocześnie koordynując działania z Izraelem.
Amerykański przekaz dla sojuszników arabskich powinien być jasny: Rewolucyjne i hegemoniczne ambicje Iranu pozostają niezmienne; już teraz planuje lub odbudowuje on swoje zdolności nuklearne, rakietowe, morskie, powietrzne i wojskowe. Dla umiarkowanych państw arabskich, odsunięcie Izraela na boczny tor teraz ostatecznie zaszkodziłoby ich własnym długoterminowym interesom bezpieczeństwa.
Konsekwencje dla Waszyngtonu
Dotychczas administracja Trumpa popierała izraelską prewencję w Libanie i Syrii, wzmacniając rzeczywiste odstraszanie i sygnalizując Teheranowi wspólną determinację. Uderzenie w Katar stanowi jednak przełom.
Waszyngton stoi teraz przed wyborem: Pozostać zaślepionym przez katarskie pieniądze i wpływy, albo dostosować się do Bliskiego Wschodu po 7 października, który jest definiowany przez zmieniające się sojusze i nowe realia. Oznacza to konieczność:
- Pogłębienia koordynacji wojskowej z Izraelem i narodami arabskimi w ramach CENTCOM.
- Wywierania nacisku na Katar, aby zaprzestał finansowania Hamasu i nadawania podżegających treści za pośrednictwem Al Jazeery.
- Kierowania izraelskiej polityki z dala od maksymalistycznych celów, które mogłyby zrazić partnerów arabskich, np. aneksji całego Zachodniego Brzegu.
- Wykorzystania umiarkowanych państw arabskich do przygotowania się na „dzień po Hamasie”, zapewniając, że Katar i Turcja nie zdominują areny palestyńskiej, libańskiej i syryjskiej, jednocześnie pozycjonując ZEA i Arabię Saudyjską jako głównych finansistów i siły stabilizujące.
7 października to nie tylko tragedia Izraela, to także ostrzeżenie dla Ameryki. Ideologia, która napędzała Hamas, jest tą samą, która kierowała Al-Kaidą 11 września. Ignorowanie jej grozi powtórzeniem historii.
Przejście Izraela na prewencję służy interesom USA. Silniejszy, bardziej asertywny Izrael zmniejsza obciążenie sił amerykańskich, odstrasza agresorów i narzuca porządek regionalny, w którym zagrożenia spotykają się z realnymi konsekwencjami. To nie jest lekkomyślne ani nieograniczone działanie, lecz precyzyjna, taktyczna prewencja w odpowiedzi na prowokację. Tworzy strategiczny paradygmat, który stabilizuje region, zamiast powtarzać nieudany schemat czekania, aż będzie za późno.
Lekcja jest jasna: Na Bliskim Wschodzie czekanie sprowadza katastrofę. Dyplomacja jest najsilniejsza, gdy ma za sobą wiarygodną, prewencyjną siłę militarną.
Nowa Doktryna Izraela: Uderzyć Pierwszy
Kategorie: Uncategorized


Włodku, myślę że z tymi przeprosinami Bibi po prostu nie miał wyboru. To była cena za pomoc Trumpa w odzyskaniu zakładników.
Chwała Bibi że zaakceptował takie osobiste upokorzenie dla dobra Izraela.
Mysle natomiast że chorą « tradycję « uwalniania tysięcy krwawych bandytów za kilku zamęczonych zakładników trzeba absolutnie zakończyć gdyż deprawuje ona obie strony, i gwarantuje dalsze porywanie Żydów. Jest też ona przyczyną nieskończonych cierpień i śmiertelnego szantażu wobec Izraela, nie pozwalając mu wygrać wojny nawet przy ogromnej przewadze militarnej. Taka zasada to perwersja i samobojstwo dla Izraela.
A przecież wystarczy zastosować prostą zasadę odwrócenia. Ponieważ życie Żydów jest tak cenne że ratowanie ich wymaga wszelkich środków, od dzisiaj stosujemy te środki jako metodę prewencji:
Za jednego porwanego Żyda, setki najkrwawszych terrorystow zostaną powieszone publicznie na dziedzińcu więzienia. Poczynając od rodzin samych terrorystów jeśli takowe znajdują się za kratkami. Film z egzekucji wysłany do porywaczy. A za każdy akt terroryzmu cała rodzina bandyty zostanie natychmiast deportowana do Gazy.
Bez niekończących się procedur i negocjacji.
Wystarczy zmienić prawo i je ogłosić. Arabowie taki język rozumieją i szanuja.
Ot, prosta prewencyjna metoda, pewnością sprawiedliwsza i skuteczniejsza od obecnej, w poszanowaniu odwiecznego prawa o ratowaniu zakładników za wszelką cenę.
Tę cenę mają zapłacić porywacze, nie porwani. A Izrael jest dziś wystarczająco silny żeby takie wojenne prawo wyegzekwować.
Panie Dr. Eric Mande, coś mi się wydaje że
zapomniał Pan o jednym podstawowym
fakcie: Wojna z Gaza i jej sojusznikami nadal trwa, i usprawiedliwiony atak na
Katar, był jedną z akcji obecnej wojny, a nie
domniemanej przez Pana, przyszłej wojny.
Nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości a szczególnie na takim zawistnym terenie jaki jest Bliski Wschód.
Bliska współpraca między Białym Domem
a największymi dostawcami Ropy Naftowej z krajów Arabskich, może się okazać błogosławieństwem, ale nowe ścisłe więzły
między tymi dwoma stronami, mogą zmusić Stany Zjednoczone do ograniczenia
wolności działania w czasie zagrożenia militarnego, szczególnie po zakończeniu kadencji Trumpa.
Izrael okazal jednak slabosc w wybraniu minimalnych ladunkow do rakiet wystrzelonych na Katar. O ile prawda bylo ze przywodcy Hamasu unikneli smierci bo wyszli z pokoju na ktory uderzyly rakiety i poszli do przylegajacego lokalu to ta izraelska ostroznosc jest kontynuowaniem tej slabej poprzedniej polityki.
Dokładnie tak. Izrael nigdy nie powinien okazać słabości w tym regionie pełnym węży i skorpionów.
W między czasie « Bibi » musial ostro publicznie kajać się i przepraszać za ten szaleńczy atak i obiecywać ze nigdy się nie powtórzy a Trump wydal dekret uznajacy atak na Katar równowazny z atakim na USA. Jest to publiczna degradacja Izraela do sojusznika drugiej kategori. Trump, w idróznieniu od innych prezydentów US, nie boi się Netanyahu i zupelnie zneutralizowal izraelski lobby w US, ewangielistów i AIPAC. I dlatego Trump bez większego trudu zmusil Netanyahu do popisania planu pokojowego .