Filmy i ksiazki

Jachiel Rajchman. Świadectwo z Treblinki.

1.

„(…)Szybko zabierają się do pracy, bo przyjechał transport i trzeba przyjąć ofiary.
Potem zostaje wypuszczona grupa „dentystów”. Biegną szybko do swojej celi. Muszą prędko złapać dentystyczne obcęgi i biec na plac, żeby sprawdzić trupy i wyrwać z ich ust sztuczne zęby.
Po „dentystach” zostaje wypuszczona grupa stolarzy. Ich praca polega ma stawianiu baraków i budynków wewnątrz obozu.
Po nich idzie grupa zwana „szlauch”. Ich pracą jest uprzątanie krwi po zmarłych. Wszystko zostaje posypane piachem, ażeby nie pozostał żaden ślad. Po oczyszczeniu drogi wpuszcza się ich do komór gazowych, żeby umyli ściany i podłogę. Nie może pozostać ani jedna kropla krwi. Drzwi do komór zostają zamknięte i malarz zamalowuje na świeżo ściany. Wszystko musi być nieskazitelne na przyjęcie nowych partii ludzi do cel.
Po „szlauch-brygadzie” idzie grupa zwana „rampa”. Są to Żydzi pracujący w komorach gazowych, kiedy transport zostaje już zagazowany. Jest człowiek, który wskazuje, kiedy należy odsunąć od zewnątrz klapę, a wtedy grupa pracujących w „rampie” musi wyrzucić stamtąd trupy. Jet to niezwykle ciężka praca, ponieważ trupy ciasno przylegają do siebie nawzajem.
Po „rampie” wchodzi grupa pracujących w kuchni. Pozostali zostają przeliczeni. Cześć z nich musi być zabrana do przenoszenia zwłok, a pozostali do piasku. Spostrzegam, że ci którzy są tu kuż od kilku dni, starają się wykręcić od dźwigania piachu ponieważ Scharführer tej grupy, zwany Białym , jest mistrzem w strzelaniu. Na apelu pojawia się często sam, ponieważ wystrzelał wszystkich swoich robotników co do jednego.”

2.

„Trzeba zaznaczyć, że kiedy zacząłem pracować w obozie śmierci, były w nim czynne dwa budynki, w których gazowano. W tym większym było dziesięć komór, a każda mogła pomieścić do czterystu osób. Jedna komora miała siedem metrów na siedem. Ludzie byli w niej stłoczeni jak śledzie w beczce. Gdy jedna komora się zapełniała, otwierano następną itd. Mniejsze transporty kierowano do mniejszego budynku, w którym znajdowały się trzy komory gazowe, każda z nich mieściła od czterystu pięćdziesięciu do pięciuset osób. W tym budynku gazowanie trwało około dwudziestu minut, podczas gdy w nowszym – około trzech kwadransów.
W dni, w które panowie byli zawiadamiani telefonicznie (…), że nazajutrz nie będzie żadnego transportu, mordercy z czystego sadyzmu zostawiali ludzi zamkniętych w komorach gazowych, żeby się udusili z braku powietrza. Pewnego razu stali tak czterdzieści osiem godzin, a kiedy otwarto klapy, część osób jeszcze się męczyła, dawała oznaki życia.
Ciała były spuchnięte i sczerniałe. Esesmani albo Ukraińcy mieli zwyczaj zaglądać przez okienka, żeby zobaczyć czy wszyscy już są nieżywi i czy można otworzyć klapy.”

(Jachiel Rajchman, Ocalałem z Treblinki. Wspomnienia z lat 1942-1942, z jidysz przełożyła Bella Szwarcman- Czarnota, Posłowie: Ewa Kamińska – Frejlak, Czytelnik – Warszawa 2011)

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.