Ciekawe artykuly

Koronawirus i truciciele naszych studni oraz dusz

 

Dawid Warszawski


Była minister zdrowia Francji Agnes Buzyn

Była minister zdrowia Francji Agnes Buzyn (ALAIN JOCARD/AFP/EAST NEWS)

Żydzi są znów podejrzani, bo bywają nienawidzeni, a powszechne zagrożenie wymaga znalezienia winnego; sam niewidzialny wirus tu nie wystarczy.

 

Gdy w średniowieczu dżuma, zwana czarną śmiercią, pustoszyła kontynent, o jej szerzenie oskarżono Żydów, którzy być może zapadali na nią rzadziej ze względu na religijny obowiązek mycia rąk przed spożyciem chleba. To mogło utrudniać zakażenie. Jeżeli jednak nawet zachorowalność wśród Żydów z tego powodu była niższa, to liczbę zgonów szybko wyrównywały z nawiązką mordy popełniane podczas częstych pogromów, a mit o zatruwaniu przez Żydów studni na trwałe wszedł do antysemickiego imaginarium.

Przypomina o tym szerzący się obecnie w internecie we Francji rysunek wyjaśniający przyczyny obecnej epidemii: przedstawia w roli zatruwaczki studni byłą minister zdrowia Agnes Buzyn, która jest Żydówką, a przesłano go już dziesiątki tysięcy razy. Jeszcze bardziej popularne było wideo, które, zanim zostało zdjęte z YouTube’a, wyświetlono 170 tysięcy razy. Oskarżano w nim Buzyn i jej męża, że dla własnej korzyści blokują dystrybucję chlorokiny, leku przeciw malarii, który, jak twierdzi bez dowodów prezydent Donald Trump, ma leczyć COVID-19.

Przekonanie, że obecnie, jak podczas czarnej śmierci, Żydzi mają coś wspólnego z epidemią – Żydzi w ogóle albo Mosad, albo George Soros itd. – zatacza zresztą szersze kręgi, także w Polsce. Żydzi są znów podejrzani, bo bywają nienawidzeni, a powszechne zagrożenie wymaga znalezienia winnego; sam niewidzialny wirus tu nie wystarczy.

Sami Żydzi zresztą też nie: w Indiach ich rolę odgrywają muzułmanie. Motłoch oskarża ich o celowe szerzenie zarazy w ramach rzekomego koronadżihadu; mnożą się samosądy, zwłaszcza wobec członków międzynarodowej organizacji islamskiej Tablighi Dżamaat, która jakoby celowo roznosi epidemię. Jeden z przywódców rządzącej nacjonalistycznej BJP, Rajeev Bindal, określił jej członków mianem „ludzkich bomb”, zaś lider skrajnie prawicowej, sprzymierzonej z BJP partii MNS w stanie Maharasztra oznajmił, że „należy ich wszystkich zastrzelić”. Świątynie sikhijskie w Pendżabie wezwały, by nie kupować u muzułmanów mleka, skażonego jakoby wirusem.

Zaś według indyjskiego ministerstwa zdrowia członkowie Dżamaat odpowiadają za jedną trzecią rozpoznań koronawirusa; dzieje się tak jednak dlatego, że 28 tysięcy z nich zostało przymusowo zatrzymanych i objętych kwarantanną, a więc ich udział w próbce został drastycznie zawyżony. Ministerstwo jednoznacznie potępiło wprawdzie wykorzystywanie tych danych do szerzenia nacjonalistycznej histerii, ale powinno było z góry przewidzieć, że taki będzie skutek alarmistycznych komunikatów. Samo epidemiologiczne skupienie się na Dżamaacie było jednak uzasadnione: organizacja ta nie podporządkowała się ogłoszonemu w związku z wirusem zakazowi zgromadzeń i jeszcze miesiąc temu kontynuowała ogólnokrajowe zgromadzenie modlitewne, podczas którego jej przywódca zapewniał wiernych, że najskuteczniejszą ochroną przed wirusem jest modlitwa właśnie. Gdy zaś zgromadzenie zostało w końcu rozwiązane, kilka tysięcy jego uczestników ruszyło w drogę powrotną do domów, z całą pewnością przy tym roznosząc wirusa.

Tyle tylko, że absurdem byłoby przypisywanie akurat Dżamaatowi odpowiedzialności za epidemię – choć również w sąsiedniej Malezji organizacja ta zachowała się z taka samą haniebną nieodpowiedzialnością. Podobnie jednak jak Dżamaat postąpiły setki innych zbiorowości, religijnych i nie, hinduistycznych i muzułmańskich: najpierw nie dawały wiary ostrzeżeniom, a potem, wstrzymując działalność i rozsyłając uczestników do domów, przyczyniły się do rozwoju epidemii. Tu jednak największa odpowiedzialność spada na indyjski rząd centralny, który z dnia na dzień ogłosił kwarantannę miast, zmuszając miliony ludzi, robotników najemnych, którzy z reguły śpią tam, gdzie pracują, do często wielosetkilometrowej pieszej wędrówki powrotnej do domu. W tej ogromnej fali potencjalnych i rzeczywistych roznosicieli wirusa członkowie Dżamaat stanowili jedynie drobną mniejszość. Wybrano ich jednak, jak Żydów w Europie, na kozłów ofiarnych, bo już wcześniej hinduistyczny motłoch, z aktywną zachętą władz, skupiał swoją nienawiść na muzułmanach.

Podobnie jak Dżamaat postąpiły też niektóre społeczności ultraortodoksyjnych Żydów w USA i w Izraelu, nie podporządkowując się zaleceniom medycznym i przyczyniając się w ten sposób do rozwoju epidemii, która w efekcie doświadcza je nieproporcjonalnie częściej.

Równie, acz mniej jaskrawo niechętne ograniczeniom epidemiologicznym były także Kościoły, w tym w Polsce, ale zwłaszcza, jak widzimy w tych dniach, na Ukrainie. Skutki tej opieszałości są katastrofalne i przywódcy religijni różnych wyznań winni są spowiedź i pokutę – i przed swoimi wiernymi, i przed całym społeczeństwem. Należy jednak rozumieć, że owa opieszałość ma źródła nie tylko w karygodnym lekceważeniu i nauki, i władz świeckich – ale także w wypływającym z serca wiary przekonaniu, że zbiorowa modlitwa jest właśnie najlepszą możliwą pomocą w czasie zagrożenia. Niezależnie zaś od tego, czy się wierzy w jej adresata, trzeba być świadomym, że dla modlących się jest ona realnym źródłem duchowej siły – a odstąpienie od niej osłabia ich i metaforycznie, i dosłownie. Zaś obwinianie tych, którzy modlą się inaczej niż my, o sprawstwo epidemii, nie jest reakcją na ich zachowanie, mające w ogólnej skali znaczenie drugorzędne, a często wypływa z wcześniejszej do nich nienawiści.

Nikt nam nie zatruwa studni, ale sami potrafimy zatruć własne dusze.


https://wyborcza.pl/7,75968,25872263,koronawirus-i-truciciele-naszych-studni-oraz-dusz-prognoza.html#S.main_topic-K.C-B.3-L.1.glowka

 

2 odpowiedzi »

  1. Dziękuję za artykuł. Nie byłam świadoma oskarżeń wobec muzułmanów w Indiach. Znałam kilku muzułmanów z Indii. Moje wrażenie było, że nie są fanatyczni (pracowałam z nimi, uczyłam się) w przeciwieństwie do niektórych z innych krajów. Słyszałam też pochwały wobec koronawirusa, wyglaszane przez egipskiego imama. Zapowiadał śmierć niewiernym i cieszył się.

    Tytuł artykułu zapowiadał informacje o antysemityzmie w kontekście koronawirusa, a jest o Indiach. Zraziła mnie jednak inna rzecz: Autor mówi o „motłochu” hinduistycznym. Wyraźnie wyżej stawia muzułmanów niż hinduistow. I to jest poważny błąd, gorszy niż poprzednie niedopracowania. Ludzie mają tendencję do nazywania tych inaczej myślących, tych zwykłych ludzi motłochem (albo talatajstwem). Słychać to i w Polsce. Chyba nie tędy droga…

  2. Tyle wysiłku aby porównać ofiary antysemityzmu z obrażonymi islamistami.

    Nie znam ani jednego wypadku w którym jakikolwiek Żyd groził komuś innemu że zarazi go koroną.

    Ale znam liczne wypadki kiedy muzułmanie grozili i grożą że zakażą wirusem korony Żydów, heretyków i niewiernych. To nie pogłoski, ale przemówienia, nagrania i klipy wideo.

    Poniżej częściowa lista autorów tych gróźb.
    Iran, Turcja, Hezbollah, Al Qaeda, Daesh, Hamas, Brygada Męczenników El-Aksa ( PLO).
    Dodajmy do tego co drugiego muzułmanina na świecie który wierzy że wirus korony to kara boska na Żydów i heretyków ale on sam jest odporny dzięki swojej czystej wierze i mamy dosyć powodów aby obawiać się kontaktu z każdym muzułmaninem.

    Mimo to autor zrobił poważny wysiłek aby przekonać czytelnika że obawa przed Islamem i groźbami chuliganów wyznania muzułmańskiego jest równoważna antysemityzmowi.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: