Wanda Melcer „Czarny Ląd” Wiadomości Literackie” z roku 1935

WANDA MELCER

Te dziwne, dzikie, bezsensowne w naszem pojęciu ceremonje, którym poddana zostaje młoda Żydówka przed ślubem i po ślubie, są pozornie niewinną rozrywką, jak zwykle pozostałości odwiecznych kultów. Gorzej jednak, że noszą one w sobie zaródź najstraszniejszych powikłań w przyszłości.

Żydowski ślub religijny nie jest bowiem ważny wobec władz państwowych, o ile nie jest poparty ślubem cywilnym. Ponieważ jednak wizyta u rabina bardzo mało kosztuje, a formalności urzędowe wymagają papierów w porządku, starania, chodzenia i opłat, wynoszących razem około trzydziestu złotych, ślub zaś cywilny, w mniemaniu religijnej Żydówki, w niczem nie doda jej splendoru, – w warstwach mało oświeconych zwykle zaniedbuje się tego uczynić. Młoda mężatka jest więc naprawdę „związana przed lwem”, czyli wydana całkowicie na łaskę i niełaskę swojego małżonka.

Byłoby pięknie, gdybym tu mogła napisać, że zwykle obchodzi on się z nią dobrze. Niestety, nie mogę tego zrobić, przeciwnie, muszę stwierdzić, że mężczyzna-Żyd wyzyskuje często przeważające swoje wobec kobiety stanowisko w sposób zupełnie bezwzględny, unieszczęśliwiając ją na całe życie, czyniąc ją zupełnie „an outcast of the island”, istotą wyjętą spod prawa, wegetującą swoją skromną, uginającą się pod brzemieniem ogromu zadań egzystencją naprawdę na marginesie życia i wszelkich naszych obyczajów.

Za najdrobniejsze odstępstwo od ogólnie przyjętych zwyczajów grozi jej rozwód, a zaraz zobaczymy, jakie to mogą być odstępstwa. Pewnego razu był u mnie szklarz, Żyd, który wprawiał mi zbitą szybę. Nie wiem już, przy jakiej okazji zapytałam go się o rodzinę żydowską. Odpowiedział mi na to z dumą: „To tylko u gojów słyszy się o tem, że w rodzinie ludzie źle żyją. Rodzina żydowska jest czysta, u nas się to nie zdarza”. Bardzo mnie wtedy te słowa zastanowiły. Ponieważ było to wiele lat temu, a codzień prawie spotykam panią szklarzową, jak wywozi na spacer nowe jakieś dziecko, gotowam wierzyć w takie enuncjacje. Wszystko jest jednak dobrze, jeżeli mężczyzna, który wziął sobie żonę, jest moralny i ma poczucie odpowiedzialności. Jeżeli tak nie jest, kobieta jest zupełnie bezbronna.

Rodzina prawowiernego Żyda jest czysta, to znaczy że czysta i wierna jest ortodoksyjna kobieta. Już w najdawniejszych czasach groziło jej ukamienowanie za wiarołomstwo, a dziś także za najlżejszem posądzeniem mąż może ją zmusić do rozwodu. W zasadzie Żyd jest też obowiązany do wierności małżeńskiej, jak to wskazuje chociażby symboliczna szata, którą nakłada przy ślubie, ale ponieważ to on żąda i otrzymuje rozwód, ponieważ dalej w papierach jego nie jest wcale zaznaczone, iż jest żonaty, obowiązek wierności jest czystem złudzeniem. Opowiadano mi, że pewien komiwojażer miał dwadzieścia żon w różnych miasteczkach Polski i nietylko nie można go było zmusić, żeby jedną z nich uznał wreszcie za legalną i ślub z nią ślubem cywilnym „poprawił”, ale nawet nie było można mu dowieść wielożeństwa. Żeby wziąć ślub, wystarczy przyjść ze świadkami i dziewczyną do rabina, a rabin natychmiast, o nic się nie pytając, ślubu tego udzieli.

Czegóż więcej potrzeba ludziom niesumiennym i ciemnym – dla zachęty do handlu żywym towarem? Dziewcząt nie brak, a złudzone magicznem słowem „ślub”, idą na lep wszystkich obiecanek. Zato dla porzuconej zaczyna się teraz prawdziwa gehenna.

Towarzystwo ochrony Żydówek zarzucane jest bezustanku prośbami kobiet, które wzywają i szukają pomocy. Te porzucone kobiety, których mężowie przepadli często bez wieści, to są osławione „aguny”, plama nie do zmycia na prawodawstwie ortodoksyjnem.

„Aguna”, to Żydówka, której mąż przepadł bez wieści. Osamotnione, pozostawione bez środków do życia z nieprawdopodobną często ilością drobnych dzieci, będące poza prawem kraju, w którym żyją, „aguny” tworzą właściwie odosobnioną, gorszą, we wszystkiem niższą klasę ludzi. Podczas wojny ilość ich powiększyła się niepomiernie, szeregi ich wzrosły do tysięcy, ale i teraz mnoży się ciągle ich liczba wskutek niesumienności i nieuczciwości mężczyzn, którzy emigrują, ukrywają się w rozmaitych miasteczkach i miastach kraju, zawierając nowe związki, żeby nowe kobiety zostawić obarczone dziećmi i pogrążone w ostatecznej niedoli. Sytuacja społeczna „aguny” wynikła z przepisu, że nie może ona zaślubić innego mężczyzny, ani ślub jej nie może zostać rozwiązany, jeżeli nie ma świadków, którzy byli przy zgonie jej męża, albo jeżeli nie dostała z jego ręki rozwodu.

Czytałam wstrząsające listy takich „agun”. Jedna z nich, obarczona pięciorgiem dzieci, przyszła potem osobiście do towarzystwa opieki, z błaganiem o ratunek i odszukanie jej męża. Nie była to wdowa wojenna, bynajmniej. Mąż jej po zawarciu z nią ślubu religijnego i spłodzeniu pięciorga dzieci, opuścił ją na niewiadome przeznaczenie. Opiekunka pyta:

– A „ksyba” była?

Calosc KLIKNIJ TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: