Nadzieja w beznadziei (6)

 


W Paryżu jestem już od pół wieku, wyjechałem wkrótce po marcu 68, bo nie mogłem znieść tej ohydy, pisze nasz przyjaciel, polsko-francuski prawnik, Kuba Winnicki. Ciebie mogę czytać od rana do wieczora. Zawsze znajdzie się słowo czy zdanie, które mnie wyśle w miejsce przeszłości, gdzie boli, gdzie tęskno, gdzie za późno, gdzie ktoś, kto był ważny, snuje się już jedynie wspomnieniem.

O Mandelsztamie i jego dzielnej żonie wiem prawie wszystko. Rozczytywałem się w jego poezji, która jest na wysokości Himalajów… Pamiętam, że Osip przemycał do żony wiersze pisane ciasno i maleńkimi literami na jakiejś bibułce (chyba od skręcania papierosów), i przenoszonych w ustach, których ona uczyła się na pamięć i będąc stale pod „ochroną”, przemycała czym prędzej dalej, aby ślad po nich nie zaginął. Nigdy nie dowiemy się już jednak ile zniósł upokorzenia, sadyzmu, cierpień i strachu, włącznie z okolicznościami jego śmierci. Patrząc na zdjęcie Nadieżdy, z trudem mogę unieść jej spojrzenie. Ostatnio zrobiłem się mazgaj. Odczuwam obniżenie odporności na emocje. To efekty zamknięcia na tygodnie, i podpatrywania ukradkiem czy jeszcze życie się toczy. Jak patrzę na obozy uciekinierów, ryczę. Jak patrzę na głodne dzieci, ryczę. Jak patrzę na snujące się po sąsiednich ulicach, cienie bezrobotnych czy bezdomnych, ryczę. Zrozumiałem, że muszę uciec od siebie.

Zgłosiłem się na ochotnika do Protection Civile, organizacji, która przychodzi z pomocą tym, którzy jej potrzebują, zwłaszcza wtedy, kiedy spada na ludzi jakiś kataklizm. Jestem wciągnięty na platformę telefoniczną i dzwonię, od siebie z domu, do chorych, samotnych, bezradnych… Listy takich osób przekazuje Protection Civile. Praca jest wymagająca, ale siedzę dzielnie po 4/6 godzin dziennie i pomagam, pocieszam, wzywam pogotowie, potrzebną pomoc, zarządzam donoszeniem żywności, dostarczeniem leków z apteki itd. Jestem w kontakcie prawie wyłącznie z ludźmi starymi, samotnymi, chorymi czy bezradnymi, wszelkiego pochodzenia i wszystkich religii. Skontaktowałem już prawie 800 osób. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, ile jest przeraźliwej samotności w dużym mieście, ile może znaczyć anonimowy, przyjazny głos, ile z tych anonimowych osób to prawdziwe żyjące skarby pamięci z czterech stron świata.

Kuba Winnicki, Paryż 2020

Nocą mam teraz często koszmary, jakoś się to wszystko na mnie odbija, mieszając z dzisiejszością, moją trudną przeszłość rodzinną, której — jak widzę — strawić łatwo się nie da. Moja własna samotność tez mi się czasem czkawką odbija, chociaż akceptuje moje życie i nie zamieniłbym go na żadne inne. Dzisiaj czuje się cudownie. Z dwóch powodów. Raz, ze dostałem bardzo przyjemny list od dyrekcji Protection Civile, gdzie mi składają gratulacje za rzetelność w pracy. A drugi powód to ten, że zamiast umrzeć, zmartwychwstałem. Wczoraj rano bowiem dostałem mdłości. Na kolanach przed muszlą, kurczowo i czule ją obejmując, wydawałem z siebie niebywałe odgłosy, dalekie od śpiewu słowika. Żołądek i kiszki przenicowane do ostatniej kropli.. Spocony jak mysz kościelna, dowlokłem się do łóżka, mając wrażenie, że mam gorączkę…zwiastuny Covida oczywiście…okropne bóle mięśni, które jednak tłumaczyłem wysiłkiem spazmatycznego ich napinania, przy wyrzucaniu z siebie …moreli. Tak, morele ! Niemyte i niedojrzale. To one doprowadziły mnie do tej poniżającej sytuacji. Kiedy wstałem, jak często bywa ok. 4. nad ranem, aby napić się wody, zobaczyłem w kuchni odłożone, te pierwsze, wiosenne morele, zakupione poprzedniego dnia. Morele kocham. Umyć je ? Zbyteczny wysiłek o 4. nad ranem ! Niedojrzale i kwaśne ? Trudno. Ciekawość i łakomstwo wzięły górę, pomimo iż po ich zakupie odłożyłem roztropnie tę przyjemność na później, aż dojrzeją. Wieczorem miałem gorączkę 38.5 ! Wziąłem paracetamol 1000, proszek nasenny i obudziłem się dziś rano zdrowy jak ryba, choć na kiwających się nogach po tych wszystkich wysiłkach. A więc sam rozumiesz, że mam dzisiaj dobry humor.

Kubuś, posyłam ci okładkę naszego ulubionego tygodnika, który czytamy od deski do deski. Trump, którego Grażyna nazywa “wieprzem” (jego wiceprezydent ma u nas ksywę “lizodup”), jest częstym gościem na ich okładkach.

Ten rysunek, podpisany „Zdolny do wszystkiego”, pokazuje wieprza jako chirurga bez maski (prezydentowi niedobrze jest w masce powiedział kiedyś, dodając, że co drugi dzień robią mu test i zawsze jest negatywny, choć słowo negatywny nie pasuje do jego charakteru, hahaha), przy chirurgu stoi zięć z otwartym podręcznikiem medycyny, obok, łapiący się za głowę Dr. Fauci, dyrektor instytutu chorób zakaźnych, a dalej, podający nożyczki chirurgiczne, naczelny prokurator USA Barr, tak jakby zapewniał nas (co robi w innych machinacjach Trumpa), że operacja jest legalna.

Byłoby to śmieszne, gdyby nie tragiczne. Wśród stu tysięcy ofiar wirusa, co najmniej trzecią część ma na sumieniu ten koszmarny prezydent z jego mantrą America Uber Alles, To jego błazeński optymizm opóźnił o długie tygodnie zapobieganie infekcji. Wizja przegranych listopadowych wyborów jest dla niego straszniejsza niż dziesiątkująca Amerykanów zaraza.


Nadzieja w beznadziei ( 6 )


Wszystkiewpisy Mariana

TUTAJ

5 komentarzy to “Nadzieja w beznadziei (6)”

  1. Jarosław Kosiaty 20/06/2020 at 16:56

    A ja nie o polityce, ale o poezji i niezwykłych biografiach. Dla zainteresowanych: w 2016 roku ukazała się książka „Wspomnienia Druga księga Nadieżda Mandelsztam” (jest teraz do kupienia w księgarni internetowej Dedalus.pl w cenie 24 zł – polecam). Oto jej opis:
    „Już pierwszy tom Wspomnień wystarczyłby, żeby zapewnić autorce miejsce w literaturze. Ale Druga księga, pełna „ludzkiego, arcyludzkiego” tonu, stanowi jego świetne dopełnienie.
    Jedna z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych książek wspomnieniowych napisanych w czasach ZSRR. W słynnych Wspomnieniach Nadieżda Mandelsztam, żona legendarnego poety Osipa Mandelsztama, opowiedziała historię aresztowania, zesłania i śmierci swojego męża. Druga księga wspomnień – jak zauważa we wstępie tłumacz Jerzy Czech – jest raczej prequelem niż sequelem dziejów Osipa Mandelsztama. W centrum uwagi znajduje się tu „sojusz trojga”: Nadieżdy, Osipa i zaprzyjaźnionej z nimi poetki Anny Achmatowej, ukazanej nie jako bohaterka, ale osoba raczej bezradna życiowo i pełna wątpliwości. Lecz to nie wszystko: autorka nie kryje, że jej małżeństwo opierało się w dużej mierze na fizycznej fascynacji obydwojga. Demaskuje również (na tyle, na ile to możliwe) mit, jakoby czasy rewolucji radzieckiej były epoką swobody twórczej i rozkwitu kultury, któremu kres położył dopiero stalinizm i doktryna socrealizmu. Autorytarna w sądach, surowa w ocenach i cięta w języku Druga księga wspomnień staje się zarazem szeroko zakrojoną, przejmującą rozprawą filozoficzną i socjologiczną o niewyobrażalnie trudnym świecie, w jakim przyszło żyć Nadieżdzie i jej współczesnym.
    Wspomnienia były opowieścią o jej mężu i jego wierszach. Druga księga stawia pytanie, jak mogło dojść do tego, że skazywano na śmierć nie tylko poszczególnych ludzi, ale warstwy społeczne, grupy zawodowe czy nawet narody, bez wyboru i bez powodu. Nie chodzi już o losy pojedynczego poety, Mandelsztama czy Achmatowej, uwagą objęta została cała przeżyta przez nich epoka.
    Drugą księgę pisała nie tylko Wielka Wdowa, jak ją nazwał zaprzyjaźniony dramaturg Aleksandr Gładkow, ale przede wszystkim autorka wybitnej rosyjskiej prozy wspomnieniowej. Nie zdecydowały o tym ani światowy rozgłos, ani pochwały największych choćby znawców, ale pełna świadomość samej autorki, ile warte jest to, czego dokonała.
    Pierwszy tom napisała skromna, małomówna wdowa po poecie, natomiast autorką Drugiej księgi była już znana wszystkim Nadieżda Jakowlewna Mandelsztam, która napisała słynne Wspomnienia o jednym z największych liryków XX wieku.” Miłego dnia. Jarek Kosiaty

  2. Chcę wiedzieć, jak to się stało, gdzie po drodze przywykliśmy, że prezydent to zawsze błazen, zawsze klient, nigdy dziwka. Zawsze szef, a nigdy podwładny, zawsze kłamca, zawsze złodziej, nigdy nie złapany.

    Zoe Leonard, amerykańska poetka w wierszu „I Want a Dyke for President”, 1992 r

  3. Zalek Bloom 18/06/2020 at 11:18

    europejski43L ”Obrazajac kogokolwiek, a szczegolnie czlowieka, ktorego wybraly miliony ludzi i ktorego powazaja nastepne miliony ludzi poza Jego krajem, moze i komus sie oplaca, ale nie warto”

    .Oczywiscie, politykow nalezy kochac calym sercem, a nie wysmiewac. Kochajmy Dude, Trumpa. Kaczynskiego, Merkel, Putina, Nataniahu i wielu innych politykow ktorzy z takim poswieceniem pracuja by nam bylo lepiej.,

  4. Idziemy do wyborów i wybieramy kogoś kto powinien nas bronic i chronić od przemocy, klęski i śmierci. Po wyborach okazuje się ze ten kogo wybraliśmy to nas własny morderca. Nie ochrania nas i nie obrania nas, na odwrót, aby jego własną skore oszczędzić i jego imię oświetlić on popiera prawa które które zwiększają możliwość naszej śmierci, ale on, on będzie naszym słońcem, naszym zbawicielem, wczoraj jego imieniem było Stalin, dziś jego imieniem jest Trump. Nic się nie zmienia, historia kołem się toczy.

  5. Obrazajac kogokolwiek, a szczegolnie czlowieka, ktorego wybraly miliony ludzi i ktorego powazaja nastepne miliony ludzi poza Jego krajem, moze i komus sie oplaca, ale nie warto.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: