Helena Modrzejewska, śmierć gimnazjalisty i cmentarz żydowski w Warszawie

Przyslala Zosia Valfish

 

 


To nie tajemnica, że grób Heleny Modrzejewskiej, polskiej aktorki teatralnej, która zrobiła światową karierę, znajduje się w Krakowie. W swoim czasie była jedną z największych artystek, żadna też inna Polka po niej nie zapisała się takimi zgłoskami w historii teatru. Admiratorka Szekspira, bardzo wiele jego sztuk wprowadziła do swego repertuaru. Dbała także o to, by w trudnych czasach przedstawiać widzom ważne pozycje z polskiego repertuaru romantycznego. Modrzejewska zmarła w Bay Island w East Newport w Kalifornii 8 kwietnia 1909 roku. Pochowano ją w Los Angeles, ale potem jej szczątki przeniesiono na Cmentarz Rakowicki w Krakowie. A jednak ma z nią związek także jeden z nagrobków na cmentarzu żydowskim w Warszawie (przy ul. Okopowej 49/51). Wiedzieliście o tym?

To niezwykła historia, która udowadnia, jak wiele jest przekłamań w przekazach o aktorach sprzed wieku… To był styczeń 1880 roku, jak możemy dowiedzieć się z popularnej internetowej encyklopedii, Modrzejewska przypłynęła do Polski z Ameryki na gościnne występy. Siedemnastu uczniów gimnazjum postanowiło uczcić aktorkę i złożyło się na wieniec dla niej. Pechowo bukiet związano szarfa w biało-czerwonych barwach. Znalazł się też na niej napis: Helenie Modrzejewskiej od uczniów gimnazjalnych. Chłopcy wręczyli kwiaty podczas jednego z przedstawień w Warszawie. Oskarżono ich jednak o demonstrację patriotyczną i wyrzucono ze szkoły (z wilczym biletem). Jeden z uczniów, Ignacy Neufeld, zastrzelił się, natomiast Modrzejewska honorowo brała udział w jego pogrzebie. Sprawa gimnazjalistów po tym zdarzeniu została zaś rozpatrzona ponownie. Oczywiście to nie są wszystkie fakty ani też nie wszystkie są prawdziwe. Dlatego też jutro opowiem, jak to było naprawdę.

Długo szukałem grobu Ignacego Neufelda na cmentarzu żydowskim na Woli. Chyba dopiero podczas drugiej wielogodzinnej wizyty znalazłem wreszcie właściwą drogę (nic dziwnego, według szacunków, pochowano tam przecież ponad ćwierć miliona osób). Od tego czasu zaglądam tam co jakiś czas. Mam wrażenie, że zarówno Ignacy, jak i moja ulubiona aktorka uśmiechają się wtedy zza chmur. To jednak nie koniec tej historii.

Sprawa związku Heleny Modrzejewskiej ze śmiercią Ignacego Neufelda jest niezwykle zagadkowa. Pewne dodatkowe informacje podaje w dziele „Modrzejewska. Życie w odsłonach” wybitny teatrolog Józef Szczublewski. Pisze m.in. o tym, że Neufeld celowo poświęcił swoje życie dla ratowania kolegów. Miał więc mieć świadomość, że jego ofiara zostanie zauważona i zmusi władze szkoły do przywrócenia uczniów.

Śmierć gimnazjalisty miała się odbić w całej Warszawie sporym echem. Bo to przecież śmierć tak naprawdę za polskie szaty, za szarfę – flagę. Wielka sprawa! Pogrzeb chłopca przerodził się w manifestację narodową. Na cmentarz żydowski 19 stycznia 1880 roku za trumną idzie ogromny tłum „składający się z wszelkich warstw społecznych bez względu na stan a wyznanie”. Modrzejewska jedzie za konduktem żałobników w zamkniętej karecie. Towarzyszy jej Emilia Sierzputowska, również aktorka. Podobno na grobie chłopca Modrzejewska położyła wieniec jako żywo przypominający ten sam, który dostała kilka dni wcześniej od uczniów w teatrze. Chociaż w wielu przekazach Neufeld wskazywany jest jako jeden z organizatorów uhonorowania aktorki wieńcem, Józef Szczublewski określa go mianem tego, który ów wieniec podawał.

Sprawa zaczęła żyć własnym życiem. W życie aktorki wkroczyły tragedia i wielka polityka. Wszystko zaczęto wyolbrzymiać, szarfa stała się sztandarem, aktorka stała się bohaterką narodową. Sama zresztą znakomicie z tego skorzystała, budując swoją legendę.  Jak się okazuje, sama Modrzejewska po latach, pisząc swoje wspomnienia, mocno zafałszowała prawdę o tych zdarzeniach. Tak się na nowo tworzy historię, chciałoby się powiedzieć. Czy wszyscy artyści lubią tworzyć mity? Dla przypomnienia: grupa gimnazjalistów w styczniu 1880 r. wręczyła Helenie Modrzejewskiej w teatrze kwiaty przepasane wstążką w barwach narodowych. Siedemnastu chłopców zostało po tym zdarzeniu relegowanych ze szkoły, zaś jeden z nich – Ignacy Neufeld – zastrzelił się. Według źródeł w kondukcie żałobnym pojawiła się sama Modrzejewska, kładąc na trumnie ten sam lub identyczny wieniec. Tymczasem, czytając wspomnienia aktorki (spisane u kresu życia), dowiadujemy się, że było zupełnie inaczej:

Aktorka przypomina fragment „Polski” Brandesa, w której norweski publicysta opisywał feralne zdarzenie. Z tekstu tego dowiadujemy się, że Neufeld był jedynym synem wdowy i to on w imieniu kolegów rzucił (a więc nie: podał) kwiaty aktorce. Na rozkaz ministra oświaty dyrektor wyrzucił go ze szkoły informując, że za polską demonstrację nie zostanie przyjęty do żadnej innej. Chłopak wrócił do domu i przy pomocy rewolweru odebrał sobie życie.

„Gwiazda dwóch kontynentów” zdarzenie to określiła jako niweczące nastrój jej pomyślnego, szczęśliwego engagement w Warszawie. Opowiada też, że siedemnastu chłopców zebrało swoje „groszaki”, żeby kupić jej i podać przez rampę wspaniały bukiet, co w zasadzie było jedynie powieleniem pomysłu, zrealizowanego wcześniej przez malarzy i literatów.

Jak wskazuje aktorka, chłopcy związali bukiet pąsową wstążką z napisem „Helenie Modrzejewskiej od uczniów gimnazjalnych” (zmieniła więc całkowicie wymowę daru, bowiem wszyscy podają, iż była to wstążka w biało-czerwonych barwach). Według Modrzejewskiej, chłopcy już w samym teatrze rozglądali się za przedstawicielem policji (!), aby pokazać bukiet do aprobaty i poprosić o zgodę na jego wręczenie. W jednej z lóż dostrzegli hrabiego Buturlina, siedzącego w towarzystwie prezesa Muchanowa i Karola Chłapowskiego. Hrabia roześmiał się słysząc prośbę i wyraził aprobatę, prosząc tylko, by chłopcy zrobili to spokojnie i nie deptali nikomu stóp pchając się pod scenę.

Następnego dnia, o czym wiemy, kurator Apuchtin całą siedemnastkę wyrzucił ze szkoły. Wszyscy zostali osądzeni za demonstrację patriotyczną (z uwagi na wstążkę w barwach narodowych i napis w języku polskim). Chłopcy zebrali się w domu Ignacego Neufelda, gdzie przez kilka godzin debatowali o tym, co dalej. Nie widząc dla siebie szans edukacyjnych, postanowili wziąć się do pracy fizycznej. Na zakończenie spotkania Ignacy powiedział jednak „Bądźcie dobrej myśli, jutro z powrotem zostaniecie dopuszczeni do szkoły”, jednak gdy koledzy domagali się wyjaśnień, powtórzył jedynie, żeby się nie martwili.

Kiedy tylko wyszli z domu, biedny chłopak zastrzelił się. W istocie, samobójstwo to zaalarmowało władze i szesnastu gimnazjalistów zostało przywróconych w prawach ucznia.

Najciekawsze Modrzejewska pozostawia jednak na koniec. Bo przecież i ona musiała zaistnieć wyraziście w tej sprawie. Czytamy więc dalej:

„Mój mąż uprosił wszystkich moich przyjaciół, aby mi nic nie mówili o wypadku; wiedział, jakby mną taka wiadomość wstrząsnęła. Wszyscy obiecali milczenie i ja żyłam w zupełnej nieświadomości. W dzień pogrzebu miałam recytować na koncercie dobroczynnym. Jakże wyraźnie przypominam sobie ów poranek. Coś takiego było w atmosferze, co czyniło mnie smutną i nerwową. Czy możliwe jest podświadome wyczuwanie nieszczęścia, które się właśnie wydarzyło? Nie wiem, ale w czasie recytacji łzy mi spływały po twarzy, a po opuszczeniu estrady spłakałam się w foyer. Usłyszałam czyjś szept „ona już wie”, a w tym samym momencie ktoś inny wpadł gwałtownie i słowo „pogrzeb” obiło się o moje uszy. Podniosłam głowę i zapytałam trwożnie – „Czyj pogrzeb?” – Moja droga, oddana przyjaciółka, panna Emilia, która siedziała koło mnie, spytała mnie z kolei: – „Toś ty nie słyszała? Pewien student spadł przypadkowo z trzeciego piętra i zabił się. To o jego pogrzebie mówią”.

W ten sposób prawda została przede mną zakryta jeszcze przez parę dni, ale gdy pewnego ranka w biurze administratora teatru układałam repertuar na następny tydzień, kilkoro aktorów weszło do pokoju. Nie przypominam sobie, jak do tego doszło, ale od nich dowiedziałam się nagle prawdy bez przygotowania i z wszystkimi towarzyszącymi wydarzeniu szczegółami. Świadomość, że ten chłopiec był jedynym synem wdowy była dla mnie najbardziej bolesna. Gdy pomyślałam o torturach matczynego serca i o tym, że ja byłam  pośrednią przyczyną jego śmierci, nie mogłam się uspokoić. Zostawiwszy w połowie kwestię repertuaru, poszłam od razu do domu”.

Jak widać, Modrzejewska zaszalała nieco we „Wspomnieniach i wrażeniach”. Podkoloryzowała do granic swój udział  w całej sprawie. Stworzyła mit, legendę, w której od śmierci młodego człowieka płynnie przeszła do swojego pomnika. Rozmijała się z prawdą, podając jako wyjaśnienie, że szczegóły pochodzą od bliżej nieokreślonego uczestnika tamtych wydarzeń.

Co jednak ciekawe, Jan Paweł Gawlik, redaktor pierwszego polskiego wydania wspomnień Modrzejewskiej, wskazał, że błędna jest data śmierci Ignacego Neufelda. Tłumaczy w komentarzu, że miało to miejsce 21 stycznia 1880 r., a więc cztery dni później, niż wskazuje data na nagrobku. Jak było naprawdę?

Włodzimierz Neubart

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Heleny Modrzejewskiej „Wspomnienia i wrażenia”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1957.

http://chochlikkulturalny.blogspot.com/2018/10/helena-modrzejewska-smierc.html

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: