Uncategorized

Czego administracja Bidena nie rozumie o palestyńskiej nienawiści do Żydów


Nadav Shragai

Zmiany w przywództwie w Autonomii Palestyńskiej lub odnowienie Autonomii Palestyńskiej nie mają znaczenia. Co nas obchodzi, czy jest to Mahmud Abbas czy Salam Fayyad, jeśli na ulicach Nablusu, Jenin i Tulkarm tłumy chcą oddać broń Hamasowi? Dlaczego miałoby nas obchodzić, czy istnieje stara, czy „odnowiona” Autonomia Palestyńska, skoro przy każdej rzezi, zabójstwie i strzelaninie na naszych ulicach tańczą i świętują na dachach, rozdając słodycze?

Ktoś musi poinformować administrację Bidena, że poza silnym poparciem dla celów wojny, w Izraelu istnieje obecnie narodowy konsensus w dwóch innych kwestiach: Po pierwsze – po wojnie premier Benjamin Netanjahu będzie musiał ustąpić ze stanowiska (Amerykanie są o tym dobrze poinformowani); po drugie – państwo palestyńskie stanowi poważne zagrożenie dla Izraela. Fakt, że Netanjahu zdecydował się na walkę z tym zagrożeniem w tej chwili, nie oznacza, że opozycja wobec tej wizji odejdzie wraz z nim, gdy przestanie sprawować urząd. Jest ona obecna we wszystkich dziedzinach życia.

Szeroki sprzeciw Izraelczyków wobec państwa palestyńskiego – dobrze byłoby, gdyby Amerykanie o tym wiedzieli – wynika nie tylko z faktu, że zabiera ono Żydom kawałki biblijnej ziemi i historycznej ojczyzny, z którą wielu z nich jest związanych każdym elementem swojego istnienia. Osiedla, w których mieszka obecnie pół miliona Żydów, są tego jasnym wyrazem. Ale szeroki sprzeciw wobec państwa palestyńskiego nie jest, wbrew temu, co Amerykanie błędnie zakładają, funkcją jakiegokolwiek konkretnego palestyńskiego przywództwa kierującego Autonomią Palestyńską. To odrzucenie jest na znacznie bardziej fundamentalnym poziomie.

Sprzeciw wobec państwa palestyńskiego wynika przede wszystkim z głębokiego zrozumienia – ukształtowanego przez dziesięciolecia terroru, ataków i rozlewu krwi – że wrogość, nienawiść i zaangażowanie w utrwalanie walki z Żydami i państwem Izrael jako państwem narodu żydowskiego pochodzi z poziomu oddolnego, od palestyńskiej opinii publicznej en masse.

Palestyńskie przywództwo jest odzwierciedleniem palestyńskiego społeczeństwa, które odrzuca nasze istnienie tutaj. Świadczą o tym setki ankiet i tysiące oświadczeń na przestrzeni wielu dziesięcioleci. Palestyńska opinia publiczna jest przywiązana do koncepcji „prawa powrotu” do Lod, Ramla, Acre i Jaffy, co oznacza eliminację państwa Izrael i odmowę uznania Izraela za państwo narodu żydowskiego.

W społeczeństwie palestyńskim jest wiele osób, które trzymają się najbardziej skrajnej interpretacji islamu i znajdują w niej obowiązek, usprawiedliwienie i pozwolenie na mordowanie Żydów za to, że są Żydami i „niewiernymi”. To tylko niektóre z powodów, dla których 72% Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu (według najnowszego sondażu dr Khalila Shikaki) popiera masakrę z 7 października, a większość z nich, pomimo wszystkiego, co dziś wiedzą, nadal popiera Hamas.

Doktryna, która dominuje w palestyńskim systemie edukacji, od przedszkola po uniwersytety, o świecie bez Izraela, bez państwa żydowskiego, doktryna, która uświęca „męczenników” i gloryfikuje terror, jest przede wszystkim odzwierciedleniem tego, co palestyńskie gospodarstwo domowe popiera dzisiaj. Palestyńczycy chłoną nienawiść, wypaczenia, kłamstwa i podżeganie z mlekiem matki. To również pochodzi stamtąd.

Dlatego zmiany w przywództwie w Autonomii Palestyńskiej lub odnowienie Autonomii Palestyńskiej nie mają znaczenia. Co nas obchodzi, czy jest to Mahmud Abbas czy Salam Fayyad, jeśli na ulicach Nablusu, Jenin i Tulkarm tłumy chcą przekazać broń Hamasowi? Dlaczego miałoby nas obchodzić, czy istnieje stara czy „odnowiona” Autonomia Palestyńska, jeśli przy każdej rzezi, zabójstwie i strzelaninie na naszych ulicach tańczą, świętują na dachach i rozdają słodycze?

Czasami się uspokajają, ale zawsze jest to tymczasowe, zawsze podyktowane ulotnym, zwykle materialnym interesem – zatrudnieniem lub warunkami życia. Potem wracają do niegodziwości, zła, krwawego terroru, podżegania i nienawiści. W końcu palestyńskiej opinii publicznej nie da się zastąpić, ani nie mamy zamiaru tego robić. Jest, jaka jest. Z tym musimy sobie poradzić. Ale państwo palestyńskie na naszym podwórku, rzut kamieniem od Kfar Saba, Netanii, Lod, Jerozolimy i Tel Awiwu? Wewnątrz nas? Nie, dziękuję; i nie ma to nic wspólnego z Netanjahu.

Czego administracja Bidena nie rozumie o palestyńskiej nienawiści do Żydów

Kategorie: Uncategorized

3 odpowiedzi »

  1. A założę się że Amerykanie rozumieją, często lepiej niż znaczny procent Izraelczyków. Zakładam że autor ma na myśli administrację federalną a nie przeciętnego Amerykanina bo ten ma w d..ie Żydów i Arabów w równej mierze.

  2. A co zrobiles Abramku zeby Polacy cie nienawidzili ? Musiales zdrowo narobic, moze trzeba cie wydac szlachetnej Polsce .

  3. Zrobilismy co moglismy, by nas znienawidzili…. by býc madrymi Zydami.
    I teraz , tez…

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.