Ludwik Lewin o „Żabie pod językiem”

Nie bójcie się połknąć tej żaby Książka Marka Tuszewickiego o medy-cynie ludowej Żydów aszkenazyjskich jest książką przewrotną. Ta przewrot-ność zaczyna się już na okładce, na któ-rej umieszczono fotografię aptekarzy z aptecznymi pólkami w tle, obrazek tak na oko z pierwszej ćwierci XX wieku. Pokolenia wychowane po Shoah, zasko-czone będą praktykami przodków sprzed ponad stulecia. Zarówno ich prymitywnie magicznym myśleniem, jak i codziennym zanurzeniem w talmud i literaturę talmu-dyczną. Praktycznym zmysłem i znajomo-ścią ziół i roślin, jak i stosowaniem środków, nie zawsze koszernych i takich, od których dzisiejszy czytelnik natychmiast robi się chory. Oraz jakże modną ostatnio świado-mością, że najlepiej leczy i zapobiega cho-robom odpowiednie żywienie. Nawet jeśli „odpowiednie” to zupełnie co innego w XIX niż w XXI wieku. Jak w kołysance, cytowa-nej w jidysz i przetłumaczonej w przypisie: „Śpij moje dziecko, śpij!/ Tata przyniesie kurczaka,/ Mama przyniesie jabłuszko/ Główka wyzdrowieje/ Mama przyniesie ro-sołku,/ Brzuszek wyzdrowieje./ Mama przy-niesie kaczuszkę,/ Rączka wyzdrowieje”…W tym zestawie najmniej dziwi rosół, któ-ry niezależnie od twierdzeń dietetyków, wciąż pozostaje „żydowską penicyliną”. Dzięki książce Marka Tuszewickiego do-wiedziałem się, że dobroczynne działanie tej zupy, w jidysz jojch, jest kabalistyczne, gdyż nazwa odpowiada literom psalmu 91. A więc to król Dawid jest tu Flemingiem. Ponieważ straszny ze mnie łakomczuch, zwracam uwagę na leczenie jedzeniem, ale „Żaba pod językiem” to omówienie wielu innych recept i receptur, statusu le-czących, jak i stosunków z nieżydowskim społeczeństwem, często skomplikowa-nych i niejednoznacznych, gdy szło o rato-wanie zdrowia. U autora, młodego pracownika Instytutu Judaistyki, zadziwia głęboka znajomość traktatów talmudycznych, jak i swoboda, z jaką porusza się pomiędzy językami Ży-dów aszkenazyjskich – jidysz, loszn kojdesz (hebrajskim), zapożyczeniami z polskiego, białoruskiego, ukraińskiego. Trzydziesto-pięcioletni dr Marek Tuszewicki, obecnie również nauczyciel jidysz, z przesadną skromnością stwierdza, że biblijne źródła zbadali już jego poprzednicy, a hebraj-ski i jidysz doskonalił na kursach w Wilnie, Strasburgu, Jerozolimie i Nowym Jorku. Jakby w podróży łatwiej język się rozwią-zywał. Fascynacja historią i kulturą Żydów zaczęła się, jak mówi, od zainteresowania śladami obecności żydowskiej w rodzin-nym Płocku. Studia judaistyczne zbliżyły go do żydostwa, ale nie tylko. Pozwoliły inaczej spojrzeć na sprawy mniejszości i niestety, również na to, jak źle dziś toczy się świat. Chciałbym mieć nadzieję, że lecznicze me-tody naszych pradziadków sprowadzą go na lepszy tor. A co żaba robi pod językiem? Ta żaba to nie żaba, to choroba, torbiel ślinianki podjęzy-kowej, którą może żabą wyleczyć można. A więc do książki! Skończyłem, raz jeszcze spojrzałem na noworoczną okładkę i przy-pomniało mi się, że grabarzowi i lekarzowi dobrego roku się nie życzy.

Ludwik Lewin

Recenzja ukazala sie w ” Slowie Zydowskim ”

Rozmowa z Markiem Tuszewskim

Przyslala Ewa G

reunion-691.jpg

 

 

Wszystkie wpisy Ludwika

KLIKNIJ TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: