Paluch

Zenon Rogala

 


Dziwne, bardzo dziwne. Sam nie wiem jak to się stało, przecież tylko na moment odwróciłem głowę, może też coś mi upadło, że odwróciłem wzrok, ale doprawdy na moment. A kiedy chciałem usiąść w moim ulubionym fotelu zobaczyłem, że on już tam siedzi, wygodnie rozwalony. Wpatrywał się we mnie dość natarczywie.
Wiem też, że patrzył na mnie już dłuższą chwilę – to on ściągnął mnie wzrokiem i teraz wpatrywaliśmy się w siebie; on bezczelnie spokojny i ja osłupiały, w dodatku nie mogący oderwać od niego oczu. W jego wzroku była nonszalancja i poczucie wyższości. Tego poczucia wyższości zwłaszcza nie znoszę, bo nigdy w kontaktach z kimkolwiek nie stosowałem tego sposobu patrzenia. On zaś czując, że ma nade mną przewagę i widząc, że nie ruszę się tak szybko ze
swojego miejsca, wykonał nieznaczny gest podbródkiem. Ot, lekko go uniósł, tak
prawie niedostrzegalnie. A było w nim pytanie:
– No i co teraz? Chcesz się ze mną zmierzyć?
Stopa jednej nogi, którą trzymał w dłoniach dygotała niechcący, a on wpatrywał
się we mnie czujnie, mimo że wiedział, jak jestem skamieniały ze strachu.
Teraz zwłaszcza, choć właściwie od samego początku, czułem, że znam tego
gościa, że już go gdzieś widziałem, że w życiu już spotkałem się z tym typkiem.
I kiedy tak zamurowany wpatrywałem się w jego obojętne oblicze
uświadomiłem sobie wreszcie .
– Tak, ja ciebie znam! Już dawniej, choć przelotnie, zetknąłem się z tobą. Tak, tak i to nie raz i nie dwa… Znam ciebie mój szanowny kolego. I teraz, kiedy już cię rozpoznałem musisz tu zostać i posłuchać tego, co ja mam ci do powiedzenia, – stanąłem oparty o framugę drzwi.
– O, już ja cię tak szybko nie wypuszczę … – dodałem patrząc mu w oczy.
I właśnie wtedy mój niespodziewany gość rozluźnił dłonie, zdjął z kolana stopę
i postawił ją na podłodze. I patrząc mi w oczy, jakby chciał powiedzieć,
– Jeszcze się spotkamy – uniósł się z fotela i jakby nigdy nic, zwrócił się do drzwi. Minął mnie ciągle osłupiałego tak, że kiedy się odwróciłem, widziałem jego sylwetkę już dość daleko, ale nie aż tak daleko, żeby nie usłyszał mego głosu. Wiedziałem bowiem, że mnie słyszy. Więc najpierw normalnie, a potem coraz głośniej wołałem za nim żeby się zatrzymał, lub chociaż odwrócił. Ale on nic. Szedł dalej jakby nie słyszał. Wtedy wrzasnąłem za nim:
– CZASIE!!!
– Zatrzymaj się! Poczekaj na mnie!
Nawet się nie odwrócił. Uniósł tylko rękę z wysuniętym środkowym palcem, co
miało oznaczać, że to nie on na mnie, tylko ja na niego mam czekać.


Wszystkie wpisy Zenka

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: