Ciekawe artykuly

Wielkie, cenne odkrycie na leżajskim rynku.

150 macew, wśród nich wyjątkowa ze złotymi inskrypcjami

 

Przyslala Rimma Kaul

 


Fot. Ewa Kędzierska / Nadzór Archeologiczny

80 lat chodzili i jeździli po macewach. Nie tylko miejscowi, ale także bogobojni chasydzi, których tysiące co roku przyjeżdża do Leżajska, by modlić się na grobie cadyka Elimelecha. Teraz macewy zostały wydobyte spod asfaltu. Jest wśród nich jedna wyjątkowa, malowana złotem.

 

Macewy wyłaniały się spod kruszywa leżącego pod usuniętym asfaltem. Były położone jakieś 20 cm pod nawierzchnią na długości blisko 30 m wzdłuż ulicy, aż do połowy placu rynku. Pierwsza, druga, trzecia… Trzydziesta, siedemdziesiąta ósma, setna… A potem jeszcze kolejne.

Wiele jest prawie całych, tylko z ociosanym górnym zaokrągleniem. Tak by łatwo je było układać ciasno obok siebie na płycie rynku. Tych jest blisko setka.

Część to kawałki, mniejsze i większe. Jest ich ok. 50. Niektóre zostały przecięte na pół i położone w różnych miejscach.

Leżajski rynek wybrukowany macewami

– Spodziewaliśmy się znaleźć ich kilka. Bo 19 lat temu podczas budowy ronda w centrum Leżajska także zostały odnalezione macewy. Ale takiej ilości nikt się nie spodziewał. Jest ich już ponad 150 i ciągle nie wszystkie zostały wyciągnięte – mówi Ewa Kędzierska, archeolożka nadzorująca prace na leżajskim rynku.

Prace archeologiczne w Leżajsku są prowadzone w związku z rewitalizacją rynku. Kiedy wykonawca wszedł na plac budowy i okazało się, że pod płytą są macewy, na miejsce został wezwany konserwator zabytków i nadzór archeologiczny.


Fot. Ewa Kędzierska / Nadzór Archeologiczny

Skąd macewy na rynku? Co do jednego nie ma wątpliwości: nigdy nie było tu cmentarza. Przed wojną leżajski rynek był klepiskiem, służył mieszkańcom za targowisko. Żydzi stanowili wtedy jedną trzecią mieszkańców miasta, była to nieco ponad półtoratysięczna społeczność. Znacznie więcej żyło ich tu na początku XIX w., bo wtedy ta społeczność liczyła ponad 3 tys. osób. Więcej informacji na ten temat można znaleźć na Wirtualnym Sztetlu, portalu prowadzonym przez Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin”.

Leżajski rynek wybrukowali Niemcy, rękami mieszkańców, cegłami ze zburzonej synagogi i z dwóch kamienic stojących przy rynku, w które uderzyła bomba. A gdy cegieł zabrakło, z pobliskiego kirkutu zwożono macewy.

– Zachowało się zdjęcie leżajskiego rynku z 1941 r. Dwóch mężczyzn stoi przy studni. Widać na nim wybrukowany cegłami układanymi w jodełkę rynek, a w dali – białą, jaśniejszą plamę. To linia macew – opisuje Ewa Kędzierska.

Leżajsk. Święte miejsce dla chasydów

Przez 80 lat po macewach chodzili i jeździli nie tylko miejscowi, ale także bogobojni chasydzi, których tysiące co roku przyjeżdża do Leżajska, by w rocznicę śmierci cadyka Elimelecha Weissbluma modlić się przy jego grobie. Elimelech żył w XVIII w. Był jednym z pierwszych cadyków w historii judaizmu. W Leżajsku założył pierwszy i najbardziej liczący się w Galicji ośrodek chasydyzmu.

Według legend już za życia miał uzdrawiać chorych, dla których nie było nadziei, i rozmawiać ze zwierzętami. Jest autorem „Łagodności Elimelecha” – jednego z podstawowych dzieł chasydyzmu.

Pobożni Żydzi wierzą, że w rocznicę swojej śmierci cadyk wraca na ziemię, by zabrać ich prośby do Boga. Dlatego co roku przyjeżdżają do Leżajska, gdzie zmarł Elimelech.

Według danych leżajskiej Fundacji Chasydów w ubiegłym roku przyjechało tu 16 tys. pielgrzymów. W tym roku spodziewanych było nawet 20-30 tys. osób. Jednak po raz pierwszy od lat pielgrzymka z powodu ogólnoświatowej pandemii koronawirusa się nie odbyła.

Ale i tak chasydzi macew wydobywanych spod płyty rynku by nie zobaczyli. Zwykle przyjeżdżają w marcu, a prace archeologiczne na leżajskim rynku zaczęły się 10 czerwca.

– Mamy do czynienia z dość dobrze zachowanym zbiorem tych nagrobków, zachowało się bowiem wiele elementów zdobień i polichromii. W trakcie nadzoru w południowej pierzei rynku odkryto nawierzchnię z cegieł ułożonych w tzw. jodełkę. Wobec tych odkryć nadzór przekształcono w badania archeologiczne, które mają za zadanie szczegółową dokumentację i właściwe zabezpieczenie odsłanianych zabytków. Wszystkie macewy zostały zadokumentowane, wyeksplorowane – mówi Bartosz Podubny, zastępca podkarpackiego wojewódzkiego konserwatora zabytków.

Macewy pod rynkiem zachowane lepiej niż te na kirkucie

Macewy układane na piasku licem w dół zachowały się lepiej niż te, które stoją na miejscowym kirkucie i nigdy z niego nie były zabierane. Wyraźne i żywe są kolory napisów: niebieskich, zielonych, żółtych i czerwonych. Doskonale widoczne są ornamenty: korony, świeczniki, kwiaty, lwy, dłonie. Jest wśród nich jedna malowana złotem. – Mam nadzieję, że ta właśnie pochodzi z grobu cadyka Elimelecha. Byłoby to wielkie odkrycie – mówi Ewa Kędzierska.

Na razie niewiele wiadomo na temat wieku macew ani do kogo należały. – Nie potrafimy odczytać roczników, bo wszystko jest w jidysz. Niektóre macewy są z piaskowca, inne z betonu. Te są lepiej zachowane, bo piaskowiec popękał w kontakcie z wodą. Są w różnym stanie, ale są naprawdę piękne – podkreśla Ewa Kędzierska.

Prace na rynku przyciągają mieszkańców. Ludzie przychodzą, rozmawiają, dopytują o postępy. Interesują się odnalezionymi macewami. – Pewnego dnia podszedł do nas starszy mężczyzna. Opowiadał, że pamięta, kiedy macewy były przywożone na rynek wozami. Duże po jednej, mniejsze po dwie. Prace trwały od jesieni 1940 r. do wiosny 1941 r. – opowiada Ewa Kędzierska.

Ale z miejscowego kirkutu wywozili je nie tylko Niemcy. Miejscowi to dobrze pamiętają. Także Polacy używali ich do utwardzania swoich dróg i podwórek. – Ludzie przychodzi i opowiadali, że działo się to nie tylko w czasie wojny, ale także po wojnie – przyznaje Ewa Kędzierska.

Macewy na leżajskim rynku. Jak dziś na to odkrycie reagują mieszkańcy?

Jak dziś miejscowi reagują na to odkrycie?

– W zdecydowanej większości ludzie mówią: „Jak można tak zbezcześcić groby”. Młodzież i studenci podchodzili, rozmawiali, pytali. Byli tym zainteresowani, robili zdjęcia. Rozmawiali z nami, chcieli się dowiedzieć jak najwięcej. Najstarsi przychodzili i wspominali tamte czasy. Było widać, że jest im przykro i współczują tym ludziom, których groby zostały zniszczone. Bo to są pochówki. Było tylko kilka pojedynczych przypadków, głównie wśród osób w wieku od 45 do 55 lat, że ktoś przychodził i mówił: „Po co badziewie wyciągacie? A weźcie to wyrzućcie, pokruszcie, rozwalcie”. Były takie przypadki. A wystarczy uzmysłowić sobie, co by było, gdyby to nasze cmentarze były tak systemowo niszczone. Zdarza się, że jeden nagrobek jest zniszczony i cała Polska o tym mówi. A tutaj są setki zniszczonych nagrobków, a ktoś przychodzi i mówi: „Weźcie to wyrzućcie, zniszczcie”.

Wykopane macewy zostały zabezpieczone i złożone na działce należącej do leżajskiego samorządu. O tym, co się z nimi stanie, zdecyduje wojewódzki konserwator zabytków. Stanie się to po zakończeniu wszystkich prac ziemnych. – Decyzja o ostatecznej lokalizacji macew będzie poprzedzona konsultacjami z Komisją Rabiniczną ds. Cmentarzy oraz inwestorem – informuje Bartosz Podubny.

Filip Szczepański z Komisji Rabinicznej ds. Cmentarzy wyjaśnia, że według tradycji żydowskiej nagrobek należy do zmarłego, dlatego Żydzi są przeciwni umieszczaniu ich w muzeach. – Najlepiej, jeśli wrócą na kirkut, z którego pochodzą. Ale nie należy ich wkopywać w ziemię bez konsultacji. Dlatego że nie należy dawać fałszywego świadectwa, sugerować, że w danym miejscu leżą zmarli, których nazwiska są na inskrypcjach, a faktycznie tam nie leżą. Macewy nie mogą udawać cmentarza. Powinny zostać ułożone tak, żeby ewidentnie było widać, że nie są z tego miejsca – wyjaśnia Filip Szczepański.

150 macew na leżajskim rynku. Największe takie odkrycie ostatnich lat

– Macewy odsłonięte na leżajskim rynku są pod względem liczby i wartości artystycznej największym tego typu odkryciem w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Tym bardziej wartościowym, że część z nich posiada swoją pierwotną polichromię, która niestety nie zachowała się na macewach znajdujących się na kirkucie. Zasób ten będzie wymagał profesjonalnego naukowego opracowania, w tym datowania poszczególnych obiektów – podsumowuje Bartosz Podubny.

Społeczność żydowska liczy, że konserwator zabytków znajdzie środki na renowację tego dużego i cennego zbioru macew.


https://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/7%2c34962%2c26189459%2c150-macew-wykopanych-na-lezajskim-rynku-z-czyjego-grobu-jest.html

 

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: