Uri Orlew – Biegnij Chlopcze biegnij

Nadeslala Marlena A Hubiczkowitz

marlena a hubikowitz

Uri Orlev: Żydzi przyjeżdżają do Polski z nastawieniem, że przyjeżdżają do kraju wroga

Wojna zawsze pozostanie w pamięci Europy. Ale to było przecież dawno temu – mówi Agatonowi Kozińskiemu Uri Orlev, autor książki „Biegnij, chłopcze, biegnij”
juri orlew
Urodził się Pan w Warszawie, mieszkał w niej przed wojną i w czasie niej. Jak Pan patrzy na to miasto dziś? Jak się zmieniło?
Przed wojną mieszkałem na Żoliborzu – i widzę, że dziś te osiedla są takie same. Ale całe miasto zmieniło się bardzo mocno. Gdy odwiedziłem je kilkanaście lat temu, było szare, ludzie byli smutni. Teraz wszystko się zmieniło. Dziś Warszawa jest europejskim miastem, wygląda zupełnie inaczej niż wcześniej.Warszawa przede wszystkim pnie się w górę. Miasto z Pana młodości było niskie, a dziś coraz więcej w nim wieżowców mających ponad 100 m. Jak się Panu podoba taka ewolucja?
Przed wojną nie opuszczałem Żoliborza – byłem na to zwyczajnie za mały.

Słyszałem tylko, że gdzieś w centrum, w okolicach placu Piłsudskiego, jest jakiś wysoki budynek, ale nigdy go nie widziałem.

Rozmawiamy o Pana najnowszej książce „Biegnij, chłopcze, biegnij”, której początek rozgrywa się w warszawskim getcie. Opowiada Pan w niej historię Yorama Friedmana – ale przecież Pan sam ma podobne doświadczenia. Czemu nie pisał Pan o sobie, o swoich przeżyciach?

O filmie jest wpis na blogu

KLIKNIJ TUTAJ
Opisałem historię Yorama Friedmana, ponieważ jego historia, gdy ją poznałem, niezwykle mnie poruszyła.

Najpierw on Panu opowiedział swoją historię, a potem Pan ją spisał?
Tak. On przyjechał do mnie do Jerozolimy z Tel Awiwu, by opowiedzieć swoją historię. Zaproponowałem mu, żeby on nagrał swoją opowieść na taśmę i mi ją przesłał, ale on się uparł, że mi ją opowie od razu. Poszliśmy więc do kawiarni koło mojego domu. Siedzieliśmy tam trzy godziny, a on mi opowiadał swoją historię. Uderzył mnie jeden szczegół. Widziałem, że rozmawiam z dorosłym, starszym już mężczyzną, tymczasem miałem wrażenie, że słyszę ośmioletniego chłopca. Tym mnie ujął – i w ten sposób starałem się opisać jego opowieść. Zajęło mi to dziewięć miesięcy. Co chwila dzwoniłem do Yorama, by dopytać o jakieś szczegóły – i okazywało się, że on sobie przypomina coraz więcej detali. Uderzyło mnie, że najlepiej pamięta sytuacje skrajne – wyjątkowo ciężkie albo zaskakująco przyjemne. One były jak stacje – z postojów na nich pamiętał każdy szczegół, umiał odtworzyć z pamięci dokładne rozmowy.

Rzeczywiście, w książce uderza fakt, że jest ona napisana z perspektywy kilkuletniego chłopca. Dziecka, które nawet nie zna słowa „szmalcownicy” i mówi o „chuliganach”. 
Szmalcownicy byli przede wszystkim w miastach, tymczasem Yoram większość czasu spędził w lesie, w Puszczy Kampinoskiej.
W Pana książce uderza różnorodność doświadczeń Yorama Friedmana. Ona na przemian spotyka Polaków, którzy mu pomagają, i takich, którzy chcą go wydać Niemcom. Ja tego nie wymyśliłem, tak opowiadał mi Yoram. W niektóre historie naprawdę trudno było uwierzyć. Na przykład w to, że w pewnym momencie spotkał ojca. Tak po prostu, na polu kapusty. To niewiarygodne, ale rzeczywiście miało miejsce. Sam, gdybym chciał napisać podobną książkę, nie wymyśliłbym tego.

Zapytałem o Polaków gotowych wydawać Żydów Niemcom, w Polsce bowiem od kilku lat trwa dyskusja na ten temat zapoczątkowana publikacjami Jana Tomasza Grossa.
Ale przecież ten problem mają nie tylko Polacy. Holendrzy też. Pytanie, dlaczego dziś w Izraelu tak kochają Holendrów i jednocześnie tak nienawidzą Polaków. Przecież Holendrzy tak samo wydawali Żydów w czasie wojny jak Polacy.

Czym Pan tłumaczy tę różnicę?
Polaków znienawidzili ci Żydzi, którzy przeżyli Holokaust. Tak bardzo, że można było odnieść wrażenie, że za Zagładę odpowiedzialni byli nie Niemcy, tylko Polacy właśnie. Być może brało się to stąd, że ci „Holocaust survivors” uważali, iż Polacy ich zdradzili.

Ale wielu Polaków pomagało też Żydom w czasie wojny.
Zgadza się, sam tego doświadczyłem. W czasie wojny byłem małym chłopcem, ukrywałem się razem z bratem na strychu u zaprzyjaźnionej rodziny mieszkającej na Mokotowie. Jednego dnia zbyt głośno się bawiliśmy i ściągnęliśmy uwagę sąsiadów, którzy zawiadomili policję. Po chwili na strych przyszedł mężczyzna w cywilnym ubraniu i usiadł na łóżku Kazika, mojego młodszego brata. Obok niego stali żołnierze, których wyciąłem z papieru. Ten mężczyzna ich nie podeptał. Zamiast tego zaczął wypytywać Kazika, co my robimy na strychu, czemu nie jesteśmy w szkole. Kazik nie odpowiadał. Chciałem odpowiedzieć za niego – mieliśmy opracowaną legendę o tym, że przyjechaliśmy do ciotki ze Lwowa. W końcu policjant zaczął pytać mnie. Opowiedziałem, że nasza mama trafiła we Lwowie do szpitala, a nami opiekuje się ciocia, ale ten policjant szybko mnie przyłapał na kłamstwie. Ale potem powiedział, że nas nie zabierze i że przekaże na gestapo, że jesteśmy polskimi dziećmi. Wtedy Kazik odezwał się po raz pierwszy. – To pan nie jest złym człowiekiem? – zapytał. Policjant objął Kazika, a potem ruszył w kierunku drzwi. – Ja jestem złym człowiekiem – rzucił wychodząc. Do dziś się zastanawiam, czemu się tak zachował, czemu nas nie wydał.

Caly ten ciekawy wywiad znajdziesz jak

KLINIESZ TUTAJ

One Response to “Uri Orlew – Biegnij Chlopcze biegnij”

  1. JA NIE WIDZE POLSKI KRAJEM WROGOW. PRZEZYLEM W POLSCE NIEMALO SZCZESLIWYCH CHWIL. POLSKA BYLA, JEST I BEDZIE MOJA DRUGA OJCZYZNA. NIE WROCE DO POLSKI, ALE JEJ NIE ZAPOMNE I MOJE DZIECI WIEDZA, GDZIE ZNAJDUJA
    SIE MOJE I ICH KORZENIE. SA ZYDAMI I IZRAELCZYKAMI, ALE MAJA DUZO Z HISTORII
    I KULTURY POLSKI.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: