Jeden powiedział: „To jest ta k…, która wczoraj przemawiała. Zaraz ją kopnę w d…”

GRZEGORZ SIECZKOWSKI

Ponieważ mój śledczy nie pytał mnie o syjonizm, więc sama zasugerowałam mu, żeby porozmawiać o moich związkach z Mosze Dajanem. „Ja pani nic nie zrobiłem – odpowiedział. – Pani ojciec jest Żydem, pani mama jest Francuzką, więc pani jest Polką” – Irena Lasota wspomina wydarzenia Marca 1968.


TYGODNIK.TVP.PL: Trudno czasami ustalić, kiedy był początek Marca’68.

IRENA LASOTA: Dla jednych Marzec’68 zaczął się w 1957 roku, kiedy zakończyła się gomułkowska odwilż, dla innych ma początek 11 marca 1968, gdy przystąpili do wieców solidarnościowych. Dla mnie zaczyna się gdzieś około 1966 roku.

W jakim środowisku pani działała?

W kręgu osób z trzeciego, czwartego i piątego na roku na Uniwersytecie Warszawskim mieliśmy poczucie, że robimy rzeczy, które nie do końca są dozwolone. Już wcześniej się spotykaliśmy, chodziliśmy na różne niezbyt legalne spotkania. Kiedy władze PRL postanowiły zdjąć „Dziady”, grupa bardziej aktywna – ona się zmieniała, to było dziesięć-dwanaście osób – postanowiła coś zrobić. I pierwszą rzeczą, która przyszła nam do głowy było zebranie podpisów pod petycją, by władze przywróciły ten spektakl.

Czy już wtedy były jakieś reakcje?

Nagle nasi koledzy, którzy należeli do Związku Młodzieży Socjalistycznej objawili się po drugiej stronie i wyrywali nam kartki z petycjami. Tak więc zaktywizowała się nie tylko Służba Bezpieczeństwa i milicja. Miesiące przed marcem 1968 roku były na Uniwersytecie Warszawskim bardzo ożywione, na jesieni 1967 roku toczyła się wojna ulotkowa. Ale wszystko nasiliło się przed ostatnim spektaklem „Dziadów”, no i po jego zdjęciu.

Była pani na tym ostatnim przedstawieniu…

Pamiętam bardzo napiętą atmosferę. Na sali było dużo więcej osób niż miejsc dla publiczności. Milicja zablokowała wejście, ale po tej interwencji ludzie jeszcze bardziej wchodzili na salę i jeszcze bardziej żywiołowo reagowali. Karol Modzelewski zaczął krzyczeć „Niepodległość bez cenzury”. I to się stało hasłem tego ostatniego przedstawienia.

Wszystkim wydawało się, że coś po przedstawieniu się wydarzy. Tym „czymś” był transparent z żądaniem następnych przedstawień „Dziadów” przygotowany przez studentów PWST Andrzeja Seweryna, Ryszarda Peryta i Małgorzatę Dziewulską. Ktoś przyniósł kwiaty. I z Teatru Narodowego ruszyliśmy do pomnika Mickiewicza.

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: