MAŁŻEŃSTWO WKRĘCA ŚRUBY

Marian Marzynski

 

Według mojej teorii JATYJA – nawet w najbardziej kochających się małżeństwach (nie mówiąc o kiepskich), trwa walka o własne JA.


Od kilku dni Grażyna i ja (54 lata po ślubie) toczymy taką batalię na dwudziestym pierwszym piętrze z widokiem na Ocean Atlantycki,  przylegające do niego kanały i miasto Miami, w mieszkaniu, do którego IKEA dostarczyła kilkadziesiąt tekturowych pudeł z elementami naszych mebli,  a w nich  płyty drewniane, metalowe okucia do nich, śrubki i śrubeczki, każda z nich inna, nawet narzędzia przysłali do skręcania, wszystko, co przyszło płaskie, ma się wypełnić powietrzem.

Grażyna — architekt, od ponad pół wieku czyta rysunki techniczne, zafascynowanemu umiejętnościami żony mężowi, który jest filmowcem, wydaje się, że budownictwo (w tym przypadku ze skomplikowanych klocków), jest podobne do montażu filmowego: z chaosu obrazów i dźwięków powoli wyłania się fizyczny kształt  utworu,

W takim stanie ducha  maż przystępuje do współpracy z żoną, która dziesięć lat  temu zrobiłaby to sama i dwa razy szybciej, ale dziś potrzebny jest jej dodatkowy kręgosłup, bo montaż wymaga ciągłego schylania się.

Często akcja dzieje się  na podłodze, gdzie krzyżują  się nam ręce,  to znów  mój łokieć ociera się o jej plecy, albo ona swoim kolanem szoruje po moim brzuchu, potem przenosimy się na stół, a wtedy ja usłużnie podstawiam  jej pod tyłek krzesło. Innym znów razem wszystko odbywa się na stojąco.

Grażyna  oczy ma wpatrzone w rysunki i wolnymi ruchami dobiera ustawione przez męża elementy do montażu, temperament filmowca pcha małżonka do przodu:  wydaje mu się, że zrozumiał  budowana  przez nich przestrzeń i zakłóca spokój żony, która kojarzy mu się ze skoczkiem narciarskim w powietrzu, z podręcznikiem do skakania w ręku.

— Ne mądrzyj się – mówi Grażyna — rób, co masz robić, wkręcaj śruby w dziurki, które ci zaznaczyłam i przestań z tym MISIE, “mi się wydaje” nie istnieje, wszystko jest narysowane.
— Dobrze, będę krętaczem, ale wydaje mi się, ze stać mnie na coś więcej.
— Znów te misie, dobrze, wbijaj bezpłciowe. (Tak nazwaliśmy śruby plastykowe z nieostrym gwintem, których się nie wkręca, a monotonnie wbija młotkiem, żeby się w drzewie zakleszczyły).
— A mógłbym również zająć się drewnianymi czopkami?
— Nie, bo nie udrożnisz różnych grubości, a jak wbijesz za głęboko, to się nie wyjmą (nieprawda: można je łatwo wsadzać i wyjmować), trzymaj mi palcem tę nogę, ale prosto, niech się nie kiwa, ja zacznę wkręcać, a ty dokończysz, co ty robisz?, znów otwierasz nową paczkę?, Wszystko mi się pomyli.
— Utrzymuję front robót – tłumaczy się mąż – trzymanie nogi zajmie mi chwilkę, a co potem?
— Segreguj śrubki, tylko nie pomyl się jak wczoraj, każdy rozmiar ma być w innej przegródce.
Pojednanie następuje przy montażu szuflad do nocnego stolika. Wciąż śledząc rysunek, Grażyna składa jedną szufladę, a przy drugim stoliku mąż-filmowiec, z własnej pamięci wizualnej, montuje drugą.

— No i jak ci się podoba? – pyta maż.
— Plecy przybiłeś na odwrotną stronę.
— Mogę to łatwo zmienić,
— Zostaw, może tak być – mówi żona i po raz pierwszy od czasu montażu uśmiecha się do męża.
Po tej wymianie uśmiechów granie w JATYJA zaczyna ich nużyć. Równouprawnieni, podziwiają  talenty projektantów ich mebli.  Wzrasta tempo montażu.

Wszystkie wpisy Mariana

TUTAJ

Małżeństwo wkręca śruby

One Response to “MAŁŻEŃSTWO WKRĘCA ŚRUBY”

  1. No błagam, tylko nie Ikea. Podziwiam efekty myśli twórczej skandynawskich projektantów mebli (teraz się mówi „dizajnerów”), ale w zderzeniu z wagą (w sensie dosłownym) licznych książek w mojej biblioteczce, ich cienkie jak piórko półki wyginają się niebezpiecznie (niczym młodociane mistrzynie w gimnastyce artystycznej), burząc moje poczucie harmonii linii prostych. Przerzuciłem się wprawdzie już dawno temu na Kindle’a, zadowolony, że w podręcznym bagażu mam zapas setek ciekawych książek do przeczytania, ale sentyment do słowa i obrazu na papierze, zapachu druku, szelestu przewracanych kartek pozostał niewypleniony z moich starych zwojów mózgowych. Dlatego zakupiłem solidne meble z wyprzedaży po upadłej firmie – ciężkie jak diabli i odpadło skręcanie oraz zbijanie ich z deseczek, śrubeczek i innych -eczek, ale za to z czystym sumieniem mogę tam władować dziesiątki kilogramów wiedzy, nie obawiając się, że w środku nocy obudzi mnie nagle jakiś dziwny, głośny trzask łamanej półki i lecących książek (atak kosmitów! – teraz wszyscy się tego obawiają, bo na każdym kroku – np. w biurach, urzędach i restauracjach – widzę na niektórych drzwiach tabliczki z napisem „Obcym wstęp wzbroniony!”).
    Gratuluję wspaniałego rezultatu (54 lata razem) – to jest wynik, przy którym bledną wszystkie olimpijskie rekordy (nawet te napędzane przeciwastmatycznymi sterydami). Powstaje tylko pytanie, jak znaleźć taką „połówkę”, która wytrzyma z nami tyle lat? Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: