Uncategorized

Jakub Wasilewicz – wspomnienia


Jakub Wasilewicz

Dla kazdego „odrodzenie zycia zydowskiego” oznacza cos innego. 

Moja mama, ktora urodzila sie w 1946 roku czyli rok po zakonczeniu wojny dorastala wylacznie w srodowisku zydowskim – chodzila do Klubu TSKZ. Tam codziennie uczeszczala na roznego rodzaju zajecia, zabawy..  bawila sie z dziecmi zydowskimi. Tam chodzili jej rodzice aby spotkac sie z innymi ocalalymi z wojny Zydami. 

Jezdzila tez na kolonie zydowskie z innymi dziecmi zydowskimi z roznych miast.  

  Rodzice mamy, ktorzy stracili swoich bliskich podczas wojny zaczeli budowac swoje zycie w Polsce od nowa. To byli Zydzi, oboje z religijnych domow przed wojna.. Po wojnie bylo inaczej…

 W 1968 roku wyjechali wszyscy przyjaciele mamy… Ona zostala… Zostala aby opiekowac sie swoimi rodzicami…

Jej ojciec zmarl w 1972 roku.

W 1974 obiela stanowisko sekretarza a nastepnie przewodniczacej spolecznosci zydowskiej (TSKZ) w Czestochowie. Prowadzila Klub TSKZ przez 43 lata. 

Mama mojej mamy zmarla w 1987 roku. 

Ja urodzilem sie w 1988 i dorastałem juz w innej zupełnie rzeczywistosci… w bardzo juz Innej Polsce… 

Istaniała Fundacja Laudera… Jezdzilem na letnie i zimowe obozy Laudera ale tez na kolonie TSKZ, i Jointu. 

A na codzien, szkola publiczna, brak zydowskich przyjaciol, ukrywanie tozsamosci… bo jak ktos sie dowie to mnie pobija… Strach… Moze od czasu do czasu klub TSKZ – spotkania z okazji swiąt itp. ale glownie ze starszymi osobami, kilkoma ostatnimi Zydami… i raz czy 2 razy w roku te kolonie zydowskie, nareszcie z takimi jak ja, lub podobnymi… 

Tak wygladalo to moje zydowskie zycie kiedy dorastalem w Polsce… 

Troche nienormalne… 

Ale innego nie znałem… 

Ciągneło mnie wiec do normalnego zycia… Gdzie moglbym zyc bez ukrywania sie, będąc sobą, obok innych nie ukrywających sie Zydow…

Ci co wyjechali w Marcu 1968 roku byli zmuszeni do wyjazdu… Ja wyjechałem w 2004 roku i mimo tego, ze wyjechalem nie tracąc obywatelstwa i nie zostalem upokorzony i nie bylem zmuszony do wyjazdu jak pokolenia Marca, to jednak cos tez niestety zmusiło mnie do wyjazdu…

 Z jednej strony ten Marzec 1968 spowodowal tyle szkód, ktore wciaz oczuwamy wiele lat pozniej… i ktore ja odczułem zyjac w tej smutnej bardzo rzeczywistosci nie majac zydowskich kolegow czy kolezanek w moim miescie…Bo tysiace Zydow wyjechalo z Polski i Polska stala sie nagle bardzo z tego powodu pusta… 

Nie wszyscy oczywiscie wyjechali… Ale bardzo malo ich zostalo… Pomyslec jakie to bogate byloby zycie zydowskie bez Marca… A jakie byloby to zycie gdyby nie wojna? Ale gdyby nie wojna to nie byłoby nas… Ale bylyby miliony innych polskich Zydow i nastepne pokolenia polskich Zydow… 

Ale wojna byla… 

Ci co ocaleli zostali lub wyjechali. 

Ci co zostali zaczeli od nowa…

 Odbudowywac zycie zydowskie w Polsce… 

Z powodu Marca tysiace polskich Zydow wyjechalo… Ci co zostali tak jak moja mama albo kontynuowali zycie zydowskie po kryjomu albo dali sobie z tym spokój. 

 Ale jak sie czuja Ci co wyjechali za granice w Marcu 1968 roku lub wiele lat pozniej tak jak ja?

Jak sie czujemy – My, polscy Zydzi za granicą?

Ja po wyjezdzie z Polski nareszcie moglem swobodnie oddychac jako Zyd, gdzie nie musialem sie juz nigdzie ukrywac… gdzie mogłem nareszcie swobodnie sobie chodzic po ulicy z kipa na glowie jezeli tego chcialem bez strachu, ze ktoś cos do mnie krzyknie lub, ze mnie pobije… Gdzie nareszcie moglem byc otwarcie Zydem…

Bo w Polsce nie moglem…

Ale jak to jest z nami polskimi Zydami…?

Czy skoro juz nie mieszkamy w Polsce, skoro Polska nie chciala Zydow… Czy wciaz uwazamy sie za polskich Zydow? Czy mamy wybor? 

Kiedy ktos mnie spyta skad jestem odpowiadam, ze jestem z Polski. Jestem polskim Zydem. Tam sie urodzilem, tam sie wychowalem, w nienormalnym srodowisku ale w Polsce… Tam przez setki lat mieszkala moja rodzina w wielu roznych polskich miastach… 

Odpowiadam wiec zawsze wg. prawdy, ze jestem z Polski. 

Ale za kazdym razem kiedy rozmawiam z kims na ten temat przypominam sobie jak to bylo dorastac w Polsce i jak to musialem z tej Polski wyjeżdżać… Czuje wtedy radosc ale tez wielki smutek… 

Czuje radosc, bo jestem tu, gdzie moge byc soba, gdzie moge byc otwarcie tym kim jestem. 

Czuje jednak smutek dlatego, ze bylo mi bardzo ciezko byc za granica samemu bez rodziny… bez mozliwosci na co dzien rozmawiania w moim ojczystym jezyku – jezyku polskim…. I zawsze wszystkim mowie, że gdyby w Polsce bylo zycie zydowskie, spolecznosc zydowska tak jak w Izraelu czy w USA i zreszta tak jak w Polsce przed wojna, to nigdy bym nie wyjezdzal z Polski… 

 Mowiac, ze jestem polskim Zydem i wdaje sie w roznego rodzaju z tego powodu dyskusje z ludzmi, nie robie tego tylko i wylacznie dla siebie. 

Robie to tez dla mojej rodziny…

Dzielac sie moja historia dziele sie tez historia mojej rodziny, tak aby pamiec o mojej rodzinie żyła…Bo tak dlugo czlowiek zyje póki pamiec o nim…

Jestem ostatnim polskim Zydem z mojej rodziny. Bo mieszkajac za granica moje dzieci urodzone juz tam nie sa przeciez polskimi Zydami. Beda mogly zawsze powiedziec, ze maja ojca z Polski ale same z Polski nie są…

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. Ilez wariantow i komplikacji gdy sytuacje powoduja,ze decyzje nie od nas zaleza….Na pewno trudno byc Zydem na obcej ziemi,szczegolnie bez rdzennej rodziny…
    Ile bolu w tych opisach Jakuba Wasilewicza…..
    ”Narod wybrany”????

  2. Rozumiem twój ból. Leo leszek Kantor, Sztokholm. Kiedyś wychowawca na żydowskich koloniach dla dzieci a potem kierownik kilku takich kolonii przeważnie nad morzem.10 stycznia 1969 r już mnie w Polsce nie było I tak przez 20 lat..Zostały wspomnienia tych pięknych dni z dziećmi nad morzem przez parę lat miedzy innymi w Gdyni/Cisowej. A gdzie mieszkasz teraz? Jak Ci idzie? A to mój mail info@adekvat.se.Pozdrawiam.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.