Uncategorized

Marzec ’68 – przewodnik dla niezorientowanych


Ilustracja: Marianna Sztyma

Łukasz Bertram

Odpowiedzialność za Marzec ponoszą przywódcy PZPR. Jednak ci, którzy wygnali z kraju kilkanaście tysięcy Polaków, też byli Polakami. Byli nimi również aktywiści partyjni, urzędnicy i zwykli pracownicy, przekonani komuniści i bezideowi konformiści, polujący na czarownice na zebraniach i składający donosy.

Gdy równo dekadę temu zapytano polskich uczniów i studentów o wydarzenia marcowe roku 1968, tylko 13 proc. z nich odpowiedziało, że wie, co się wtedy zdarzyło, z czego tylko połowa udzieliła odpowiedzi poprawnej. Wnioskując z innych badań na temat świadomości historycznej Polaków, można przypuszczać, że stan tej wiedzy nie jest lepszy ani wśród dzisiejszej młodzieży, ani wśród starszego pokolenia. Jednocześnie przeżycia sprzed 50 lat stanowią centralne doświadczenie dla pewnej grupy polskiej inteligencji. Nie będę stawiał tu diagnozy co do przyczyn tego rozziewu. Cel jest inny, skromny: spróbować oddać to, jak złożonym doświadczeniem był Marzec – i dlaczego powinien nas on dziś interesować.

To, co nazywamy Marcem, stanowiło w istocie splot trzech wzajemnie na siebie oddziałujących procesów: 1) działalności środowisk młodej inteligencji kontestującej porządek Polski pod rządami Władysława Gomułki, 2) antysemickiej kampanii zapoczątkowanej przez władze, ale znajdującej poklask wśród pewnej części społeczeństwa, 3) politycznej walki frakcyjnej w łonie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Żeby zrozumieć, jak do tego doszło, trzeba jednak na początek rozszerzyć perspektywę o kilkanaście lat wstecz i przyjrzeć się dwóm zjawiskom: relacji władzy z inteligencją oraz stosunkom w szeregach establishmentu politycznego

Uniwersytet nieustabilizowany

Wraz z dojściem do władzy Władysława Gomułki w październiku 1956 r. skończył się w Polsce ostatecznie stalinizm. Nie było powrotu do masowego terroru, zadekretowanych schematów w kulturze, przykrawania kolejnych obszarów życia społecznego do wzorca radzieckiego. Najpóźniej od tego momentu mówienie o PRL jako kraju totalitarnym jest nonsensem. Jednak tych publicystów, pisarzy i myślicieli, którzy liczyli na daleko idącą demokratyzację, następne lata musiały rozczarować. Wielu z nich było ludźmi lewicy, członkami PZPR, co więcej, tak jak Leszek Kołakowski czy Wiktor Woroszylski, stawali wcześniej w stalinowskich szeregach do walki o zniszczenie przeżytków dawnej epoki. Doświadczenia lat 50. sprawiły, że zrewidowali swoje poglądy i postawy, czego dziś nie chcą dostrzec ci, którzy pamięć mylą z pamiętliwością.

Lewicowa inteligencja chciała poprawić socjalizm tak, by miał prawdziwie ludzką twarz, nie wystarczała jej „mała stabilizacja”. Gomułka zaś, wierzący komunista, a jednocześnie człowiek przekonany, że jako jedyny dzierży właściwy klucz do przyszłości kraju, nie zamierzał rezygnować z wypowiedzianych wiele lat wcześniej słów „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. Partia szybko zaczęła więc kłaść tamę rozbestwionym gryzipiórkom, którzy w swoich tekstach domagali się takich luksusów, jak wolność słowa, i piętnować ich jako „rewizjonistów”.

Wraz z dojściem do władzy Gomułki w październiku 1956 r. skończył się w Polsce ostatecznie stalinizm. Nie było powrotu do masowego terroru. Najpóźniej od tego momentu mówienie o PRL jako kraju totalitarnym jest nonsensem. Jednak tych publicystów, pisarzy i myślicieli, którzy liczyli na daleko idącą demokratyzację, następne lata musiały rozczarować.

Łukasz Bertram

Ponieważ nie był to już czas stalinizmu, kontestatorzy mogli publikować, tocząc ciągłe boje z cenzurą, pracować na uczelniach i budować na ich terenie swoiste enklawy wolności i fermentu. Wzniecało go przede wszystkim środowisko rozbudzonych politycznie młodych pracowników naukowych i studentów, na czele z Jackiem Kuroniem, Adamem Michnikiem czy Karolem Modzelewskim. W ciągłych dyskusjach i pożeranych lekturach poszukiwano gorączkowo odpowiedzi na pytanie: co zrobić, by polski socjalizm dał się lubić? I tak, spora część członków tego grona wywodziła się z komunistycznych domów (choć nie brakowało wśród nich też mieszkańców akademików). Paradoksalnie mogło to sprzyjać postawom kontestacji, co wielbicielom narracji o „resortowych dzieciach” nie bardzo mieści się w głowach. Młodzi ludzie od dziecięcych lat nasiąkali polityką, mieli łatwiejszy dostęp do zakazanej literatury oraz bliskie wzorce buntu. Przed wojną był to bunt członków Komunistycznej Partii Polski przeciw zacofaniu i niesprawiedliwości, teraz – bunt dzieci wobec opresyjnego systemu, który zbudowali ich rodzice. Na Uniwersytecie Warszawskim środowisko to stało się znane pod nazwą „komandosów” – ponieważ „desantowali się” na różne publiczne spotkania i debaty, by zadawać niewygodne pytania. Gdyby Polska Gomułkowska znała YouTube’a, z pewnością mielibyśmy na nim serię filmów pod tytułem „Komandosi masakrują…” (i tu można wstawić nazwisko na przykład sekretarza Gomułki).

Od całości społeczeństwa różnił ich aktywizm i nonkonformizm (choć także pewien ekskluzywizm i nieznajomość życia poza bańką inteligencko-partyjną), łączyło natomiast uznanie tej Polski, która wtedy istniała, za Polskę właśnie. Warto mieć to w pamięci, gdy dziś słyszymy, że między 1944 a 1989 r. między Świnoujściem a Ustrzykami ziała dziejowa czarna dziura.

Z biegiem lat 60. rozczarowanie coraz bardziej autorytarną ekipą Gomułki narastało. Doszło do kolejnych konfrontacji: list 34 intelektualistów w proteście przeciwko cenzurze; aresztowanie Kuronia i Modzelewskiego; wystąpienie Kołakowskiego w 10. rocznicę Października, podczas którego dokonał on sądu nad całokształtem polityki kulturalnej ostatniej dekady. Napięcie narastało. Zanim jednak o tym, jak znalazło ujście, zarysować trzeba pokrótce, co działo się w przytulnym zaciszu Komitetu Centralnego PZPR i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych

Kto nie z Mieciem, tego zmieciem

PZPR zawsze pielęgnowała fetysz dyscypliny i jedności, co wynikało z głęboko zakorzenionych tradycji ruchu komunistycznego. Zarzut „frakcyjności” należał do najpoważniejszych, jaki można było w tym środowisku postawić. W rzeczywistości wewnątrz kipiało od podziałów i konfliktów, tyleż ideowych, co personalnych. W 1956 r. ścierała się grupa nastawiona na głębszą liberalizację systemu (tzw. puławianie), z twardogłowymi dogmatykami (tzw. natolińczycy). Zdobywszy władzę, Gomułka zbudował własną pozycję i najpierw spacyfikował „natolińczyków”, a potem „puławian”.

W pierwszej połowie lat 60. na horyzoncie wyrosła jednak nowa, szczególna koteria. Choć jej prominentni reprezentanci byli międzywojennymi komunistami, to ich kluczowym doświadczeniem była raczej II wojna światowa i walka w szeregach Gwardii Ludowej. Stąd też zwano ich „partyzantami”. Swoje znaczenie w dużej mierze opierali na wzrastającej pozycji Mieczysława Moczara, wiceministra, a od 1964 r. ministra spraw wewnętrznych, a więc nadzorcy aparatu bezpieczeństwa, którym posługiwać się mógł tak, jak chciał, a chciał bardzo.

Ideologię, czy może raczej mentalność tej koterii, można opisać jako niespecjalnie strawny, ale dla niektórych atrakcyjny, koktajl z komunizmu, nacjonalizmu i populizmu, mieszaniu którego towarzyszyło silne szarpanie struny patriotycznej, a nawet kokietowanie weteranów Armii Krajowej [1]. „Partyzanci”, wśród których sporo było wojskowych i „bezpieczniaków”, prezentowali się jako obrońcy polskości heroicznej (acz z partią na czele), zagrożonej przez prześmiewczych i jątrzących intelektualistów, a także jako reprezentanci swojskiej plebejskości w starciu z wyalienowanymi „kosmopolitami”. Oczywiście odwoływali się również do resentymentów antysemickich, wskazując, że za „błędy i wypaczenia” poprzednich dekad odpowiadają działacze pochodzenia żydowskiego, a także – dyskretnie – do resentymentów antyradzieckich [2]. Do „partyzantów”, dążących do zwiększenia swoich wpływów w centrum władzy i wyparcia z niego Żydów i liberałów, przytulili się niektórzy partyjni czterdziestolatkowie, patrzący wilkiem na starych KPP-owców od lat blokujących najwyższe stanowiska. I tak jak na uniwersytetach, tak w gabinetach narastało napięcie.

PZPR zawsze pielęgnowała fetysz dyscypliny i jedności, co wynikało z głęboko zakorzenionych tradycji ruchu komunistycznego. Zarzut „frakcyjności” należał do najpoważniejszych, jaki można było w tym środowisku postawić. W rzeczywistości wewnątrz kipiało od podziałów i konfliktów, tyleż ideowych, co personalnych.

Łukasz Bertram

Z wykładów do więzień

Zarysowane wyżej procesy zderzyły się gwałtownie w roku 1968, jednak przyspieszenie nastąpiło jeszcze w roku poprzednim. Trąbka do biegu nie zagrała jednak w Warszawie, ale na Bliskim Wschodzie, gdzie armia popieranego przez Stany Zjednoczone Izraela rozbiła w wojnie sześciodniowej wspierane przez ZSRR siły państw arabskich. Zszokowana Moskwa zerwała z Izraelem stosunki dyplomatyczne, a za jej przykładem poszły pozostałe państwa bloku, w tym Polska. Nie dość jednak tego, bo 19 czerwca Gomułka wygłosił przemówienie, w którym zasugerował, że część polskich Żydów nie jest lojalna wobec Polski Ludowej, a wręcz stanowi rodzaj V kolumny. Szybko i ochoczo, jakby na sygnał, rozpoczęto czystkę personalną, póki co ograniczoną głównie do wojska i mediów. Odbywała się ona pod hasłem walki z „syjonizmem”, która to kategoria była mglista i pojemna, ale w praktyce często oznaczała po prostu grzech „niepolskiego” pochodzenia.

Na plan pierwszy wysunęło się jednak coś innego – kontrowersja wokół inscenizacji teatralnej „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka. Władze szybko zwróciły uwagę na to, że publiczność żywiołowo reaguje na wszystkie kwestie o charakterze antycarskim, odnosząc je do kontekstu współczesnego. Podjęto więc decyzję o zdjęciu spektaklu, co doprowadziło do eskalacji konfliktu. Ostatnie przedstawienie stało się areną demonstracji studentów, z „komandosami” na czele, wznoszącymi hasła takie jak: „Niepodległość bez cenzury”. To już nie były dyskusje o socjalizmie w ludzką twarzą, młodzież zaprotestowała przeciwko gwałtowi na polskim dziedzictwie kulturowym. Tak samo zareagowali pisarze i poeci, uchwalając na zebraniu warszawskiego Związku Literatów Polskich rezolucję przeciwko cenzurze.

W tej atmosferze minister oświaty i szkolnictwa wyższego podjął bezprawną decyzję o relegowaniu z UW Adama Michnika i Henryka Szlajfera. 8 marca 1968 r. na Uniwersytecie odbył się wiec protestacyjny, w którym wzięło udział ok. tysiąca osób. Gdy zebrani zaczęli się już w spokoju rozchodzić, zostali zaatakowani przez milicję i zwieziony autokarami „aktyw robotniczy”. Władza zarzuciła środki dyscyplinarne i przemówiła nagą przemocą – bo studentów bito brutalnie, wręcz bestialsko. Nic więc dziwnego, że już nazajutrz odbyła się w Warszawie demonstracja uliczna, a potem następna, którą milicja podejrzanie łatwo dopuściła pod sam Komitet Centralny. Fakt ten, a także obecność w tłumie tajniaków wznoszących okrzyki, które miały sprowokować studentów do poparcia dawno odsuniętych od władzy „puławian”, rodzą podejrzenia, że MSW prowadziło tu przemyślną grę na podgrzanie napięcia.

Nawet jeśli tak było, nie wolno ulegać spiskowym teoriom, które widzą w Marcu jedynie efekt działań bezpieki. Bowiem w następnych dniach przez Polskę przetoczyła się fala żywiołowych, oddolnych demonstracji, w których brali udział nie tylko studenci, ale także licealiści i robotnicy. Na niektórych uczelniach podjęto strajki okupacyjne. Wszędzie domagano się wolności słowa i zgromadzeń, wszędzie manifestacje były brutalnie rozpędzane. W Warszawie uchwalono Deklarację Ruchu Studenckiego, gdzie domagano się też niezależności sądów i reformy gospodarczej. Był to już jednak ostatni akord protestu rozbitego represjami. W ciągu miesiąca aresztowano prawie 3 tys. osób. Na przełomie 1968 i 1969 r. odbyły się procesy m.in. Kuronia, Modzelewskiego, Michnika, Barbary Toruńczyk i Ireny Lasoty, skazywanych na od 1,5 do 3,5 roku więzienia. Z uczelni usunięto opozycyjnie nastawionych wykładowców. Światy zaangażowanej inteligencji oraz systemu utraciły część wspólną – gdy uformowane wówczas pokolenie opozycjonistów otrząśnie się z szoku represji, nie będzie już chciało działać na rzecz poprawy państwowego socjalizmu, lecz budować dla niego alternatywę.

Paszport w jedną stronę

Demonstracje i aresztowania nie odbywały się w ciszy. Wręcz przeciwnie, wokół szalała propaganda, którą bez żadnych ogródek należy określić mianem manipulatorskiej i haniebnej. Już 11 marca prasa wskazała „inspiratorów” demonstracji i wieców. Dobrano ich tak, by jak najbardziej uwypuklić rolę osób pochodzenia żydowskiego oraz dzieci prominentów niechętnych „partyzantom”. Demonstrujących przedstawiano jako zmanipulowanych przez arogancką i wyalienowaną „złotą młodzież”.

Bo i taki był główny idiom całego tego przekazu – antysemityzm do pary z populistycznym resentymentem przeciwko elitom, inteligentom, „liberałom”. Na organizowanych przez partię wiecach z poparciem dla samej siebie trzymano transparenty z hasłami takimi jak: „Syjoniści do Izraela” oraz „Studenci do nauki, literaci do piór”, a pierwsi sekretarze komitetów wojewódzkich PZPR grozili – jak Edward Gierek – że wichrzycielom pogruchoczą kości. Publicyści, którzy oddali swoje pióra na służbę w marcowej kampanii, brutalnie i arbitralnie wskazywali wroga, groźnego dla Polski, uprzywilejowanego i wyalienowanego ze społeczeństwa. Malowali obraz spisku, za którym stali syjoniści i stalinowcy, a którego widoczną manifestacją miały być wystąpienia studenckie. Inspirowani przez bezpiekę perfidnie kierowali antykomunistyczne emocje w stronę opozycjonistów, których zaangażowanie w komunizm było sprawą z odległej już przeszłości [3].

Taki był główny idiom całego tego przekazu – antysemityzm do pary z populistycznym resentymentem przeciwko elitom, inteligentom, „liberałom”.

Łukasz Bertram

Antysemityzm nie ograniczył się jednak tylko do sfery języka, lecz stał się motorem napędowym czystki, znacznie większej niż jej zapowiedź sprzed kilku miesięcy. W różnych instytucjach rozpoczęło się swoiste polowanie na osoby pochodzenia żydowskiego, które oskarżano o całą gamę przewin. Nawet jeśli niektóre z tych win były realne, to i tak kluczowym kryterium było bądź uznanie za „syjonistę”, bądź też „zwolennika syjonistów”. W kraju zgęstniała atmosfera nagonki, która miała oczywiście różne źródła – od załatwiania porachunków osobistych po postawy zwyczajnie rasistowskie.

Dla wielu osób stała się one nie do wytrzymania i doprowadziła do dramatycznej decyzji o emigracji. Niezwykle złożonym tematem jest to, na ile były to decyzje podejmowane z własnego przekonania, na ile zaś – siłą rzeczy wymuszone. Faktem jest natomiast, że władze w żaden sposób nie przeciwstawiały się wyjazdom – a wręcz przeciwnie, tworzyły klimat, w którym wyjazdowi towarzyszyło poczucie ogromnego upokorzenia. Ludziom, którzy czuli się Polakami, odmawiano tej polskości, czego symbolicznym wymiarem było zaopatrywanie ich nie w paszporty PRL, lecz jednorazowe dokumenty podróżne w jedną stronę. Nie wszyscy emigranci byli też Żydami – wyjeżdżali również „etniczni Polacy”, gdyż nie było dla nich miejsca w scenariuszu partyjno-nacjonalistycznego populizmu. Komunikat był jasny: idźcie precz, nie chcemy was tutaj. Również wielu tych, którzy zostali, zmagać się musiało się z poczuciem beznadziei, rozbicia i alienacji.

Wśród emigrantów znalazła się pewna liczba komunistów rozczarowanych partią, jednak tylko w dzisiejszym imaginarium radykalnej prawicy można to postrzegać jako dziejową sprawiedliwość, wymierzoną dawnym ubekom i innym budowniczym struktur władzy. W ciągu następnych kilku lat z Polski wyjechało bowiem na stałe kilkanaście tysięcy osób, wśród których tylko nieliczny ułamek stanowili funkcjonariusze bezpieki czy partii. Kraj opuściło natomiast kilkuset ludzi nauki i dziennikarzy, wielu muzyków, reżyserów i aktorów, co przyniosło polskiej kulturze tworzonej w kraju niepowetowane straty. Wyjechała także, a może przede wszystkim, ogromna rzesza zwykłych ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z polityką.

Wiesław, śmielej!

Czystka nie ominęła także szczytów władzy. Z dnia na dzień wyrzucano jako syjonistów i rewizjonistów wiceministrów, dyrektorów generalnych czy działaczy partyjnych. Inni w proteście podawali się do dymisji albo składali legitymacje partyjne. W pewnym momencie kontrola nad wydarzeniami zaczęła się jednak wysuwać z rąk kierownictwa partyjnego. Na zebraniach w ministerstwach i ambasadach podwładni atakowali przełożonych bez wyraźnego sygnału z wyższego szczebla – a to wykraczało poza najświętsze partyjne zasady i zaczynało się robić niebezpieczne. Władysław Gomułka już 19 marca, przemawiając do aktywu partyjnego, wystąpił w roli hamulcowego. Wskazywał między innymi, że wielu Żydów to lojalni obywatele Polski Ludowej – co spotkało się z niechętnym przyjęciem sali, która krzyczała: „Wiesław, śmielej!”. Nienawiść do Żydów i „liberałów” oraz pragnienie zajęcia ich miejsca w strukturze władzy doprowadziła do bardzo dużych przetasowań w aparacie partyjnym i rządowym.

Ludziom, którzy czuli się Polakami, odmawiano tej polskości, czego symbolicznym wymiarem było zaopatrywanie ich nie w paszporty PRL, lecz jednorazowe dokumenty podróżne w jedną stronę. Nie wszyscy emigranci byli też Żydami – wyjeżdżali również „etniczni Polacy”.

Łukasz Bertram

W PRL-owskim establishmencie nastąpił kres formacji przedwojennego „zawodowego rewolucjonisty”, często o żydowskim pochodzeniu, nierzadko idealisty przystępującego do ruchu, gdy był on niewielki i nielegalny. Jego miejsce zajmował modelowy działacz nowej epoki, dużo młodszy, bez wyjątków z polskiej rodziny, zgłaszający akces do powojennego systemu władzy i w tym systemie kształtujący swoją mentalność.

Jest to ujęcie uproszczone, pozbawione niuansów, ale wskazujące głównych zwycięzców Marca. Nie był nim bowiem Moczar, który awansował co prawda do najwyższego kierownictwa, ale musiał odejść z MSW, czyli podstawowego instrumentu, który wykorzystywał do budowania swego „moczarstwa”. Gomułce udało się utrzymać kontrolę nad wydarzeniami, wygasić najostrzejsze ekscesy i uciszyć najzajadlejszych propagandzistów, ale aparat partyjny, na czele którego stał, był w dużym stopniu moczarowski – tyle że w sensie mentalności.

Nasz Marzec

Do tego szkicu zadać można pytania: co z tego wynika, czemu powinniśmy to wszystko wiedzieć i jaką naukę wynieść – jako społeczeństwo?

Po pierwsze, społeczne zaangażowanie i nonkonformizm, którymi wykazali się wtedy zbuntowani inteligenci, są wartościami uniwersalnymi, niezaklepanymi klasowo, ważnymi dla każdej nowoczesnej wspólnoty.

Po drugie, Marzec może być niezwykle pomocny w budzeniu świadomości roli, jaką w życiu społecznym odgrywa język i radykalizujące strategie, których się na nim dokonuje, by stworzyć określony obraz świata w celu utrwalania stereotypów, napuszczania na siebie grup społecznych, budzenia negatywnych emocji zbiorowych, zamazywania znaczenia pojęć, intepretowania złożonych procesów w kategoriach spisków: bezpieki, syjonistów, Niemców, lewaków. Rozumiejąc Marzec, rozumiejąc „marcowe gadanie” (określenie Michała Głowińskiego), tworzymy przynajmniej cień szansy na to, że społeczne szczepionki na populizm zadziałają.

Po trzecie wreszcie, w kontekście tego, co pisze się i mówi o Marcu w dzisiejszej sferze publicznej, szczególnie ważnym tematem refleksji jest miejsce, jakie zajmuje w nim kategoria „polskości”. Na tezę o tym, że w 1968 r. nie było Polski, chciałoby się spuścić zasłonę milczenia. Wydawać by się mogło, że umrze ona cicho w rowie na poboczach historiozofii, ale dziś niestety reanimują ją najbardziej wpływowe osoby w państwie.

I już nie chodzi o groteskowe pytania o to, czy w takim razie tytuły naukowe zdobyte przed 1989 r. należałoby nostryfikować, a medale olimpijskie zapisać na poczet Olimpijczyków z Niepolski. Chodzi o to, że Polakami byli ci, którzy wygnali z kraju kilkanaście tysięcy innych Polaków. Polakami byli również aktywiści partyjni, urzędnicy i zwykli pracownicy, przekonani komuniści i bezideowi konformiści, polujący na czarownice na zebraniach i składający donosy. Trudno wydzielić ich z narodu, powiedzieć, że byli to Żydzi, Ukraińcy, Białorusini, Sowieci czy wykolejeńcy (bo masowa partia władzy złożona z samych patologicznych degeneratów istnieć by nie mogła).

Trudno dziś jednoznacznie ocenić, jak rezonowały te treści w szerszych grupach społecznych. Historycy przytaczają świadectwa zarówno daleko idącego krytycyzmu, czy wręcz oporu wobec działań marcowych propagandystów, jak i głosy pochwalne. Piotr Osęka zauważył, iż na miejsce usuwanych z partii przychodzili nowi – i wcale nie było ich niewielu. Oczywiście, komunistów mało kto w Polsce kochał, ale zwykły człowiek, stykając się z sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej w swoim zakładzie pracy, widział kogoś podobnego do siebie.

Polityczną odpowiedzialność za Marzec ponoszą Gomułka, Moczar oraz ich podwładni, ale ich gry i fobie do pewnego stopnia spotkały się wtedy ze znacznie powszechniej odczuwanymi resentymentami.

Łukasz Bertram

Marzec ’68 – przewodnik dla niezorientowanych

Kategorie: Uncategorized

20 odpowiedzi »

  1. @Leon Rozenbaum

    ”Tomciu Paluchu, miałem w Marcu roku 1968 dwadzieścia lat i dobrze pamiętam, że atak na stalinowców że strony ówczesnych władz to nie była żadna ”lipa” a fakt. Prasa bez przerwy podkreślała stalinowską przeszłość ”puławian”, czyli liberalnego (po r. 1956) skrzydła partii.”

    Nie miałem racji, dziękuję za zwrócenie uwagi. Łatwo znaleźć to czy tamto w sieci, jeśli się wie, czego się szuka. Na tym polega wartość blogowych dyskusji, można się czegoś nowego dowiedzieć.

    Niemniej jednak będę się upierać, że ta walka ze ”stalinizmem” to czysty pic, jeszcze jeden sposób, żeby dokopać Żydom. Staszewski w czasach stalinowskich siedział w łagrze na Kołymie, Moczar w czasach stalinowskich był szefem łódzkiego UB. Ale Moczar to aryjczyk. Zambrowski był w czasie wydarzeń marcowych nikim, z ostatniej partyjnej funkcji wykopano go chyba cztery lata wcześniej.

  2. Tomciu Paluchu, miałem w Marcu roku 1968 dwadzieścia lat i dobrze pamiętam, że atak na stalinowców że strony ówczesnych władz to nie była żadna ”lipa” a fakt. Prasa bez przerwy podkreślała stalinowską przeszłość ”puławian”, czyli liberalnego (po r. 1956) skrzydła partii. Oskarżano ”ich”, tzn. Zambrowskiego, Staszewskiego i innych o próby powrotu do stalinowskiej przeszłości. To się bardzo narodowi podobało czego dowodem jest drugi powód masowych wstąpień do PZPR. Pierwszym był oczywiście antysemityzm i poparcie dla anty-żydowskich akcji i działalności władz i Partii.

  3. No i znowu T.P. rozwscieczony ze jednak nie umie i nie wie, wyskakuje ze swoimi ” ciekawe ze nie pamietasz..”
    Nie pamietam i nie chce pamietac nazwiska tego polskiego brodatego zloba, zostawiam to dla oltazyka ktory T.P., Polak Na Obczyznie , wybudowal w swojej chalupie dla Solidarnosci, Broda i Vice-Szef Solidarnosci, moze sobie sam znalezsc
    Aby nie byc goloslowny z ” T.P. nie umie” przytocze jego wlasne slowa tutaj,, Cos ze jak wyszukiwal co ten polski Solidarnosciowy zlob powiedzial o Zydach na Internecie, i to tylko ” 2 razy wyskakuje, i to przez „ml” tylko, z tego Blogu ”
    A wiec, nawet zakladajac ze wszystko z przed istnienia Internetu jest opisane na tymze Internecie, to powinno byc 3 razy przez „ml(” Wtedy jak T.P. szukal, teraz to juz wiecej raxy )
    Bo ja o tym pisalem juz przedtem, nie do T.P., kiedys indziej, tu na Blogu, miesiace temu.
    Opisalem przy jakiejs okazji jak to kolega spotkany na ulicy przedstawil mi chlopaka, ” On z Solidarnosci, przyjechal tu..”
    Solidarnosc mi z..a, ale z uprzejmosci porozmowialem, a kolega ulotnil sie , podrzucajac mi go.
    Znowu z uprzejmosci ,nie wiedzac tez jak go sie zbyc, poszedlem z tym z Polski do chinskiej restauracji gdzie wtedy, jeszcze nie zonaty sie stolowalem..
    I zalowalem tego, jeszcze tego samego dnia wieczorem, kiedy w domu zobaczylem TV.
    Z wiecem Solidarnosci, kiedy nie dubingowany brodaty Vice-Przewodniczacy Solidarnosci oswiadczyl ku zachwycie sali ” Znamy dobrze Zydow, odwiecznych wrogow narodu polskiego”
    Wiec T.P. nawet na Internecie wyszukiwac nie potrafi, a jego ze ” nikt z blogierow tego nie potwierdzil” dowodzi tez jego braku spostrzgawczosci -tylko odrobina czytajacych Blog wogole pisze tutaj..

  4. @Autor

    ” Malowali obraz spisku, za którym stali syjoniści i stalinowcy”

    Z tymi stalinowcami to wyjątkowo ciekawe.

    Ja jakoś sobie nie przypominam, żeby się ktoś czepiał ”stalinowców”, pamiętam za to doskonale nagonkę na ”syjonistów”, których rozpoznawano na podstawie nadmiernej długości nosa tudzież wedle zawartości rozporka. Trochę trudno byłoby się czepiać ”stalinowców”, jako że pomysłodawca całej zabawy, Mieczysław Moczar, w czasach stalinowskich był szefem wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Łodzi. Sam siebie miał ze stołka zrzucić czy jak?

    Ze ”stalinowcami” to raczej lipa, wytworzona przez dzisiejszych speców od zagadnień narodowo-rasowych. Próba utożsamiania cuchnącej czystki etnicznej z niechęcią do ”stalinowców” to raczej niezdarne przepisywanie historii wstecz. Mieczysław Moczar to tylko jeden z wielu prominentnych ubeków o rodowodzie stuprocentowo aryjskim, których dziwnym trafem nikt się jakoś nie czepiał. Jak się czyta polską prasę, to można powziąć przekonanie, że w czasach stalinowskich aparat przemocy składał się z trzech osób. Stefan Michnik, Wolińska, Morel. Permutacje pomijam, bo czasem Morel-Wolińska-Michnik, czasem Wolińska-Michnik-Morel…

    Wiele to i tak nie pomogło. ”Nie pomogą Kruczki, Gierki gdy w Kociołku są obierki”. Przepędzenie ”syjonistów” jakoś nie wywołało powszechnego dobrobytu i niedługo po ”wydarzeniach marcowych” nastąpiły ”wydarzenia grudniowe”. Nikt jakoś się nigdy nie czepiał o te ”wydarzenia grudniowe”. No, ale Kociołek to był aryjczyk. Polak. Swoim się krzywdy nie robi.

  5. @ml

    ”Niech sie nadal modli do swoich bozkow z Solidarnosci, moze go poklepia po ramieniu, ” Dobry Z..k , nasz T.P”.

    Coś ci brakuje odwagi, żeby napisać to, co myślisz? Jak wykropkowałeś, to od razu jesteś bohater?

    ”Popwiedzial to o Zydach, slyszalem to, jest napewno niejeden z czytelnikow tego ktory moglby potwierdzic wypowiedzi Vice-Herszta Solidarnosci o ” Zydah, odwiecznych wrogach Narodu Polskiego”

    Jak na razie to jakoś nikt poza tobą tego nie ”słyszał”. Co kto ”mógłby”, to zaiste ciekawe, no bo gdyby… Gdyby babcia miała wąsy… Ale jakoś jak na razie jedyne ”źródło” twoich rewelacji to ty sam, Nieomylny i Niepodważalny Autorytet i Niezbite Źródło w każdej dziedzinie. Ciekawe, że nawet nazwiska tego rzekomego ”herszta” nie jesteś w stanie podać, tylko nazywasz go ”Brodaczem”.

    ”Zaciekla obrona Brodacza z Solidarnosci na podstawie co ” wyskakuje w Internecie” jest zalosna.”

    Żałosne to jest przekonanie o własnej nieomylności.

  6. Zaciekla obrona Brodacza z Solidarnosci na podstawie co ” wyskakuje w Internecie” jest zalosna. Popwiedzial to o Zydach, slyszalem to, jest napewno niejeden z czytelnikow tego ktory moglby potwierdzic wypowiedzi Vice-Herszta Solidarnosci o ” Zydah, odwiecznych wrogach Narodu Polskiego”, ze T.P. nie chce tego uznac to jego sprawa. Niech sie nadal modli do swoich bozkow z Solidarnosci, moze go poklepia po ramieniu, ” Dobry Z..k , nasz T.P”.

  7. @ml

    ”Brodaty Vice-Szef Solidarnosci powiedzial po polsku na ichnim wiecu :
    ” Znamy dobrze Zydow, odwiecznych wrogow Narodu Polskiego”

    Dziwna sprawa, bo jak się wrzuci w wyszukiwarkę zacytowaną powyżej frazę, expressis verbis, w cudzysłowie, to wyskakują dokładnie dwa trafienia. Oba z witryny dzismis.com, oba z wypowiedzi dżentelmena, sygnującego swoje cenne wypowiedzi ksywką ”ml”.

    Jednym słowem – jedynym źródłem, które potwierdza, co jakoby powiedział ”Vice-Szef Solidarnosci” o ”Żydach” to dżentelmen posługujący się ksywką ”ml”. Nikt inny jakoś tego nie słyszał. To chyba nie ma znaczenia, bo przecież @ml stanowi Niezbite i Niepodważalne Źródło Prawdy Absolutnej.

    Ja nie robię tutaj za niezbite źródło, więc zachęcam do prostego eksperymentu: wrzucić w wyszukiwarkę frazę zacytowaną powyżej, w cudzysłowie. Ja widzę dwa trafienia, oba pochodzą od ml-a, oba z witryny dzismis.com. Jedno z roku 2021-go, jedno z 2022-go,

  8. @ml

    ”tez mi to osibiscie zw..a”

    To się zdarza starszym panom, samo życie. Wyrazy współczucia dla szanownej małżonki i oczywiście dla koleżanek.

  9. @ml – autopoprawka
    Komentarz rozpoczynający sie od cytatu z emela:
    ” „Wyraznie denerwuje cie ze potrafilem udowodnic to o pomocy Polski dla arabskich porywaczy samolotow” ”
    jest oczywiście adresowany do tego właśnie emela. Czy to transliteracja slowa מלך?

  10. T.P., znam polski niegorzej niz ty, Brodaty Vice-Szef Solidarnosci powiedzial po polsku na ichnim wiecu :
    ” Znamy dobrze Zydow, odwiecznych wrogow Narodu Polskiego” , ku zachwytowi pelnej sali, zaprzeczaj ile chcesz, faktow nie zmieni o twoich ukochanych Brodaczach polskich i ich sluchaczach.

  11. T.P., nic nie pisalem ze ”Polacy nie popierali Solidarnosci”. Wprost przeciwnie, popierali, m.in. dlatego bo i Solidarnosc uzywala anti-Zydowskich hasel. Ci ktorzy ”nie popierali”, i to tez bo ” tam sami Zydzi”. to ” Matka Polka”, i dobrze wiesz ze nie klamala.
    Czy popierali czy nie, to mi to zw.., a.
    ..z nimi, delektuj nimi. jak chcesz
    ” Nic nie udowodnilem” ” znane faky”-a jednak nieznane dla ciebie ze to Polska szkolila palestynskich porywaczy samolotow..
    Wogole ta cala obrona ” Swietej Polski” przez ciebie przypomina wycia Polakow o ” szkalowanie tej Niepokalanej”, kontynuuj o ile chcesz, tez mi to osibiscie zw..a, chodzi o niefalszowanie nidawnej jednak przeszlosci, dla niewiadomych powodow przez kogos tutaj.

  12. @ml

    ”Otoz przemowienie Brodacza nie bylo dubbingowane w TV , wiec wyraznie slyszalem :
    ” Znamy dobrze Zydow, odwiecznyh wrogow Narodu Polskiego !”

    … a potem się obudziłeś?

  13. @tp

    ”Wyraznie denerwuje cie ze potrafilem udowodnic to o pomocy Polski dla arabskich porywaczy samolotow”

    Niczego nie potrafiłeś ”udowodnić” oprócz powszechnie znanych faktów, dotyczących przebywania terrorystów na terytorium PRL w czasach PRL. O tym pisał tygodnik ”Wprost” chyba w roku 2001-ym. Dwadzieścia kilka lat temu, rewelacji raczej nie publikujesz. Co do twoich pier… sorki, _stwierdzeń_ o tym, jak to Polacy ”nie popierali Solidarności”, to nawet nie próbujesz odpierać oczywistych faktów, tylko powtarzasz te twoje … no właśnie.

    Co ”popierali” a czego ”nie popierali” – o tym świadczą sprawdzalne fakty. Pierwsza ”Solidarność” (1980-1981) szybciutko rozrosła się do dziesięciu milionów członków. O ile mi wiadomo, nie byli to Czukczowie ani nawet Askarysi. W drugim rzucie – częściowo wolne wybory do Sejmu, na fotografię z Wałęsą. ”Solidarność” zagarnęła wszystkie mandaty, które nie były od początku zarezerwowane dla PZPR. Potem wybory prezydenckie – Wałęsa wygrał w cuglach. O tym, co Polacy ”popierali” a czego nie ”popierali”, świadczą wyniki wyborów a nie rzekome wypowiedzi pani Appelbaum i nawet nie twoje cenne wypowiedzi.

    Nie próbuję ciebie o niczym przekonywać, bo jakiekolwiek fakty odbijają się od twojej głowy jak od kuli bilardowej. Jeśli jednak wciskasz oczywisty kit i totalną sciemę, to reaguję. No i niechętnie gryzę się w jęzor, bo właściciel bloga nie lubi ani wulgaryzmów, ani ostrych polemik. A zalinkowane przez ciebie materiały nawet ciekawe, choć nie wnoszą wiele nowego. Ale to już nie twoja zasługa.

  14. Zadna ” sciema” ,T.P.
    A o ile, to miej pretensje do ” Matki Polki” Appelbaum, ze klamala o tych rozmowach w Polsce z Polakami.
    Dobrze wiesz ze jednak nie klamala.
    Ja tam wywiadow z nimi nie przeprowadzalem, nie bylem tam dzieki Jehovie i mojej Mamie, i nie bede, widzialem i slyszalem jednak w TV kawalek przemowienia Brodacza, Wice-Szefa Solidarnosci, nie pamietam i nie chce pamietac nazwiska.
    Otoz przemowienie Brodacza nie bylo dubbingowane w TV , wiec wyraznie slyszalem :
    ” Znamy dobrze Zydow, odwiecznyh wrogow Narodu Polskiego !”, ku zachwyie i oklaskom z sali Solidarnowsciowcow
    Nic dziwnego ze ” !0 milionow sie zapisalo”.
    Wyraznie denerwuje cie ze potrafilem udowodnic to o pomocy Polski dla arabskich porywaczy samolotow, coz, na uklady nie ma rady, nie ma sensu mowic o ” alternatywnej rzeczywistosci”

  15. @ml
    ”Z drugiek strony kiedy ” Matka Polka”, czyli Anna Appelbaum pytala sie Polakow dlaczego nie popieraja ” Solidarnosci”
    Kit. Ściema. Pierwsza ”Solidarność” (1980-1981) szybciutko urosła do dziesięciu milionów członków, więc ktoś ją chyba jednak popierał. A potem? Jak sowieciarze zlikwidowali parasol ochronny nad PZPR-em, to Wałęsa, szef ”Solidarności”, wygrał wybory w cuglach. Ktoś na niego głosował. Jeśli to nie byli ”Polacy”, bo nie popierali, to może Marsjanie?
    Nadal twierdzę, że @ml minął się z powołaniem, powinien pisać powieści fantastyczne, oparte na ehmm… historii alternatywnej.

  16. @ml
    ”Polacy chodzili jak zegarek pod slepakiem, bylym magazynierem i agentem KGB, mianowanym Marszalkiem Polski.”
    Serio? To na kiego grzyba sowieciarze otoczyli Polskę czołgami ze wszystkich stron? Na kiego grzyba wprowadzono stan wojenny, jeśli wszyscy i tak ”chodzili jak zegarek”? O masowych strajkach w roku 1980-tym to chyba nawet sam @ml słyszał?
    ”Strojenie sie w codze piorka ze to ” Solidarnosc” obalila jest zwyklym klamstwem, to Regan i Honecker.”
    Jakby dawali Nobla z historii, to by się chyba @ml załapał. Rewelacja goni rewelację. Tak w ogóle to przez szereg miesięcy szkopy z enerdówka wiały na Wschód, bo w Polsce czerwoni już oddali władzę, a w enerdówku rządzili gdzieś do połowy 1990-go roku. @ml minął się z powołaniem, powinien pisać powieści fantastyczne, oparte na ehmm… historii alternatywnej.
    ”ogol Polakow znalazli sobie nowych bozkow-Hamas.”
    Jak na razie to miłość wielką i przeogromną do Hamasu przejawia Irlandia, Hiszpania, Norwegia, ostatnio chyba i Wielka Brytania (właśnie się przymierza do wprowadzenia embarga na eksport broni do Izraela). Doradzam odrobinę realizmu.

  17. @Autor

    ” Na tezę o tym, że w 1968 r. nie było Polski, chciałoby się spuścić zasłonę milczenia. ”

    Trochę trudno spuścić tę zasłonę czy przysłonę czy coś tam, jeśli się tak dzielnie i walecznie usiłuje ścigać emigrantów marcowych za pomocą międzynarodowych listów gończych i Europejskich Nakazów Aresztowania. Dwa najbardziej znane przypadki to Stefan Michnik i Helena Wolińska. Dziesiątki lat po …skiej, cuchnącej czystce etnicznej władze usiłowały doprowadzić do ”ekstradycji” Michnika i Wolińskiej za pomocą wspomnianych powyżej instrumentów prawnych.

    Moim zdaniem, jak już się wypędza dziesiątki tysięcy ludzi przy darciu ryja na nutkę ”Żydy wynocha!”, ”Polska dla Polaków”, ”Syjoniści do Dajana” – to można by chociaż już potem wypędzonym dać spokój i się od nich od(CENZURA)ć. Ale tak dobrze to nie ma.

  18. Polacy chodzili jak zegarek pod slepakiem, bylym magazynierem i agentem KGB, mianowanym Marszalkiem Polski.
    Mial ” wlasciwe pochodenie” i niestety dla niego nie bylo juz Zydow na ktrych mozna by zwalic wszystko i osiagnac poparcie spoleczenstwa.
    Strojenie sie w codze piorka ze to ” Solidarnosc” obalila jest zwyklym klamstwem, to Regan i Honecker.
    Ten ostatni przed otwarta odmowe finansowania przez DDR kosztow nowych zbrojen aby dorownac rozmieszczeniu prez Reagana rakiet w Holandii i Niemczech.
    Z drugiek strony kiedy ” Matka Polka”, czyli Anna Appelbaum pytala sie Polakow dlaczego nie popieraja ” Solidarnosci” odpowiedz byla jednoznaczna ” A to sami przeciez Zydzi”, vide jeden z jej artykulow zamieszczonych tutaj.
    Wiec mozna powiedziec Zydzi przyczynili sie jednak do ukrzepienia Imperium Sowieckiego, prawda ?
    Wiec slepawy magzynier dozyl sobie spokojnie na emeryturze Marszalka, otoczony ogolnym szacunkiem, a teraz jego wielbiciele, czyli ogol Polakow znalazli sobie nowych bozkow-Hamas.

  19. Wg autora tzw ” kampania” znalazla ” poklask wsrod pewnej czesci spoleczenstwa”.
    Ciekawe w ktorej czesci spoleczenstwa ta tzw ” kampania” poklasku nie znalazla.
    Ja takiej czesci nie pamietam.

  20. Polski komunizm w 1965 ì dalej, pograzal sie w kryzysie. Zamiast zbudowac oboz koncentracyjny na wzor Czechòslowacji, otworzyl, Zydòm droge do raju zachòdniego.. Dzieki ci Gomolko. I ze nie strzelales po nas na ulicach.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.