.Jestem znów Zydem cz 15

Szlomo Adler

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


Zachwianie wiary

Te wydarzenia osłabiły moją wiarę w Boga, który wciąż milczał. Nie odpowiadał na moje powtarzające się pytania, szczególnie, kiedy pytałem: dlaczego?  Uczono mnie, że ten kto ma całkowitą wiarę dostanie pełną odpowiedź. Przecież według Biblii nasi praojcowie pytali i dostawali odpowiedź.   Byłem naiwnym dzieckiem.

A tymczasem przerażające wydarzenia i nowe zakazy goniły jedne za drugimi.  Na ścianach i płotach w całym mieście pojawiły się obraźliwe afisze: “Żydzi i szczury są pasożytami. Żydzi roznoszą wszy i tyfus. Strzeż się Żyda!” To było jeszcze przed nakazem noszenia opaski z gwiazdą Dawida na ramieniu. Nagle wyszedł nowy rozkaz oddania wszystkich futer przez Żydów. Rodzice ukryli drogie futra u naszych chrześcijańskich przyjaciół. Tańsze futra cięliśmy na małe kawałki i próbowaliśmy spalić, ale zapach był tak okropny, że nie dało się go znieść.  Baliśmy się, że wrogo nastawieni sąsiedzi lub przypadkowo przechodzący policjanci poczują ten swąd. To mogło się skończyć karą śmierci. Musieliśmy zrezygnować z palenia pozostałości futer i zamiast tego wrzuciliśmy je do dołu sanitarnego.

Już cztery miesiące minęły od pierwszej akcji.  Wszystko zaczęło wracać do normy. Śmierć mojej babci i wujka Hermana, oraz samobójstwo Dr. Raifaizena, zmieniły sposób myślenia moich rodziców.  Zaczęli planować co zrobią w czasie następnej akcji.  Postanowili, że trzeba będzie uciec z miasta. Znajomy ksiądz wystawił ukraińskie świadectwo urodzenia mojej siostrze i obiecał jej pracę w cerkwi w Glina Nawari, małym miasteczku niedaleko Lwowa. Tam jej nikt nie znał i nikt nie będzie zadawać pytań.  Moja siostra była blondynką i miała niebieskie oczy. Mówiła płynnie i bezbłędnie po ukraińsku i po polsku. Wszyscy namawialiśmy ją do opuszczenia rodzinnego domu, w ukraińskim przebraniu. Ale gdy zbliżył się dzień, gdy miała opuścić dom, stało się nieszczęście. Jej przyjaciółka, która miała ukraińskie dokumenty, została złapana we Lwowie. Zastrzelono ją tego samego dnia.  Moja siostra Musia tak się przestraszyła, że postanowiła zostać w domu. Powiedziała: „To co się stanie z wami, stanie się też ze mną.” Tak więc moja siostra zdecydowała się pozostać z nami i nie użyć tych fałszywych dokumentów, dostarczonych przez dobrego księdza, a takich nie było wielu. Moi rodzice zaczęli przygotowywać niezbędne rzeczy, które zabierzemy ze sobą na Węgry. Niemiecki dyrektor Herdinger, ten który zatrudniał ojca, miał nas tam przewieźć. To on zaproponował, aby całą naszą rodzinę przewieść na Węgry, bo jak powiedział, tam nie ma niebezpieczeństwa dla Żydów. Tutaj, nie mógłby nas ochronić. Ojciec siedział z nim przez wiele godzin i planowali ucieczkę. W końcu zdecydowali, najbliższej wiosny, że Herdinger przyjedzie ciężarówką i przewiezie naszą rodzinę na Węgry. Tymczasem Żydzi zaczęli się ukrywać i sprzedawać nieruchomości, przeważnie Polakom.  Mówili: „Nasze warunki się bardzo pogorszyły, oddaliśmy prawie wszystko na kontrybucję.”  
Życie niby wyglądało normalnie, ale pod powierzchnią wszystko kipiało. Ojciec ukrył duże ilości biżuterii i złotych monet, myślę, że planował je wydostać przed naszym wyjazdem na Węgry. Pewnego jesiennego wieczora, w przerwie między deszczami, ojciec pokazał mi miejsca, gdzie zakopał całą biżuterię oraz złote i srebrne monety. Wszystko było w dużych słoikach, zamkniętymi hermetycznie twardym czerwonym woskiem, jakim zazwyczaj pieczętowano specjalne dokumenty. Słoiki były zakopane w dwóch miejscach. Dwa słoiki były ukryte w rogu sadu, poza naszym domem, dwa metry od krzaku bzu. Pozostałe dwa słoiki były zakopane w naszym ogrodzie, między dwoma drzewami. Ojciec również pokazał mi miejsce na strychu u babci, gdzie ukrył kosztowności.

Moja matka była bardzo tradycyjna. Wyrosła w religijnym domu, może nawet ortodoksyjnym. Jej ojciec, mój dziadek, Efraim Freilich, był znany w miasteczku jako ten, który od swojej Bar Micwy aż do śmierci w wieku 75 lat, nigdy nie opuścił ani jednego dnia modlitwy w synagodze. Na około miesiąc przed aresztowaniem ojca, rozpoczęliśmy przygotowania do wielkanocnych świąt Pesach.  Kilka rodzin postanowiło upiec macę na święta. Oczywiście, moja matka poszła do rabina z pytaniami, czy może użyć mąki z worka, który został uszyty w młynie i czy wolno użyć oleju „Minerva”, z puszki z 1939 roku. Udało się kupić gdzieś rodzynki i zrobiono z nich koszerne wino.  Mąkę rozważono i podzielono między kobiety, według potrzeb i wielkości ich rodziny. Do olbrzymiego wyszorowanego i wykoszerowanego kotła wsypano całą mąkę, dodano wody i zaczęto mieszać, aż powstało ciasto.

Macę pieczono u nas w domu. Między mieszkaniem wuja Izraela a naszym była przestrzeń, która w przeszłości była częścią fabryki zapałek mego pradziadka. W tej przestrzeni stał wielki piec. Obok niego ustawiono trzy długie stoły pokryte nowymi oheblowanymi deskami. Na tych trzech stołach odbyło się tradycyjne przygotowanie macy na święto Pesach.  Jedna z kobiet wyjmowała z kotła pewną ilość ciasta i robiła z niego rodzaj walca, który kroiła na równe części. Inne kobiety stały przy krawędzi stołu i każda z nich brała kawałek ciasta i rozwałkowywała na okrągły placek. Aby maca była koszerna nie wolno przewrócić wałkowanego ciasta na drugą stronę.  Gdy ciasto osiągnęło mniej więcej przepisową grubość i średnicę, brałem specjalny przyrząd z zębatym kółkiem i jeździłem nim po cieście tam i z powrotem kilka razy i w ten sposób robiłem małe otwory w cieście. Wtedy wsadzili te „placki” do pieca, zwracając uwagę, żeby ciasto nie zostało odwrócone. Gdy mace były upieczone, każda kobieta zawijała swoje w przygotowany wcześniej kawał czystego białego płótna. Kobiety zdążyły wrócić do swych domów zanim zaczęła się godzina policyjna. Moja matka położyła mace owinięte czystym obrusem do specjalnego koszyka.

Poprzednie czesci  TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

 

Cdn.

Ksizka zostala wydana w USA po angielsku.

O drugim wydaniu TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: