„Sampler of memories”

 

Wlodek Proskurowski

 

 

 

 


Moi Drodzy,

W końcu udało mi się opublikować „Sampler of memories” Marinette w formie książki. Ma o wiele więcej zdjęć, po za tym jest to w dużej mierze niezmieniona wersja tej dostępnej uprzednio online. Obie wersje można kupić w Amazon na stronie

https://www.amazon.com/Sampler-memories-Marinette-Gilbert-Proskurowski-ebook/dp/B079LRSLCL

gdzie przedstawione są oba formaty.

 

 

 


Drobne wyjatki

Szwecja 1970

 

Jednym z dwóch rodzajników okreslonych w języku szwedzkim jest „en”.  Nie stawia się go przed rzeczownikiem, jak to ma miejsce w większości języków zachodnioeuropejskich, ale na końcu rzeczownika.  W ten sposób „książka = bok” staje się boken, „chłopiec = pojke” staje się pojken.

Kiedy Stefan był bardzo maly, nie mógł wymówić imienia swojego ojca adopcyjnego, Włodek więc próbował Dek, który stał się Deken, być może przez przybliżoną analogią do własnego Stefan: dlaczego nie Deken?

Więc Polak, który pierwotnie nazywał się Włodzimierz, był nazywany kolejno Włodek, Dek, a w końcu Deken.  Ta ostatnia forma, używana do wyrażania czułości, była więc tylko dla intymnych.

Deken był tatą i moim mężem.

 

Byl  to rok 1970. Koniec marca, ale wciąż brak oznak wiosny w Sztokholmie.

 

**************************************

 

… nigdy nie będę wiedziała, czy mógłbym być lepszą matką.

Pewnego marcowego wieczoru zostawiam cię pod opieką starszego pana, który wynajął nam pokój w swoim domu. Joanna przekonała mnie, żebym poszła z nią do kina. To był amerykański film „Bonnie and Clyde”.

Kiedy wychodzimy, spotykamy grupę młodych mężczyzn, wszyscy uchodźcy z Polski, wszyscy studenci bez grosza.

Deken jest pośród nich. Jeszcze nie Deken, ale Włodek, który przynosi mi bukiet blåsipor, niebieskich anemonów, pierwszych kwiatów wiosennych, w dniu, kiedy wraz z tobą przeprowadzamy się do mieszkania, które jest blisko miejsca, w którym mieszka. Tego dnia zabieramy cię do parku w twoim wózku …

Kultura

 

„Kultura nie jest dla elit, jest życiodajną pożywką dla wszystkich!

Niedawno przeczytałam te słowa wypowiedziane przez znaną francuską sopranistkę. Uważam je za słuszne i żałuję, że edukacja w coraz większym stopniu sprowadza się do prac skórzanych, historii prowincjonalnej i być może do ćwiczeń ortograficznych.

Nauka gry na fortepianie czy na innych instrumentach nie ma nic wspólnego z nauką doceniania piękna muzyki klasycznej. Sztuka, literatura jest źródłem niekończącej się przyjemności, gdy i jeśli odkryje się ich piękno. Kultura, ogólnie rzecz biorąc, łączy nas z ludźmi i ich historią na przestrzeni wieków. Nikt nie rodzi się „kulturalny” i nie umiera gdy praca jest spelniona. Jest to ciągłe poszukiwanie podtrzymywane ciekawością.

Ciekawość jest kluczowa: wierzę, że się z nią urodziłam, ale być może nie każdy jest i wtedy zadaniem nauczycieli jest ją stymulować. Nawet jeśli ktoś jest chętny do nauki, nauczyciele, rodzice, korepetytorzy mają do odegrania kluczową rolę w dostarczaniu informacji lub źródeł informacji. Nie mieliśmy takiej samej potrzeby wśród rodzeństwa. Być może jako jedyna złapałam książkę, jak tylko umiałam czytać. To była forma ucieczki. Fascynowały mnie opowieści o ludziach, którzy żyli dawno temu, w obcych krajach lub we Francji, postaciach i sytuacjach niemożliwych do wyobrażenia.

Zostałam kiedyś nagrodzona, być może byla to nagroda dla najlepszej uczennicy, opowiadaniami Prosper Merimée. Jedna z nich, zatytułowana „La Venus d’Ille”, była fantastyczną opowieścią o rzymskim pomniku, który ożywa. Miałam koszmary, ale nie przeszkodziło mi to w przeczytaniu kolejnej historycznej powieści tego samego autora: „La Chronique du Règne de Charles IX” dotyczące wojen religijnych pod koniec XVI wieku. Głównymi postaciami byli dwaj szlachcice, jeden Huguenot i jeden katolik. Nie wiedzac o tym byli braćmi i jeden z nich miał zabić drugiego.

Byłam wtedy bardzo, bardzo młoda, jedna książka prowadziła do drugiej. Ja ustaliłam, co było fikcją, a co historią później. Na razie, mój nauczyciel szkoły podstawowej w porozumieniu z rodziną (Pépé Constant i Papa) zdecydował, że będę obiecującą ucznnicą w liceum, najbliższy bedac w Melle. Miałam wtedy jedenaście lat. W tamtych czasach (1952) nie była to łatwa propozycja. Musiałam jeździć na rowerze w deszczu, śniegu lub upale, jakieś 12 kilometrów w jedną stronę. To był początek wynajmowanych pokoi w pobliżu szkoły, pokoi, które dzieliłam z inną dziewczyną. Wracałam do domu tylko w weekendy. Pokoje te łączyło to, że wszystkie nie miały ogrzewania. Nigdy nie zapomnę, jak dzban wody, który podawano nam wieczorem, przed pójściem spać, był czasami pokryty cienką warstwą lodu rano, kiedy nas budzono. Ten dzban wody został uznany za wystarczający do umycia sie (prysznice miały pojawić się wiele lat później), a zimą był szczególnie wystarczający. Nie byłyśmy wtedy zbyt czyste, nie byli też nasi nauczyciele.

 

**************************************

Łatwiej jest się cieszyć z czegololwiek, jeśli można się nim z kimś podzielić. Zastanawiam się także, czy znalezienie nowego autora, nowego głosu, nowego sposobu interpretacji danej szkoły muzycznej, nieznanego obrazu nie jest samo w sobie najintensywniejszym źródłem przyjemności. A teraz po prostu pamiętając o tym jest to moim ratownikiem, życiodajną pożywką.

Życzyłabym sobie tylko, aby moi bliscy też mogli mieć takiego wspanialego ratownika, na którego mogliby liczyć, przy niesprzyjającej pogodzie.

Boleść

 

Boleść jest tylko eksplozją.

Gaśnie w momencie eksplozji, ponieważ eksplodowała.

Wspomnienia?  To tylko energia, która napędza eksplozję.  Znikają

W błękitnego nieba naszej przeciętności.

Walka z bóólem

Zdiagnozowano u mnie raka nerki i zostałam operowana w styczniu 1998 roku.

Po tej operacji nie mogłam ani chodzić, ani stać, ani siedzieć bez okropnego bólu.  Mój kręgosłup został zniszczony na poziomie L4-L5, więc w czerwcu 1998 roku potrzebowałam połączenia kręgow kręgosłupa (fusion).  Wiele czasu zajęło mi wyzdrowienie, ale doszlam do siebie, a nawet mogłam wrócić do pracy po 18 miesiącach. Miałem 56 lat, kiedy wiadomość o moim nowotworze zniszczyła moje „życie jak zwykle”.

Chciałam wierzyć, że mam szansę zahamować rozprzestrzenianie się choroby i kupiliśmy we Francji (Deken i ja) mieszkanie, do którego jeździliśmy latem każdego roku. Aż do 2003 roku, kiedy to naturalnie potrzebowałem dalszych operacji (drugiego nadnercza, płuc i kości w prawym przedramieniu). To był koniec mojego „życia jak zwykle”. Ból stał się moim stałym towarzyszem, łagodzonym jeszcze kilka lat temu przez zastrzyki kortyzonu (w kręgosłupie), plastry morfiny, itp. Teraz już to nie pomaga.

Od jedenastu lat nie jestem w stanie zrobić zbyt wiele. Miałam więcej operacji.

Starałam się tak bardzo żyć dla ludzi, którzy mnie kochają.

Nie mogę teraz chodzić na koncerty, do opery, co sprawiało mi tyle radości.  Deken próbuje mnie trochę uszczęśliwić kupując dla mnie płyty CD. Jego życie jest również znacznie ograniczone, ponieważ kiedyś robiliśmy wszystko razem. On stał się zgorzknialy i smutny, ponieważ bezradny.

Bardzo chcę teraz umrzeć, bo tak naprawdę nikt nie jest szczęśliwy.  Nie można być szczęśliwym, gdy jest tyle bólu.

Jak mogę umrzeć?

Chciałbym, aby prawo było takie, jak w przypadku Oregonu: móc umrzeć, kiedy chcę.

Wiem, że przed końcem jest tylko cierpienie.

Nikt nie powinien przechodzić przez ten proces. Zwierzęta otrzymują zastrzyk. Dlaczego nie ludzie? Najlepsze są tabletki.

 

Montpellier, lipiec, 2016

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: