Kim jest bialystoker? Czyli o specyfice grodu nad Białą

Nadeslal TPKZ Bialystok

tpkz bialystok

Dzieci ze szkoły żydowskiej w Białymstoku. Rok 1938

Dzieci ze szkoły żydowskiej w Białymstoku. Rok 1938 (Fot. Bolesław Augustis)

Czy wiemy o tym, że w Izraelu istnieje miasto Białystok, a w Nowym Jorku przez wiele lat Białystok kojarzył się – i to bardzo pozytywnie – z prężnie działającą społecznością migrantów? O tym wszystkim przeczytać można w książce „Żydowski Białystok i jego diaspora” Rebeki Kobrin.

Publikacja amerykańskiej działaczki opowiada o przeszłości naszego miasta i o jego historycznych mieszkańcach, którzy do Białegostoku tęsknili z najróżniejszych kontynentów, krajów i miast. Rebeka Kobrin napisała książkę o żydowskich mieszkańcach Białegostoku, którzy z różnych przyczyn od końca XIX w. emigrowali do takich państw jak Stany Zjednoczone czy Palestyna, a później również do Argentyny, a nawet Australii. Jak pokazuje autorka, ich przywiązanie do Białegostoku było bardzo silne i tworzyło transnarodową wspólnotę bialystokerów.Pozytywne skojarzeniaDla większości obecnych białostoczan ich miasto zostało zbudowane przede wszystkim przez ród Branickich. Zdecydowanie rzadziej (choć trzeba przyznać, że coraz częściej) pamięta się o rzeszach żydowskich czy niemieckich fabrykantów, drobnych rzemieślników czy w końcu robotników, którzy na przełomie XIX i XX w. swoją codzienną pracą kładli pod to miejsce ekonomiczne podwaliny. Nieprzypadkowo nazywano wtedy Białystok „Manchesterem Północy”, odnosząc się do wyobrażenia miasta przemysłowego (związanego przede wszystkim z przemysłem włókienniczym) i społecznie radykalnego (Białystok znany był ze strajków robotniczych i silnych związków zawodowych). Oczywiście obraz ten nie mógł być sielankowy, ponieważ wiązał się z silnymi konfliktami i nierównościami społecznymi, z biedą, która często była czynnikiem decydującym o emigracji.W pojawiających się w książce Rebeki Kobrin opowieściach emigrantów wyraźnie widać ówczesną specyfikę Białegostoku. W Stanach Zjednoczonych czy Argentynie nasze miasto było kojarzone z ludźmi pracy, rzemieślnikami i robotnikami. Hasło „bialystoker” wywoływało bardzo pozytywne skojarzenia ze współpracą ponad podziałami politycznymi czy religijnymi, gęstą siatką szkół, organizacji społecznych bądź to o charakterze samopomocowym (działania skierowane na emigrantów), bądź niosącym pomoc rodzinnemu miastu.

Bialystoker znaczy dużo więcej

Co więcej, żydowscy emigranci z Białegostoku tworzyli bardzo specyficzną diasporę – ich symbolicznym „domem” nie był Erec Izrael czy Jerozolima, ale właśnie Białystok. Znamienny jest cytowany fragment wypowiedzi dyrektora izraelskiej grupy teatralnej Habima: „Ja nie jestem po prostu z Białegostoku, ja jestem bialystoker, a to znaczy dużo więcej”. Podkreślenie lokalnego patriotyzmu, pielęgnowanie pamięci o rodzinnym mieście były bardzo ważnymi elementami opowieści bialystokerów. Kontrastuje to wyraźnie z opinią widoczną w międzywojennym Białymstoku (np. w prasie z tego okresu), że Żydzi nie byli „prawdziwymi” białostoczanami – że byli przyjezdnymi, kulturowo dla tego miejsca obcymi.

Obraz żydowskich mieszkańców w książce Rebeki Kobrin jest zupełnie inny: białostoccy Żydzi, którzy wyemigrowali z miasta, bardzo za nim tęsknili i współpracowali ze sobą dla jego dobra. Czuli się białostoczanami na tyle mocno, że inwestowali tu swoje pieniądze, co w konsekwencji okazało się jednym z ważniejszych czynników jego rozwoju w okresie międzywojennym. We współczesnym Białymstoku o tym aspekcie praktycznie się nie wspomina.

Lokalna amnezja

Skąd bierze się ta „lokalna amnezja pamięci”? Białystok przez cały XIX w., po okres międzywojenny był wewnętrznie niezwykle zróżnicowany: mieszkali tutaj przedstawiciele wielu narodowości i religii. Mówiono w nim przede wszystkim w jidysz, po rosyjsku i po polsku. Ze współczesnej perspektywy trudno sobie wyobrazić, jak ówczesne realia różniły się od dzisiejszych. Tragedia Zagłady w sposób nieodwracalny i drastyczny zmieniła Białystok i jego mieszkańców. Po wojnie, w nowych uwarunkowaniach politycznych, wielokulturowa przeszłość miasta nie stała się przedmiotem zainteresowania lokalnych decydentów, nie była też ważna dla nowych mieszkańców, którzy powojenny Białystok traktowali zazwyczaj jako swoistą ziemię niczyją. Nowi powojenni „mieszczanie” w dużej mierze pochodzili z okolicznych wsi, dlatego oswajali miejską przestrzeń bez historycznego kontekstu. Miasto zostało pozbawione nie tylko przedwojennej populacji mieszkańców, ale również architektonicznej czy przestrzennej pamięci. Białystok, zniszczony w konsekwencji działań wojennych, odradzał się przez nową architekturę oraz rozwiązania urbanistyczne. Oczywiście niektóre fragmenty przeszłości zostały odrestaurowane (np. Pałac Branickich czy kamienice przy Rynku Kościuszki), ale dotyczyło to wyjątkowych „wysp” w centrum miasta. Do niedawna przedwojenny Białystok można było jeszcze spotkać w charakterystycznych dzielnicach z drewnianą zabudową (Bojary czy Chanajki). Jednak i one zniknęły na naszych oczach, nie wytrzymując próby sił z agresywną ekspansją deweloperów oraz aspiracjami lokalnych władz i mieszkańców do budowania lokalnej metropolii.

Tereny te stają się kolejnym miejscem wielorodzinnej zabudowy mieszkaniowej, bez przeszłości i bez pamięci.

Folderowa wielokulturowość

Po przełomie 1989 r. pamięć o żydowskich czy niemieckich mieszkańcach zaczęła powracać. Pojawiły się pierwsze tłumaczenia wspomnień o przedwojennym Białymstoku, albumy z pocztówkami czy zdjęciami z tego okresu, publikacje naukowe.

W przestrzeni miejskiej zaczęto również zaznaczać przeszłą obecność żydowskich mieszkańców – postawiono pomnik upamiętniający tragedię spalenia Wielkiej Synagogi, uporządkowano i zadbano o cmentarz żydowski przy ul. Wschodniej, wytyczono szlaki turystyczne podkreślające wielokulturową historię miasta. Powrócono również do postaci Ludwika Zamenhofa i idei międzynarodowego języka esperanto, choć w tym przypadku żydowskie pochodzenie jego twórcy nie jest raczej podkreślane. Wielokulturowa przeszłość Białegostoku stała się jednym z kluczowych elementów budowania marki miasta w jego kampanii promocyjnej.

Jednak w tych działaniach wciąż korzysta się z ogólników, dość oględnych sformułowań na temat zróżnicowania etnicznego czy religijnego mieszkańców. Można nazwać tę strategię „folderową wielokulturowością”, która atrakcyjnie wygląda w przewodniku, ale trudniej na niej zbudować prawdziwą, głęboką tożsamość miejsca.

Badania na temat pamięci lokalnej z 2010 r., których jestem współautorką, wyraźnie pokazują, że białostoczanie są dotknięci „lokalną amnezją”, jeśli chodzi o wielokulturową przeszłość ich miasta. Zdecydowana większość wie, że przed II wojną światową w Białymstoku mieszkali przedstawiciele różnych narodowości. Nie rozpoznają jednak żadnych konkretnych miejsc, wydarzeń czy postaci związanych z jego wielokulturową historią.

Książka Rebeki Kobrin o diasporze żydowskich emigrantów przybliża nam nową perspektywę – dzięki niej możemy zobaczyć Białystok oczami jego przedwojennych mieszkańców, przebywających na różnych kontynentach, tęskniących za nim i budujących swoją tożsamość na emigracji w oparciu o pochodzenie z Białegostoku. Mam nadzieję, że dzięki tej wiedzy zawartej w książce „Żydowski Białystok i jego diaspora” perspektywa ta zostanie włączona w naszą pamięć – współczesnych bialystokerów – i odnajdziemy nową pozytywną narrację o naszym mieście.

z17080804Q,_Zydowski_Bialystok_i_jego_diaspora__Rebeki_Kobrin* Katarzyna Sztop-Rutkowska jest pracownikiem naukowym Instytutu Socjologii UwB i prezesem Fundacji „SocLab”.

http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,17080648,Kim_jest_bialystoker__Czyli_o_specyfice_grodu_nad.html#ixzz3L3TS6Kkut:

One Response to “Kim jest bialystoker? Czyli o specyfice grodu nad Białą”

  1. Zeev Cynamon 08/03/2015 at 18:33

    NIe ma w Izraelu miasta Białystok .

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: