
W Kopenhadze zmarł Andrzej Żak. Był wyjątkowym człowiekiem. Człowiekiem wielkiego serca. Kochał ludzi i kochał życie. Utalentowany fotograf, przez wiele lat pracował w Polsce jako fotoreporter w piśmie „Zwierciadło”. Na emigracji wybrał życie wolnego ptaka. W Kopenhadze przez dziesięciolecia był niekwestionowanym liderem życia towarzyskiego polskich j emigrantów. Przez jego mieszkanie na Nordrefasenvej na Frederiksbergu przewijały się setki osób, przybysze z Polski, a nade wszystko marcowi kopenhascy emigranci. Wszyscy go znali i on znał wszystkich. Miał w sobie wielkie pokłady ciepła i miłości dla innych. Zawsze pomagał potrzebującym, opiekował się ludźmi, zwłaszcza tymi zagubionymi, nie potrafiącymi poradzić sobie z wyzwaniem emigracji. Pamiętam, jak często mi powtarzał: Wandziu, emigracja, to jest naprawdę ostry numer, tak Wandziu, mówię Ci, ostry numer leci. To były czasy bez internetu, lata 70. i 80, nikt wtedy nie myślał, że świat zmieni się tak szybko i tak zasadniczo. Pewne sprawy wydawały się ostateczne. Andrzej dbał o młodych chłopców uzależnionych od dragów, czy alkoholu, otaczał ich troskliwą opieką, tak jak zajął się Tomkiem Groszem, moim bliskim przyjacielem z lat szkolnych, wybitnie inteligentnym, ale niestety wielce autodestrukcyjnym, odprowadził go do samego końca. Dużo można by pisać, ale jego koledzy zrobią to na pewno lepiej, niż ja. Składam serdeczne wyrazy współczucia jego żonie Esterci, najstarszemu synowi Markowi, młodszym: Beniaminowi, Aleksandrowi, wnuczce Sarze i Wszystkim jego Bliskim.
To zdjęcie poniżej przedstawia kapliczkę nagrobną ojca Żaka na Cmentarzu na Frederiksbergu. Wyrzeźbił ją przyjaciel Andrzeja wybitny rzeźbiarz Teodor Bok. Ojciec Żaka, powstaniec wielkopolski powrócił do Polski we wrześniu 1939 r z emigracji w Brazylii, z miejscowości Orzeł Biały, by bronić Polski przed Niemcami. Przywiózł ze sobą żonę niemiecką Żydówką z trojgiem dzieci. Po klęsce wrześniowej dr Żak zamieszkał w rodzinnej Wielkopolsce, w Tuliszkowie. Przez cała okupację leczył ludzi, a jego żydowska żona Margot udawała Niemkę. Szczęśliwie cała rodzina przetrwała. W marcu 68 rodzice Andrzeja wyemigrowali do Niemiec, a on sam do Kopenhagi, siostra Danusia i najstarszy brat Janusz pozostali w Polsce.

Fotografia wykonana przez Andrzeja Żaka przedstawia rzeczony Cmentarz na Frederiskbergu, koło grobu ojca Andrzeja stoję ja i niżej Mietek Natorff, był bratem pierwszej żony Andrzeja Iwony Natorff.
To od Żaka usłyszałam, co działo się podczas okupacji w Szczebrzeszynie, na długo przedtem, gdy poznałam „Dzienniki” dr Klukowskiego. Jako reporter pisma „Zwierciadło”, pewnego razu znalazł się w Szczebrzeszynie, miejscowy ksiądz opowiedział mu o strasznych wydarzeniach podczas deportacji miejscowych Żydów. Żak pokazał mi także serię zdjęć, jaką wykonał w Krakowie na cmentarzu żydowskim na Miodowej, zrobił je w marcu 68 roku, przedstawiały poprzewracane nagrobki z obelżywymi napisami, mam nadzieję, że zdjęcia te wyladowały w ZIHu lub w Polin. Moze to zrobiła bezpieka, może ludzie przez nią podpuszczeni. Żak dysponował również nagraniem rozmowy z Markiem Edelmanem, gdy Edelman przyjechał do kopenhagi na zaproszenie tutejszych emigrantów. Żak chciał je przekazać ŻIH-owi i tak się chyba stało, wiem, ze w tym celu skontaktowałam go z Jankiem Jagielskim.
Napisala i przyslala Wanda Lacrampre
Kondolencje prosze przesylac na adres
Wszystkie smutne wiadomosci TUTAJ
Kategorie: Uncategorized


Wando, Dzięki za tę opowieść. Tylko Ty tak potrafisz.