Manipulacje i opóźnienia tej terrorystycznej organizacji mają na celu zyskanie czasu, podzielenie jej wrogów i zniweczenie szansy na pokój w Strefie Gazy.

Fiamma Nirenstein
Obecnie nie ma już żadnych wątpliwości, że Hamas zamierza za wszelką cenę utrzymać władzę w Strefie Gazy. Jego ostatnie posunięcia nie są oznaką przygotowań do rozbrojenia lub kapitulacji, lecz działaniami organizacji terrorystycznej zdeterminowanej, by zachować kontrolę poprzez chaos, oszustwa i rozlew krwi.
Hamas po raz kolejny prowadzi cyniczną i niebezpieczną grę. Z jednej strony manipuluje losem zamordowanych zakładników, wykorzystując ich ciała jako kartę przetargową w celu uzyskania przewagi politycznej. Z drugiej strony podsyca wewnętrzną przemoc w Gazie, wykonując egzekucje i torturując członków rywalizujących klanów w bezwzględnym dążeniu do odzyskania kontroli.
Obrazy mieszkańców Gazy bitych i rozstrzeliwanych na ulicach przypominają barbarzyństwo, jakie Hamas wykazał w 2006 r., kiedy zrzucał członków Fatahu z dachów budynków.
Doniesienia sugerują, że Hamas chce teraz zaangażować swoich dawnych sojuszników – Turcję i Katar – w coś, co nazywa „poszukiwaniem” szczątków zakładników. Te rzekomo humanitarne gesty są niczym innym jak taktyką mającą na celu zyskanie czasu, zawstydzenie Izraela i osłabienie powstającej koalicji pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych, na czele której stoi prezydent Donald Trump.
Iran, jak zawsze, jest marionetkarzem za kurtyną, wykorzystującym Hamas do destabilizowania wszelkich perspektyw pokoju.
Po tym, jak 9 października Hamas został zmuszony do zaakceptowania ram pokojowych, przez krótki czas udawał współpracę, zwracając 20 zakładników żywych. Obecnie zatrzymuje ciała 18 zamordowanych Izraelczyków, wystawiając na próbę cierpliwość Izraela i wykorzystując jego moralną udrękę.
Premier Izraela, Benjamin Netanjahu, obiecał zapewnić zwrot wszystkich zakładników – żywych lub martwych – jednak Hamas nadal gra na zwłokę, licząc na wahania i podziały na arenie międzynarodowej.
Tymczasem oczekiwany przyjazd wiceprezydenta USA, JD Vance’a, do regionu stanowi punkt zwrotny. Bliski Wschód stoi na rozdrożu: albo Hamas zrezygnuje z kontroli i pozwoli na rozpoczęcie odbudowy Strefy Gazy pod międzynarodowym nadzorem, albo cały proces pokojowy upadnie.
Droga naprzód jest jasna. Izrael już wypełnił swoją część umowy, uwalniając 2000 więźniów, w tym 250 najgorszych terrorystów skazanych na dożywocie. Teraz kolej na Hamas. Żadne poważne państwo ani kraj-donator nie zainwestuje w odbudowę Strefy Gazy, dopóki Hamas pozostaje u władzy. Kto chciałby odbudowywać w cieniu tyranii dżihadystów?
Jedynym sposobem na przywrócenie życia i nadziei w Strefie Gazy jest wyzwolenie jej spod władzy Hamasu. Jak pokazuje historia – od koalicji z czasów wojny w Zatoce Perskiej, która w 1991 r. wyparła siły Saddama Husajna, po międzynarodową kampanię, która zniszczyła ISIS – złe reżimy można pokonać, gdy wolny świat jest zjednoczony.
Ten moment nadszedł ponownie. Tworząca się obecnie koalicja, w skład której wchodzą kraje muzułmańskie zrzeszone w ramach rozszerzającego się porozumienia Abrahama, ma zarówno legitymację, jak i obowiązek zapewnienia, że rządy terroru Hamasu w końcu się zakończą.
Wolny świat jest teraz zjednoczony, dołączyły do niego umiarkowane państwa muzułmańskie. Oto sekret: koalicja, która może zniszczyć Hamas dzięki swojej połączonej sile.
Musi to nastąpić szybko. Czas ucieka, a jeśli Hamasowi uda się przedłużyć swoją śmiertelną grę, krucha struktura pokoju może rozpaść się z dnia na dzień.
Gaza może zostać odbudowana dopiero wtedy, gdy będzie wolna. A wolność w tym przypadku zaczyna się od upadku Hamasu.
Kategorie: Uncategorized

