
Katarzyna Zmuda Bryl
Sowieckie korzenie współczesnego języka antyizraelskiego
Kiedy zaczęłam pisać o Izraelu i o języku używanym do jego opisywania, najbardziej fascynującym, a zarazem przygnębiającym wnioskiem był rodowód tej narracji, sięgający blisko 60 lat wstecz – do Moskwy. Szczególnie zdumiewa mnie to, że polska lewica (pomijam tę jawnie komunistyczną, którą traktuję jako dewiację) czy lewica liberalna, która w jasny i zdecydowany sposób postrzega putinowską Rosję (a może nawet Rosję jako taką) jako największe zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa, zdaje się rozumieć zagrożenia związane z rosyjską propagandą, a mimo to tak łatwo, bezkrytycznie, a czasami wręcz bezmyślnie – mówiąc i pisząc o Izraelu – zawsze używa „języka sowieckiego”.
Idzie dokładnie tą drogą, którą dawno temu wytyczyła Moskwa w walce z imperializmem zachodnim. Z jednej strony ta nasza lewica chce być i czuje się bardzo europejska, dbająca o wartości, zdecydowanie odcinająca się od wszystkiego, co reprezentuje Putin, a jednocześnie – ulegając swoistej schizofrenii – mówiąc o Izraelu, wpisuje się dokładnie w schemat wymyślony na Kremlu. Wtedy też walczono o prawa człowieka, lepsze jutro i sprawiedliwość.
To, co szczególnie groteskowe, to fakt, że w ten schemat wpisują się ludzie, którzy z racji osobistych doświadczeń życia w PRL-u powinni doskonale pamiętać odór obrzydliwej propagandy. A jednak tak nie jest.
Moja obsesja odkrywania genezy tego języka może wzbudzić uśmiech pobłażania: „ach, znowu ta teoria spiskowa, jej wszystko kojarzy się z Kremlem”. Chcę zapewnić, że nie jestem w tym odosobniona – chociaż wydaje mi się, że zbyt mało się o tym u nas pisze.
Dlatego chciałam się podzielić esejem Izabelli Tabarovsky.
Sylwetka Izabelli Tabarovsky
Izabella Tabarovsky to badaczka zajmująca się historią sowieckiego antysyjonizmu oraz współczesnym antysemityzmem lewicowym. Jest Senior Fellow w Z3 Institute for Jewish Priorities oraz Research Fellow w London Centre for the Study of Contemporary Antisemitism i w Institute for the Study of Global Antisemitism and Policy (ISGAP). Wcześniej była związana z waszyngtońskim Kennan Institute przy Wilson Center, gdzie kierowała programem Historical Memory i współtworzyła inicjatywy badawcze dotyczące relacji USA–Izrael–Rosja.
Ukończyła historię Rosji na Harvard University (M.A.) oraz University of Colorado Boulder (B.A.). Jej prace koncentrują się na analizie propagandy antysyjonistycznej w Związku Radzieckim i jej wpływie na współczesne narracje antyizraelskie, szczególnie w środowiskach akademickich i lewicowych ruchach społecznych. Tabarovsky bada również mechanizmy pamięci historycznej dotyczące Holokaustu w ZSRR, losów sowieckich Żydów i emigrantów (refuseników), a także politycznego wykorzystania antysyjonizmu po 1948 roku. Publikuje regularnie w renomowanych tytułach, takich jak Tablet Magazine, Newsweek, The National Interest, Forward czy Jewish Telegraphic Agency. Jej prace łączą warsztat analityczny z refleksją nad tym, jak spuścizna sowieckiej propagandy wpływa dziś na sposób, w jaki w zachodnim dyskursie postrzega się Izrael i syjonizm.
Poniżej znajduje się streszczenie eseju Tabarovsky, a link do oryginału, który ukazał się w Tablet Magazine, jest dostępny w komentarzu.
Streszczenie eseju „Zombie Anti-Zionism”
Esej Izabelli Tabarovsky „Zombie Anti-Zionism” to jedna z najważniejszych współczesnych analiz pokazujących, że dzisiejszy język antyizraelskiej lewicy nie jest spontanicznym moralnym odruchem ani efektem wydarzeń w Gazie, lecz bezpośrednim dziedzictwem sowieckiej propagandy z czasów zimnej wojny. Autorka dowodzi, jak Moskwa w latach 60. i 7os. zbudowała spójny ideologiczny aparat antysyjonistyczny – oparty na retoryce „antyimperializmu” i „antykolonializmu” – który z czasem przeniknął do zachodnich ruchów postępowych, uniwersytetów, organizacji pozarządowych i mediów, gdzie przetrwał do dziś w niemal niezmienionej formie.
Narodziny schematu w Nowym Delhi
Tabarovsky rozpoczyna od przypomnienia międzynarodowej konferencji zorganizowanej w 1967 roku w New Delhi przez Światową Radę Pokoju – sowiecką organizację frontową. Wzięli w niej udział przedstawiciele kilkudziesięciu państw, w tym reprezentanci ruchów z Trzeciego Świata i krajów socjalistycznych. Już wtedy zarysowano schemat, który przetrwał do dziś: Izrael został nazwany państwem imperialistycznym, kolonialnym i rasistowskim, utożsamionym z nazizmem, a palestyński terror określono jako „ruch oporu”. Wszystko to ubrano w język postępu, sprawiedliwości i antyrasizmu – język, który stał się uniwersalnym kodem dla globalnej lewicy.
Autorka pokazuje, jak ZSRR, wykorzystując sieć organizacji frontowych – od Światowej Federacji Związków Zawodowych po Afro-Asian People’s Solidarity Organization – konsekwentnie szerzył ten przekaz poprzez konferencje, publikacje, materiały propagandowe i szkolenia ideologiczne. Moskwa świadomie wplotła antysyjonizm w tkankę ruchów wyzwoleńczych Trzeciego Świata, w tym w walkę przeciw apartheidowi w RPA czy w narrację antykolonialną Ameryki Łacińskiej. W ten sposób powstał ideologiczny ekosystem, w którym bycie antyizraelskim stało się równoznaczne z byciem „postępowym”.
Przejęcie narracji przez Zachód
Tabarovsky rekonstruuje także mechanizm, dzięki któremu sowiecka narracja została przejęta przez zachodnią lewicę. Wskazuje, że dla wielu środowisk Nowej Lewicy w USA, Wielkiej Brytanii czy Francji kontakt z „Trzecim Światem” – podczas zjazdów i festiwali sponsorowanych przez ZSRR – był doświadczeniem formacyjnym. To tam rodził się mit romantycznego bojownika z imperializmem, który później na Zachodzie przerodził się w mit Palestyńczyka jako ofiary kolonializmu. W tym samym czasie Moskwa przestawiła całą swoją propagandę z języka marksizmu-leninizmu na język „praw człowieka”, „antyrasizmu” i „walki z kolonializmem”, dzięki czemu jej przekaz stał się atrakcyjny i moralnie bezpieczny dla zachodnich intelektualistów.
Autorka pokazuje konkretne przykłady postaci, które stały się nośnikami tej ideologii. Wśród nich Angela Davis – gwiazda amerykańskiej lewicy, związana z Komunistyczną Partią USA, której karierę wspierała Moskwa i która już w latach 70. promowała palestyński „opór” jako część globalnej walki antyimperialistycznej. Podobnie Stokely Carmichael, lider ruchu Black Power, włączył antysyjonizm do języka czarnej rewolty po spotkaniach z Fidelem Castro i afrykańskimi przywódcami komunistycznymi. W Wielkiej Brytanii wpływy sowieckiego ekosystemu widać w środowiskach, z których wywodzili się późniejsi działacze antyizraelscy – tacy jak George Galloway, Ken Livingstone czy Jeremy Corbyn – wszyscy oni przeszli formację w atmosferze zimnowojennego antysyjonizmu, łączącego Izrael z nazizmem, rasizmem i apartheidem.
Sowiecka matryca pojęciowa
W kolejnych fragmentach Tabarovsky przytacza liczne dokumenty z konferencji organizowanych przez ZSRR i jego sojuszników w Kairze, Chartumie czy Algierze. Widać w nich jasno sformułowany program: przedstawienie syjonizmu jako formy rasizmu i faszyzmu, utworzenie globalnych komitetów potępiających Izrael, promowanie „palestyńskiego ruchu oporu” w mediach i kulturze oraz rozwijanie narracji o „izraelskich zbrodniach” i „ludobójstwie”. To właśnie ten aparat propagandowy doprowadził w 1975 roku do uchwalenia przez ONZ rezolucji 3379 – słynnego „Syjonizm to rasizm”.
Autorka podkreśla, że kluczowym momentem było zrównanie Izraela z RPA i nazistowskimi Niemcami – porównanie, które do dziś funkcjonuje w języku ruchów antyizraelskich. Związek Sowiecki stworzył swoistą matrycę pojęciową, w której każde państwo wspierające Zachód było „kolonialne”, a każdy ruch walczący z Zachodem – „antykolonialny”. Izrael stał się zatem symbolicznym centrum „światowego imperializmu”, a Palestyńczycy – jego ofiarą.
„Zombifikacja” myślenia
W dalszej części eseju Tabarovsky tłumaczy, że po upadku ZSRR ten język nie zniknął. Choć Moskwa przestała finansować światowe konferencje i frontowe organizacje, ideologiczny kod przetrwał w zachodnich uniwersytetach, mediach i ruchach społecznych. Wielu dawnych aktywistów zimnowojennych stało się później akademikami, dziennikarzami i politykami – to oni przenieśli „antysyjonizm” z propagandy do głównego nurtu liberalnego dyskursu. Dlatego – jak pisze autorka – dzisiejsze hasła o „izraelskim apartheidzie”, „kolonializmie osadniczym” czy „opresji rdzennych ludów” nie są nowym językiem sprawiedliwości, lecz powtórzeniem fraz pisanych pół wieku temu w Moskwie.
W zakończeniu Tabarovsky stawia diagnozę: współczesny antysyjonizm to zombi – martwa ideologia, ożywiona w ciałach ludzi, którzy wierzą, że są postępowi, a w rzeczywistości powtarzają slogany imperium, które od dawna nie istnieje. Ta „zombifikacja” myślenia objawia się w akademickich kampaniach przeciw Izraelowi, w retoryce „antykolonialnej” młodych aktywistów i w medialnych kliszach, które mówią o „izraelskiej agresji” i „palestyńskim oporze”. Autorka zauważa, że antysyjonizm pełni dziś tę samą funkcję, co kiedyś w ZSRR – scala rozproszone ruchy i ideologie, od skrajnej lewicy po islamistów, pod wspólnym sztandarem walki z „imperializmem”.
Tabarovsky kończy swój esej mocnym ostrzeżeniem: zachodnia lewica, która tak chętnie potępia rosyjską agresję i kłamstwa Kremla, sama posługuje się językiem wymyślonym przez ten sam reżim. Uległa iluzji, że antysyjonizm to forma moralnej cnoty, gdy w istocie jest to produkt zimnowojennej manipulacji, odziedziczony po sowieckiej machinie propagandowej. Upadek ZSRR nie przyniósł demontażu jego mitów – wręcz przeciwnie, wiele z nich stało się fundamentem dzisiejszego progresywnego dyskursu. Esej „Zombie Anti-Zionism” to nie tylko analiza historyczna, ale też akt demaskacji. Pokazuje, że aby zrozumieć współczesną nienawiść do Izraela, trzeba sięgnąć nie do Gazy, lecz do Moskwy sprzed pół wieku – tam, gdzie narodził się język, którym dziś posługuje się globalna lewica.
Link do oryginalnego tekstu Izabelli Tabarovsky, który ukazał się w Tablet Magazine https://www.tabletmag.com/sections/arts-letters/articles/zombie-anti-zionism
Kategorie: Uncategorized

