Śmierć poety

Zenon Rogala


 

           Siedział w kuchni pod oknem. Tam było ciepło, najwięcej światła i tuż pod oknem stał niewielki stolik, na którym było wszystko. Wszystko co jest niezbędne, żeby nie wstając z miejsca mieć pod ręka, wszystkie narzędzia i niezbędne drobiazgi, dzięki którym każdy but, który znalazł się na tym stoliku mógł być pewny, że jeśli go opuści będzie w najlepszej formie. Na tym stole niekiedy leżało kilka butów i każdy z nich cierpliwie czekał na rękę mistrza.

         Dzisiaj jednak było inaczej, między butami, szpilartem, kosteczką wosku, skrawkami pozostałej z modelowania skory, maleńkimi drewnianymi kołkami usypanymi według wielkości, motkiem dratwy przygotowanej do wykonania ryszpy, szablonami podeszew  wyciętymi z podręcznych gazet, nietypowo powyginanej raszpli, niezbędnej do skasowania we wnętrzu buta ostrych końcówek kołków , noży wszelkiego przeznaczenia i typowego szewskiego młotka z okrągłą główką, leżała również koperta. Niebieska koperta. Czułem, że za chwilę stanie się coś strasznego. Czułem, że plan się nie powiódł i że zaraz usłyszę, – masz list…

– Masz list!!! – usłyszałem, choć w głowie huczało mi jakby w niej jechał  Lanz Bulldog- poniemiecki traktor.

         Wiedziałem co jest w tym liście. Wiedziałem, że przyszło ze stolicy pisemne potwierdzenie, że – tak, że to ja już jestem, a jeśli nie teraz, to na pewno jak dorosnę, będę największym polskim poetą. Przecież posłałem do oceny, do stołecznego pisma harcerskiego wszystkie swoje w tajemnicy napisane wiersze. To miała być tylko moja tajemnica. Teraz, kiedy już wszyscy wiedzieli, że jednak jakiś list do mnie przyszedł, tajny plan nie powiódł się całkowicie.      Jeszcze nie zdjąłem płaszcza, jeszcze tornister uwierał mnie na plecach, a już trzymałem w rękach ten wstydliwy dowód niesubordynacji. Przecież nikogo nie pytałem czy mogę napisać do samej stolicy, do gazety, jakieś z nikim nie uzgodnione wiersze. Więc teraz kiedy już otworze tę niebieska kopertę i przeczytam zawarta w nim treść to chyba będzie jasne, że wszyscy dowiedzą się co tam do mnie z gazety napisali. List chyba otworze i przeczytam tutaj, bo w drugim pokoju było zimno, gdyż w zimie paliliśmy tylko w kuchni. Jakby to z resztą wyglądało, żebym otwierał i czytał list w zimnym pokoju, a reszta zostałaby w cieplej kuchni i czekałaby na mój tryumfalny powrót. Jak wyglądałoby moje wejście po przeczytaniu takiej wspaniałej wiadomości. W planie nie przewidziałem, że list przyniesie pan Grzyb – listonosz kiedy mnie nie będzie w domu.

           Nie patrzyłem w oczy nikomu. Na kopercie z lewej strony u góry widniała pieczątka, taka duża pieczątka, na której był tytuł tej samej gazety, do której napisałem. To na pewno jest odpowiedz z właściwego miejsca. Z boku moje nazwisko, a właściwie imię i nazwisko i adres wszystko pisane na prawdziwej maszynie do pisania. To był pierwszy w moim życiu list do mnie. Pierwszy list z wielkiego świata, ze stolicy. Pierwszy raz widziałem swoje imię  i nazwisko pisane drukowanymi literami.

         Wiedziałem, że wszyscy patrzą na mnie. Zrobiło się dziwnie cicho. Ta cisza nie podobała mi się. Bardzo mi się nie podobała. Wyczułem, że jest coś, o czym ja nie wiem. Czułem też, że to coś, to co jeszcze mi nieznane, to coś – oni już znają.

Druga strona koperty była nie zapisana – tyle straconego miejsca…

Ale…nie …nie…nie! List był otwarty…

         W tej chwili już dokładnie  wiedziałem, że bez względu na to co napisali do mnie z tej stolicy, tu w obecności moich najbliższych, umarł największy poeta zanim ktokolwiek o nim się dowiedział…


Wszystkie opowiadania Zenona 

TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: