Uncategorized

Polskie domy na żydowskim cmentarzu

oto problem, którego nie czuje nasza opinia publiczna

Cmentarz Żydowski w Bobowej. (Fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta)Punktem zapalnym w stosunkach polsko-żydowskich są pożydowskie domy i mieszkania, które bez jakiejkolwiek refleksji zamieszkują nasi współobywatele. Nie mówi się o tym w mediach i nie uczy w polskich szkołach.


Właściwie nic już nas nie powinno dziwić, jeśli chodzi o zdolność rządzącej prawicy do wywoływania kolejnych międzynarodowych awantur, zwłaszcza na tle dość perwersyjnie i patologicznie rozumianej godności narodowej i historii. Tak jest i obecnie w sprawie nowelizacji kodeksu postępowania administracyjnego, ustanawiającego cezurę czasową na domaganie się zwrotu lub odszkodowań za zagrabione przez Niemców i komunistów mienie – tak polskie, jak i, co istotne w kontekście relacji z Izraelem i USA, żydowskie. Przy okazji pośrednio podsycane są antysemickie resentymenty, i bez tego dość silne wśród Polaków. Obóz władzy może liczyć na poklask tzw. patriotów, straszonych wizją żydowskich hord wyrzucających dobrych Polaków z ich pożydowskich domów i mieszkań na mocy sławetnej rezolucji nr 447 Kongresu USA.

Jednak czymś szczególnie obrzydliwym jest pomoc tzw. opozycji w tym dziele. Piszę „tak zwanej”, bo akurat w kwestii, jak to nazwałem, patologicznej wizji polskiej historii panuje w obecnym parlamencie prawdziwa i konstruktywna zgoda ponad podziałami. Dość wspomnieć poprzednią podobną awanturę z haniebną próbą penalizacji krytycznego pisania o polskim aspekcie Holocaustu, a zwłaszcza o udziale w nim polskich obywateli, czy żenujące honorowanie stosownymi uchwałami najpierw faszystowskich Narodowych Sił Zbrojnych, a potem już jawnie kolaboranckiej, współpracującej z SS i gestapo Brygady Świętokrzyskiej.

Także tym razem w polskim Sejmie zabrakło choćby jednego posła, który miałby odwagę głosować przeciw tym haniebnym regulacjom. Najodważniejsi – lub może najbardziej ostrożni i przewidujący – wstrzymali się od głosu lub nie uczestniczyli w głosowaniu.

Co będzie dalej? Wiadomo: ostry nacisk USA i Izraela, jakieś kolejne negocjacje i wycofanie się w końcu prawicowej większości z tej regulacji poprzez dopisanie jakiegoś Holocaust lex specialis.

Bardziej istotny jest wniosek, jaki płynie z tej postawy posłów wszystkich obozów: polska elita polityczna i polskie społeczeństwo – a najwyraźniej politycy opozycji też podzielają tę wizję swego elektoratu – tkwią w antysemickich oparach endecko-katolickiej ideologii pomieszanej z wyparciem jakiejkolwiek, choćby najmniejszej refleksji co do fałszywości obowiązującej w powszechnej świadomości wizji polsko-żydowskich relacji w XX wieku, szczególnie przed, w trakcie i bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej.

Nikt – poza wąskim i bardzo zresztą atakowanym za rzekome szarganie dobrego imienia Polski – gronem historyków i publicystów nie popularyzuje prawdy o skali niechęci – często prowadzącej do denuncjowania Niemcom ukrywających się polskich obywateli narodowości żydowskiej czy nawet do czynnego pomagania okupantom w wyłapywaniu i wywożeniu żydowskich współmieszkańców polskich miasteczek i wsi. Prawdy o polskich mniej lub bardziej „milczących” pomocnikach hitlerowców – granatowej policji mundurowej, tajniakach z polskiej policji kryminalnej, działających w ramach niemieckiej policji bezpieczeństwa, i złożonym z dawnych polskich policjantów warszawskim wydziale poszukiwań wojennych zajmującym się wyłapywaniem zbiegów z getta, o junakach z Baudienstu „zabezpieczających” wywózki Żydów, o tzw. wartach wiejskich, o polskich batalionach policyjnych na Wschodzie czy wreszcie o wspomnianych Narodowych Siłach Zbrojnych

Niemal nikt nie mówi głośno prawdy o tym, jaki mur niechęci ze strony uwłaszczonych na ich mieniu sąsiadów napotykali nieliczni powracający ocaleni próbujący odzyskać swoją własność. I właśnie tu tkwi problem – w pożydowskich domach i mieszkaniach, które bez jakiejkolwiek refleksji zamieszkują nasi współobywatele. O tym wszystkim nie mówi się w mediach i nie uczy się w polskich szkołach – a po reformach nowego ministra będzie to zapewne zagrożone karą więzienia. Dlatego tak duży odzew zyskała kampania antysemicka 1968 roku, dlatego i teraz takie efekty polityczne przynosi – i będzie przynosić – epatowanie oburzeniem z powodu rzekomej antypolskiej nagonki i straszenie wspomnianą uchwałą 447.

Zrozumiałem to, gdy kilka lat temu odwiedziłem miasteczko, skąd wywodzą się znane mi korzenie żydowskiej części moich przodków. Próba ustalenia czegoś na ich temat w miejscowym archiwum okazała się bezskuteczna, bo wszystkie akty metrykalne i hipoteczne zostały zniszczone po wojnie. Pewnie właśnie po to, by zatrzeć ślady żydowskiej własności.

Na terenie wchodzącym prawdopodobnie w obszar rozległego dawnego cmentarza żydowskiego wybudowano natomiast kilka domków jednorodzinnych, a pozostałości ocalałych macew zgromadzono na wąskim pasie gruntu ogrodzonym za pieniądze jednego z amerykańskich potomków miejscowej społeczności żydowskiej.

I jak rozumiem, właśnie w trosce o spokój obecnych mieszkańców dawnego kirkutu polscy posłowie uchwalili wspomniane prawo… O pamięci pochowanych tam dawnych mieszkańców polskich sztetli już nikt nie pamięta.

Antoni Podolski był dyrektorem Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (2008-09) i wiceministrem spraw wewnętrznych (1999-2001 oraz 2008-09).


Polskie domy na żydowskim cmentarzu

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Zgadzam się, najczęściej „odwraca się kota ogonem”, podobnie jak Morawiecki, który odpowiadając na pytanie dot. mienia odpowiada, że nie będzie płacił za krzywdy niemieckie. A tu nie o to chodzi. Przykład: komuś spalił się dom, albo rodzina zginęła w wypadku. To czy można wejść na tę nieruchomość i ją zająć?

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.