Bo przecież Jezus był Polakiem

Nadeslala Lily Wysinski

lilly w 5

reunion68

Największym kłopotem Polski jest to, że ona sama siebie puści z torbami. I nie będzie do tego potrzebny żaden Żyd, tak jak nie trzeba było żadnego rosyjskiego zamachu, żeby rozbić Polskę i urządzić jej małą wojnę domową. Rozmowa z Andrzejem Stasiukiem
stasiuk
Dorota Wodecka: Uprawia pan death camp tour. Po co?Andrzej Stasiuk: Jak to po co? Jeżeli ma się możliwości, to trzeba z nich korzystać. Byłem w Majdanku i w Sobiborze. Z ojcem w Treblince i sam w Gross-Rosen, gdzie odczuwam pewną elegancję i wytworność miejsca. W Auschwitz też byłem, ale tam trudno medytować. Rozpraszają tłumy ludzi, wycieczki dzieciaków, które nie wiedzą, gdzie są i jak się zachować. W Chełmnie też jest tłumnie, ale nie na taką skalę. W miejscu obozu ludzie jeżdżą na rowerach, rolkach, matki spacerują z wózkami. Ja potrzebuję intymności, żeby się z tym mierzyć. Zapomniany Bełżec to mój favourite -death camp. Przyjeżdżam tu czasami.

Medytuje pan tutaj nad człowieczeństwem?

– Nie ma lepszego miejsca. W pewnym sensie jesteśmy szczęśliwym krajem, bo zachowując pewną niewinność, możemy brać udział w medytacji nad tak granicznym doświadczeniem. Niemcy doszli na terenach Polski do kresu człowieczeństwa i rozważania nad tym powinny być jednym z fundamentalnych doświadczeń polskości. Gdybyśmy potrafili się z tym złem mentalnie zmierzyć, bylibyśmy narodem znacznie dojrzalszym. Bo to jest też część naszego losu. I musi na nas działać.

Myśli pan tutaj o Niemcach?

– Zastanawiam się, dlaczego oni nam to zrobili. Niechby sobie w Berlinie urządzili Auschwitz albo we Frankfurcie nad Menem czy w Kolonii pod katedrą. Dlaczego u nas? Bo też byliśmy podludźmi? Rozmawiam z nimi na spotkaniach autorskich, na ogół bez nienawiści, raczej z ciekawością. Czy rzeczywiście nikt inny by sobie z Zagładą nie poradził? Czy Polacy mogliby stworzyć obozy śmierci? Może Żydzi załatwialiby sobie u nas wyjście za przysłowiową flaszkę? Zastanawiam się, czy potrafimy być tak niezmienni w uczuciach, że można by nas zaprogramować na nienawiść, która zracjonalizowana zamienia człowieka w maszynę. I myślę, że w Polsce obozy śmierci by się nie udały.

Pyta pan Niemców: Dlaczego nam to zrobiliście?

– Nie. Ale kiedy oni pytają mnie o polski antysemityzm, to się wkurwiam. Proponuję im, by się zajęli swoim antysemityzmem, bo z tego doświadczenia nigdy się nie wydobędą. Są ostatnimi, którzy mogą zwracać nam uwagę. Bo to oni spowodowali, że polscy antysemici mieli odwagę i możliwość krwawej rozprawy. Czasami, jak im tak mówię, trzaskają drzwiami i wychodzą.

Nie tliłby się antysemityzm w ukryciu, zważywszy choćby na getta ławkowe przed wojną.

– No, ale to nie było Auschwitz, to nie było Jedwabne.

Nie jesteśmy zdolni do zaprogramowanej nienawiści? Mam wątpliwości, patrząc na to, co neonaziści wyprawiają w Białymstoku.

– To są najczęściej zmarginalizowane dzieciaki, odrzucona gówniarzeria, która się nie załapuje, bo albo nie ma wsparcia w domu, albo nie rozumie tego świata. Ta nienawiść wynikająca z poczucia odrzucenia jest generowana i sterowana przez rozmaitych kolesiów, którzy zbijają na niej polityczny kapitał. Macherzy od nienawiści i przemocy podali tym dzieciakom rękę, dostrzegli ich istnienie. Nikt inny. A nienawiść to mocne, pierwotne uczucie wciągające jak narkotyk.

Jednak mimo to sądzę, że my, Polacy, jesteśmy zbyt labilni emocjonalnie. Uczucia łatwo nas dopadają i łatwo opuszczają. Polak jest neurotyczny i histeryczny i nie sądzę, byśmy mogli mordować ludzi w fabrykach śmierci, bo nie potrafimy długo tkwić w jednej emocji. Tu potrzeba było Niemca i Austriaka. Ci drudzy to dopiero są szczęściarze, bo udało im się wymazać swoją winę z powszechnej świadomości. Nieproporcjonalnie wielki procent obozowych esesmanów stanowili Austriacy. Ta szczęśliwa Austria zbudowała w czasie I wojny światowej pierwszy obóz koncentracyjny w środku Europy – Talerhof, przeznaczony dla galicyjskich Rusinów podejrzewanych o prorosyjskie sympatie. Napisałem o tym sztukę dla teatru w Grazu. Popsuję im trochę samopoczucie.

Nie wiedzą?

– Wyparli ze świadomości. Dziś w miejscu obozu, pod Grazem, jest supernowoczesne lotnisko. Została tylko Lagerstrasse, która prowadzi w stronę terminalu. Szli nią Łemkowie z Karpat i z mojego Beskidu Niskiego oraz Rusini z Bukowiny. -7 tys. ludzi. Prawie 2 tys. umarło na skutek złego traktowania, głodu, tyfusu. No, ale Austriacy byli przynajmniej na tyle przyzwoici, że zrobili ten obóz u siebie, a nie wyeksportowali go jak Niemcy.

cala rozmowe przeczytasz jak

KLIKNIESZ TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: