Duszenie

Napisal i przyslal Zenon Rogala

 

 


 

 

          Nie, nie i jeszcze sto razy nie. Nie powinnam ulegać naciskom namowom, sugestiom i tym całym marketingowym, podstępnym zasadom. 

Tylko teraz, tylko wyjątkowo teraz, zrobię ten wyjątek i poddam się analizie jaka zaproponował mi ten od stukania. Siedzi mianowicie nad drobnymi kosteczkami i jak dzięcioł co jakiś czas uderza bezczelnie palcami w małe kwadraciki, a ja coś czuję ,że będą z tego niezłe kłopoty. Czuję się wciągnięta w tę podstępną grę. Bo, po pierwsze:

          Jutro, mam spotkanie ze zbłąkanymi. Tak nie lubię tych spotkań, bo zawsze bez szczególnych powodów, skaczemy sobie z ramienia na ramię. One są najgorsze, bo nie dość, że znają swoją sytuację i dokładnie wiedzą, że błąkanie jest im przydane na zawsze – to nie, ciągle marudzą, żeby im coś załatwić u góry.  A ja przecież wiem, że z błąkającymi nic nie da się zrobić.

          Już z tą drugą kategorią, tych przeklętych jest o wiele łatwiej, bo przynajmniej one dokładnie zdają sobie sprawę ze swojej sytuacji i nawet wynoszą się nad te, no…te …nieczyste. Tymi, to wszystkie gardzimy. Nawet mi ich trochę szkoda, bo są wśród nich całkiem sympatyczne i wiele z nich znam z dawnych czasów, ale czegoś takiego, takiej jawnej dyskryminacji wśród nas jeszcze nie spotkałam. Wiem, bo dochodzą  głosy wołające do nas o pomstę, ale kto by się tutaj przejmował jakimiś fochami dochodzącymi z daleka. Mamy tu tyle swoich duchowych spraw, że pochylanie się nad każdą zbłąkaną, czy współczucie nieczystym, nie mówiąc już o tych, które wołają o pomstę. A niech sobie wołają, tutaj już wszyscy dawno przywykli i nie reagują, na to, że jakaś zabłąkana, albo nieczysta, zechce bruździć całej reszcie.

          Jest też u nas taki rejon rzadko odwiedzany, bo zatkniecie się z którąś z nich zawsze jest podejrzane. Cała reszta sądzi, że kontakt z tymi niepokalanymi, jest czymś infantylnym i nawet między sobą nie rozmawiamy o mieszkankach tego rejony. Przeważają w tej grupie jakieś byty  młodzieżowe, lub całkiem nastoletnie. A kontakty z taką gromadą nie wzbogacają nas duchowo, toteż pozostają one w dyskretnym osamotnieniu.

          Może to nie będzie po koleżeńsku, ale najbardziej lubię te cierpiące. Jest ich tak dużo, że w tej najliczniejszej gromadzie, nawet to ich cierpienie nie jest tak bardzo widoczne na co dzień. Wszędzie ich pełno i sama nie wiem, jak by tu  u nas wyglądało, gdyby pewnego razu od nas odeszły.

          Teraz powiem wam coś bardzo ważnego. Musicie mi wierzyć, bo żadnych dowodów na to wam nie przedstawię. Musicie w to wierzyć i koniec. Lubimy siadać wam  na ramieniu. Bo to jest najlepsze miejsce, z którego widać, jak wami pokierować w chwilach zagrożenia i jakiegoś gwałtownego niebezpieczeństwa. Mówię tak, żebyśmy byli względem siebie w porządku. Poczujecie nas na ramieniu, to znaczy, że do celu już niedaleka droga, tymczasem ja wracam do mojej siedziby.

          Tu u niej jest mi najlepiej. Tu jest mi tak dobrze. No, już lepiej nigdzie by mi nie było. Ona jest młoda, utalentowana, świetnie się zapowiada, ma talent literacki. Wielki Talent. Jest też w tym wiele moich zasług, bo przecież beze mnie nie byłoby tych koniecznych warunków, które mają decydujące znaczenie w kształtowaniu się ważnych talentów, charakteru, osobowości, jakichś podstawowych wartości etycznych, poczucia więzi społecznych, rodzinnych. Siedzę tu sobie i jest mi tak dobrze, że zrobię  wszystko, żeby tu, w niej być jak najdłużej się da. Wiem, że tak w ogóle to ode mnie tak bardzo to nie zależy, ale jednak jak spojrzeć na poprzedzające mnie przypadki, to jednak z kręgu mojego towarzystwa wiele z moich znajomych, o których wiem, bo podają ich przykłady jako pomnikowe uduchowienia, pozostawały w ścisłym kontakcie ze światem zewnętrznym, przyjmując kształt ciał astralnych.

          Tak czy inaczej, czuję się w niej bardzo dobrze, choć powiem nieskromnie, że moja duma nie pozwala na częste wychodzenie do otaczającej mnie rzeczywistości. Albo to ja jestem jakaś prostaczka, która nie umie powstrzymać swoich podstawowych instynktów. Nie, ja jestem ponad to. A zwłaszcza, że moja właścicielka jest jeszcze tak młoda i tyle jeszcze przed nią zdarzeń, wrażeń i marzeń, że nigdy nie ośmielę się nawet jej uświadomić co z nami wyrabia ten złowróżbny czas. Jemu to najchętniej spuściłabym tęgie lanie za to, że nie liczy się z niczyimi uczuciami, oczekiwaniami. Potrafi- ciach i już. On wie, że jest najważniejszy i każe nam liczyć się z jego zachciankami. Ot, wiem to od mojej bratniej, że ostatnio wykazuje się bezwzględnością i surowością. Wyrywa nas nawet w środku nocy i każe bezapelacyjnie zostawiać nam naszych właścicieli. Zresztą dla niego żadna przeszkoda nie istnieje. Potrafi powołać nas do siebie o najmniej właściwej dla naszego właściciela porze. 

          Mój przypadek jest nieco odmienny. Ja owszem, czasami, o czym cicho sza, pozwalam sobie na drobne wychynięcie. To bardzo mnie wzmacnia.  Bo kiedy wracam i kiedy poczuję, że w tym właśnie wnętrzu, u tej właścicielki jest mi przecież najlepiej i mowy nie ma, żebym chciała się rozstawać na dłużej. Wiem, że ona, ta moja właścicielka rozwinie swój talent, że będzie sławna i bogata. Jest przecież ambitna i pracowita, Jest uparta i inteligentna. Wiem dobrze , bo przecież dobrze znam jej rodziców. A to niestety ma wielki związek. Geny, moi mili, geny. To jest przyszłość dla nauki i dla wszelkiej maści hochsztaplerów, manipulujących w genach dla własnych, materialnych korzyści. Ale póki co, dajmy temu spokój. Teraz napawajmy się, tym cudownie młodym wnętrzem, śledźmy ten rozkwitający talent i podziwiajmy jej rzadką determinację.

          Jedno wszelako niekiedy mnie martwi. Ot, sama nie wiem dlaczego czasem, jakby to nie była ona, jakby, nie zwracając uwagi na moją czujność i krytyczny mój stosunek do tej sieczki podawanej przez państwową telewizję, ona młodzieńczo ulega jakimś nieuświadomionym słabościom i siedząc w fotelu potrafi gapić się, w ten migający prostokąt. Wtedy, jak choćby tak jak teraz, bez żadnej oznaki zniecierpliwienia czy potępienia, absolutnie, tolerancyjnie, korzystam z chwili jej nieuwagi. Trudno, wiem, że to jej przejdzie z wiekiem. Ale póki co, ja sobie delikatnie też odpocznę i swoim nieprzypadkowym zwyczajem usiądę jej na ramieniu i przybiorę kształt zielonego kocyka. A potem jakby nigdy nic- hop i już jestem z powrotem w jej przebogatym wnętrzu.


Wszystkie wpisy Zenka

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: