CZESŁAW MIŁOSZ, O Josifie Brodskim.Rozmowa

 

 

 

 

RENATA GORCZYŃSKA: Panie Czesławie, gratuluję, bo pana kandydat Josif Brodski otrzymał właśnie Nagrodę Nobla. O ile wiem, zgłosił go pan zaraz po tym, gdy sam pan dostał Nobla, odpowiadając na ankietę Komitetu Noblowskiego. Stało się więc zadość pana życzeniom. Dlaczego właśnie jego pan wskazał i jakie pana zdaniem ma on szczególne talenty?

CZESŁAW MIŁOSZ: Bo mam do niego dużo sympatii jako do poety i jako do człowieka rozumnego, to znaczy on z niesłychaną, powiedziałbym, dezynwolturą odnosił się do wszelkich form rządu, do ustroju, w którym wyrósł, i był bardzo wynalazczy w tym swoim władczym stosunku do form politycznych.

R. G.: Władczość razem z pewną anarchią poglądów, czyli z prawem kontestowania utartych metod myślenia?

C. M.: Pamiętam, że [Aleksander] Wat mówił o tym, że trzeba się oderwać od przeciwnika. I Brodski reprezentuje to oderwanie, to znaczy, że jego sądy są sądami artysty, zupełnie świadomie wybiera tę płaszczyznę i ma pogardliwy, ironiczny stosunek do biurokratów i do tych, którzy się pocą nad polityką.

R. G.: A co to znaczy mieć sądy artysty?

C. M.: No, wie pani, ja nie jestem znowu bardzo za estetycznym punktem widzenia, ale uważam, rozmyślając w ciągu ostatnich lat nad rolą pewnego stanowiska artystycznego, że ono może być bardzo zdrowe w wielu okolicznościach.

R. G.: Gdzie pan poznał Josifa Brodskiego i jak się odbyło wasze pierwsze spotkanie?

C. M.: Kiedy Josif Brodski się zjawił za granicą, miałem odruch, żeby napisać do niego list, bo wiedziałem, co on przeżywa i będzie przeżywać. Był to list serdeczny, podtrzymujący go na duchu, i to był początek naszej przyjaźni. Powiedziałbym, że ten list niespodziewanie mi się opłacił — mimo że był po prostu odruchem serca — tak, że zaowocował przyjaźnią.

R. G.: Mnie interesuje pewien paradoks, mianowicie pan tłumaczył tylu poetów, i to nawet z języków, których pan nie zna, poprzez angielski — na przykład poetów języka hiszpańskiego, języka jidysz, nawet z chińskiego pan tłumaczył, i za każdym razem wydawało mi się, że pan robił to z podziwu dla sztuki innego poety. Tymczasem pan nie przełożył żadnego wiersza Josifa Brodskiego.

C. M.: Ja żadnego wiersza z rosyjskiego nie przełożyłem.

R. G.: Zauważyłam to, przeglądając książkę Mowa wiązana, która jest zbiorem pana przekładów poetyckich. A dlaczego?

C. M.: A dlatego, że uważam, że to bardzo niezdrowo dla polskiego poety tłumaczyć z rosyjskiego. To są języki o dwóch zupełnie innych prawach, i ponieważ jest to język bardzo pokrewny, słowiański, wpływa silnie na tego, kto tłumaczy. To raz. Drugi powód, że ja nie jestem tak uzdolniony jak [Stanisław] Barańczak do wynajdowania odpowiedniej metryki bliskiej metryce rosyjskiej.

R. G.: A gdyby pan mimo wszystko przetłumaczył jakiś wiersz Brodskiego, to czy ma pan jakiś specjalny na myśli?

C. M.: Wtedy przełożyłbym wiersz Odyseusz do Telemacha.

R. G.: Który był już napisany w Ameryce.

C. M.: Tak, zdaje się na samym początku, zaraz po jego przyjeździe.

R. G.: Czy wasza korespondencja1, ten pierwszy list — bo pan w podobny sposób przywitał Tomasa Venclovę, kiedy przyjechał do Ameryki, a wymiana listów pomiędzy wami zaowocowała Dialogiem o Wilnie — czy ten tekst, który pan napisał do Brodskiego, istnieje publicznie?

Wiecej TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: